Historyk Musiał szuka niemieckich agentów

05.05.08, 20:50
Szanowny Panie Autorze,
jeżeli już musi Pan deprecjonować szlachetny zawód historyka,
pisząc "Historyk Musiał", to czy nie mógłby Pan przynajmniej używać
formy "Historyk IPN Musiał"? Bo historyk tak się ma do historyka
IPN, jak demokracja do demokracji ludowej.
    • topolowka Historyk Musiał szuka niemieckich agentów 05.05.08, 21:05
      Dobrze, ze o tym piszecie. Tekst tego Musiala, o ktorym notabene w
      zyciu nie slyszalam, po prostu obrzydliwy.

      Nie wiem, kim byli rodzice tego Musiala, ale jednego go na pewno nie
      nauczyli: ze przyzwoity czlowiek nie pisze donosow.

      No i kompromitujacy dla tego Musiala tak zawodowo, jak i jako
      czlowieka: jak sie nie ma rzeczowych argumentow, to sie pisze, ze
      czyjs tatus albo czyjas mamusia a to sypiala z bialogwardzistami, a
      to byla zydowka, a to byla w ube. Metoda ta sama, tylko dekoracje
      sie zmieniaja, i zawsze tak samo wstretna, czy ja stosuja komunisci,
      czy dzisiejsi prawicowcy.
      • Gość: wzd Re: Topolówka napisała: IP: *.MAN.atcom.net.pl 05.05.08, 21:52
        "Nie wiem, kim byli rodzice tego Musiala, ale jednego go na pewno
        nie
        nauczyli: ze przyzwoity czlowiek nie pisze donosow. "
        Ojciec Borodzieja pisał je przez całe życie.
        Dlaczego atakujesz ojca?
        • topolowka Re: Topolówka napisała: 06.05.08, 12:40
          Gość portalu: wzd napisał(a):

          > "Nie wiem, kim byli rodzice tego Musiala, ale jednego go na pewno
          > nie
          > nauczyli: ze przyzwoity czlowiek nie pisze donosow. "
          > Ojciec Borodzieja pisał je przez całe życie.
          > Dlaczego atakujesz ojca?

          Poetyka donosu pana Musiala jest wlasnie taka: wini dzieci za
          grzechy ojcow. I ja robie to samo, co robi Musial, ktorego bronisz,
          w stosunku do Borodzieja.

          A ze to ci sie nie podoba, to nic nowego. Jak Kali komus ukrasc
          krowe, to jest czyn bohaterski i samo dobro, a jak Kalemu ktos
          ukrasc krowe, to jest grzech i bezecenstwo, nieprawdaz?



          • Gość: wzd Re: Topolówka napisała: IP: *.MAN.atcom.net.pl 06.05.08, 14:31
            Ani nie bronię, ani nie atakuje. Wykazuje tylko logiczne i moralne
            usterki myslenia i działania różnych topolówe, które nauczono
            pisania, ale nie nauczono podstaw poprawnego myslenia.
            Nawet nie wiedzą. że są hipokrytkami:)
    • Gość: zxc Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.05.08, 21:25
      Ujadajcie dalej, ale czy wam się podoba czy nie fałszowanie historii przez pseudohistoryków PRLowskich już się kończy...
      A jeśli interesuje was prawda to przeczytajcie artykuł w Rzepie, może coś odkryjecie? :)
    • Gość: wzd Sowiecka historiografia zaatakowana!!! IP: *.MAN.atcom.net.pl 05.05.08, 21:55
      To naprawdę skandal!
      Pamietacie, jak Gazeta oburzała się, gdy Romanowi Giertychowi
      niegodziwcy wypominali ojca i dziadka - że nieprzyzwoici narodowcy?
      I teraz Gazeta robi to samo: kiedys broniła Giertycha. Teraz broni
      Borodzieja!
      Tak tyrzymac, towarzysze!!!
    • mokradlo5 Historyk Musiał szuka niemieckich agentów 06.05.08, 04:11
      Do kogo ta mowa, a jak GW pisze o prof. Nowaku, czy dyrektorze
      Rydzyku? Rozumiem,ze osoba broniona przez GW musi byc wyjatkowa
      szmata, jak np Gross, na to zeby sobie zasluzyc, trzeba byc anty-
      Polakiem itd.
    • eszp Historyk Musiał szuka niemieckich agentów 06.05.08, 08:27
      Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej ( a w tym wypadku -
      pokoleniowej) to cecha immanentna systemów totalitarnych. Za winy
      rodziców szło się, w najlepszym wypadku, do łagrów albo KL. Dla pisu
      i jego aktywistów partyjnych to norma w uprawianiu polityki i
      tzw.polityki historycznej.Nie znam dorobku pana musiała. Znam za to
      dorobek pana Borodzieja i uważam, że nikt tak nie przyczynił się do
      obalania mitów historycznych,dotyczących wypędzenia jak właśnie On i
      profesor Bartoszewski. I cóż za zadziwiająca zbieżność-obaj są
      wrogami nr.1 ślepych fanatyków pisowskich!Pociesza mnie fakt, że nie
      żyjemy w próżni, że obrzydliwe donosy i pomówienia fanatyków
      pisowskich prędzej czy póżniej obrócą się przeciwko nim samym,że
      musiał będzie synonimem chamstwa i hucpy historycznej,że wrócą do
      niebytu historycznego z którego pochodzą,bo karier opartych na
      donosach nie da się utrzymać na długo.Dowiódł tego ich ukochany
      system stalinowski,w który tak mocno się zapatrzyli.A sam profesor
      Borodziej i tak się obroni,bo jest przyzwoitym historykiem, a nie
      partyjnym aparatczykiem jak ten cały musiał, który nie musiał aż tak
      się sprostytuować.
      • Gość: asdas Re: Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.pools.arcor-ip.net 08.05.08, 18:39
        Bartoszewski nie jest profesorem.
    • Gość: Mirek Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.lublin.mm.pl 06.05.08, 08:46
      Czytałem tekst Pana Musiała. To dobry i sensowny artykuł. A Pan Borodziej chyba
      za mocno zaprzyjaźnij się z niemieckim spojrzeniem na poruszane tematy.
      Może w ten sposób łatwiej jest uzyskać grant, wydać pubikację?
    • Gość: rita Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.chello.pl 06.05.08, 08:47
      Jeżeli polskie uczelnie kształcą takich "historyków" jak pan Musiał,
      to biada nam - Polakom. No, chyba że do IPN trafiają najgorsi. Jest
      to najlepszy powód, aby cały ten "Instytut" zlikwidować.
      • nemeth Re: Historyk Musiał szuka niemieckich agentów 06.05.08, 11:02

        Dobry historyk musi być przede wszystkim osobą obiektywną. Czy się to komuś
        podoba czy nie. Akurat pana Borodzieja publikację znam i cenię go za to że jest
        obiektywny a nie tworzy historię na potrzeby państwa.
        Musiała jak widać skręca zazdrość i za wszelką cenę próbuje zdyskredytować
        osiągnięcia Pana Borodzieja. Czyni to w sposób tak niski że szok. To świadczy
        jak małym jest człowieczkiem i jak nisko upadł.
        A poza tym faktycznie patrząc na ten cały IPN to widać na przykładzie Musiała
        jakie miernoty zatrudnia.
      • Gość: hist. Re: Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.08, 11:24
        Musial nie kształcił sie w Polsce, ale w Niemczech. Nie konczyl zadnej polskiej
        uczelni Pani kolezanko, ale doktoryzowal sie za "murem berlinskim"...
    • miroslawkraszewski Historyk Musiał szuka niemieckich agentów 06.05.08, 12:45
      Przeciez w filmie "Historia nie konczy sie Nigdy i w mojej obecnosci na planie,
      pan Pawelka, (niemiecki przedstawiciel firmy Powiernictwo Pruskie)mowil o
      korzystnych przyjaźniach i spotkaniach z panem Borodziejem i Kochanowskim. Czy
      należy ukrywać przyjaźnie i wspólne interesy? dlaczego? Zupełnie nie rozumiem.

      Autorze artykułu, wstaw się o to żeby film TVP "Historia nie kończy się nigdy"
      został przedstawiony w czasie dobrej oglądalności a przejrzysz na oczy. Proszę o
      interwencje w tej sprawie w TVP.

    • miroslawkraszewski Tu nie chodzi o dobrych czy tez zlych historykow 06.05.08, 12:51
      Tutaj chodzi o pisanie niemieckiej wizji historii. Wizji pana Pawelki i pani
      Steinbach. Czy na zamówienie z Niemiec nie mogę się wypowiedzieć, ale da się
      przecież sprawdzić, kto płacił za te badania i publikacje.
      • Gość: wzd Re: Obrona Giertycha - pochwalam IP: *.MAN.atcom.net.pl 06.05.08, 14:34
        sposób myslenia Gazety. Dzieci nie ponosza winy za czyny dziadków i
        rodziców!
      • Gość: Klon Re: Tu nie chodzi o dobrych czy tez zlych history IP: *.adsl.inetia.pl 06.05.08, 21:54
        TO SPRAWDZ...ale po mojemu, mimo mozgu - nie sprawdzisz, bo za maly
        Bolek jestes. Szkoda.Bo ja mysle /wiem/ ze Borodziej baaaaaaaaaardzo
        umoczony. Jako Tatus! The End!
    • toja3003 Antyniemieckość naszych władz 06.05.08, 14:47
      Antyniemieckość naszych władz przestaje poruszać społeczeństwo w
      Polsce, bo jest niewiarygodna, jako że niekonsekwentna. Za każdym
      razem wytaczane są w Polsce potężne działa propagandowe a potem
      kompletnie nic się w związku z tym nie dzieje i kończy się na
      straszeniu. Miał być wykup ziemi przez Niemców i jest ale na
      Majorce; względnie wykup niemieckiej ziemi przez Polaków w Niemczech
      wschodnich. Na temat rosyjsko-europejskiej rury bałtyckiej
      krzyczano, że to nowy pakt Ribentrop-Mołotow i nic. Jak ktoś chce
      sobie rurę zbudować to i tak zbuduje. Potem afera dowcipowa: ktoś
      ze strachu schował się w kibelku, ktoś inny dostał czkawki na
      jakiejś konferencji prasowej i nic. Jak ktoś chce opowiadać dowcipy,
      nawet i kiepskie, to i tak opowie. Wreszcie centrum wypędzonych –
      protesty groźby i „nie oddamy nawet guzika” a w praktyce nic. Jest
      wystawa w Berlinie bo jak ktoś chce sobie gdzieś zrobić „centrum” to
      zrobi i tak. I teraz powiernictwo. Najpierw niemalże już w Polsce
      przesuwano granice gwarantowane układem polsko-niemieckim i cisza
      (naszym politykom pomylił się układ graniczny z układem o dobrym
      sąsiedztwie). Bo jak ktoś zeche wysłać list z głupimi żądaniami do
      Strasburga to i tak wyśle. A z powodu Polaków mieszkających za
      granicą, którzy korzystają z bałaganu PRL-owskich ksiąg wieczystych
      ogłoszono już nowe Westerplatte. Bez przesady. Trochę więcej
      szacunku, dla tych którzy wtedy tam naprawdę ginęli, broniąc Polski.
      Lepiej zająć się konkretnymi i naprawdę ważnymi dla Polski sprawami.
    • grba Dla tych co wiedzą wszystko a nawet więcej... 06.05.08, 15:29
      Bogdan Musial (Bogdan Musiał) niemiecki historyk polskiego
      pochodzenia, specjalizujący się w dziejach II wojny światowej.

      Bogdan Musial urodził się 1960 w Wielopolu. W 1985 osiadł w
      Niemieckiej republice Federalnej gdzie otrzymał azyl polityczny, od
      1992 nturalizowany obywatel RFN.
      Studiował od 1980 do 1988 historię, nauki polityczne i socjologię w
      Hanowerze i Manchesterze. W 1998 uzyskał doktorat na podstawie pracy
      dotyczącej sytuacji Żydów w okupowanej Polsce.
      Od 1991 do 1998 Musial pracował jako wykładowca w Friedrich Ebert
      Foundation. Wydawał prace na temat zbrodni Wehrmachtu w biuletynie
      Wehrmachtsausstellung wydawanym przez Hamburg Institute for Social
      Research.
      Od 1998 jest pracownikiem naukowym Niemieckiego Instytutu
      Historycznego w Warszawie, zajmuje się zbrodniami NKWD w czasei II
      wojny światowej.
    • grba Dlaczego Musial się nie podoba... 06.05.08, 15:34
      BOGDAN MUSIAŁ

      Historiografia mityczna

      Wehrmacht był organizacją przestępczą, a większość jego żołnierzy
      popełniła takie czy inne zbrodnie podczas drugiej wojny światowej -
      taka była główna teza wystawy "Zbrodnie Wehrmachtu 1941 - 1944",
      która w 1995 roku wywołała w Niemczech zażartą dyskusję.
      Towarzyszyły jej zamachy bombowe, procesy, demonstracje i walki
      uliczne. Teza wystawy była wsparta setkami wstrząsających fotografii
      oraz licznymi dokumentami.

      Tymczasem po dokładnej analizie prezentowanych fotografii i
      dokumentów okazało się, że wystawa była prymitywną manipulacją
      źródłami. To przykład, jak często fakty podlegają ideologicznej
      presji. Warto o tym pamiętać podczas dyskusji nad tym, co wydarzyło
      się w Jedwabnem.

      Wystawa podzieliła Niemców na dwa obozy. Jedni uznawali się za
      postępowych, oświeconych i krytycznych wobec niechlubnej
      przeszłości. Drudzy uważani byli za niereformowalnych, negujących
      zbrodnie Wehrmachtu i nazizmu w ogóle. Treścią debaty były
      rozważania o winie, odpowiedzialności, potrzebie rozliczenia się z
      przeszłością, które przybrały z czasem formę pokutniczych rytuałów.
      Dochodziło do tego, że odwiedzający wystawę mdleli z wrażenia, a
      politycy z pierwszych stron gazet płakali przed kamerami.

      Ekspozycja była przez wielu gloryfikowana, nagradzana i z czasem
      otoczono ją kultem. Krytyka równała się bluźnierstwu.

      Negatywny nacjonalizm

      Sukcesu wystawy nie można zrozumieć bez znajomości najnowszej
      historii Niemiec oraz atmosfery lat 90. w tym kraju. W latach 50.,
      po krótkim okresie denazyfikacji przeprowadzonej przez aliantów po
      1945 roku, wraz z bumem gospodarczym nadszedł okres przemilczeń
      nazistowskiej przeszłości. W latach 60. zaczęto znów mówić o
      zbrodniach nazizmu, stawiano trudne pytania. W szczególności ruch
      studencki roku 1968 odegrał tu ważną rolę. Przez następne lata
      proces ten nabierał dynamiki i obecnie nazywany
      jest "przezwyciężaniem przeszłości".

      Dzisiejsze Niemcy definiują się przez tak zwany negatywny
      nacjonalizm. Niemcy nie utożsamiają się z pozytywnymi wartościami
      narodowymi, lecz z negatywnymi ("My byliśmy największymi
      zbrodniarzami").

      Wystawa o zbrodniach Wehrmachtu idealnie zaspokajała potrzebę
      niemieckiej ekspiacji. Natomiast nikt nie przyjrzał się jej
      dokładnie. Większość, nawet przeciwnicy, przyjęła, że zdjęcia
      rzeczywiście pokazują zbrodnie Wehrmachtu. Tymczasem po dokładnej
      analizie prezentowanych fotografii i dokumentów okazało się, że
      wystawa była prymitywną manipulacją źródłami i udaną prowokacją. Na
      zdjęciach znaleźli się nawet kolejarze w mundurach jako sprawcy
      zbrodni Wehrmachtu, nie wspominając o żołnierzach fińskich,
      węgierskich, bułgarskich, a nawet radzieckich. Wiele wstrząsających
      zdjęć przedstawiało ekshumację ofiar zbrodni sowieckich na Kresach
      latem 1941 roku. Gdy autorom wystawy zwrócono uwagę na ten problem,
      zareagowali dosyć nietypowo - wynajęli adwokatów, pozwali krytyka do
      sądu i rozpoczęli przeciw niemu oszczerczą kampanię. Procesów nie
      wygrali, a wystawę musieli zamknąć.

      Amerykanizacja holokaustu

      Innym głośnym wydarzeniem ostatnich lat, które wywołało zażarte
      dyskusje, było ukazanie się książki Daniela Goldhagena "Gorliwi kaci
      Hitlera". W pracy tej postawiono tezę, że Niemcy zawsze chcieli
      wymordować Żydów, a Hitler tylko im to umożliwił. Książka jest
      produktem tzw. amerykanizacji holokaustu. Była skierowana do
      amerykańskiego czytelnika i jest tam do dziś popularna, bo holokaust
      odgrywa centralną rolę w amerykańskiej kulturze.

      Nie zawsze tak było. Podczas wojny przeciętny Amerykanin nie
      interesował się losem europejskich Żydów. Po 1945 roku nie było
      inaczej. Dopiero w latach 60. zaczął się proces odkrywania zagłady
      Żydów, który nabierał dynamiki w latach 70. Natomiast od roku 1990
      ukazało się w amerykańskiej prasie więcej artykułów na ten temat niż
      w poprzednich 45 latach. W tym samym czasie powstały liczne muzea
      holokaustu, utworzono dziesiątki katedr uniwersyteckich, holokaust
      wszedł do programu nauczania w wielu stanach USA. Także dla
      Hollywood stał się tematem atrakcyjnym, czego najdobitniejszym
      przykładem jest film "Lista Schindlera".

      Dla społeczności żydowskiej w USA zagłada stała się "religią
      zastępczą" - instrumentem integracji. Dzięki temu znaleziono sposób
      przeciwdziałania rozluźnieniu się tradycyjnych więzów tej
      społeczności, która powoli roztapia się w społeczeństwie
      amerykańskim. Pamięć o holokauście i doznanych krzywdach ma służyć
      zachowaniu zbiorowej tożsamości. Tak rozpoczął się proces jego
      instrumentalizacji i sakralizacji.

      Amerykańscy Żydzi od lat odgrywają ważną rolę w Hollywood,
      telewizji, prasie i sektorze wydawniczym, czyli w środowiskach
      opiniotwórczych. To oni, według Petera Novicka, w dużej mierze
      sprawili, że holokaust stał się tematem ogólnoamerykańskim.

      Przełom przyniosły lata 70. Film "Holocaust" obejrzało w 1978 roku
      ponad 100 milionów Amerykanów. Uważa się, że zapoczątkował on w USA
      proces, który przemienił zagładę z wydarzenia historycznego w
      wydarzenie mistyczne, które znajduje uniwersalne zastosowanie w
      aktualnej polityce. Aktywiści ochrony przyrody, walki z AIDS czy
      przeciwnicy aborcji mówią dzisiaj o holokauście, domagając się
      spełnienia swych postulatów. Prezydenci Bush i Clinton wskazywali
      go, aby usprawiedliwić interwencję w Kuwejcie, względnie w Kosowie.

      Kluczem do zrozumienia roli holokaustu w USA jest w pierwszej
      kolejności nie tyle wpływ organizacji żydowskich, ile skłonność
      społeczeństwa do zaspokajania potrzeb duchowych w sposób
      niereligijny i równocześnie pragnienie poczucia, że jest się po
      dobrej stronie. Holokaust nadaje się do tego idealnie. Został
      dokonany przez absolutne zło, wydarzył się w dalekiej Europie i
      Amerykanie nie ponoszą za niego odpowiedzialności. Inaczej byłoby z
      eksterminacją Indian czy czarnymi niewolnikami.

      Tylko zagłada Żydów

      Równolegle do mistyfikacji i upolitycznienia holokaustu nastąpiła
      jego komercjalizacja. Pewne grupy zawodowe wykorzystują go jako
      źródło dochodów , na przykład adwokaci, którzy prowadzą sprawy o
      odszkodowania dla osób, które przeżyły zagładę. Jeżeli ktoś chce
      zrobić karierę naukową, wydać książkę, stać się znanym i uznawanym,
      osiągnie to najszybciej, wykorzystując temat holokaustu.

      Bardzo bogata amerykańska publicystyka na ten temat ma z punktu
      widzenia naukowego wiele kontrowersyjnych cech, np. brak kontekstu
      historycznego. Sprowadza ona historię drugiej wojny światowej do
      zagłady Żydów. Mamy do czynienia z katami (Niemcy oraz ich
      pomocnicy), biernymi świadkami zbrodni oraz ofiarami, czyli
      społecznością żydowską. Polacy zajmują w tej konstelacji pozycję
      pomocników katów oraz katów. Ponieważ większość Żydów została
      wymordowana na terenach polskich, Polacy są w tym kontekście
      wymieniani najczęściej.

      Na etnicznie polskie ofiary drugiej wojny światowej (około 1,5
      miliona) nie ma tutaj miejsca, nie wspominając już o ofiarach
      zbrodni sowieckich z tego okresu. Natomiast jest miejsce dla
      homoseksualnych ofiar nazizmu, których liczba sięga najwyżej 10
      tysięcy. Ponadto w tej publicystyce popularna jest opinia, że Niemcy
      wybudowali fabryki śmierci właśnie w Polsce, ponieważ mogli liczyć
      na polski antysemityzm.

      Inna cecha amerykańskiej literatury na temat holokaustu to częste
      nieprzestrzeganie podstawowych wymagań naukowych, czego przykładem
      jest wspomniana książka Daniela Goldhagena. Raul Hilberg, nestor
      badań historii zagłady Żydów i światowy autorytet w tej dziedzinie,
      stwierdził, że w USA nie funkcjonuje w dziedzinie badań nad
      holokaustem "kontrola jakości". Zdaniem Hilberga, Goldhagen
      napisał "głupstwa".
      • grba Re: Dlaczego Musial się nie podoba... #2 06.05.08, 15:35
        Ruth Bettina Birn, historyczka niemiecko-kanadyjska, która zna
        bardzo dobrze źródła przytaczane w książce "Gorliwi kaci Hitlera",
        stwierdziła, że "metodą Goldhagena" na podstawie tych samych
        dokumentów można "udowodnić" zupełnie przeciwstawne tezy. Podała na
        to wiele przekonujących przykładów. Goldhagen, zamiast merytorycznie
        ustosunkować się do tak poważnego zarzutu lub po prostu milczeć,
        wynajął adwokatów, którzy usiłowali zastraszyć panią Birn. A jego
        zwolennicy starali się, aby zwolniono ją z pracy. Jednak
        bezskutecznie. Dzisiaj żaden z szanujących się historyków tematu nie
        dyskutuje już na temat tez Goldhagena.

        Postawa afirmująca

        Kolejnym dogmatem amerykańskiej wersji historii holokaustu jest
        bezkrytyczne traktowanie relacji tych, którzy go przeżyli. Jan
        Tomasz Gross w swojej książce "Sąsiedzi" ogłasza obowiązujący już w
        USA od lat dogmat jako nowe podejście do źródeł i stwierdza, że
        ustanawia nowe wzorce dla historiografii holokaustu. Uważa on,
        że "nasza postawa wyjściowa do każdego przekazu pochodzącego od
        niedoszłych ofiar holokaustu powinna się zmienić z wątpiącej na
        afirmującą". Równocześnie twierdzi autorytatywnie: "O złą wolę
        względem sąsiadów Polaków w tej materii (relacje o stosunkach polsko-
        żydowskich podczas wojny) nie mamy podstaw podejrzewać Żydów".

        Przyjmując takie afirmujące podejście do źródeł, jak ocenić relację
        Michela Mielnickiego, pochodzącego z Wasilkowa koło Białegostoku.
        Opisał on w wydanym ostatnio w Kanadzie pamiętniku, pt. "Białystok
        to Birkenau", działalność swego ojca Chaima podczas okupacji
        sowieckiej: "Pamiętam jak NKWD-owscy komisarze z Moskwy, którzy
        często przychodzili do nas do domu po zmierzchu, siedzieli w naszej
        bawialni (...) rozmawiając cicho z moim ojcem, gdy przeglądali listy
        podejrzanych o przynależność do piątej kolumny (tak zwanych polskich
        folksdojczów), polskich faszystów, ultranacjonalistów oraz innych
        miejscowych 'zdrajców' oraz 'kontrrewolucjonistów'. Rozumiałem, że
        on służył jako doradca przy NKWD, których z miejscowych Polaków
        wysłać na Syberię albo jakoś się nimi zająć. 'Musimy się pozbyć
        faszystów - powiedział mojej matce. - Zasłużyli na Syberię. Nie są
        dobrzy dla Żydów'".

        Gotowość Grossa do afirmacji świadectw niedoszłych ofiar holokaustu
        ma swoje granice. Akceptuje on bowiem jedynie takie relacje, które
        potwierdzają jego tezy, inne ignoruje. Przykładem są relacje
        świadków żydowskich spisane w latach 1941 - 1942 o sytuacji na
        Kresach pod okupacją sowiecką. Wielu autorów tych relacji ocenia
        bardzo krytycznie postawy części społeczeństwa żydowskiego w
        stosunku do Polaków. Jeden z nich opisuje tak sytuację w
        Wilnie: "Żydowscy komuniści igrali z uczuć patriotycznych Polaków,
        denuncjowali ich nielegalne rozmowy, wskazywali polskich oficerów
        oraz byłych wyższych urzędników, z własnej woli pracowali w NKWD i
        brali udział w aresztowaniach". Podobnie jak Chaim-Mielnicki w
        Wasilkowie.

        Gross konsekwentnie omija takie relacje, bo przeczą one jego tezie,
        że podczas okupacji sowieckiej nie wydarzyło się nic, co mogłoby
        wpłynąć negatywnie na zaostrzenie i bez tego napiętych stosunków
        polsko-żydowskich.

        Potrzeba przywracania pamięci

        Zadaniem badacza jest nie "postawa afirmująca", tylko zawodowy
        sceptycyzm i staranna analiza każdej relacji. Zastosowanie
        postulatów metodologicznych Grossa sprawia, że do dyskursu naukowego
        przenikają bez weryfikacji osobiste uprzedzenia i animozje świadków.
        Ponadto ułatwia działanie różnej maści hochsztaplerom.

        Przykładem są "wspomnienia" Benjamina Wilkomirskiego, który jako
        kilkuletnie dziecko miał przeżyć holokaust w Polsce. Autor otrzymał
        za nie prestiżowe nagrody, zostały przetłumaczone na wiele języków.
        Goldhagen ocenił je jako jedno z najautentyczniejszych "świadectw
        holokaustu". Okazało się jednak, że Wilkomirski w ogóle nie jest
        Żydem, a jego wspomnienia są zwykłym tworem fantazji. Niezapomniany
        pozostanie obraz Wilkomirskiego czytającego fragmenty
        swoich "wspomnień", grającego na klarnecie oraz filozofującego o
        tożsamości, winie, odpowiedzialności oraz o pamięci o zagładzie jako
        panaceum na pokonanie zła przed setkami wzruszonych do łez
        słuchaczy.

        Jeszcze nie wiadomo, jak zakończy się dyskusja wywołana książką
        Grossa. Jedni odrzucają oskarżenia jako bezpodstawne, przesadzone,
        mające na celu zdyskredytowanie dobrego imienia Polaków. Okazują
        nierzadko skłonności antysemickie.

        Inni afirmują tezy Grossa, składając wysoce emocjonalne
        oświadczenia, snując filozoficzno-moralizujące rozważania, dając
        wyraz skłonności do psychoanalitycznego mistycyzmu, tak popularnego
        w USA, oraz do samooskarżeń, tak popularnych w Niemczech. Grupa ta -
        przekonana o swojej postępowości i nowoczesności - jest
        opiniotwórcza i ma duże szanse na zwycięstwo. Jej zwolennicy wierzą,
        że w sprawie Jedwabnego wszystko zostało już powiedziane, bo "diabeł
        nie tkwi w szczegółach, lecz w generalizacji" , oraz nawołują do
        bicia się w piersi.

        Jest i postawa rzeczowa, mówiąca o potrzebie dyskusji na ten temat.
        Jej zwolennicy stoją na stanowisku, że warunkiem takiej dyskusji
        jest rzetelne zbadanie sprawy, krytykują liczne niedociągnięcia
        warsztatowe Grossa oraz jego "specyficzne" podejście do źródeł. Nie
        są z góry skazani na przegraną, chociaż teraz znajdują się w
        defensywie.

        Nie sądzę, żeby Polsce było potrzebne przezwyciężanie przeszłości w
        wersji niemieckiej czy też amerykańskie podejście do historii
        drugiej wojny światowej. Polska dzisiaj potrzebuje przywracania
        pamięci. Świadomość historyczna powojennych pokoleń Polaków została
        w dużym stopniu wypaczona przez państwo komunistyczne. Potrzebne są
        rzetelne badania naukowe, a nie zamiana historiografii PRL-owskiej
        na historiografię w wersji wystawy Wehrmachtu, "Gorliwych katów
        Hitlera" czy "Sąsiadów".

        Autor jest doktorem historii. Pracuje w Niemieckim Instytucie
        Historycznym w Warszawie. Światowy rozgłos zdobył po opublikowaniu
        artykułu naukowego, w którym udowodnił, że wystawa "Zbrodnie
        Wehrmachtu" zawiera materiały ilustrujące zbrodnie NKWD.

    • bolszewicka_swinia Pan Musiał, wie o czym pisze, a pan pisze, co MUSI 06.05.08, 16:48
      Zjawisko to dobrze obrazuje sprawa książki Włodzimierza Borodzieja,
      znanego historyka, do niedawna prorektora Uniwersytetu
      Warszawskiego.

      W roku 1985 ukazała się w Polsce jego praca doktorska pt. "Terror i
      polityka. Policja niemiecka a polski ruch oporu w G[eneralnym]
      G[ubernatorstwie] 1939-1944". Głównym jej tematem były zagadnienia
      związane z niemiecką okupacją oraz działalnością polskiego
      podziemia. Przynajmniej pod jednym względem dzieło było dość
      nowatorskie: wykorzystano w nim nieznane wówczas historykom
      dokumenty niemieckich władz bezpieczeństwa. Jednak autor książki nie
      skorzystał z najważniejszych dokumentów archiwalnych znajdujących
      się w zbiorach polskich, a wtedy już przynajmniej częściowo
      dostępnych. Takich jak np. dokumenty Polskiej Partii Robotniczej,
      komunistycznej partyzantki, NSZ czy AK.

      Co więcej, zamiast sięgnąć do dokumentów znajdujących się w polskich
      archiwach, autor "Terroru i polityki" wykorzystał prace historyków
      wywodzących się z pionu politycznego Ludowego Wojska Polskiego oraz
      Urzędu Bezpieczeństwa, którzy już w czasach PRL cieszyli się złą
      sławą. Obficie korzystał z prac mjr. Stefana Skwarka, który karierę
      rozpoczynał jako wartownik w UB na Kielecczyźnie. Potem, poprzez
      różne kursy dokształcające MSW, został "naukowcem" Wyższej Szkoły
      Nauk Społecznych przy KC PZPR. Jego "naukowymi" ustaleniami zajmował
      się wymiar sprawiedliwości nawet w PRL-u. Na przykład w 1978 r. Sąd
      Wojewódzki w Kielcach orzekł: "Nie są prawdziwe wiadomości zawarte w
      książce Stefana Skwarka "Ziemia Niepokonana" [...] stwierdzające, że
      Zenon Krzekotowski pseudonim "Kowal" lub "Topolski" [żołnierz AK]
      był agentem Gestapo, że w tym charakterze działał na szkodę Polski,
      zwłaszcza przez zwalczanie organizacji lewicowych i wydawanie w ręce
      gestapo [...] i że był spokrewniony ze zmarłym hitlerowskim
      dygnitarzem Hermanem Goeringiem."7 Chociaż Włodzimierz Borodziej
      nazwał w przypisie publikacje Stefana Skwarka "tendencyjne", często
      powołuje się w swej pracy na jego "wyniki badań naukowych".

      Innym autorem z rodowodem UB, bardzo często przytaczanym przez
      Borodzieja, jest ppłk UB-SB Ryszard Nazarewicz. Nazarewicz przebywał
      w czasie okupacji sowieckiej 1939-1941 we Lwowie; później znalazł
      się w Warszawie, a od 1943 był szefem wywiadu GL-AL w okręgu
      Częstochowa.8 Jest on więc zapewne wyjątkowo dobrze poinformowany o
      zadaniach, jakie postawili przed komunistami polskimi ich sowieccy
      mocodawcy. Kontrwywiad AK, w raporcie sporządzonym na podstawie
      przejętych instrukcji, tak streszcza zadania zlecone Wydziałowi
      Informacji PPR: "Wydział Informacji (instrukcja [zdobyta, B.M.] w
      załączniku), [...] otrzymał polecenie rozpracowania
      najszczegółowszego polskich grup wojskowych łącznie z personaliami,
      aby przygotować tą drogą bądź metody likwidacji, bądź rozładowania
      tych organizacji od wewnątrz."9 Informacje dotyczące struktur
      polskiego podziemia, zdobyte przez współpracujących z NKWD
      komunistów z PPR czy GL-AL, były używane w walce z "siłami reakcji",
      chociaż przekazywano je także Gestapo, które dokonywało na ich
      podstawie operacji likwidacyjnych. Tymczasem dzisiaj Nazarewicz
      bagatelizuje te fakty twierdząc, że "ostrze wywiadu GL i AL było
      skierowane [...] tylko w niewielkim stopniu na rozpoznanie
      zagrożenia ze strony prawicy polskiej".10

      Po wejściu do Polski Armii Czerwonej szeregi Urzędu Bezpieczeństwa a
      także Milicji "Obywatelskiej" założonych i kierowanych w pierwszych
      latach przez NKWD zostały zasilone przez "kombatantów" z GL-AL,
      m.in. także przez Ryszarda Nazarewicza. W Aparacie Bezpieczeństwa
      Nazarewicz "przepracował" do 30.X.1959 roku. Według danych
      resortowych jako członek UB brał udział "w okresie od dnia
      21.II.1945 r. do dnia 31.XII.1947 r. [...] w walce z bandami i
      reakcyjnym podziemiem".11

      Metody jakimi UB zwalczało "reakcyjne podziemie" są dobrze znane
      badaczom tego okresu, ale mało wie o nich opinia publiczna. Wysoki
      oficer pionu politycznego "Wojska Polskiego" pisał w kwietniu 1945
      r. do KC PPR o "niefortunnym zachowaniu się Bezpieczeństwa i
      Mili.[cji] Obyw.[atelskiej] w terenie (palenie wsi, zabijanie ludzi
      przez funkcjonariuszy obu instancji, bicie ludzi, grabienie przy
      rewizji i t.p.)".12 W czasie jednej z odpraw w Ministerstwie
      Bezpieczeństwa Publicznego w roku 1948 Stanisław Radkiewicz tak
      zwrócił się do swoich podwładnych: "Wielu z Was w dotychczasowej
      pracy, działało terrorem, siłą, groźbą, poczuciem strachu przed
      aparatem podtrzymywało autorytet."13

      Niewątpliwie najważniejszym zadaniem UB w pierwszych miesiącach
      "wyzwolenia" była pomoc organom sowieckim (NKWD i "Smiersz") w
      "oczyszczaniu" terenów Polski z "elementów reakcyjnych", czyli - jak
      to dzisiaj eufemistycznie określa Nazarewicz - w zwalczaniu
      "zagrożenia ze strony prawicy polskiej". Jej rzeczywiści lub
      domniemani członkowie byli deportowani do sowieckich łagrów,
      zamykani w więzieniach, torturowani i mordowani. Z czasem UB stawało
      się coraz bardziej samodzielne: jej funkcjonariusze sami dokonywali
      aresztowani, prowadzili "śledztwa" (bicie i tortury były powszechnie
      stosowaną metodą śledczych z UB), mordowali i rabowali


      www.naszawitryna.pl/jedwabne_908.html
    • jazg1 Historyk IPN to prawdziwy historyk 06.05.08, 17:36
      Nie należy do dotychczasowej mafii, blokującej rozwój tej dziedziny.
      Historycy IPN zaczęli ujawniać wiadomości z najnowszej historii
      Polski, które są bardzo niewygodne historykom z czasów PRL. Dlatego
      takie GW i im podobne plują na nich.

      Historyk Musiał to zawodowy historyk, który konkretami ocenił
      dorobek guru niewykształconych dziennikarzy GW, którzy to
      dziennikarze nie używając ani jednego merytorycznego argumentu
      usiłują Musiałowi dokopać.
    • Gość: Coz -ten ktory wie Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.adsl.inetia.pl 06.05.08, 20:56
      To nie historyk MUsial, ALE dr Musial. Pracuje w Inst. Niemieckim -
      jest Polakiem. Skoro TAM jest, to dlatego, by ...widziec takiego
      Borodzieja!!! MA RACJE!!! Ja nie historyk, niemniej znam prawdziwych
      hostorykow np _ Kersten,Tazbir, albo ...No wlasnie ..KTO???
      Na pewno nie Borodziej. W dodatku znam k...ew, ktora z nim w
      kontakcie. GRATULACJE dla Pana dr historii B.Musiala!!! Ale
      ludnosc ...nie rozroznia, bo ..ciemna jest ona. Ta ludnosc! Tatus
      Borodzieja NAPRAWDE byl w UB, bo gdzie moglby byc w komunie i w
      Berlinie??? Szkoda,ze tyle narodu UMOCZONEGO!!! - te wpisy TU!!!
      Kiedy was wreszcie NIE BEDZIE? - dzieci UB???
      • Gość: Red Re: Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.08, 22:26
        "Bogdan Musiał

        Urodził się w 1960 roku. Jest historykiem dziejów najnowszych. W
        latach 1985-1998 przebywał w Niemczech, studiował na uniwersytetach
        w Hanowerze i Manchesterze. Pod koniec lat 90. wziął udział w
        debacie wokół głośnej niemieckiej wystawy „Wojna wyniszczająca.
        Zbrodnie Wehrmachtu 1941-1944”. Wykazał wtedy że kilka z
        prezentowanych fotografii przedstawiało nie ofiary zbrodni
        Wehrmachtu lecz NKWD popełnione w czerwcu 1941 r. Przyczyniło się to
        do czasowego zamknięcia wystawy. Sprawie zbrodni popełnionych przez
        władze sowieckie w trakcie pospiesznej ewakuacji przed ofensywą
        niemiecką ich konsekwencji dla postawy ludności Musiał poświęcił
        książkę „Rozstrzelać elementy kontrrewolucyjne. Brutalizacja wojny
        niemiecko-sowieckiej latem 1941 roku (wyd. pol. 2001). W b. r.
        opublikował w Niemczech pracę „Kampfplatz Deutschland” (Pole bitwy:
        Niemcy) o planach Stalina ataku na Zachód. Obecnie pracuje w
        Instytucie Pamięci Narodowej. Tekst jest wyrazem osobistych poglądów
        autora i nie reprezentuje oficjalnego stanowiska IPN".

        Najbardziej charakterystyczne jest to, że Gazeta Wyborcza skwapliwie
        ominęła ostatnie zdanie...

        www.rp.pl/artykul/128621.html
    • cierpliwy Historyk Musiał szuka niemieckich agentów 07.05.08, 11:00
      Historykom z IPN bliżej do "histeryków" niż do jakiejkolwiek prawdy.
    • Gość: gniewko_syn_ryba Historyk Musiał szuka niemieckich agentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.08, 12:05
      Pięknie, brawo !!! A teraz poproszę pana redaktora Leszczyńskiego o
      zrecenzowanie artykułu " Kim jest Jerzy Robert Nowak?" z jego macierzystego
      wydawnictwa, który to artykuł, w przeciwnieństwie do komentowanego powyżej, jest
      wzorem "naukowej polemiki", "odwołania się do faktów" i wszystkich innych cech
      rzetelności, których brakuje w tekście Musiała.
Pełna wersja