Gość: Kamień
IP: 213.17.234.*
26.09.03, 12:44
Dla mnie było jasne jak słońce na niebie, że Sąd Rejonowy jeszcze będzie miał
odwagę orzec przworządnie, bo zawsze ten Mały Sąd wie, że jego wyrok się nie
liczy, bo ma Wuja za plecami, który decyduje (Sąd Okręgowy).
W Polsce zawsze pisze się apelację. (dlatego uważam, że powinni zamknąć sądy
rejonowe, strata czasu i pieniędzy)
Wuj jest odważny, gdy chodzi o małe sprawy. Kiedy trzeba stworzyć precedens,
Wuj - Sąd Okręgowy zamienia się w zająca. Odsyła sprawę do Wielkiego Ojca -
Sądu Najwyższego. Dopiero ten orzeka OSTATECZNIE. Jego orzeczenia są dalekie
od mądrości Rabiego, a Ojciec potrafi się zastanawiać całymi latami.
Wot, Polsza, mały to kraj (popatrzeć na Starą Baśń)
Zawiedzeni zabużanie
Czwartek, 25 września 2003r.
Nie spełniły się nadzieje zabużańskich rodzin - Sąd Apelacyjny w Krakowie
uchylił wczoraj precedensowy w skali kraju wyrok tutejszego Sądu Okręgowego,
przyznający rodzinie K. spod Krakowa ponad 2 mln zł odszkodowania za mienie
pozostawione po wojnie za wschodnią granicą. SA, oddalając powództwo w
całości, podkreślił jednocześnie, że jego orzeczenie nie ma charakteru
prawotwórczego i należy je odnieść wyłącznie do stanu faktycznego, który był
przedmiotem tej sprawy.
Krakowski proces dotyczył roszczeń powodów - rodziny, której w wyniku II
wojny światowej odebrano 30-hektarowy folwark w województwie wileńskim oraz
majątek z młynem w województwie tarnopolskim.
Sąd I instancji uznał w kwietniu, że powodowie mają prawo do ekwiwalentu, a
realny brak możliwości zrealizowania go uprawnia ich do domagania się
odszkodowania od Skarbu Państwa.
Innego zdania był Sąd Apelacyjny. Uznał on m.in., że przyznanie pełnego
odszkodowania pieniężnego stwarzałoby stan nierówności, bo postawiłoby
powodów w lepszej sytuacji w stosunku do osób, które uzyskały już ekwiwalent
w naturze o wartości dużo mniejszej, niż realna wartość utraconego na
Wschodzie majątku.
Poza tym rodzina K. nie dowiodła, że podjęła starania o przysługującą jej, na
mocy istniejących aktów prawnych, rekompensatę - nie przystąpiła, mimo
przedstawianych jej ofert, do żadnego przetargu na nieruchomości Skarbu
Państwa. Powodowie nie wykazali także zaniechania lub nieprawidłowego
działania organów państwa.
- To prawda, że repatrianci nabyli prawa majątkowe na podstawie uregulowań
zawartych w powojennych aktach prawnych. Jednak w latach 90. realizacja tych
praw została praktycznie przerwana, m.in. poprzez komunalizację mienia Skarbu
Państwa. To w praktyce uniemożliwiło Zabużanom realizację nabytych praw
majątkowych. Jeśli na przetargu wystawiana jest rudera do rozbiórki o
wartości 20 tys. zł, a my mamy prawo do rekompensaty za ponad 2 mln zł, to
jest to kpina - powiedział po wyroku wyraźnie rozgoryczony powód Janusz K.
Wyrok nie jest prawomocny. Rodzina K. już zapowiedziała wystąpienie z kasacją
do Sądu Najwyższego.
W starostwach znajduje się obecnie ponad 80 tys. wniosków o zwrot mienia
pozostawionego na Wschodzie. Ich łączna wartość wynosi ok. 8 mld zł.