Gość: Pikuś
IP: 62.89.113.*
06.10.03, 12:16
Krakowianie! Nie zapominajcie krakowskim TOZ codziennie, a nie tylko wtedy,
gdy napiszą o tym w gazecie. Październik to miesiąc dobroci dla zwierząt,
więc jest znakomita okazja, by zamanifestować ją właśnie teraz i wszelkimi
sposobami wpływać na odpowiednie władze w mieście, by te zajęły się patologią
w schronisku i TOZ. Od czasu do czasu sprawa jest nagłaśniana, lecz szybko
umiera śmiercią naturalną, ponieważ kolegą ze studiów pani prezeski jest nie
byle kto, bo obecny prezydent Krakowa. Trzeba więc z naciskiem zadać
publiczne pytanie: czy wyciągnięto jakieś konsekwencje wobec kierownika
schroniska, który ma za nic zwierzęta (psy zagryzają się pasjami) jak i
swoich pracowników. Warto by jeszcze raz dogłębnie przeanalizować (przez
niezależnych fachowców) niedawny konkurs na kierownika schroniska, w którym
startowali ludzie z odpowiednim przygotowaniem merytorycznym, a znów wygrał
dotychczasowy despota o manierach, języku, wykształceniu i umiejętnościach
zarządzania na poziomie jaskiniowca. Jest protegowanym jednej z pań
wiceprezesek i w tym układzie jest nie do ruszenia, a wyniki tego konkursu
były oczywistością i można je było przewidzieć znacznie wcześniej. Zaś panie
prezeski najbardziej lubią spotykać się we własnym gronie i dyskutowć o
swoich zwierzątkach i innych duperelnych problemach. Każdy nowy (czytaj:
obcy) jest cholernie niemile widziany, bo może zakłócić błogi spokój zebrań i
innych nasiadówek-kanapówek.
Trzy panie prezeski są sędzinami w krakowskim sądzie i chyba tylko tym można
tłumaczyć fakt, że tymi sprawami nie zajęła się jeszcze prokuratura. Psy giną
zagryzane w schronisku, zdychają zarażone tam koty, pracownicy są
sterroryzowani przez kierownika, który - co trzeba uczciwie przyznać - ma
jednak jedną wspólną cechę ze zwierzętami - ptasi móżdżek, a miasto nie
wyciąga z tego żadnej konsekwencji. Pozorny ruch robi się tylko wtedy, gdy o
tym napisze "Wyborcza", bo w innych krakowskich tytułach teksty powstają
najczęściej na telefoniczne zamówienie, tylko po to by pochwalić jakąś akcję
uratowania kotka czy gołębia. Potem para idzie w gwizdek.
Jeśli chcemy, by w Krakowie obchodzono się lepiej ze zwierzętami to należy
rozpędzić na cztery wiatry to towarzystwo wzajemnej adoracji i dać tę sprawę
w ręce ludzi młodych, kompetentnych, kulturalnych mających na względzie tylko
dobro zwierząt a nie kolesi.
Święty Franciszek nie jest po stronie dotychczasowych maluczkich i
niekompetentnych. Żałuję tylko jednego, lecz wiem, że nie żałują tego obecni
opiekunowie bezpańskich zwierząt w Krakowie - gdyby te stworzenia umiały
mówić, to wystawiłyby tym ludziom bezpardonowe świadectwo.