zorka7
24.10.04, 09:15
Na forum "wcześniaki" napisała niedawno mama, która w poczekalni u okulisty
spotkała pewnego pana z miesięczną dziewczynką, wcześniakiem z 34 tyg. ciązy.
Okazało się, że żona tego pana, a mama Sary, zmarła tydzień po porodzie!...
Na pierwsze dziecko czekali... 15 lat!
W domu jest jeszcze 15-miesięczny chłopiec. Ich tata musiał przestać
pracować, obecnie dostaje tylko niewiele ponad 400 zł zasiłku!

Zanim wysłałam paczkę postanowiłam wpierw napisać list do tego pana. Odpisał
mi i naprawdę wierzę, ze potrzebuje pomocy - choćby przez to, ze wcale
natarczywo o nią nie prosi. Duzo pisał o sobie i dzieciach, o żonie nie
wspomina - to przecież takie trudne (pogrzeb odbył sie pod koniec września).
Ja mu napisałam, że mamy sporo ciuszków po Bartusiu i ze już więcej dzieci
mieć nie możemy - i chyba tylko dlatego zgodził się na naszą pomoc. Jest to
osoba bardzo skromna i życzliwa - sądząc z listu. Mam jego adres, wiem, że
jednorazowo uzyskał pomoc w swoim miasteczku (MOPS) - pewnie można to
sprawdzić, jeśli ktoś miałby ochotę.
W piątek wysłałam mu sporą paczkę - z ciuszkami, srodkami pielegnacyjnymi,
zabaweczkami i innymi rzeczami. Napisał tylko, że przyjmie każdą pomoc.
Wiadomo - nie ma dostępu do internetu. Nie wiem też o tym poście.
Naprawdę dziewczyny - wierzę mu!
Wiem, że Sarunia waży jakieś 2700 - a więc potrzeba jej najmiejszych ubranek.
Ja mu wysłałam w rozmiarze 62, 68 - bo te najmniejsze zaniosłam na oddział
wcześnaików. Kupiłam małej tylko jedno różowe body z długim rękawkiem, no
i "zaiwestowałam" w kosmetyki dziecięce. Ale wiadomo - to jest doraźne.
Służę adresem na privie.
zorka7