Piractwo w Krakowie.

IP: *.tera.com.pl 03.01.02, 20:35
Jak to sie dzieje, że policja chwali sie sukcesami w walce z piractwem
komputerowym i muzycznym, a na giełdzie komputerowej na ul Balickiej można
kupić nielegalne programy oraz muzykę bez ŻADNYCH, powtarzam ŻADNYCH problemów.
Chyba ktoś za to bierze niezłą łapuwkę.
    • Gość: Rubens Re: Piractwo w Krakowie. IP: *.tera.com.pl 03.01.02, 21:13
      Aha, znam jeszcze nawet sklep w którym bez problemu można kupić gierki na
      Playa, i to w tygodniu!!!!!!
    • Gość: good son Re: Piractwo w Krakowie. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.02, 00:45
      Przeszkadza Ci to? Czyżbyś lubił bawić się w inkwizytora, kolego? Miłośnicy zabaw w stylu św. Dominika nie
      cieszą się na ogół społecznym szacunkiem. Bardzo dobrze, że sprzedają, martwić to może jedynie pracowników
      kilku koncernów, których nazw wymieniać nie warto. Plus, ewentualnie, okradających nas jeszcze bardziej
      pośredników - np. właścicieli sklepów muzycznych.
      BTW: "łapówkę" pisze się podobnie jak większość polskich słów na "-ówka".
    • kriss.forum Re: Piractwo w Krakowie. 04.01.02, 13:09
      No i bardzo dobrze, że są piraci. Można sobie kupić np.Office'a za 20-50 zł
      zamiast za kilka lub kilkanaście baniek, albo początkujące zakłady
      fotograficzne czy hobbyści mogą kupić program graficzny za 20-100 zł zamiast
      np. za 4000zł. Jak firmy chcą się pozbyć piractwa, to niech obniżą cenę. A jak
      to jest niemożliwe - to mają pecha.
      Czasami w sklepach są promocje - gra, która zwykle kosztuje 190 zł teraz
      kosztuje 99 zł. I co z tego? Wolę mieć tą samą grę za 20 zł, bo co mi z
      kolorowego pudełka, instrukcji obsługi czy hologramu? Za te trzy "bajery" mam
      dopłacać od 40 do 150 zł? Na co mi to? Jak wydawcy tak się troszczą o swoją
      kieszeń, to może o naszą też się będą tak troszczyć?


      Pozdrawiam forumowiczów i piratów,
      Kriss.
    • Gość: mtq Re: Piractwo w Krakowie. IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 04.01.02, 15:57
      a zeby ci kiedys fajny pomysl ukradli.... popatrz na to z perspektywy producentow, a nie klientow.
      • Gość: good son Re: Piractwo w Krakowie. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.02, 20:44
        Gość portalu: mtq napisał(a):

        > a zeby ci kiedys fajny pomysl ukradli.... popatrz na to z perspektywy producent
        > ow, a nie klientow.

        podziwam idealizm mtq, dlatego postaram się odpowiedzieć stosunkowo najmniej cynicznie. Pojęcie "praw
        autorskich" przestało mieć w tej chwili jakikolwiek związek z ochroną praw autorów. Gdyby pięćdziesiąt czy
        sześcdziesiąt złotych, które płacę w sklepie za kompakt, szło do kieszeni wykonawcy, chętnie zapłaciłbym i sto, bo to
        , co daje mi na kompakcie - powiedzmy - Nick Cave, jest i tak warte więcej. Problem w tym, że do jego kieszeni nie
        poójdzie z tego nawet złotówka. Wiesz chyba dobrze o tym, że np. wyprodukowanie kasety jest znacznie droższe
        niż wyprodukowanie płyty CD (właśnie dlatego do czasopism dołączane są płyty a nie taśmy) - jeżeli więc kaseta
        może kosztować 15-20 zł, płyta nie ma prawa kosztować więcej niż 10 (z czego tak naprawdę rzeczywisty koszt
        nośnika i nagrania płyty to może 3 zł). Reszta to tylko pazerność wytwórni, dystrybutorów, pośredników i właścicieli
        sklepów.
        Raz jeszcze podkreślam, że łamanie praw autorskich nie ma nic wspólnego z kradzieżą własności intelektualnej.
        Przypisanie sobie autorstwa cudzego pomysłu lubutworu jest jest rzeczywiście obrzydliwe, niesmaczne i żałosne.
        Ale co to ma, na litość boską, wspólnego z przegrywaniem płyt czy kserowaniem książek?!
        Autor nie ma w chwili obecnej ŻADNYCH "praw autorskich" (co za bezczelna nazwa, swoją drogą - należałoby to
        raczej nazywać "prawa do eksploatacji" i tylko przez hipokryzję nazywają się one inaczej) do swojego dzieła. To jest,
        przepraszam, ma jedno. Otwórz sobie wydawane obecnie książki i przeczytasz "the author asserts himself moral law
        to be identified as the author of this work" . No comments. Reszta praw należy do wydawcy.
        Jestem doktorantem i zdarzały mi się wypadki, gdy potrzebowałem książki jakiegoś naukowca z Zachodu. Jej autor -
        bywało - znał mnie i wiedział, że zrobię z niej dobry użytek. W zwiąku z tym drukował z twardziela egzemplarz na
        własnej drukarce i przysyłał mi, PROSZĄC MNIE, ŻEBYM ZACHOWAŁ TO W ABSOLUTNEJ TAJEMNICY. Bo on nie miał
        już "prawa autorskiego" tego zrobić. Nawet dedykację przesyłal mi na wszelki wypadek na osobnej kartce, aby w
        razie czego nikt nie mógł zidentyfikować, że ten nielegalny egzemplarz wyprodukował i przysłał właśnie on.
        Sytuacja jest jeszcze bardziej paranoiczna, jeśli chodzi o progrmy komputerowe. Jak to jest, że Microsoft po tym, jak
        pojawiło się dużo darmowych pakietów w rodzaju Star Office'a na CD dołączanych do pism komputerowych, zaczął
        nagle przebąkiwać, że mógłby bez problemu rozdawać MS Office'a (którego zresztą i tak nie używam - LaTeX
        rządzi!) indywidualnym użytkownikom za darmo (czego zreszta i tak do tej pory nie zrobił)? To co, domagając sie
        kilkunastu milionów złotych sprawdzali tylko, ilu w społeczeństwie jest idiotów (i - jak zawsze - stwierdzali z
        satysfakcją, że dużo)? Absurd zaczyna cie przerastać, gdy - przeczytawszy umowę licencyjną - stwierdzasz, że
        fakt kupna legalnego programu nie daje Ci tak naprawdę żadnych praw poza prawem do bezpłatnego otrzymywania
        reklam. Aby liczyć na pomoc w razie jakiejkolwiek awarii (a programy MS zawieszają się co chwila), musiałbyś
        wykupić za następne grube miliony prawo do serwisu (nigdy nie sprzedawane po prostu razem z pakietem). Nie licz
        też, że byłbyś w stanie naprawić sam cokolwiek - MS, jak sam oficjalnie przyznaje, celowo zaprojektował rejestry
        Windows w sposób możliwie najmniej oszczędny, schludny i przejrzysty, aby uniemożliwić jakiekolwiek modyfikacje
        ludziom, którzy nie przeszli specjalnych szkoleń organizowanych tylko przez Microsoft. Oczywiście nie bezpłatnie.
        Przeciwnie wprost. Dodać należy, że MS sam kradnie cudze pomysły bez najmniejszych zahamowań - cały interfejs
        Windows jest przecież zerżnięty z Apple'a, łacznie z takimi detalami jak Kosz.
        Jeżeli uważasz, że wszystko, co napisałem wyżej jest zdrowe, normalne i tak właśnie powinno być (a najwyraźniej
        tak), że pojęcie "praw autorskich" ma jeszcze jakikolwiek sens, to zakończmy tę dyskusję. Zresztą i tak nie ma sensu
        jej ciągnąć. Nie mam zamiaru zmieniać świata. Jest, był i będzie zły, należeć będzie zawsze zawsze do cwaniaków
        mających dużo kasy i żadnych skrupułów. People ain't no good. I zawsze będzie na nim pełno hipokryzji, a farsa
        "praw autorskich" vel praw do eksploatacji jest najlepszym dowodem. Nie widzę jednak żadnego powodu, aby unosić
        się moralnym oburzeniem w obronie zakłamanych i łapczywych kanciarzy ("muj wydafca jest złodziejem", jak
        śpiewa Kazik), którzy i tak mają dosyć środków na swoją obronę (z sankcjami USA na czele). Dziennikarz, którzy z
        powodu braku umiejętności, braku dziennikarskiego pazura i lepszych tematów (lub może licząc na dary od
        rozmaitych stowarzyszeń handlarzy i producentów), pisze sążniste artykuły i reportaże o haniebnym zjawisku
        piractwa i bada, jak władze zwalczają ten nikczemny proceder, spada w moich oczach poniżej dziennikarza
        brukowców (w GW też jest parę takich ptaszków). Dziwi mnie jednak, że są czytelnicy, którzy z własnej i
        nieprzymuszonej (zapewne zresztą dobrej) woli występują na forum publicznym w obronie tego mętnego półświatka
        szalbierzy, koncernów, prawników i pośredników. Zaręczam Ci, że jest na świecie wiele spraw, o które o wiele
        bardziej warto się bić.
        A co do Rubensowskich gliniarzy, którzy biorą łapówki i pozwalają dalej kwitnąć piractwu... jeśli tacy są, należy
        otoczyć ich troskliwą opieką, a nie pisac na nich żalosne donosy. Jak napisał Kapuściński, "przekonałem się, że ci,
        których można zmiękczyć jakimś groszem, są często bardziej ludzcy niż nieprzekupni formaliści" (tu akurat chodziło
        chyba o faceta, który biorąc łapówkę ocalił mu życie). Łapówki pozwalają jakoś funkcjonować złym systemom i
        choremu światowi. A że każdy system jest zły, a świat był, jest i będzie chory, korupcja jest tak stara jak prostytucja i
        podobnie jak ona będzie istnieć do końca ludzkości. I z tym się trzeba pogodzić.
Pełna wersja