Vademecum dobrych obyczajów na drodze

IP: *.chello.pl 14.08.08, 08:44
Drodzy rowerzyści!

Jeśli używam sygnału dźwiękowego (klakson) zanim Was wyprzedzę
(któtki dźwięk długo zanim do Was dojadę) to nie wygrażajcie mi
pięściami bo nie trąbię NA WAS lecz daję sygnał, że wyprzedza Was
auto aby nikt nie został zaskoczony.
    • pandzieju Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze 14.08.08, 09:14
      Drogi Eurokierowco, ustanawiający nowe standardy pseudobezpiecznego
      poruszania się po drogach!

      Rowerzysta jadąc po drodze, po której poruszają się autka zdaje
      sobie sprawę, że te autka jeżdżą i wyprzedzają. Klakson nie służy do
      sygnalizowania zamiaru wyprzedzania i moim zdaniem wszystkich
      nadużywających klaksonu należałoby "pouczać" mandatem (zgodnie
      zresztą z kodeksem). Trąbiąc możesz jedynie spowodować wystraszenie
      się rowerzysty a na pewno jakieś wyprowadzenie go z równowagi.
      Rowerzyści bardziej są zaskoczeni klaksonem, a nie autem które je
      wyprzedza - jeśli oczywiście samochód zachowuje bezpieczną odległość.
      Zastanów się.
      Zarówno rower jak i samochód to nie jest "niebezpieczeństwo" na
      drodze przed którym musisz ostrzegać sygnałem dzwękowym.
      • Gość: kr Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.inig.pl 14.08.08, 09:37
        tak panie dzieju, a rowerzysta "ubrany" w słuchawki od mp3 playera - z pewnością
        nie usłyszy jadącego za nim autka. Brak lusterka w rowerze pomoże mu nie
        zauważyć włączonych prawidłowo świateł mijania jadącego za nim samochodu, a
        nagle pojawiająca się przed rowerzystą metrowa dziura w jezdni spowoduje jego
        gwałtowny manewr ominięcia tejże z lewej strony, oczywiście bez zasygnalizowania
        tego wyciągnięciem "kierunkowskazu" w lewo. A co tam jadący z tyłu samochód!
        jest niesłyszalny, niewidoczny a na pewno go tam nie ma.
        Masz panie dzieju pomysł - jak to sie może skończyć?
        • pandzieju Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze 14.08.08, 10:31
          Rany, ludzie co Wy piszecie...? :-))))) Cóż to za argumentacja?
          Idąc tym tokiem rozumowania, należałoby jeździć z non stop
          wciśniętym klaksonem, ponieważ jeden ma empetrójki na uszach, drugi
          głośne radio w aucie etc. Poza tym jak ma słuchawki, to może nawet
          klaksonu nie usłyszeć - i wtedy co, kierowca ma kamieniem albo kulką
          z papieru prewencyjnie rzucić żeby zasygnalizować swoją obecność?
          To, że ma słuchawki, nie ma lusterka itd, to jego problem. Każdy
          powinien chociaż minimalnie zadbać o siebie, a nie kombinować jakieś
          zwyczajowe kodeksy pisane na kolanie.
          Sprawa jest jasna i unormowana przez prawo. Trzeba to tylko
          przestrzegać i będzie ok, ale Polak zawsze musi szukać dziury w
          całym, kombinować i wymyślać ;-)
        • Gość: turysta Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: 217.153.180.* 14.08.08, 11:05
          Gość portalu: kr napisał(a):

          > tak panie dzieju, a rowerzysta "ubrany" w słuchawki od mp3 playera - z pewności
          > ą
          > nie usłyszy jadącego za nim autka.

          Skoro rowerzysta jedzie po jezdni, to wie, że tam jeżdżą (częściej lub rzadziej) samochody. Jesli ma podkręconą muzykę na max, to klakson nic nie da. Jeśli jednak słyszy otoczenie, to samochód też usłyszy (bez klaskonu).

          > Brak lusterka w rowerze pomoże mu nie
          > zauważyć włączonych prawidłowo świateł mijania jadącego za nim samochodu,

          To kierowca podeujmuje manewr wyprzedzania, więc to on powinien zachować większą ostrożność. Nikt mu nie karze wyprzedzać rowerzysty.

          > a
          > nagle pojawiająca się przed rowerzystą metrowa dziura w jezdni spowoduje jego
          > gwałtowny manewr ominięcia tejże z lewej strony, oczywiście bez zasygnalizowani
          > a
          > tego wyciągnięciem "kierunkowskazu" w lewo.

          Rowerzysta nie powinien być zaskoczeniem dla kierowcy, który będzie trzymał bezpieczny odstęp przy wyprzedzaniu.
          • Gość: kr Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.inig.pl 14.08.08, 11:41
            Gość portalu: turysta napisał(a):

            > Skoro rowerzysta jedzie po jezdni, to wie, że tam jeżdżą (częściej lub
            rzadziej) samochody. Jesli ma podkręconą muzykę na max, to klakson nic nie da.

            a pędzący ambulans na sygnale - usłyszy?, a może mu się pomyli z efektami
            dźwiękowymi jego głośno-ryczącego hitu techno? i jakby nic a nic będzie sobie
            omijał kałużę wyjeżdżając prawie na środek? masz wizję?

            jako kierowca, gdy wyprzedzasz, to normalne jest że patrzysz w lusterko czy ktoś
            ciebie nie wyprzedza, sygnalizujesz zamiar wyprzedzania, jak wszystko jest ok to
            zachowujesz odstęp odpowiedni i wyprzedzasz. a kierowca wyprzedzany (rowerzysta
            też nim jest) powinien od czasu do czasu zerkąć w lusterko i zobaczyć co się za
            nim dzieje, a nie jechac jak "krowa" i robic na drodze co mu się zachce (np. w
            trakcie twojego wyprzedzania w odległości regulaminowej 1m, on odbije na 1,5m bo
            była kałuża). Chodzi o to aby wszyscsy mieli czujność. dlatego autor wątku pisał
            o klaksonie. kiedyś był taki zwyczaj, żeby "baknięcie" klaksonem zwracało uwagę
            rowerzysty - "jadę za tobą i będę cię wyprzedał, nie wykonuj gwałownych
            manewrów". Wszystko. Podbnie ma się sprawa z wyprzedzaniem autka przez autko.
            Kiedyś uczono, że w nocy jesli warunki na to pozwalają to wyprzedzany powinien
            oswietlić droge długimi, tak aby wyprzedzający lepiej widział drogę przed
            pojazdem wyprzedzanym. tylko że wyprzedzany musi to czuć, że jest wyprzedzany,
            od tego ma lusterka i uszy.

            • pandzieju Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze 14.08.08, 12:50
              Jechałeś kiedyś rowerem przed samochodem który "bąknuje" klaksonem?
              Wyobrażasz sobie sytuację, gdy wyprzedza Cię 10 aut i każdy
              robi "bąknięcie"? Wyobrażasz sobie sytuację, że jedziesz 40km trasą
              rowerem i w sumie wyprzedza Cię np 40 albo i 140 aut i każdy
              robi "bąknięcie"? Wyobrażasz sobie, że nie masz słuchawek, masz
              lusterko, uważasz na drodze, słyszysz i widzisz każdy samochód który
              jest za Tobą i dostajesz non stop po uszach "bąknięciem"?
              Trochę wyobraźni.
              Czy trzeba z prostego jakby nie było manewru wyprzedzania robić
              problem i szukać dziury w całym?
              • Gość: kr Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.inig.pl 14.08.08, 13:25
                tak jeździłem i jeżdżę rowerem (może 40km trasy nie robię).
                Napisałem wcześniej, że "bąknięcie" to był kiedyś taki zwyczaj, ale wtedy jezdziły tylko warszawy i syrenki i rowery typu "Ukraina", a na 40 km trasie wyprzedzało mnie najwyżej 8 aut.
                Nie napisałem, że "bąkanie" powinno mieć miejsce.
                Na drodze jestem uprzejmy jako rowerzysta i automobilista.
                Gdy widzę nadciągajacego z tyłu TIRA, któremu trudno byłoby się zmieścić między przeciwnym ruchem pojazdów a odległością 1 m ode mnie to zwalniam i zjeżdżam na pobocze. niech ma te 2 metry, Niech jedzie. A mógłbym nie zjechać?
                "Baknięcie" - okropnie cię denerwuje. doświadczasz tego? coś widać jest w temacie.
                Manewr wyprzedzania jest rzeczywiście prosty, ale pod warunkiem, że wyprzedzający wie co robi, a wyprzedzany jest świadom tego i nie utrudnia, powiem więcej ułatwia wyprzedzanie. {OT}
                • pandzieju Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze 14.08.08, 14:32
                  > tak jeździłem i jeżdżę rowerem (może 40km trasy nie robię).
                  > Napisałem wcześniej, że "bąknięcie" to był kiedyś taki zwyczaj,
                  ale wtedy jezdz
                  > iły tylko warszawy i syrenki i rowery typu "Ukraina", a na 40 km
                  trasie wyprzed
                  > zało mnie najwyżej 8 aut.
                  > Nie napisałem, że "bąkanie" powinno mieć miejsce.
                  > Na drodze jestem uprzejmy jako rowerzysta i automobilista.
                  > Gdy widzę nadciągajacego z tyłu TIRA, któremu trudno byłoby się
                  zmieścić między
                  > przeciwnym ruchem pojazdów a odległością 1 m ode mnie to zwalniam
                  i zjeżdżam n
                  > a pobocze. niech ma te 2 metry, Niech jedzie. A mógłbym nie
                  zjechać?
                  > "Baknięcie" - okropnie cię denerwuje. doświadczasz tego? coś widać
                  jest w temacie.

                  Teraz to już nie rozumiem... :-) Bez urazy ale pleciesz bez sensu.
                  Przecież popierałeś przedmówcę który pisał o używaniu klaksona. Co
                  ma nagle tir do roweru...?
                  Tak, "bąknięcia" mnie denerwują. Nieuzasadnione.
                  Ale rozumiem, że Ciebie nie, i radośnie zasuwałbyś na rowerze
                  słuchając co kilka(naście) sekund klaksonu za sobą.

                  > Manewr wyprzedzania jest rzeczywiście prosty, ale pod warunkiem,
                  że wyprzedzają
                  > cy wie co robi, a wyprzedzany jest świadom tego i nie utrudnia,
                  powiem więcej u
                  > łatwia wyprzedzanie.

                  No dobra, i co to stwierdzenie wnosi do dyskusji? Zakładasz, że są
                  tacy co nie wiedzą co robią? No są, zgadza się i co z tego? Tacy co
                  wiedzą też są. Tylko o co chodzi? To już chcesz czy nie chcesz tego
                  klaksonu? Teraz Ci o zjeżdżanie roweru na pobocze chodzi?
                  Naprawdę bez ironii, ale serio nie wiem o co Ci chodzi i chyba
                  kończę dyskusję w tym wątku ;-)
      • Gość: kierowca Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.08, 23:14
        klakson sluzy do sygnalizowania zamiaru wyprzedzania np. we mgle.
        PoRD, art. 30, pkt. 1, ustep 1, podpunkt b.
    • Gość: ppppp Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.ap.krakow.pl 14.08.08, 11:47
      zgadzam się dobrze napisane - dużo leopiej by sie poruszało po ulicach jak by
      wiecej ludzi sie do tego stosowało
    • Gość: cyklon Nie rozumiem tych wszystkich bzdur IP: 195.94.195.* 14.08.08, 16:07
      które wypisuje wyborcza. Mamy przecież świetną komunikację miejską,
      autobusy, tramwaje, pociągi podmiejskie. Skoro jest i funkcjonuje po
      co wprowadzać ścieżki rowerowe? Przecież wygodniej i bezpieczniej
      jest poruszać się komunikacją miejską. Jeżeli ktoś bardzo chce, to
      proszę bardzo, może jeździć po ulicach,jest takim samym uczestnikiem
      ruchu drogowego, jak kierowca samochodu, ciężarówki, motocyklista,
      czy tramwajarz. Po co ścieżki? Sam jestem rowerzystą, ale korzystam
      z jezdni, nawet mi przez myśl nie przeszło jeździć po specjalnych
      ścieżkach! A bo to ja jakiś upośledzony jestem, żeby jeździć
      wydzielonym pasem ruchu? Bzdura i strata pieniędzy!!! Te ogromne
      sumy można by przecież przeznaczyć na szpitale, bądź przedszkola.
      • Gość: Przemy48 Re: Nie rozumiem tych wszystkich bzdur IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.08.08, 00:02
        Tak oczywiście . Tym samym ograniczonym tokim rozumowania mozna by
        stwierdzić że po co budować chodniki jak mozna chodzić po jezdni ,
        lub po co budować parkingi jak mozna parkować na jezdni .
        Takie rozumowanie może się zrodzić jedynie w rozumku kogoś , kto nie
        ma bladego pojecia i bezpieczeństwie i płynnosci transportu
        • Gość: krakowiaczek7 Czy rowerzyści to święte krowy??? Piesi chodzą po IP: *.ghnet.pl 15.08.08, 10:06
          chodnikach, samochody jeżdża po jezdniach, a rowery mogą po
          jedzniach, chodnikach i dodatkowo mają swoje ścieżki, których nikt
          inny używać nie może. To może jeszcze specjalne dróżki dla
          rolkarzy...
          Nie wiem skąd to uprzywilejowanie rowerzystów? Prawda, że nie
          zanieczyszczają środowiska, ale to wg mnie jedyna zaleta tego
          środka komunikacji. Jeżdżąc po drogach wstrzymują ruch, co
          przyczynia się do dłuższej jazdy samochodu, a tym samym większego
          zanieczyszczenia. Nie wiem czy motorynki, które poruszają się w
          podobnym tempie do samochodów nie są lepszym rozwiązaniem. Powodują
          też zagrożenie na drodze. Sami mogą ulegać wypadkom a jednocześnie
          jadąc zbyt wolno skłaniają kierowców do wyprzedzania w
          niebezpiecznych miejscach. Niejednokrotnie obserwowałem kierowce,
          który wyprzedzając dla bezpieczeństwa rowerzystę szerokim ruchem
          minimalnie mijał się z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem.
          Na chodnikach także trudno rower uzanć za bezpieczny. Trudno
          usłyszeć nadjeżdżający z tyłu rower, trudno też oczekiwać od
          pieszych, że nie będą wykonowali gwałtownych skrętów. Ludzi na,
          których najechał rower widziałem znacznie więcej niż wypadków
          samochodowych mimo, że samochodów jeździ znacznie więcej.
          Wreszcie praktyka. Rowerzystów należałoby pouczyć przede wszystkim,
          że na drodze obowiązują ich przepisy ruchu. U mnie na wąskiej
          uliczce jednokierunkowe, w którą skręcam regularnie spotykam się w
          jadącymi pod prąd rowerzystami. Czasem tłumaczą, że jedynie
          przejeżdząją pod kątem z chodnika na chodnik. Tu jednak leży
          problem, który zasygnalizowałem na początku. Rowerzyści muszą się
          zdecydować czy są pojazdami, czy pieszymi na kółkach. Większość
          bowiem niebezpiecznych, nieprzepisowych sytuacji wynika ze zmiany
          tego statusu: np. rowerzysta, który na skrzyżowaniu skręca na
          zakazie ... gdyż ostatecznie nie wjeżdża w zakazaną (np.
          jednokierunkową uliczkę) ale skręca na pasy i włacza się do ruchu
          pieszych.
          • Gość: dzidzia Re: Czy rowerzyści to święte krowy??? Piesi chodz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.08, 17:44
            > Nie wiem skąd to uprzywilejowanie rowerzystów? Prawda, że nie
            > zanieczyszczają środowiska, ale to wg mnie jedyna zaleta tego
            > środka komunikacji. Jeżdżąc po drogach wstrzymują ruch, co
            > przyczynia się do dłuższej jazdy samochodu,
            no i masz odpowiedź na swoje oburzenie. dlatego dąży się do odpowiedniej gęstości sieci ścieżek rowerowych, aby rowerzyści nie musieli jeździć ani jezdnią ani chodnikiem. w berlinie czy paryżu można pewnie całe miasto przejechać nie przeszkadzając nikomu. w krakowie rowerzyści "mogą" jeździć po jezdni i chodniku, bo nie ma dla nich ścieżek! to nie uprzywilejowanie.
            w cały poście narzekasz na niebezpieczeństwa wywołane przez rowerzystów na drogach i chodnikach i nie łączysz ich z brakiem ścieżek?
            jako rowerzystka bardzo chciałabym móc jeździć jedynie ścieżkami. zdaję sobie sprawę z tego, że kierowców irytuję, nie mogąc jechać wystarczająco szybko, a piesi mogą czuć się zagrożeni, bo nie znają moich intencji jak najostrożniejszej jazdy po chodniku. proszę, tylko nie mówcie, że mam się przesiąść do tramwaju. jazda rowerem jest ekologiczna, ekonomiczna, zdrowa i przyjemna. często przejechanie określonej trasy zajmuje mniej czasu rowerem niż innym środkiem transportu.
        • Gość: gość Re: Nie rozumiem tych wszystkich bzdur IP: *.chello.pl 15.08.08, 12:27
          A przede wzystkim po co jeździć samochodem jak jest dobra
          komunikacja publiczna.
    • Gość: SZ Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.crowley.pl 14.08.08, 16:47
      Coś ostatnio wiele szumu o rowerzystach, jakby to było coś zupełnie nowego, a przecież wszytkie istotne z punktu bezpieczeństwa ruchu aspekty zawiera kodeks ruchu drogowego no i wszytko reguluje nasz rozsądek i kultura osobista - jak ktoś nie ma tych dwóch pozostałych to i najlepsze drogi rowerowe nie pomogą. I dotyczy sie to i rowerzystów i kierowców i pieszych. Sam od 2 lat jeżdżę po Krakowie do pracy i wiem że jeździ sie licho. Zaczynałem po chodnikach (myślalem: co za wariat wjedzie rowerem na drogi) - nie wpychałem sie miedzy pieszych nie dzwoniłem (bo korzystam z ICH drogi) mówiłem przepraszam i dziekuje i nie było żadnego problemu. Po jakimś czasie wjechałem na drogi (bo szybciej) jadę równo, PRZEWIDYWALNIE i nie miałem ŻADNEGO problemu. Czasem sie trafi wyprzedzający na żyletkę, ale i jadąc samochodem też mi czasem ktoś zajedzie drogę...
      Ból jest taki, że niestety do wielu nie dociera co to jest kultura osobista i szacunek dla innych wiec mamy, tak jak mamy... i nie tylko na drogach...
    • Gość: Rowerzysta Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.ghnet.pl 14.08.08, 21:42
      Żeby była jasność: jestem zarówno rowerzystą jak i kierowcą.

      Dlaczego kierowcy muszą zdawać egzamin, a rowerzyści nie?
      Uważam że należy przywrócić obowiązkowe dokumenty uprawniające do jazdy rowerem
      po drogach publicznych + egzamin ze znajomości przepisów ruchu drogowego.

      W końcu rowerzysta to taki sam uczestnik ruchu jak i inni.
      Chce mieć swoje prawa? - OK, ale niech ma też i obowiązki!!!

      • Gość: ko-yama Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.171.139.226.crowley.pl 18.08.08, 08:44
        To może jeszcze wprowadzić egzaminy na kartę pieszego?
    • baatek a vademecum dla projektantów i urzędasów??? 14.08.08, 22:03
      vademecum dla projektantów - takie coś lepiej napisać! Najwięcej jest
      problemów ze złej jakości ścieżkami rowerowymi które utrudniają jazdę.
      Najważniejsza jest dobra infrastruktura rowerowa... tylko kto to wytłumaczy
      urzędnikom...?
    • Gość: Przemy48 Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.08, 23:57
      Ja bym jeszcze dodał :
      Kierowco zwolnij przed kałuzą - piesi jak i jadący obok rowerzyści
      nie są nieprzemakalni .
      Rowerzysto - włacz oswietlenie po zmroku inni uzytkownicy drogi nie
      mają zdolności nietoperzy
      • Gość: . Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.ghnet.pl 15.08.08, 19:07
        Popieram oba postulaty :)
    • Gość: krakowiaczek7 Czy rowerzyści to święte krowy??? IP: *.ghnet.pl 15.08.08, 10:08
      Piesi muszą chodzić po chodnikach, samochody jeżdża po jezdniach, a
      rowery mogą po
      jedzniach, chodnikach i dodatkowo mają swoje ścieżki, których nikt
      inny używać nie może. To może jeszcze specjalne dróżki dla
      rolkarzy...
      Nie wiem skąd to uprzywilejowanie rowerzystów? Prawda, że nie
      zanieczyszczają środowiska, ale to wg mnie jedyna zaleta tego
      środka komunikacji. Jeżdżąc po drogach wstrzymują ruch, co
      przyczynia się do dłuższej jazdy samochodu, a tym samym większego
      zanieczyszczenia. Nie wiem czy motorynki, które poruszają się w
      podobnym tempie do samochodów nie są lepszym rozwiązaniem. Powodują
      też zagrożenie na drodze. Sami mogą ulegać wypadkom a jednocześnie
      jadąc zbyt wolno skłaniają kierowców do wyprzedzania w
      niebezpiecznych miejscach. Niejednokrotnie obserwowałem kierowce,
      który wyprzedzając dla bezpieczeństwa rowerzystę szerokim ruchem
      minimalnie mijał się z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem.
      Na chodnikach także trudno rower uzanć za bezpieczny. Trudno
      usłyszeć nadjeżdżający z tyłu rower, trudno też oczekiwać od
      pieszych, że nie będą wykonowali gwałtownych skrętów. Ludzi na,
      których najechał rower widziałem znacznie więcej niż wypadków
      samochodowych mimo, że samochodów jeździ znacznie więcej.
      Wreszcie praktyka. Rowerzystów należałoby pouczyć przede wszystkim,
      że na drodze obowiązują ich przepisy ruchu. U mnie na wąskiej
      uliczce jednokierunkowe, w którą skręcam regularnie spotykam się w
      jadącymi pod prąd rowerzystami. Czasem tłumaczą, że jedynie
      przejeżdząją pod kątem z chodnika na chodnik. Tu jednak leży
      problem, który zasygnalizowałem na początku. Rowerzyści muszą się
      zdecydować czy są pojazdami, czy pieszymi na kółkach. Większość
      bowiem niebezpiecznych, nieprzepisowych sytuacji wynika ze zmiany
      tego statusu: np. rowerzysta, który na skrzyżowaniu skręca na
      zakazie ... gdyż ostatecznie nie wjeżdża w zakazaną (np.
      jednokierunkową uliczkę) ale skręca na pasy i włacza się do ruchu
      pieszych.
      • Gość: ten ktory wie Re: Czy rowerzyści to święte krowy??? IP: *.ghnet.pl 07.09.08, 15:02
        Chłopie nie ogarniasz w ogóle.
        Jedyne zdanie z którym sie mogę zgadzić to:

        >Rowerzystów należałoby pouczyć przede wszystkim,
        > że na drodze obowiązują ich przepisy ruchu.

        To święta prawda!!!

        Cała reszta Twojej wypowiedzi (skopiowanej chyba po raz kolejny w tej dyskusji)
        prezentuje brak szerszego zrozumienia dla zagadnień komunikacji, bezpieczństwa i
        komfortu życia w mieście. Przykro mi ale to co piszesz jest zaściankowe.
    • Gość: jan Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.lj.se 07.09.08, 23:43
      Jestem rowerzysta, ale tez i kierowca i szlag mnie trafia jak znowu
      milczeniem pomija sie chyba najwiekszy grzech rowerzystow stanowiacy
      zagrozenie bezpieczenstwa - niezgodne z przepisami przejezdzanie
      przez przejscia dla pieszych. Na szczescie widzialem kilku
      rowerzystow prowadzacych rower, ale jeszcze nie widzialem policjanta
      lub straznika miejskiego, ktory by zwrocil uwage lamiacym ten
      przepis.
      • Gość: gniewko_syn_ryba Re: Vademecum dobrych obyczajów na drodze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.08, 10:09
        A już zupełnym kuriozum jest rowerzysta, który schodzi z roweru przed przejściem
        dla pieszych bo ma czerwone światło po czym, gdy zapala się zielone, wsiada na
        rower i przejeżdża po przejściu !!!... ;))))))))))))
    • tbarbasz Da się! 21.11.08, 15:49
      Rozpacz mnie ogrania!
      Albo rowerzyści obrażają kierowców (i pieszych), albo odwrotnie i jeszcze w
      dodatku wszyscy powołują się na PRAWO. Oczywiście nomen-omen "wybiórczo" jak
      przepis mi odpowiada to go cytuję, a jak nie to stwierdzam, że jest idiotyczny i
      niezgodny z jakąś konwencją.

      Tak się składa, że sporo czasu spędziłem w Delft (Holandia) i jeśli Ci, którzy
      nie mieli takiej okazji zobaczyliby parking rowerowy pod dworcem kolejowym to by
      zwątpili - chyba tylu rowerów nie ma w Krakowie. Aut też jest więcej, tramwaje -
      też są, a na dokładkę jeszcze kanały. I wszystko jakoś działa, i ludzie na
      siebie nie warczą - chodzą, pedałują, jeżdżą autem i tramwajami oraz autobusami
      bez potrzeby obrażania się nawzajem.
      Ale:
      z jednej strony rowery z zasady mogą jeździć pod prąd na ulicach
      jednokierunkowych (za moich "czasów" jedynym wyjątkiem w Holandii było Arhnem) i
      słusznie, bo rowerzysta jadący z przeciwka jest łatwy do zauważenia,
      a z drugiej - żaden rowerzysta nie pcha się przed samochody widząc jadący
      tramwaj - bo on mu nie da rady, a wstrzyma całą kolumnę, bo będą musieli jechać
      za nim i nikt tramwaju nie wyprzedzi. I wszyscy będą stać co przystanek! A w
      Krakowie na Królewskiej to jak się dzieje? "Jestem równoprawnym użytkownikiem -
      przepchałem się prawą niech te żłoby w samochodach jadą za mną!". Ale już
      przepis o zakazie przejeżdżania przez przejście "olewam, bo gupi", o światłach
      też "bo ja wieczór widzę" etc...

      Długo by pisać, ale to chyba nic nie da. Lubię jeździć na rowerze, zostało mi z
      młodości, a potem z Holandii, rower ciągle mam, ale jeżdżę nim tylko w celach
      rekreacyjnych. Mieszkam za daleko, dojazd nie jest bezpieczny, komunikacja
      podmiejska = autobus co 1,5 godziny! - używam więc auta.
      Ale to co się dzieje pomiędzy rowerzystami i kierowcami w Krakowie to jakiś
      HORROR! Opluwamy się nawzajem na ulicach i na forach. A większość z nas ma
      zapewne i rower i samochód. Dajmy sobie spokój ludziska, i starajmy się ułatwiać
      sobie nawzajem życie a nie eskalujmy wzajemnych pretensji!
      • neviv Re: Da się! 29.06.09, 09:35
        Śledząc wątek, czekałam aż odezwie się ktoś z Holandii.
        Nie rozumiem zupełnie konfliktu między kierowcami samochodów a rowerzystami w
        naszym kraju.
        Tak to prawda: są niebezpieczni i nieodpowiedzialni rowerzyści (bez świateł,
        pchający się na chama w każdym miejscu o każdej porze), ale
        są też kierowcy który widząc rowerzystę przyspieszają, dla zabawy używają
        klaksonu i z satysfakcją ładują się w ogromne kałuże.

        Mieszkając w Amsterdamie, Rotterdamie, Hadze itp codziennie widzi się mnóstwo
        osób dojeżdżających do pracy na rowerze - w garniturach i uniformach, tak samo
        dzieciaki dojeżdżają na rowerach, już nie mówiąc o tych dostawkach na małe
        dzieci (kto widział, wie o czym piszę). Dlaczego? Bo są warunki, bo są ścieżki,
        a nawet jak ich nie ma to na wąskiej ulicy poradzi sobie i samochód i autobus i
        rower i pieszy. Kwestia przyzwyczajenia.

        I wcale się nie dziwię rowerzystom, że korzystają raz z chodnika, raz z jezdni,
        etc. Mamy takie drogi i warunki jakie mamy. Czasem bezpieczniej jechać
        chodnikiem a czasem jezdnią. W końcu pieniądze na ścieżki lepiej przeznaczyć na
        szpitale, etc. Tylko, że do tych szpitali też często trafiają rowerzyści
        poszkodowani w wypadkach (bo nie jechali ścieżką rowerową - nie istniała).
Pełna wersja