aqua696
12.08.10, 18:02
wklejam calosc aby moc sie tym w przyszlosci podpierac a nie
kombinowac...
Pacjent ma nowe prawo, NFZ - kłopot
Anita Karwowska2010-06-13, ostatnia aktualizacja 2010-06-13 21:34
Jeśli unijne prawo wejdzie w życie, to rozsadzi polski system opieki
zdrowotnej. Będzie bowiem można leczyć się za granicą i prywatnie, a
Fundusz będzie musiał zwrócić cześć kosztów. Nic dziwnego, że Polska
(obok Słowacji i Portugalii) protestuje. Dla nas, gdzie główną
zasadą były limity i czekanie w kolejce, to prawdziwa rewolucja.
Prawo wyboru kraju, w którym chce się leczyć bez zgody
ubezpieczyciela, to główne założenie dyrektywy o transgranicznej
opiece zdrowotnej "Pacjenci bez granic", którą w zeszłym tygodniu
poparli ministrowie zdrowia większości krajów członkowskich
wspólnoty. Dzięki dyrektywie każdy w UE dostaje prawo do: ? wyboru
lekarza i placówki, w której chce skorzystać z leczenia
pozaszpitalnego (czyli np. badania albo porady specjalisty, ponieważ
na leczenie szpitalne wciąż wymagana będzie zgoda NFZ) ? zwrotu
kosztów leczenia przez NFZ do wysokości, jaką Fundusz wyznacza za
dane świadczenie ? zrealizowania recepty na terenie całej Unii, a
nie tylko u siebie.
Nowe przepisy mają zacząć obowiązywać za dwa lata (teraz zajmie się
nimi Parlament Europejski). Największe obawy minister zdrowia Ewy
Kopacz budzi możliwość wyboru przez zniecierpliwionego pacjenta
prywatnego szpitala (bo w publicznym za długo trzeba by czekać) -
Fundusz musi mu zwrócić część kosztów. Z szacunków resortu zdrowia
wynika, że rocznie mogłoby to kosztować NFZ dodatkowo 3-4 mld zł,
dlatego Polska zapowiada poprawki do dyrektywy.
Przyda się dodatkowe ubezpieczenie
Anita Karwowska: Dyrektywa „Pacjenci bez granic” nie mówi nic o
refundowaniu prywatnego leczenia, dlaczego więc budzi tyle
niepokoju?
Dr Adam Kozierkiewicz, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia: -
Rzeczywiście, sama dyrektywa nie wspomina o tym. Komisja Europejska
z pewnością też będzie zarzekać się, że nie to było jej intencją.
Ale taka interpretacja pojawi się najprawdopodobniej w orzecznictwie
krajowym. Wynika ona z podstawowej zasady Unii o równości podmiotów -
jeśli zagraniczni świadczeniodawcy mają prawo do wydawania
rachunków, które NFZ musi pokryć, to takie samo prawo muszą mieć
krajowi.
Oznacza to rozpad naszego systemu ochrony zdrowia, wciąż opartego na
kontraktach i limitach.
- Interpretację taką jak pani przedstawiali Holendrzy, gdy
przegrywali proces przez Trybunałem Sprawiedliwości w 2002 r.
Luksemburski trybunał stwierdził wtedy, że nie ma dowodów na rozpad
systemu. Holendrom nie pozostało więc nic innego, jak wprowadzenie
zmian do niego w 2006 r. Finansowanie świadczeń podzielono na dwa
rodzaje: bezpłatna usługa na podstawie kontraktu bądź refundacja
poniesionych przez pacjenta kosztów.
NFZ będzie szukał dodatkowych pieniędzy w budżecie. Zacznie mniej
płacić szpitalom?
- Dziś ciężko to stwierdzić. Może zamiast tak radykalnego kroku, po
prostu nie będzie podwyższać kontraktów.
Państwo poszuka dodatkowych środków, podnosząc składkę?
- Co do składki - za wcześnie o niej mówić. Ale skutkiem dyrektywy
może być szybsze wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń, ponieważ ceny
na rynku prywatnym są wyższe niż refundacja NFZ. Zbliżymy się do
modelu francuskiego, w którym pacjenci płacą za świadczenia, po czym
za ich część dostają zwrot z publicznego ubezpieczenia. Dodatkowe
dobrowolne ubezpieczenie uwolniłoby ich od tych kosztów.
NFZ wymyśli inne limity
Anita Karwowska: To przesądzone, że niebawem Unia wymusi na Polsce
otwarcie rynku usług medycznych?
Dr Robert Mołdach, ekspert ds. ochrony zdrowia z Konfederacji
Pracodawców Polskich: - To logiczne. Skoro nie można ograniczyć praw
pacjenta przez narzucenie mu kraju leczenia, to tym bardziej nie
można odbierać prawa do wyboru lekarza w kraju.
Sami nie byliśmy w stanie przeprowadzić reformy w ochronie zdrowia,
więc Unia zrobi to za nas?
- Z perspektywy pacjenta to fantastyczna zmiana. Autorzy dyrektywy
uznali, że otwarcie granic jest dla niego dobre, a teraz to rządzący
mają wymyślić, jak dostosować swoje przepisy do nowych zasad.
Oczywiście nasz NFZ nie jest przystosowany do funkcjonowania na
otwartym rynku usług medycznych - ani w Europie, ani w Polsce. Był
tworzony w innym celu, ma niewielkie doświadczenie we współpracy z
zagranicą i oczywiście budżet, który nie jest w stanie udźwignąć tej
rewolucji. Jeśli ta dyrektywa ma nie doprowadzić do zapaści NFZ, to
szybko trzeba będzie coś wymyślić. Pacjenci będą przecież chcieli
korzystać z usług szpitala, w którym w końcu nie ma kolejki, bo nie
ogranicza go kontrakt z NFZ.
W jaki sposób Fundusz może się przygotować do tej rewolucji?
- Bez zmian NFZ jest na prostej drodze do zapaści finansowej. Ale
potrafię sobie wyobrazić, że skoro nie będzie mógł limitować
leczenia ilościowo, to podniesie wymagania jakościowe i od tego
uzależni zwrot kosztów. Już teraz aby zapłacić za świadczenie, NFZ
coraz częściej stawia szpitalowi warunki (dotyczące kadry czy
sprzętu), które nie każdy jest w stanie spełnić. Kolejną często
spotykaną w innych krajach metodą limitowania świadczeń jest
współpłacenie przez pacjenta za opiekę medyczną. Ale u nas potrzebna
by była zmiana ustawy.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl
Źródło: Dziennik Metro