jak zaakceptowac cudze dzieci?

07.12.03, 18:51
Jestem od jakiegos czasu z mezczyzna,ma on dwojke dzieci.Mieszkaja one z jego
byla zona.On bardzo je kocha,czesto zabiera do siebie na weekendy,do kina
itd.Obecnie jeszcze nie mieszkamy razem,z roznych wzgledow.Ale nie wiem jak
by to bylo,bo do tej pory nie akceptuje jego dzieci.Mecze sie z tym,przez co
czuje sie nieszczesliwa znim,choc bardzo sie kochamy.Jestem zazdrosn o
dzieci,o to,ze nie sa moje,ze sama na razienie moge ich miec.Czy jest
tomozliw,ze kiedys je chociaz polubie?Czy lepiej od razu dac sobie spokoj?
    • Gość: prado Re: jak zaakceptowac cudze dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.03, 19:40
      Daj sobie spokój. On ma pełne prawo do utrzymywania bliskiego kontaktu ze
      swoimi dziecmi. Jesli tego nie akceptujesz to zrezygnuj. On nie poświęci
      miłości do własnych dzieci dla kochanki. Sorry.
    • Gość: Szczęśliwa Re: jak zaakceptowac cudze dzieci? IP: 217.153.159.* 07.12.03, 23:27
      Uciekaj póki czas. Już się męczysz, a będzie jeszcze gorzej. Pomyśl, że jesteś
      warta żyć u boku mężczyzny bez takich zobowiązań.
      • skks Re: jak zaakceptowac cudze dzieci? 08.12.03, 00:16
        głupias:(( niestety
        A jakież to zobowiązania?
        własne dzieci oblubieńca:))))))?
        I co dzieci "ukochanego" przeszkadzają?
        żart!!! "Smieszny" zart:)))
    • Gość: rybak Re: jak zaakceptowac cudze dzieci? IP: 212.127.78.* 09.12.03, 01:49
      To trudne zadanie, ale zwłaszcza dla dzieci: to przede wszystkim one będą miały
      problem z zaakceptowaniem Ciebie.
      Uda Ci się, jeśli zainwestujesz dużo cierpliwości i wyrozumiałości. Nie sądź,
      że będziesz dla nich matką, i nawet tego nie próbuj. Bądź opiekunką, potem może
      koleżanką. Ale nie licz na nic: jeśli odpłacą Ci chłodem i niechęcią, przyjmij
      to wielkodusznie. Dzieci kierują się prostymi motywacjami i mogą nie zauważyć,
      jak jest Ci trudno, a będą Cię winić za to, że im jest niełatwo.
      W trudnych chwilach czytaj 1. list św. Pawła do Koryntian, 13, 1-13. Czytaj i
      wnikaj w te słowa. W najtrudniejszych czytaj go sobie powoli i głośno. Nie
      zniechęcaj się, miłość to sztuka charakteru.
      Na co dzień bardzo dużo zależy od ukochanego: od jego taktu i wrazliwości. Czy
      możesz na niego liczyć w tej kwestii? Jeśli nie, to czarno widzę.
      Bądź dzielna - jeżeli musisz. Zastanów się, czy musisz. W każdym razie nie
      możesz zostać w tym kłopocie sama, ukochany musi dawać Ci stale oparcie. Nie
      kosztem dzieci, ale i nie Twoim kosztem da się coś dobrego zrobić.
      Pozdrawiam
      • boldhead św. Paweł??? 09.12.03, 09:27
        a coż on tu i jego pisma pomogą?
        • peteen Re: św. Paweł??? ano... 09.12.03, 10:22
          są tacy, którzy dość silni duchem, aby czerpać jeszcze większą siłę z pisma...
          są tacy...
          • Gość: stokrotka Re: św. Paweł??? ano... IP: 194.196.228.* 09.12.03, 18:12
            Dziwnie sie ta dyskusja toczy.W kazdym razie,wszyscy podchodzicie do tego jak
            do jakiejs zlej rzeczy,a nie znacie pojecia milosc?A dlaczego ktos kto jest z
            facetem ktory juz byl kiedys zonaty jest uznawany za kochanke?To ci,jak wezme z
            nim slub to juz bede zona,tak?I dlaczego tak trzeba od tego uciekac.Swiat jest
            pelen beznadziejnych facetow,a ja mam juz swoje latka i wiem cos o tym.Moge
            nigdy takiego wspanailego czlowieka nie spotkac
            • Gość: kaska Re: św. Paweł??? ano... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 20:09
              no to skoro go kochasz to go akceptujesz, tak? A skoro go akceptujesz, to
              razem z dziecmi? Inaczej to nie jest akceptacja.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja