myszkaa1985
30.03.10, 12:26
Cześć dziewczyny...
Jestem tu nowa, nie bardzo jeszcze orientuję się we wszystkim i w ogóle... Mam
jednak problem, nie potrafię sobie poradzić i pozbierać się. Pomyślałam że
może ktoś przeczyta moją wiadomość i będzie w stanie podpowiedzieć coś...?
Mam 24 lata i prawie 4 letnią córkę, którą od urodzenia wychowywałam sama...
Utrzymywałam nas z alimentów(200zł), rodzinnego i zasiłku z tyt.
niepełnosprawności dziecka (stwierdzona epilepsja od 6 tyg życia).Trochę
pomagali rodzice,u których nie przelewa się ale miałam przynajmniej gdzie się
podziać po urodzeniu dziecka, miałam co jeść... ojciec dziecka jest
alkoholikiem (pił, bił itp), gdy odeszłam , nawet nie przyjechał po nas do
szpitala po porodzie...zostałyśmy same, bo nie obchodziło go dziecko. wszystko
co dla małej kupił to wózek, by nie spała ze mną bo nawet łóżeczka nie
miałam,a wózek dosłownie wyprosiłam, wypłakałam. Wyprawkę kupiłam za swoje
pieniądze po cichu odłożone (pracowałam będąc w ciąży)i becikowe z resztą
pomogli rodzice, znajomi. Ojciec dziecka poszedł na leczenie gdy mała miała ze
3 miesiące, ale jego podejście do nas nie zmieniło się, a po założeniu sprawy
o alimenty rozpętała się między nami wojna.Zaczął interesować się córką gdy
próbowałam ułożyć życie sobie z kimś innym, gdy córka miała 5-6 miesięcy(bał
się że będzie mówiła "tato" do innego mężczyzny). To ten ktoś pomógł
zorganizować chrzest, pomógł ubrać itp, ale wszystko rozpadło się przez ojca
dziecka który mieszał się w nasze życie. Zaczęły się kłamstwa, intrygi, sprawy
jak nie o alimenty to kontakty i trwało to miesiącami bo ciągle sprawy
odraczano...trwa to do dziś, pomimo że po 3 latach wywalczyłam podniesienie
alimentów do 350zł. Teraz jednak były próbuje ograniczyć mi władzę
rodzicielską, chce mi ogólnie odebrać dziecko. W sądzie kłamie,że nie pozwalam
mu widywać dziecka, że zawsze był wzorowym ojcem,że wymyślam choroby itp i sąd
wierzy jemu. To że poszedł na leczenie i że ma 31 lat daje mu przewagę i
sprawia że sąd patrzy na niego jak na poważniejszego, doroślejszego itp,na
mnie jak na małoletnią, nieodpowiedzialną matkę

Mała nie chce do niego
wychodzić na spotkania, płacze, wpada w histerie, miewa napady epi, albo
później choruje, ale jego i sądu zdaniem to wszystko moja wina bo przecież
nastawiam dziecko przeciwko.Straszono mnie kuratorem , który przyjdzie do domu
i zabierze mi córkę. On stara się małą przekupywać drogimi zabawkami (na leki
nie da, nawet nie pożyczy mi pieniędzy). Nie umie się zająć dzieckiem, więc na
spotkaniach jestem obecna (ostatnio włożył córkę do wózka sklepowego i przez
swoją głupotę i nieuwagę mało co nie puścił wózka po schodach w dół- to jeden
z przykładów jego nieodpowiedzialności, były jeszcze zabawy dziecka
gniazdkiem, prądem gdy on gapił się w tv lub maszynką do golenia, albo
scyzorykiem...
3 mies. temu wyszłam za mąż za rówieśnika...bardziej z obawy o dziecko, niż
"wielkiej miłości"( bo poczekałabym z tym jeszcze. Zmiana miejsca zamieszkania
trochę ostudziła zapędy byłego, rozpoczęłam też naukę mając opiekę dla córki
która lubi mojego męża, akceptuje go itp. ale problemy nadal nie skończyły
się. Mąż okazał się po ślubie drugim dzieckiem, za którego trzeba myśleć a nie
raz i zrobić. Nagle okazało się że mimo większej wagi jest wątły,
chorowity...często mdlał w pracy lub po wyjściu z domu do niej...teraz na
siedzącą zmienił ale pieniądze marne

Przydałoby się bym ja poszła do pracy
bo za jego pensję nie wynajmiemy mieszkania i nie przeżyjemy a ile można
mieszkać z teściami(teściową która się wtrąca) i jego rodzeństwem w 2 pokojach
z kuchnią i łazienką???
Mąż myśli o grach, o tym ,że nowy komputer mu się przyda, na konsoli by
grał...po pracy najchętniej położył by się i leżał... prawdą jest że gdy
jestem w szkole to zajmie się córką, zrobi śniadanie, obiad...ale o lekach już
nie zawsze pamięta,a jak wspomniałam mała ma epilepsję. Leki były na próbę
odstawiane ale w międzyczasie pojawiły się inne problemy -"brzuszkowe". Córka
nie chce jeść (pół kromki chleba z masłem starcza na cały dzień), pije dość
dużo i choć na siusiu biegnie do łazienki, to kupkę robi w majtki

jak w
ciągu dnia wypiorę 4-5 par majteczek to i tak jest pół biedy, ale czasem na
prawdę jest to męczące

Cały dzień jestem w domu z córką i prócz domowych
obowiązków zajmuję się dzieckiem i...piorę. Biegamy po lekarzach ale nikt nie
umie pomóc, a przedszkole? Najpierw nie chcieli dziecka z epilepsją, teraz nie
radzą sobie z niejadkiem kupciającym w majtki, więc nie chodzi do niego

mąż na siłę chce małą wysłać do przedszkola niepublicznego, bo przecież ja
muszę zarobić choć na mieszkanie...a ja chciałabym iść do pracy ale boję się o
córkę.
Wiem,że rozpisałam się tak że mało komu zechce się to czytać, ale...jeśli ktoś
dotrwa do końca proszę o jakąś radę lub choć wspierające słowo, bo na prawdę
mam dość i nie wiem co robić

dziękuję.