epilepsja...

06.09.08, 21:25
Witam Was serdecznie, zaciekawiła mnie sytuacja mojej koleżanki chorej na
epilepsje, dlatego postanowiłam sie kogoś poradzić, zeby jakos ją wesprzeć...
Otóż, czy któraś z Was zna się na prawie polskim i wie czy choroba jaką jest
EPILEPSJA, (na która choruje moja koleżanka), może być podstawą do odebrania
jej praw rodzicielskich przez ojca ich dziecka (który generalnie jest
"lekkoduchem" i bardziej na odebranu prawa do opieki nad dzieckiem zależy jego
matce niż jemu). Dodam, że nie mają ślubu, dziecko ma rok, a na epilepsje moja
koleżanka choruje już od czasu jak miała 2 latkla. Prosze poradzcie...
pozdrawiam i proszę o odzew :] za który z góry dziękuję :]
    • bj32 Re: epilepsja... 08.09.08, 17:36
      Szczerze mówiąc nie sądzę, zeby epilepsja mogła być podstawą do
      odebrania praw rodzicielskich. To nie jest choroba psychiczna, o ile
      sie znam, to przy regularnym braniu leków i niezbyt silnych atakach
      nie jest szczególnie groźna, chyba, ze dla chorującego, który może
      spaść ze schodów na przykład.
      A jego matce co do tego? Ona jako potencjalna opiekunka ma guzik do
      gadania w temacie. Dziadkowie nie mają obowiązku zajmować sie
      wnukami, ale nie mają też praw opiekunów, wiec dziewczyna moze
      życzliwie doradzić teściowej pospadanie na bambus.
      Do odebrania praw rodzicielskich potrzebne są na prawdę solidne
      podstawy, a u nas raczej sądy są skłonne przyznawać opiekę matkom
      niż ojcom.

      Znaczy, nie wiem, jak to dokładnie wyglada z prawnego punktu
      widzenia, ale na zdrowy rozum... Może tu coś znajdziesz:
      pl.wikipedia.org/wiki/Padaczka
      • xena250 Re: epilepsja... 09.09.08, 03:22
        Moja mama rowniez jest chora na epilepsje i wychowywala mnie sama.
        Nie ma zadnych podstaw do odebrania praw rodzicielskich. Z epilepsja
        mozna wychowywac normalnie dzieci - ja jestem twego zywym
        przykladem smile
        • empes82 Re: epilepsja... 09.09.08, 11:46
          dziękuje Wam serdecznie za odpowiedz :] pozdrawiam ...ps.jakoś tak lepiej,
          ucieszy się na pewno :]
          • arwena_11 Re: epilepsja... 09.09.08, 15:32
            Dziewczyny ze wszystkiego można coś ukręcić jakby ktoś się bardzo
            postarał. Facet może próbować wykazać, iż ona nie jest w stanie
            opiekować się dzieckiem. Dziecko ma rok, i w trakcie ataku matki nic
            nie zrobi. To może być podstawa do sprawy w sądzie ( np. matka
            mieszka sama i ze względu na swoją chorobę, nie jest w stanie
            zapewnić dziecku należytej opieki ). Dlatego ja radziłabym, zapytać
            się dobrego prawnika, jakie widzi szanse odebrania praw przy takiej
            linii oskarżenia. Jakie papiery musi mieć matka, jakie badania czy
            opinie. Trzeba się zabezpieczyć na wszelki wypadek, bo teraz o
            prawach ojców coraz więcej, a jeszcze ta dosyć głośna sprawa z
            Anglii ( chyba ), więc może być różnie. Lepiej być przygotowanym na
            wszystko.
            • ulana67 Re: epilepsja... 10.09.08, 14:15
              W opiece nad dzieckiem pewne typy padaczki mogą sprawiać kłopoty, że
              tak powiem. Trzeba odpowiednio zabezpieczyć mieszkanie i nauczyć się
              bezpiecznego postępowania z maluchem. Istotny też jest rodzaj
              padaczki, jej "stopień nasilenia" ( częstość, rodzaj ataków ) i
              stosowane leki. Co to na przykład znaczy 'zmiany
              charakterologiczne"? Bardzo szerokie pojęcie, akurat dla "tatusia"
              do sądu.
              Epilepsja, jeśli sam chory nie wymaga opieki i żyje samodzielnie,
              umożliwia normalne wychowanie dziecka, ale stwarza też ogromne
              możliwości dla takiego tatusia, o którym piszesz. Niech twoja
              koleżanka zabezpieczy się bardzo dokładnie zarówno od strony
              medycznej, jak i prawnej.
              Ulana
              • ata-07 Re: epilepsja... 10.09.08, 15:52
                A często ma ataki?
    • ata-07 Re: epilepsja... 16.10.08, 10:33
      Sama choroba nie jest podstawą do odebrania praw.Gorzej,gdyby
      koleżanka piła czy coś w tym rodzaju.Ja też choruję od dzieciństwa i
      wychowałam 2 dzieci sama,co jednak odbiło się zwłaszcza na pierwszym
      dziecku,bo tylko na niego mogłam liczyć w chwili choroby,kiedy był
      mały strasznie płakał,kiedy miałam atak.Kiedy dorósł rozchorował się
      psychicznie/nie widać tego po nim/-myślę,ze wpływ na to miała moja
      choroba i to ,że wychowywał się bez ojca-był niepewny
      siebie.Myślę,że najlepiej dla koleżanki Twojej i jej dziecka
      byłoby,zeby brała leki,nawet w większej dawce,ale zeby dziecko nigdy
      nie widzialo ataków,bo to dla niego jest duży psychiczny szok.Matka
      nie widzi siebie podczas ataku,a dziecko widzi i się strasznie
      boi.Zawsze koleżanka może napisać,że się leczy,nie mieszka sama,nie
      ma ataków,ojciec jest lekkoduchem,itp...Napisać jak najwięcej,papier
      wszystko przyjmie,tylko prawdę,no i że dziecko jest zżyte z matką.I
      zawsze się można odwołać od wszystkiego.Sama choroba nie jest
      podstawą,trzeba wykazać,że koleżanka jest mądrą i odpowiedzialną
      osobą,a Ty jej możesz pomóc świadcząc o tym w sądzie zgodnie z
      prawdą,mając na uwadze przede wszystkim dobro dziecka.Powodzenia.
    • de_la_hoya Re: epilepsja... 16.10.08, 21:33
      Możesz dać koleżance namiar na mnie
      de_la_hoya@gazeta.pl
      Pomagałam kilku koleżankom w prowadzeniu takich spraw (większość z nich co
      prawda pozbawiała praw ojca dziecka) ale co nie co wiem.
      Jeżeli nie stać jej na prawnika, musi coś wiedzieć.
      Jeżeli ją stać, niech idzie i się dowie wszystkiego.

      Jak jest w stanie wykazać, że stan jej zdrowia nie zagraża zdrowiu i życiu
      dziecka to nie ma się co bać.
      Ważne jest też to czy ojciec dziecka płaci alimenty i czy regularnie widuje się
      z dzieckiem i pomaga w opiece nad nim. Jeżeli nie to obawiam się, że na dzień
      dobry sędzina zmiesza go z błotem...
      Ja bym się na jej miejscu nie stresowała, bo skoro dziecko ma rok i jest z nią
      to oznacza, że dziewczyna sobie radzi.
Pełna wersja