3cik 23.07.09, 22:46 Nie marudzić, jak ja chodziłam do szkoły to było nas 36 w klasie. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: zulugula3 Re: Uczniowie wciąż jak sardynki w puszce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.09, 23:34 Drogi 3cik - u. Czyli,że jeśli Ty chodziłeś do przeładowanej klasy, to ma być tak do końca świata? Zmieniają się programy, ludzkie potrzeby, powinna zmieniać się i szkoła, tym bardziej, że taka oszczędność w konsekwencji okaże się dla nas jako społeczeństwa bardzo droga. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: 141.70.82.* 24.07.09, 02:46 w liceum w pierwszej klasie: 42 osoby, potem liczba troche zmalała - chyba kończyliśmy w 36 osób. to wciąż za dużo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koszałek-opałek Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.09, 06:20 też nas było ponad 30 i oceny nijak się do tego miały. Kto umiał, miał zawsze bdb (6-tek nie było), kto był głąbem, ten pałę normalnie załapał. Nawet powiem, że w większej klasie tumanowi łatwiej się ukryć - bo rzadzej może być pytany. Zamiast przeładowaniem, może lepiej się zająć poziomem nauczania (i niestety nauczycieli) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zulugula.3 Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.09, 08:38 Co Wam się bajdurzy. Oczywiście, że bez względu na ilość uczniów w klasie, ten kto umie, dostanie wysoką ocenę. Chodzi jednak o to, że w przeładowanej klasie nie ma mowy o systematyczności oceniania, indywidualizacji pracy z uczniem,skutecznej pomocy wychowawczej itp. Każdemu wydaje się, że na szkole i uczeniu się zna, tylko dlatego, że chodził do szkoły. To typowo polska specyfika. Tak samo znamy się na leczeniu, nie?:))Szkoła i warunki uczenia naszych dzieci muszą się zmieniać i od nich zależy też poziom kształcenia. Uczenie w 36- osobowej klasie, nauczyciel tylko dysponujący kredą to dziś niestety standard, który władze chcą utrzymać, twierdząc, że ze wszystkim powinien poradzić sobie nauczyciel. Tylko, że świat poszedł naprzód i nikt dzisiaj już nie jeździ dorożką czy syrenką. Jakość poruszania się nowoczesnym samochodem można porównać do obowiązujących norm edukacyjnych we współczesnym świecie. A nauczyciele, tak jak kierowcy, są dobrzy i źli - obojętnie w jakich warunkach pracują i w jakich czasach żyją, ale osiągi uzyskują jednak zależne od warunków pracy. Można być edukacyjnym Kubicą, ale ze starym bolidem,jakie masz szanse? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.09, 09:02 oczywiście, zgadzam się z przedmówcą! nie przez przypadek szkoły prywatne czy społeczne gdzie limit to 15 osób w klasie mają najlepsze wyniki nauczania. Mojemu synowi w 1 klasie podstawówki nauczycielka poleciła przynieść poduszeczkę żeby im było wygodnie jak będzie im czytać bajki... w klasie jest 8 osób! A ocen z przedmiotu w semetrze mają średnio kilkanaście!! bo nauczyciel ma czas! zająć się tym lepszym i tym gorszym uczniem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zulugula.3 Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.09, 09:51 Gościu A:)),zwolenniku szkół prywatnych. Szkoły prywatne tak jak publiczne czy samorządowe, mają swoje plusy i minusy. Każdy typ szkół ma też swoje bolączki i nie każda szkoła jest dla każdego. Kłopot w tym, że całe społeczeństwo nie może uczęszczać do prywatnych szkół (względy finansowe), a ich oferta, niestety jeszcze często ( na szczęście coraz rzadziej)sprowadza się do opieki i sztuczek marketingowych. Oczywiście należy wspierać te szkoły, szczególnie wtedy, gdy osiągają na swoim polu dobre wyniki i wypełniają ważne funkcje społeczne. Jednak, nie czarumy się, 60 - 70% społeczeństwa zawsze wybierze szkoły publiczne i chodzi o to by były one wreszcie nowocześnie zarządzane przez menadżerów mających pojęcie o psychologii i dydaktyce, a nie przez nauczycieli i byłych urzędnków, jak to się najczęściej zdarza, choć wśród nauczycieli i urzędników zdarzają się też świetni menadżerowie. No i niestety, bon oświatowy nie może być tani.Inaczej będziemy udawać, że kształcimy i stwarzamy równe szanse. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ojapierdziu Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.09, 08:12 Nie marudźcie, że np. w miastach nie ma szaletów tylko idźcie w krzaki jako to drzewiej bywało. Ja rozumiem, że kiedyś to nawet szkół nie było, ale chyba poszlismy lekko do przodu cywilizacyjnie? A wszyscy wiemy, że w mniejszych grupach uczy się efektywniej i łatwiej spacyfikowac nadaktywnych rozrabiaków. Oraz "pracować z dzieckiem". Bo wiecie. W szkole to się powinno robic. Wykłady do mas to na studiach tylko zdają egzamin. Odpowiedz Link Zgłoś
nika_j Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce 24.07.09, 09:21 Skąd "resort" ma takie dane? Czy to średnia włącznie ze szkołami na wsiach, gdzie dzieci jest po kilkanaście w klasie? Moje dzieci uczą się w dużym mieście i w żadnej znanej mi szkole publicznej w klasach nie ma mniej niż 24-26 dzieci, a w większości klasy są 30-osobowe, w gimnazjach - 32-osobowe, w liceach - 35-40 osobowe. NAprawde chciałabym zobaczyć ten niż, bo jak na razie ów niż objawia się głównie tym, że klasy stają się coraz liczniejsze, a do szkół wchodza jeszcze przedszkolaki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sardynka Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.09, 13:09 Zaraz zaraz ale dlaczego w tym artykule pani Olga nie wspomniała o zbawicielce edukacji w Krakowie a mianowicie o pani Jantos... nieładnie pani Olgo nie wolno denerwować pani radnej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dyrektor Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.09, 13:26 są bardzo dobre szkoły państwowe i mogą być przyzwoite prywatne. Nie tu lezy problem. W państwowych samorządy każą dobijać klasy na maksa. I to jest chore. W Krakowie jest to liczba 28 osób. Naukowcy dawno stwierdzili, że dobrze się uczy (czyli skutecznie) w zespole ok. 20 osób. Co do zespołów mniejszych niż 15 osób nie będe się wypowiadać, bo są to zespoły specyficzne i mają one więcej cech negatywnych niz dobrych. Ale to nie jest mój problem. Kto się chce uczyć w malutkich klasach, niech się uczy, są zapewne uczniowie, którzy muszą. Klasa ok. 24 jest efektywna. Molochy czy kołchozy koło 40 osób to pomyłka, sam chodziłem do takiej klasy, powinno nas być co najmniej o 10 mniej. MEN podaje średnie... Kraków podaje średnie. Średnie kłamią - w jednych szkołach jest po 10 osób, w innych 15, a jeszcze w innych 30, średnia jest rewelacyjna - ok. 20. Wielu dyrektorów ma problemy z otwarciem klas 18-osobowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawie_bezrobotny Re: Uczniowie wciąż jak w sardynki w puszce IP: *.chello.pl 24.07.09, 20:28 Od czasu do czasu ktoś przypomina legendę o relacji mistrz-uczeń jako idealnym układzie, przy którym obaj się rozwijają i coś się tworzy nowego. Lubimy słuchać takie bajki z tysiąca i jednej nocy. Np. o uczniach-sympatykach Sokratesa (wśród nich był Platon, którego warto poczytać nawet dzisiaj), którzy wyrośli w Akademię (wśród nich był Platon, którego warto poczytać nawet dzisiaj), o skromnym liczbowo towarzystwie Arystotelesa, ucznia Platona (od nazwy jego szkółki pochodzi słowo liceum). Prowadziłem przez lata zajęcia z grupkami 10-15 osobowymi, zarówno w liceach jak szkołach wyższych. Dzięki temu, że z każdym uczniem lub studentem mogłem nawiązać kontakt na każdym spotkaniu (inna rzecz, że oni chcieli tego), wyjaśnić i ukierunkować myślenie, mam w swoim dorobku - o który zresztą nikt nie pytał, gdy była sprawa awansu zawodowego - wiele osiągnięć moich uczniów. Tzn. traktuję ich sukcesy jako również poniekąd i moje. Niektórzy z nich, po latach, dziękują mi za mje podpowiedzi i szkołę samodzielnego myślenia. Ale prowadziłem też lekcje z klasami 35 osobowymi - tu kontakt udawało mi się nawiązać zaledwie z 4-5 uczniami podczas jednostki lekcyjnej (wiele czasu traciłem na kontrolowanie pozostałych). Prowadzę też wykłady dla grup 200-250 osobowych. Szkoda mówić... Dopiero na kolokwiach czy egzaminach okazuje się, że 70-80% z tak kształconych (tj. w dużych grupach w szkołach, hurtowo) słuchaczy nie umie sklecić najprostszego zdania (żeby miało podmiot, orzeczenie, dopełnienie, jakieś przydawki czy okoliczniki - w ogóle nie wiedzą, że coś takiego istnieje i służy do mówienia); a żeby było ono na temat - to już marzenie ściętej (śniętej?) głowy! Z pisaniem, rzecz jasna, jeszcze trudniej i to znacznie. No to mamy, co mamy. Genetycznych (pseudo)inteligentów. Odpowiedz Link Zgłoś