joandem
05.08.08, 21:18
Chciałabym się podzielić doświadczeniem z ostatniej nocy. Z chorym,
wymiotującym dwulatkiem pojechaliśmy do Bielańskiego. Przy wjeździe nie
zauważyliśmy znaku zakazu wjazdu i nadzialiśmy się na kolczatkę, która
przebiła 3 opony. Pani Doktor ze smutkiem stwierdziła, że nie my pierwsi. Czy
ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć, dlaczego na noc ustawia się kolczatki przy
wjeździe i wyjeździe na parking szpitalny, gdzie nocą, w zdenerwowaniu tak
łatwo o pomyłkę? Czy szpital to warowna twierdza? My mieszkamy blisko,
taksówką dostaliśmy się w 10 minut, a jeśli się to zdaży komuś spoza Warszawy,
tak jak my z małym dzieckiem? Obok pediatrii jest położniczy. Nie mówiąc, że
koszt wymiany i holowania to około 1500 zł. Pozdrawiam.