anka7961
25.01.10, 18:54
Sprawa wygląda tak:
Znam pewną rodzinę. On 29 lat, ona 24 lata. Mają dwójkę małych
dzieci i trzecie w drodze. Delikatnie
mówiąc "niewydolni życiowo". Ona nieskalana pracą, a jeśli już, to
próbowała podjąć pracę w domu publicznym. On żadnej pracy utrzymać
nie umie (niepoważny jest i tyle). Na rodzinę nie mają co liczyć.
Zadłużeni po uszy, biorą kolejne kredyty. W internecie pełno ich
ogłoszeń zwołaniem o pomoc, bo dzieci, bo nie mają co jeść etc.
Teraz nawet w gazecie wystąpili, żeby od ludzi pomoc wyciągnąć.
Mają na głowie kuratora rodzinnego. Wiem, że kurator chce im odebrać
dzieci. I teraz tak: mam informacje, które mogą się przydać
kuratorowi, no m.in. to, że dzieci same w domu zostają (jedno
niecałe 3 lata i drugie 1,5 roku), to że ta ich matka w burdelu
próbowała pracować, to że ojciec ma problemy psychiczne (chciał
popełnić smobójstwo), swego czasu było u nich pełno awantur (żona
groziła mężowi, że go zabije) etc... Ogólnie uważam, że nie nadają
się na rodziców i nie chodzi tu o biedę, tylko o to, że jak dla mnie
ta dziewczyna jest niezrównoważona emocjonalnie, nie dba o dzieci,
nie wychowuje ich (np 3-latek biegający w pieluchach).
Z drugiej strony wiecie, w domu dziecka też nie jest fajnie,
oczywiście dzieci są małe i mają szansę na znalezienie jakiejś
rodziny, ale myślę że jacy źli rodzice nie są i to i tak rodzice.
Wiecie o co chodzi?
I co mam zrobić? Spotkać się z kuratorem czy nie? Przekazać mu te
informacje? Bo biję się z myślami.