Rodzina zaprzyjaźniona.

15.12.10, 19:28
Piszę,bo mo.że ktoś chciałby wiedzieć.
Wczoraj w "ekspresie reporterów" było o Domu Dziecka .
Mowili o rodzinach zastępczych i "zaprzyjaźnionych".
Taką rodzina może zostać każdy.Polega to na tym,że mozna odwiedzac takie dziecko w DD,i zapraszać do siebie do domu kiedy chcemy,nawet kilka razy w roku na 1 dzień,pamietać o jego urodzinach,świętach... Dla dziecka to dużo mieć kogoś,kto się nim interesuje.

Pisze,bo moze ktos jest zainteresowany taka przyjaźnią. Pozdrawiam świątecznie.
    • anngam8388 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 19:56
      Oglądałam.Sprawa tym mi bliższa,że to dom dziecka u mnie w mieście, parę ulic dalej..Michałek którego można było zobaczyć chodził z moim synem do klasy..Mały Jacuś bohater reportażu też z moim synem do szkoły chodził,bardzo pocieszny miły chłopczyk..i wiele jest dzieci takich wokół nas, które tak bardzo marzą o miłości , o przytuleni,o odrobinie serca...
    • niezapominajka08 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 20:14
      Witam.
      Rodzina w procesie zaprzyjaźniania dąży do stania się rodziną zastępczą. To jest pokrewne.
    • kroliczyca80 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 20:55
      Ja myślę, że to nie jest takie proste i takie piękne, jak piszesz. Wziąć kilka razy w roku na jeden dzień, dac prezent na urodziny, odwiedzić jak się ma czas? Czy aby na pewno robi się to dla dziecka, czy raczej dla siebie? Albo jeszcze z innego powodu? Dzieci z DD czekają na rodzinę, własną rodzinę, a nie jakichs odiwedzających obcych. Każdego zainteresowanego obcego traktują jako potencjalnego rodzica. Liczą na życie poza DD. Jak wytłumaczyć takiemu szkrabowi, że go nie weźmiesz na stałe, a jedynie może od święta? Że nie odwiedzisz go przez 2 tygodnie, bo jedziesz z własnymi dziecmi nad morze? Dziecko to nie zwierzątko w zoo, jego nie mozna odwiedzac wtedy, gdy akurat ma się czas i kasę na prezent. Juz po jednym spotkaniu wytwarza się więź, której zerwanie będzie dla takiego dziecka katastrofą. A po wspólnych świętach? Wakacjach? Decyzja o zostaniu rodziną zaprzyjaźnioną to decyzja na dlugie lata, o ile nie na całe życie. A gdy nie ma najmniejszych szans na adopcję czy zostanie RZ, może lepiej się w to nie pchać i nie robić dziecku niepotrzebnej nadzei. Zawsze można wpłacać jakieś pieniądze na konto DD.
      Wiem, że inni moga mieć na ten temat inne zdanie. Chcecie, to je wyraźciesmile
      • amia Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 21:59
        Ależ to jest proste i piękne, lecz tylko dla ludzi odpowiedzialnych i naprawde zdecydowanych. Jest to decyzja, którą podejmuje sie na lata, dlatego takie rodziny sa weryfikowane przez osrodki. Niekoniecznie musza stac sie potem rodzina zastepcza, ale rzeczywiscie, czesto tak sie dzieje.
        Wbrew pozorom to dobre rozwiazanie dla dziecka. Dziecko nie jest juz samo, skazane tylko na DD, ale ma "ciocie i wujka", ktorzy zabiora do kina, pomoga w lekcjach, zabiora na weekend lub moze wakacje.
        Sama sie zastanawiam nad zostaniem taka rodzina, ale najpierw musimy uporzadkowac kwestie mieszkaniowe i dobrze byloby, aby moja cora troche podrosla, bo to niemowlak jeszcze. Wiec za rok, dwa... smile
        • niezapominajka08 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 22:09
          Owszem niekoniecznie muszą się stać rodziną zastępczą, ale proseces zaprzyjaźniania ma na względzie ,,utworzenie'' rodziny zastępczej. Dziecko przeżywa jak coś się ,,nie uda''. Z tego też względu na etapie zaprzyjaźniania mamy do czynienia z procesem min. oswajania dziecka, rozmów z nim, rozmów z rodzicami naturalnymi....którzy mimo pozbawienia wladzy rodzicielskiej mają pełne prawo i obowiązek do kontaktów z dzieckiem (o ile sąd nie ustanowi o zakazie kontaktów).

          Sam fakt ,,zabierania dziecka'' jest stanowiony to przez sąd (niniejszym zgoda sądu jest niezbędna).

          Pozdrawiam.
          • amia Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 22:48
            Tu sie nie zgodze. Interesowalam sie tematem wczesniej, teraz zas na szybko weszlam na jedna ze stron i cytuje:

            "Aby zabrać dziecko do domu rodzina zaprzyjaźniona nie musi zabiegać o zgodę sądu. (...)
            Aby rodzina zaprzyjaźniona mogła zabrać dziecko do domu potrzebne jest porozumienie między dyrektorem placówki, a wolontariuszem."

            Dalej mowa o warunkach, weryfikacji etc.

            No, ale nie ma o co kopii kruszyc. To wspaniala inicjatywa, ale na pewno nie dla wiekszosci spoleczenstwa smile
            • niezapominajka08 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 23:37
              Witam. Owszem ,,wolontariusz'' - w postaci rodziny zaprzyjaźnionej (na etapie tzw. procesu zaprzyjaźniania) musi uzyskać zgodę: dyrektora placówki, sądu na tzw. urlopowanie dziecka, wychowawcy indywidualnego oraz psychologa jeżeli w placówce takowy posiada etat (czasami korzysta się z psychologa PCPR).

              Wydaje mi się, że rozmowa na temat spełniania ,,warunków'' jest rozmową dość długą i specyficzną. Oczywiście zakladając, iż w planie indywidualnym dziecka jest stwierdzenie odnośnie przygotowania do rodziny zastępczej.

            • bj32 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 23:49
              "teraz zas na szybko weszlam na jedna ze stron i cytuje:"
              Znakomite źródło... A tu rozmawiasz z kobitką, która zna temat od wewnątrz. Pracowała w takowej instytucji.

              Oczywiście, ze inicjatywa nie dla większości, bo większość ma problemy nawet ze sobą, nierzadko jest pozbawiona czasu, chęci i empatii [ja na przykład] i nie podołałaby. Szczególnie, gdyby w perspektywie miała zostanie rodziną zastępczą/adopcyjną. To zbyt złożone zagadnienie, żeby teraz nagle wszyscy rzucili się do zostawania ciociami.
              • amia Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 11:02
                o jesuuu, dziewczyny!!! jestescie tu alfami i omegami i guru, ale czasem napiszecie cos, ze czlowiekowi w piety idzie, choc wcale nie chcial zle tongue_out
                (tak wiem, dobrymi checiami wybrukowane jest pieklo smile

                Z wczesniejszego tekstu Niezapominajki wyimplikowalam sobie cos i stad moja dyskusja. Tak naprawde chodzi jednak o to samo - najpierw naprawde trzeba zostac zweryfikowanym i otrzymac zgody z góry na dół na zabieranie dziecka z DD.
                • bj32 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 17.12.10, 18:07
                  Ja jestem co najwyżej Alfem i łamagą...

                  Wiem, ze chciałaś dobrze i dlatego naród Ci tłumaczy, miast obrzucać Cię pomidorami i jajkamiwink Ot, wyjaśniamy uprzejmie.
                  Ja prywatnie powtarzam rozmaitym ludziom "gadaj precyzyjnie" [nie warczę tu na Ciebie, dygresja to jest]. Bo jeśli pytam kogoś "która godzina?" i on mi na to "niedługo będzie dziewiętnasta", to ja nie wiem, czy jest za osiem, czy za dwie... Stąd wynikają nieporozumienia i stresy narodów, które się potem przemieniają w wojny trojańskie...

                  A Niezapominajka, tak jak ja, to prosty chłopak ze wsi. I sama nie sugerując małej sugestii, jakoż i ja - napisała. ja zaś jej zawtórowałam.
                  [Ładne zdanie, nie?wink]

                  Natomiast kwestia podstawowa to jest właśnie: odpowiednie osoby/instytucje muszą sprawdzić, bo nie każdy się nadaje. Co gorsza - mało kto się nadaje. I jeszcze mniej ludzi o tym wie...

                  Ergo" uważam cel za zbożny ale po głębokim przemyśleniu "czy chcę mieć dodatkowe dziecko dochodzące, które mogę/nie mogę adoptować" i tak dalej.

                  To jest tak: mam kilkoro dzieci ze szkoły mojej córki "pod opieką". Znam ich z widzenia, mówimy sobie "dzień dobry". Tłuką się... Tfu! Bawią się na przerwach z moją córką. Znają mnie z "dzień dobry" i wzajemnie. I ja na przykład nie czuję się gotowa z nimi choćby porozmawiać na zasadzie "cześć Wojtuś, jak u ciebie pogoda?". Żeby ich nie urazić., bo część z nich wie, na czym polega moja 'pomoc' i nie jest im z tym dobrze. A śmiem sądzić, ze dzieci z DD są wrażliwsze... Może zamiast [nie, to nie jest krytyka pomysłu, tak sobie myślę na bieżąco] "hajże się zaprzyjaźniać!" - spróbujmy "hajże się oswajać i ich oswajać"?
          • mira59 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 22:52
            Dzieci w DD są przygotowywane na to, że jest to tylko rodzina zaprzyjaźniona, a nie potencjalny przyszły stały dom; mają tłumaczone różnice. Właśnie po to, by nie budzić niepotrzebnie nadziei u takiego dziecka.Poza tym nie każda rodzina zaprzyjaźniona, która przejdzie weryfikację DD jest w stanie sprostać weryfikacji ośrodka adopcyjnego i zostać rodziną zastępczą czy adopcyjną.
            I takiej rodziny raczej nie będą miały dzieci, które nie są w stanie zrozumieć tego, że ta "ciocia" jest tylko po to, by dzieckku było milej, by nie czuło się odrzucone i samotne.
            • bj32 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 15.12.10, 23:42
              Jak sądzisz? W jakim stopniu ośmiolatek jest w stanie się przygotować, ze nigdy nie zamieszka z taką fajna ciocią? Ośmiolatek głodny uczuć i własnej rodziny? Te dzieci *zawsze* będą miały nadzieję, ze się uda...
              • aqua696 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 04:12
                Moge napisac jak wyglada to od podszewki.
                W rodzinie bliskej ma osobe juz wiekowa -ups ale mam z baranka teraz..-
                Ktora swoje zycie od 4 roku spedzila w domu dziecka do pelnoletnosci..i miala taka rodzine zaprzyjazniona, bywal w domu, a swieta, znal dalsza rodzinie, bywal na wakacjach -z rodziny tej synem chodzil do szkoly...
                Kontakt utrzymamy do dzis czesciowo miedzy dziecmi..czyli kolejnym pokoleniem...
                Choc niestety pogrzeb seniora rodu sie odbyl kilka lat temu...

                Drugi przyklad byla kiedys..kurcze to juz nascie lat rodzina zaprzyjazniona..super malca..w przyblizonym wieku-ponad rok mlodszego od mojego..po czesci przez sznurek znajomych udalo sie jemu i bratu poszli do adopcji..ale dla tej rodziny nowej szybko okazalo sie iz ucieczka z miasta w dal gdzie nie znaja historii przemili sasidzi okazala sie jedynym wyjscie..
                Chlopiec spedzil z nami sporo czasu..co weekend nawet jak moj byl chory byl kontakt..nieraz nocleg, urodziny...wizyty..
                mial swoja polke, szuflade...

                Temat rzeka..bo udalo sie ale kosztowalo nas tez sporo nerwow..np. odwodnienie w wigilie z przejedzenia ...nauka ze jedzienie nie ucieka...i nie ginie...
                Ze przytulenie a klaps to inne formy dotyku....
                Sznureczkiem wiem ze ma sie super..trafil na ludzi z sercem..chlopiec mial padaczke, brat tez chorowal powaznie wiec udalo sie wrecz podwojnie..
                Chlopiec z bardzo wielodzietnej rodziny tylko 1 brst byl u swojego biologicznego ojca..reszta to DD..
                Na 9 moja rachuba sie zakonczyla choc matka byla w wieku rozplodowym wiec zapewne byly dalsze...
                • bazia8 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 12:07
                  ja jestem przeciwna, wiele razy się nad tym zastanawiałam, ale jak czułoby się dziecko, które spędzałoby z naszą rodziną fajne chwile, a potem wracało do dd? widziałoby nasze własne dziecko, które ma rodziców codziennie... nie wierzę, że chciałoby takiej miłości na godziny.
                  Rozważałabym taką możliwość tylko w przypadku osób nie mających własnych dzieci (lub dzieci dorosłe), spełniających rolę cioci, wujka.
                  Za to popieram zamknięcie domów dziecka "państwowych" i bardzo chciałabym, żeby były tylko rodzinne plus specjalistyczne ośrodki pomocy w sytuacjach kryzysowych
                • monka75 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 12:21
                  Moja matka od urodzenia po wiek 19 lat była wychowanką domu dziecka . Może to trochę inne czasy , bo okres powojenny , i nie wiem czy istniało coś takiego jak "rodzina zaprzyjaźniona" , wiem natomiast z opowiadań mamy że niektóre dzieci na okres swiąteczny były zabierane do domow ludzi zamożnych . Dzieci wracały obwieszone słodyczami i misiami , lecz smutne , małomówne .
                  Matka nieraz opowiadała , że nawet jako piętnastoletnia dziewczyna , miała wielką nadzieję że ktoś ją "weźmie" i "zostawi" .
                  Dla niej , powrót po takich świetach do domu dziecka to było coś strasznego .
                  Wolała zostać na święta z zakonnicami i innymi dziećmi .
                  Parę lat temu znalazłam jej pamiętnik . Otworzyło mi to oczy na wiele spraw .
                  My , dorośli inaczej zapatrujemy się na pewne rzeczy , dziecko - będzie dzieckiem .
                  Niemniej jednak , jeśli ktoś zdrowo podchodzi do tego , nie wyrządzi dziecku krzywdy a tylko może sprawić radość .
      • slonko1335 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 13:27
        Ja się zgadzam z kroliczycą. Jak byłam w szkole średniej co roku na Mikołajki jeździliśmy z księdzem zawieźć prezenty dzieciakom z DMD te wizyty to był szok dla mnie wtedy nastolatki. Te dzieci czepiające się nóg, ciągnące za spodnie, krzyczące zabierz mnie, nie idź jeszcze, przytul mnie chociaż, pytające czy zostanę ich mamą-zwykle przez kilka kolejnych dni nie mogłam dojść do siebie. Nie wyobrażam sobie jakby to wyglądało po takich świętach no chyba że dzieci już starsze by znacznie były bo maluchom nie da się czegoś takiego wytłumaczyć. Wziąć sprawić by czuły się wspaniale przez weekend i zawieźć z powrotem...
        • amia Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 13:34
          Jedna rzecz.
          Nikt nie pozwoli (a przynajmniej nie powinien) zabrac dziecko z DD tylko na swieta. Ludzie czesto dzwonia do DD, ze wezma dziecko na swieta, a to najgorsze, co mozna zrobic.
          Tu chodzi o dlugotrwala wiez, kontakty minimum kilka razy w roku przez lata, a nie o jedne swieta.

          • mamatin Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 14:08
            tak... ale jak nikt nigdy nie weźmie takiego dziecka na swieta, to ono nawet nie bedzie wiedzialo jak wygladaja swieta w "normalnym" domu, a kiedys samo bedzie mialo rodzine.
            • aqua696 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 15:07
              Na swieta jest jeszcze drugie dno
              Wiekszosc dziec a wlasciewie okolo 90% edzie czesc do blizszej dalszej rodziny na przepustke..a czesc do zaprzyjaznionych rodzin..i zostaje kilkoro dzieci w DD bo nikt nie chcial nie mial kto ich zabrac...
              I tez rodzi sie problem bo dla wychowawcow to udrega po cichu bo musza isc do pracy..a maja wlasne rodziny swieta, a dla dzieci sygnal ze ich to juz nikt niechce..
              Z ogormnym szczunkiem ale dla wychowawcow to tez okres swiat..kiedy chca byc z swoimi najblizszymi..i czesto nie kilkoro dzieci idze z wychowawcami na swieta..
              Monka osoaba ktoa opisalam to tez okes powojenny , ale on odebral to jako ogromny plus mial kogos dzie bywal tez na codzien...mial swoja odskocznie, nauczyl sie wielu rzeczy, uczuc ktorych nieznalby...a z perspektywy i tak mial zwichrowana psyche, ale czesc jego znajomych -przyjaciol z okresu DD juz niezyje bo popelnila samobojstwa..wiec moze dzieki temu mial slniejsza psyche??
              Fakt to byla rodzina z oklic DD wiec blisko, i naprawde okazala ogromne serce..
              Decyzja na czesc zycia..chyba ze wiadomo iz dziecko idzie do uwolnienia sytuacji prawnej i ma jakas szanse na adopcje.
              • mamatin Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 15:22
                > Wiekszosc dziec a wlasciewie okolo 90% edzie czesc do blizszej dalszej rodziny
                > na przepustke..a czesc do zaprzyjaznionych rodzin..i zostaje kilkoro dzieci w D
                > D bo nikt nie chcial nie mial kto ich zabrac...

                jako dziecko mialam kolezankę, która opowiadała zawsze, że na Świeta są u niej dzieci i ma się z kim bawić... Jej mama pracowała w DD, dzieci, które nie wyjechały wychowawczynie zabierały do swoich domów na swieta. teraz, pewnie przepisy na to nie pozwalają, zresztą ... nie każdemu to musi odpowiadać, każdy ma swoje plany, wyjazdy etc.
        • bj32 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 17.12.10, 18:18
          Twój opis brzmi jak z obozu... Ale wiem, ze masz rację. Te dzieciaki zazwyczaj nie cierpią braku żarcia, tylko uczuć... Chyba ruszę zadek i koło Anki szkoły jest DD... Jak znowu trafię smarkaterię na fajce to w miejsce nicnierobienia - spróbuję ich poznać. Kilkoro pewnie znam i nawet nie wiem... I nie mam do siebie pretensji. Na matkę adopcyjną nadaję się tak, jak na dźwigar... Ale jakoś mnie tknęło...
      • atena12345 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 16.12.10, 15:35
        myśle podobnie jak kroliczyca80. Dziecko to nie zabawka. Nie popieram takiego zabierania i oddawania. Co innego jeśli chce sie docelowo zostać rodziną tego dziecka.
        • ata-07 Re: Rodzina zaprzyjaźniona. 17.12.10, 11:25
          Ja też nie popieram zabierania dziecka na święta,jeśli nie ma się zamiaru utrzymywac z nim dalszego kontaktu.
          Uważam też,ze raczej te starsze już dzieci,ktore nie maja szans na rodzinę zastępczą,adopcję bardziej potrzebuja pomocy,przyjaźni.
          Kiedyś ogladalam program,gdzie do staruszki -zaprzyjaźnionej pani z DD,często przychodził chlopiec -od lat,dorosly już i sam z siebie pomagal jej,nawet drzewo dziabal,ale to bylo na zasadzie przyjaźni,zawsze mial wstęp do domu. Ta pani traktowala go jak wnuczka.
          Jesli ktos chcialby się zaprzyjaźnicz dzieckiem z DD,myślę,ze lepiej porozmawiać z wychowawcą,niż dyrektorem. Wychowawca lepiej zna swoje dzieci.
          Taka przyjażń też polega na pomocy w nauce,ale taka decyzje trzeba podjąc bardzo rozważnie,bez emocji.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja