Dojazd do szkoły okupiony nerwicą

IP: *.171.139.226.static.crowley.pl 05.11.08, 08:41
A co się stanie jeśli dziecko przejdzie te parę metrów pieszo? Czy wszyscy
uczniowie tej szkoły są aż takimi kalekami?
    • blankaz Dojazd do szkoły okupiony nerwicą 05.11.08, 08:42
      Podjazd dla wózków przy przedszkolu?
      Chyba jakiś niewidzialny, bo ja muszę targać wózek z młodszym dzieckiem po
      schodkach.

    • Gość: mieszkaniec Re: Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: 195.150.18.* 05.11.08, 09:01
      w d...e sie poprzewracalo ja dymalem do szkoly na piechote i jakos
      zyje a te pajace najchetniej to by do szkoly wjechaly bo teraz
      wszedzie sie d... wozi autem przez takich matolow rano nie moge do
      pracy wyjechac bo mi cala ulice zastawia walnie takie to auto byle
      gdzie i jeszcze obrazone ze sie zwraca uwage!
      • Gość: bob Re: Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: *.ghnet.pl 05.11.08, 09:48
        W d... to sie poprzewracało tym ,którzy pokupowali domy na Marszowcu i
        Witkowicach a teraz blokują tamte rejony autami jakby nie mogli MPK jeździć...
        żartowałem. Ale jak jeździsz tamtędy rano i widzisz co się tam dzieje to
        odpowiedz sobie czy puściłbyś TAKĄ DROGĄ swoje dziecko samo do szkoły? Ja nie
        zamierzam ryzykować zdrowia i życia najbliższych żeby zrobić dobrze
        sfrustrowanym szoferakom.
        • Gość: AB Re: Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: *.chello.pl 05.11.08, 10:23
          To nie jest problem tylko tej szkoły. A jeśli chodzi o samodzielne
          dojście dzieci do szkoły, to jak najbardziej. Ale nie puszczę samej
          ośmiolatki. Ja też zasuwałam sama do szkoły, z kluczem na szyi. Ale
          to trochę inne czasy były. Poza tym często najpierw odwożę dziecko
          do szkoły, a później jadę do pracy, poza Krakowem.
          W szkole 34, do której chodzi moja starsza córka jest jeszcze
          dodatkowy problem. Tam nie dojedzie np. straż pożarna. Z jednej
          strony (od Kujawskiej) jest wąski chodniczek, nie ma przejazdu. A od
          Urzędniczej jest wąziutka droga, gdzie nawet osobowym trzeba się
          przeciskać. A dalej jest ogrodzenie szkoły, a obok... słupki
          blokujące wjazd dużym samochodom. Od strony deptaku... Nie wyobrażam
          sobie jadących strażaków alejką pomiędzy spacerującymi staruszkami
          czy matkami z wózkami.
          To jest dopiero dramat! Mam tylko nadzieję, że nigdy nie będę
          mówić: "A nie mówiłam?" Bo zwykle niestety dopiero po tragedii
          okazuje się, że coś było nie tak. Tylko jest za późno.
          A problem (zgłaszany w szkole, do którejś z gazet) wynika z
          własności drogi (od Urzędniczej). Obłęd!

          Przepraszam za odbiegnięcie od tematu, ale wiem, że jest to problem
          wielu szkół. Ponoć w Krakowie jest kilkanaście szkół, do których
          straż pożarna nie ma dojazdu... :-(
          • Gość: ko-yama Re: Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: *.171.139.226.static.crowley.pl 05.11.08, 10:49
            Straż pożarna to pojazd uprzywilejowany i staruszkowie chodzący Młynówką
            Królewską muszą takiemu ustąpić miejsca.
    • Gość: stroosiek Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: *.pl.hurra.com 05.11.08, 10:55
      Zatrzymać się kilkanaście metrów wcześniej i ruszyć tyłek, to nie łaska?
      • Gość: janky Re: Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: *.181.170.162.static.crowley.pl 05.11.08, 11:02
        Dokładnie! Pod szkołą syna jest identycznie. A ja staje może 100
        metrów (tak, AŻ 100 metrów dalej!!! ale ze mnie sportowiec :) )
        WYSIADAM z samochodu i ODPROWADZAM syna pod szkołę. Śmieję się z
        tych wszystkich wygodnych, którzy muszą się przeciskać, czekać na
        miejsce i BLOKOWAĆ przejazd główną ulicą... no ale przecież pani
        dyrektor nie zrobiła przejazdu przez szatnie :/
    • Gość: marwika Re: Dojazd do szkoły okupiony nerwicą IP: *.236.spine.pl 05.11.08, 12:00
      To się w głowie nie mieści! Paranoja jakaś z tym podwożeniem dzieci
      do szkół. Czy ci rodzice całkiem na głowy poupadali! Szkoda,że
      swoich dziciątek nie mogą samochodem do klasy wwieźć!
      Rozumiem, podwieźć w okolicę szkoły, potem nie sobie dzieciak
      podejdzie te parę kroków. Na zdrowie mu to wyjdzie. Bo w szkole
      siedzi w ławce parę godzin, potem w domu przed kompem i w sumie cały
      dzień bez ruchu.
      Ja chodziłam do szkoły piechotką, musiałam przejśc przez ruchliwą
      ulicę. A do tego od dzieciństwa mam pewne problemy zdrowotne
      (neurologiczne). I co? Stało się coś?! Jakaś krzywda?
      No chyba ,że ci rodzice co dzieci podwożą, nie mają do swoich
      pociech zaufania i boja się ,że zamiast do szkoły , pójdzie np. na
      wagary.
Pełna wersja