Gość: widz IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.03, 22:39 to wspaniale przedstawinie Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: wed Re: Sprzedam dom, w którym już nie mogę mieszkać IP: *.autocom.pl 14.01.04, 00:33 Przychodzę kilka minut przed czasem, ledwo znalazłem ulicę Gzymsików – ciąg baraków dla wyeksmitowanych z mieszkań, czy jakichś innych lokali zastępczych, ostatni barak w nieco lepszym stanie, odmalowany, w środku na pomarańczowo. Za progiem czeka Pan sprzedający bilety. Skojarzenie z antycznym bożkiem jak najbardziej wskazane – metr sześćdziesiąt w pasie ( ? - może raczej w brzuchu ), metr dziewięćdziesiąt od lakierowanych butów do czubka ogolonej na łyso głowy, po drodze zginęła gdzieś szyja. Informuje o cenie, łapię się jeszcze na studencki – oszukuję w ten sposób rozmaite instytucje, nawet nie muszę pokazywać legitymacji. 20 zł i wchodzę, a raczej próbuję, bo Pan ryczącym głosem zagradza wejście. Nie ma żartów, czekamy – razem z grupą osób odbierających wejściówki na hasło „Krystyna”. Wejść można, gdy uzbiera się odpowiednia liczba chętnych – Pan informuje, że ma coś ważnego do powiedzenia i nie będzie powtarzał, następnie zaczyna swoje. Mówi pięć razy szybciej niż ja. Co tam ja, pięć razy szybciej niż mój wujek, który mówi najszybciej w naszej rodzinie. Mimo to nikt nie protestuje, gdy pyta, czy wszyscy zrozumieli. Jak się potem okazało, objaśniał po prostu, co nas czeka w poszczególnych pomieszczeniach pomarańczowego korytarza. Sam korytarz pali swoim kolorem, tak jak zjedzony owoc pomarańczy w kącikach ust. Na ścianach zdjęcia z przedstawień i oprawione w ramki cytaty z Hrabala, np. taki „ Koniec świata nie zdarza się często, ale jeśli już, to zwykle w poniedziałek o wpół do ósmej wieczór” (cytuję z pamięci ). Wzdłuż przechadzają się różne dziwne postacie, kobieta w eleganckiej sukni, mężczyzna w jasnym garniturze, oboje jakby wyjęci z dziewiętnastego wieku. Wkrótce zaczną taniec do muzyki płynącej z głośników, a potem kobieta ucieknie z wrzaskiem. Ale taniec w korytarzu pełnym ludzi to naprawdę majstersztyk. Oprócz nich jakiś facet proponuje grę w przedmuchiwanie monet po lusterku albo w kapsle. W kapsle bym może wygrał, kiedyś byłem niezły, ale nie mam odwagi przy tych wszystkich ludziach. Nie ma z resztą zbyt wielu chętnych, więc zaraz przestaje się zajmować zabawami i zaczyna wkręcać jakąś żarówkę w suficie, stojąc na drabinie. Gdy skończył, zatrzasnął ją z taką siłą, że mało nie dostałem zawału – i pewnie nie ja jeden. Akurat wchodziłem wtedy do pierwszego z pomieszczeń – wyglądało jak piwiarnia, z ladą pani podaje karteczki, za które po spektaklu będzie można dostać piwo. Za nią przygotowane chyba z pięć skrzynek. Widzów ledwo trzydziestu, więc pewnie będzie niezła impreza w aktorskim gronie. Sam pokoik znowu w stylu secesyjnym, na półce za szybą jakaś półnaga pani czyta „Pociągi pod specjalnym nadzorem”. Powoli zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością na rzecz...tej innej rzeczywistości, która zadomowiła się w pomarańczowym baraku, niepomna tego, że przecież tuż za oknem stoi mój samochód, silnik dziewięćdziesiąt koni, rok produkcji prawie 1999, niebieski, stoi z resztą na zakazie, zaraz przyjdzie milicjant i da mandat, a przecież z wnętrza pomarańczy nijak nie da się go zapłacić. Poza tym przez te sto kilkanaście lat, które dzielą mnie w tej chwili od roku 2003 urosną niebotyczne odsetki..... Póki co jednak idę do drugiego pokoiku – raczej przechodzę, bo nie da się tam wejść, pełno maszyn do pisania, starych zabawek, maszyn do szycia, szczotek do czyszczenia wszystkich brudów tego świata i innych szpejów czy też gratów. Słowem – skup surowców wtórnych. Taka kartka wisi z resztą nad stojącym niemal w futrynie biurku. A za biurkiem – mężczyzna w meloniku, starym garniturze, okularach i z parasolem pod pachą. Trzyma nogi na biurku i czyta. Pewnie Hrabala, ale nie wypada tak sprawdzać nachalnie ( trzeba by się nachylić ). W końcu obowiązują dziewiętnastowieczne maniery. Po drodze do następnego pomieszczenia mija mnie młody chłopak w przydługim garniturze, ciągnąc za sobą wózek z butelkami po piwie i wódce. Pod marynarką kurczowo chowa następne, może nawet pełne. Te kapsle, w które można zagrać to pewnie z jego butelek. Po lewej duże, obite wyciszającym materiałem drzwi strzeżone przez portiera. Znowu słychać trzask składanej drabiny, kolejne zawały. A na zawał najlepsza herbata – można ją sobie zrobić w tym następnym pomieszczeniu, do którego szedłem. Właściwie jest to kuchnia. I trzeba umyć naczynia po sobie, takie zarządzenie kierownika na drzwiach. A po herbacie siku – to w kolejnym pokoju. Nie wiem jak wyglądał, bo obok wejścia siedzi klozetowa panienka, a ja mam całe 10 zł i ani śladu drobnych, które trzeba by rzucić. Choć jakiś cham wyszedł bez płacenia i mówi, że strasznie głośna muzyka w środku. Przez uchylone drzwi widzę, że muzyka ta gra na czerwono. Przechadzam się tam i z powrotem, oglądam obrazki na ścianach, słucham dźwięków tanga, portier jeszcze nie otwiera. A teraz finał – w korytarzu spotykam Szajbusa. Spotykam, to może za duże słowo, po prostu mijamy się, on mnie pewnie nie pamięta, nie chce się przyznać, ja też nie mam powodów do wylewnego powitania. Ciekawe kto komu zrobiłby większy obciach – Szajbus jest elegancko ubrany, postarał się. Nawet w miarę spokojnie rozmawia z jakimiś znajomymi, choć chyba go olewają. Nie wytrzymuje dopiero podchodząc do portiera. Ale to tylko chwila słabości. Wtem muzyka gaśnie, z głośników słychać szum ruszającego parowozu. I gwizdek – to już na żywo, gwiżdże Dyrektor – ten od zarządzenia w kuchni. Wygląda jak przedwojenny atleta – jeszcze większy i grubszy niż Pan. Za Dyrektorem pani dróżnik ( bez czapki, ale za to z kolejowymi latarkami za biustonoszem ). Światełka przebijają bluzkę, wygląda jakby to pociąg nadjeżdżał. Tyle wstępu – zaraz wchodzimy na widownię, portier już otworzył. Sam spektakl to pantomima przedstawiająca w zabawny sposób ważne wydarzenia z życia – urodziny, śmierć, komunię, ślub. W przerwach pomiędzy poszczególnymi sekwencjami na scenę wjeżdża Pan – jak się okazuje jest tu aktorem i przedstawia swoje przedstawienie. Ale szczegóły to już musisz sama zobaczyć. A piwo na kartkę rewelacyjne – kształt butelki taki starodawny. Wziąłem do domu, prowadzę samochód. Butelka idealnie mieści się w skrytce obok ręcznego hamulca. Mandatu nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A opnia IP: *.dynamic.chello.pl 05.12.13, 14:57 Polecam! Kupiłam bilety na prezent dla mojego chłopaka i był to strzał w 10. Teatr KTO to niezwykle klimatyczne miejsce, wchodzi się tam i od progu znajduje się w zupełnie innym świecie. Małe, tajemnicze sale, nowe, niebanalne rozwiązania. Super. Sam spektakl bardzo śmieszny, ale o tematyce dla odmiany poważnej. Temat pokazany tak, że sytuacje smutne wydają się komiczne. Na pewno wybiorę się jeszcze nie raz Odpowiedz Link Zgłoś