Może Wy doradzicie???

23.06.10, 15:57
Bardzo proszę Was o radę. Opiszę jak najkrócej o co chodzi..
Od kilku lat jestem z kimś. Razem wychowujemy moje dziecko. Niestety
rok temu mój mężczyzna stracił pracę. Czasami pracował dorywczo. Za
grosze, poniżej kwalifikacji. Półtora m-ca temu dostał umowę na 3 m-
ce. Na umowie oczywiście co innego, rzeczywisty wymiar to 10 godzin
dziennie+dojazdy. Wyjeżdża o 4, wraca o 18 i kładzie się o 20 spać.
Zarobi 1200 zł. Od tego należy odjąć koszty dojazdu. Zostanie
niewiele. Załatwiłam jemu pracę. W jednym z krajów UE. Można zarobić
w dwa m-ce 2000 tys euro.Będzie pracować u moich znajomych. On nie
jest zbyt chętny. BO co będzie potem? Chyba lepiej potem szukać pół
roku mając jakiś grosz niż zostać bez pracy za trzy m-ce i bez
oszczędności? Ja mam na głowie kredyt mieszkaniowy i jestem ze
wszystkim i tak sama. Co o tym myślicie?
    • mamusiamartusia Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 15:58
      2 tys.euro. Sorrysmile
    • kroliczyca80 Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 16:41
      Ale o co nas pytasz wlaściwie? Potrzebujesz potwierdzenia, że Twoj
      męzczyzna powinien wyjechac na te 2 miesiące do pracy? Jesli o mnie
      chodzi to uważam, że ta decyzja nalezy do samego zainteresowanego,
      nie do Ciebie ani tym bardziej do naswink Jesli on nie pali się do
      wyjazdu to widać ma jakieś powody, po prostu o tym porozmawiajcie
      jak dorośli ludzie.
      A tak od siebie dodam, że Twoja postawa jest niepokojąca - piszesz o
      nim tak, jakby nie miał wlasnego rozumu i prawa do decydowania o
      samym sobie. Mowisz: 'załatwilam mu pracę. Będzie pracowal u moich
      znajomych'. A może jednak: "pracowałby u moich znajomych gdyby się
      zdecydował"? Od razu inaczej brzmi. Jesli w rozmowach z nim uzywasz
      podobnych form wypowiedzi to się w sumie facetowi nie dziwię że sie
      stawiawink Powyższe polecam pod rozwagę i zycze powodzeniawink
      • mamusiamartusia Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 16:56
        Nie potwierdzenia ale rady. Rady tych, które być może miały taki dylemat. Jak napisałam tak napisałam. Mniejsza o formę. Zrozum, przez cały rok starałam się jak mogłam. Pomagałam, szukałam, pytałam znajomych. Pracowałam na nas. Nie oczekuję wdzięczności ani medalu. Ale teraz przyszedł taki czas, że zaczynam mieć dość.Wiem, że jest kryzys, jaki jest rynek. Ja to wszystko doskonale rozumiem. Proszę tylko o radę czy warto zaryzykować? W sumie ryzyko nie jest zbyt wielkie. Napisałam tu bo wydajecie się być bardziej ludzkie niż gdzie indziej. Część z Was ma podobne problemy do moich.
        • kroliczyca80 Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 17:06
          No oczywiście że warto, zwlaszcza jeśli piszesz że to u znajomych,
          ale to przecież on musi podjąć tę decyzję. Musi miec jakies powody,
          że odmawia. My tu możemy tylko gdybać: może nie chce dlugiej
          rozłąki, może nie chce mu się zasuwać (nie piszesz co to za praca,
          ale zapewne fizyczna), może nie czuje się zobowiązany na harowanie
          na nieswoje dziecko, może wygodnie by mu bylo na Twoim utrzymaniu i
          do tego dąży, może po prostu boi się dużych zmian, może cokolwiek
          innego. To Ty go znaszsmile Rozmawialiście na ten temat? Pytalaś,
          dlaczego nie chce jechać? Na razie napisalaś tylko tyle, że on nie
          wie co dalej. Ale to żadne wyjaśnienie, jesli Cię tym karmi to pora
          na kolejną rozmowę, tym razem bez ściemy.
          • jonc12 Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 18:30
            Ja pojechalam tak za praca, ale uwazam, ze nie kazdy sie do tego nadaje. Mialam
            byc 3 miesiace, bylam prawie 3 lata i nie jechalam na zalatwiona prace, wiec
            nerwy byly straszne. Ale dzieki temu dzisiaj jest lepiej, bez 2ch zdan.
          • mamusiamartusia Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 21:54
            On boi się, że jak wróci to zostanie z przysłowiową ręką w nocniku. W kraju
            zacznie się martwy sezon i klops. Praca, która załatwiłam jest owszem fizyczna
            ale niezbyt męcząca. Tak twierdzą ci, którzy jeździli raz w roku przez lat
            kilka. Teraz, w dobie kryzysu znajomi nie szukają pracowników ale miejsca
            trzymają dla najbliższej rodziny. Mnie tak traktują. Zwłaszcza, że nigdy nie
            upominałam się o zaproszenie na wakacje. Zapytałam o ewentualną możliwość pracy.
            Moim zdaniem można zaryzykować, zwłaszcza, że do stracenia ma niewiele.
            Zarobione pieniądze może przeznaczyć na podyplomówkę lub na inne formy
            dokształcania. Coś co da jakąś sensowną pracę.
            Ten mój mężczyzna to chyba boi się samego wyjazdu jako czegoś innego, nowego. Bo
            jest zupełnie inny niż ja. Bardzo spokojny, mało przebojowy. Ale dobry,uczciwy i
            sumienny.
            Dzisiaj tłumaczyłam, że ja też mam obawy. Szczególnie o syna- który poza nim
            świata nie widzi.Do niczego jednak staram się nie namawiać. Niech sam
            zadecyduje. Zazwyczaj spada to na mnie.
            • kroliczyca80 Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 22:07
              Bardzo dobrze zrobiłaś. Rozmowa jest dobra na wszystko. Niech sam
              podejmie decyzję, ale Ty mu nie zrzędź jak podejmie złą z Twojego
              punktu widzeniawink
              A gdybyście potrzebowali kogos jeszcze do tej pracy to znam kogoś
              pewnego i zaufanego, a do tego bardzo potrzebującego pracy, choćby
              tymczasowej. Jakby co - napisz @ smile Pozdrawiam i trzymam kciukismile
            • malgorzatazak Re: Może Wy doradzicie??? 23.06.10, 22:14
              Pytasz radzisz się, czy ktos był w podobnej sytuacji ???
              Ofszem ja w bardzo analogicznej.
              6 lat temu mój mąż bardzo miły ,wrażliwy, kochający tata naszego
              wtedy jedynego syna, bardzo bronił się przed wyjazdem do USA,
              byliśmy wtedy w tragicznej sytuacji, firma splajtowała,długi,
              zaległe faktury.
              Mąż zawsze twierdził, że jest partiotą , polakiem i nie ma ochoty na
              emigracje.
              Przekonałam go ,że to jedyne wyjscie w naszej sytuacji,
              miał opory ale poleciał, w pewne miejsce bo do mojej mamy,
              która jest tam od lat legalnie .
              Bardzo mu się ''niestety'' tam mimo wczesniejszych watpliwości
              spodobało !!!
              Po miesiącu pobytu i mieszkania u mojej mamy, zapakował
              cichcem swoje manatki i wyprowadził się.
              Zachłysnoł się Ameryką, do dnia dziejszego żyje tam sobie jak
              wolny ptak, pluje na Polske,z ukochanym synem ma bardzo mało
              kontaktu,
              bo nie chce,nie ma czasu, kto go tam wie ...
              Długi pozostały, troche spłaca jego tata , troche ja,
              a chłopisko szczesliwe w wolnym kraju.
              Tak więć reasumując z mojego doświadczenia,
              nie chce chłop na saksy,
              to niech siedzi na tyłku w kraju.
              Tu też można zarobić jak się chce oczywiście.
              Ja żyje teraz w nieformalnym związku,
              raczej wiecej sama z dziećmi niż z ''niemężem '' ,
              pracuje, urodziłam 4 lata temu bliżniaki,
              jak miały 2 miesiące juz pracowałam .
              Pozdrawiam.
          • mamusiamartusia Re: Może Wy doradzicie??? 24.06.10, 14:22
            Jak coś będzie to dam znaż. Chociaż szanse marnesad
Pełna wersja