Szkola zada opiekuna prawnego-prosze o rade

09.02.09, 15:44
Nt.Corka za 5 mies.bedzie pelnoletnia,ja od kilku lat jezdze za
granice do pracy(na "czarno"),ale w kazdej chwili w razie potrzeby
moge przyjechac do domu.Szkola zaczela teraz robic naciski,zebym
ustanowila opiekuna.Nie chce tego robic z roznych wzgledow,corka
dobrze sie uczy i nie sprawia klopotow wychowawczych.Chcialabym
wiedziec,czy szkola moze mnie do tego zmusic,jesli tak,to na jakiej
podstawie?Dziekuje.
    • sabbina Re: Szkola zada opiekuna prawnego-prosze o rade 09.02.09, 22:20
      jeśli Córce brakuje 5 miesięcy, to mały problem,
      ale szkoła tak może,
      w skrajnej sytuacji wystąpić do Sądu o ustanowienie Opiekuna bądź Kuratora

      reguluje to kodeks rodzinny i opiekuńczy....

      ale, jeśli faktycznie tylko 5 miesięcy brakuje do 18 r. ż.

      to żaden problem,

      czas szybciutko zleci.

      .
      • klaczkafiglaczka Re: Szkola zada opiekuna prawnego-prosze o rade 10.02.09, 18:55
        Niepełnoletni MUSI być pod stałą opieką opiekuna prawnego, więc i tak się udało uniknąć sądu rodzinnego. Można spróbować się dogadać ze szkołą i powierzyć oświadczeniem notarialnym ważnym na dany czas opiekę nad nieletnim/małoletnim osobie upoważnionej.
        A tak na marginesie, dobrze że szkoła się troszczy. Czy wyobraża sobie Pani sytucję, w której Pani dziecko ulega wypadkowi i należy podjąć natychmiast decyzję istotne dla życia czy zdrowia, a dziecko nie pozostaje pod żadną prawną kuratelą decyzyjną? Proszę mi wierzyć, kilka razy miałam z tym do czynienia, pracując w szkole. Dziecko, nawet gdy dobrze się uczy i nie sprawia problemów, nadal jest osobą, która dopiero wkracza w dorosły, brutalny świat i ktoś musi nad nim czuwać. Także decyzyjnie.
        • sisi40 Re: Szkola zada opiekuna prawnego-prosze o rade 10.02.09, 22:10
          Oczywiscie,ze wyobrazam sobie taka sytuacje,ale w moim przypadku
          nikt,nawet teoretyczny opiekun prawny, w ciagu 10-15 minut do
          szkoly,czy szpitala sie nie zglosi,niestety.Nie bede rozwijac
          tematu,ale czasami zycie sie dziwnie uklada.Szkola "obudzila sie" po
          1,5 roku(corka jest w 2 klasie),teraz robi wielka afere,ale jakos
          nie widze w tym troski o ucznia.Wyciaganie przez pania
          pedagog "nieobecnosci na wywiadowkach" jako argumentu,jest po prostu
          zenujace.Mysle,ze jestem w szkole czesciej,niz wielu "miejscowych"
          rodzicow,ktorzy z dziecmi maja prawdziwe
          problemy.PS."Dorosly,brutalny swiat":-D!Kaczko,jestes polonistka
          moze?
          • klaczkafiglaczka Re: smutna prawda 11.02.09, 11:59
            Gdy kończyłam studia, bardzo chciałam pracować z młodzieżą i trochę lat temu poświęciłam. Tak, masz rację, po polonistyce; ale i po psychologii, z dodatkowym wykszt. przyrodniczym. Praca w szkołach, pogotowie opiekuńcze, wychowawstwa w trudnych klasach. Dziś nie pracuję w oświacie, bo w bilansie zysków i strat nie opłaciło się wypalać do końca i toczyć z góry przegranych bojów o to, kto co powinien dla dobra dziecka, gdy właśnie to dobro jest źle interpretowane nawet przez samego rodzica, uważającego często, że jego racje są nadrzędne... walka z kuratoriami i nauczycielami, którzy nie powinni uczyć, nieprzygotowani, albo znerwicowani do granic. Walka z samym dzieckiem, które skołowane przez dorosłych za jedyny pewnik uznaje pogląd rówieśnika. Itp.itd. Dodatkowo od lat nie pomaga nikomu nagonka na nauczycieli - tych złych, darmozjadów i nierobów, co mają tyle wolnego a i zachcianki na wysokie pensje... zero autorytetu zawodowego u rodziców i dzieci.
            Zdarzało mi się zasypianie w kurtce na fotelu, gdy dotarłam do domu. Bezsenne noce, gdy głowa przerabia warianty ratunkowe dla młodego człowieka, który ma kłopoty. Przepłakanie godzin, po awanturze "co się pani wtrąca do mojego syna, to normalne dziecko z porządnego domu". Kto nie pracował z dzieciakami, niech nie sądzi, że to praca łatwa i przyjemna. W wakacje nadrabiałam czytanie i dokształcanie, w ferie reperowałam chrypiący głos...
            Tak żyje wielu belfrów, cierpliwszych zawodowo siłaczy. Wbrew opiniom i kłodom rzucanym pod nogi.
            Część fachowcó odeszła lub odejdzie, bo nie zmienia się na lepsze. Nie wierz w to, że tylko dzieci patologicznych rodzin są kłopotem wychowawczym i mają problemy. Dziś rodzina patologiczna to taka, w której nie ma przy dziecku rodzica, bo zarabia, nie ma czasu, "bo takie życie". A od samych dzieci wiem, że wolą kaszankę z chlebem w towarzystwie matki niż McDonaldsa z kumplem lub ciocią... Nowe buty z Galerii nie zastąpią serca i rozmowy. Pamiętam Beatę, której mama pracowała za granicą. Dziewczynka dobrze się uczyła, babcia była na wywiadówkach. Beata była nieletnią prostytutką. Bo w końcu mama też wolała kasę niż ją (w jej mniemaniu). 17-letni Paweł rzucił się parę miesięcy przed maturą z okna, rodzice tyrali w Norwegii na jego studia. Licealistki dorabioają sobie jako galerianki obsługując sponsorów, piją i ćpają ile wlezie, bo pozór dobrego dziecka i uczenicy daje maskowanie. Zadaj sobie pytanie - NAPRAWDĘ NA BIEŻĄCO znasz przyjaciół córki, kto i kiedy przychodzi do domu? Czego ona naprawdę pragnie? Jak wypełnia wolny czas? Czym się smuci i cieszy? Czas mija, zaraz będzie dorosła, potem pewnie założy własną rodzinę. Oby tak się ułożyło, że dokona dobrych wyborów życiowych. Pamiętaj jednak, dziecko zawsze jest dzieckiem, pragnie bliskości matki nawet gdy o tym nikomu nie mówi. Pozdrawiam.
Pełna wersja