samotna matka z własnej woli

19.08.09, 14:33
Ojca swojego dziecka poznałam ponad 5 lat temu. Zaczęliśmy się spotykać na
serio po miesiącu,potem razem wyjechaliśmy do dużego miasta,gdzie mój chłopak
dostał pracę. Rzucił ją po 3 dniach i to powinno mi dać do myślenia,bo w
każdej następnej wytrzymywał góra pół roku. Niestety miłość zaślepiła mi oczy
i utrzymywałam go przez 3 lata wspólnego mieszkania. Często musiałam się
zapożyczać w bankach,żeby starczało na czynsz,jedzenie i rachunki(wstyd mi
było przyznać się przed rodziną,że brakuje mi pieniędzy na życie). Mój chłopak
zarabiał jakieś tam grosze,ale nie przynosił ich do domu,zdarzało mu się
znikać na kilka dni i wracać bez niczego. A ja jak ostatnia naiwna cieszyłam
się,że wrócił i pozwalałam mu jeść to co kupiłam za własne pieniądze. A
wystarczyło go wtedy wyrzucić za drzwi. Nawet wtedy gdy zaczął mnie
okradać(dwa razy wyniósł z domu laptopa mojej siostry,która wtedy zaczęła
studia i zamieszkała z nami),póżniej zniknęły mi pieniądze z konta,ogólnie
razem ukradł mi około 3 tysięcy złotych. I znowu wzięłam pożyczkę. Ale
najgorsze miało dopiero nastąpić,bo ja po tym wszystkim mu wybaczyłam!!!! Nie
mogę uwierzyć,że byłam aż taka głupia i większość z Was też pewnie tak o mnie
pomyśli. Gdy dowiedziałam się,że jestem w ciąży dopiero wtedy klapki spadły mi
z oczu,tatuś zniknął wtedy na cały miesiąc. Wróciłam do rodziców,pozostanie w
mieście nie miało sensu,zadłużyłabym się jeszcze bardziej,bo zaczął wynosić
wszystko co stanowiło jakąś wartość. Nie było go podczas porodu,nikt nie znał
miejsca Jego pobytu,później odwiedził dziecko parę razy i miał pretensje,że
nie widnieje w akcie urodzenia jako ojciec. Teraz mój maluszek ma prawie
roczek i jest moim największym szczęściem,boję się tylko czasami,że stanie się
w przyszłości taki sam jak Jego ojciec. A ojca ani widu ani słychu. Cieszę się
z tego,bo nie chcę,żeby odwiedzał synka. Już prawie wyszłam z długów i dopiero
teraz zaczynam się cieszyć macierzyństwem,martwię się tylko co powiem jak
synek zapyta gdzie jest tata. Proszę o słowa wsparcia i przepraszam,ale
musiałam się wyżalić.
    • szachula30 Re: samotna matka z własnej woli 19.08.09, 15:25
      Ciesz się kobieto, że Ci przeszło i już nie jesteś z tym człowiekiem.
      Niektóre kobiety żyją tak całe lata, do tego pozwalają się lać. Dobrze
      się stało, bo Twojemu dziecku przekażesz pewnie lepsze wzorce niż
      tatuś. Co do odwiedzin... nie wiem, myślę, że jeśli ojciec będzie
      chciał utrzymywać kontakty z dzieckiem, to ja bym ich nie ograniczała
      drastycznie jakoś. Pozdrawiam i powodzenia!
    • bj32 Re: samotna matka z własnej woli 19.08.09, 23:48
      Dobrze, że zostawiłaś łobuza, szkoda, że nie figuruje jako ojciec.
      Powinnaś jednak się postarać, żeby był wpisany, bo może kiedyś
      dorośnie, zacznie mieć pieniądze i alimenty pewnie będą wyższe niż
      zasiłki.
      Kwestia zagarniętej forsy i rzeczy chyba przepadła - po takim czasie
      raczej marne szanse na udowodnienie mu czegokolwiek.
      Co powiesz synkowi? Najlepiej prawdę. Tylko odpowiednio do wieku...
      Jako trzylatek może nie będzie pytał, ale gdyby, to zawsze można
      powiedzieć, że nie wiesz, bo gdzieś wyjechał. A jak będzie miał z 15
      lat to wyjaśnić sprawę i cześć. Żadnych tam "umarł", "przyjedzie",
      "popłynął w rejs", bo prawda tak czy inaczej kiedyś wyjdzie na jaw.
      Nawet gdyby nie od tatusia, który każdej chwili może sobie
      przypomnieć, że ma dziecko, to od "życzliwych". A lepiej, żebyś Ty ją
      powiedziała.
      No prawda, najpierw się nie wykazałaś rozsądkiem, ale każdy popełnia
      błędy. A Ty się otrząsnęłaś i to jest ważniejsze. W dodatku potrafisz
      się do błędu przyznać. A ze konsekwencje własnych decyzji trzeba
      ponosić? Takie życie. Dobrze, że przy pierwszej ciąży, nie przy
      czwartej.
      Pozdrawiam.
      • darlenka51 Re: samotna matka z własnej woli 20.08.09, 13:17
        Nie jest wpisany jako ojciec ponieważ nie było go w tym czasie gdy rejestrowałam
        dziecko w urzędzie. Dzisiaj doszły do mnie pogłoski,że siedzi w więzieniu.
        • mamumilu Re: samotna matka z własnej woli 20.08.09, 21:30
          Moim zdaniem nie powinnaś go wpisywać jako ojca - nie zasłużył na to. Nie wiesz
          co Cie kiedys w życiu spotka - moze wyjdziesz za mąż za porządnego człowieka,
          który dziecko przyjmie jako swoje - niepotrzebny bedzie Ci taki baslast jak ten
          typek. Może będziesz kiedyś chciała wyjechać za granicę - wtedy taki tatuś
          mógłby zgłosić uprowadzenie dziecka. Znałam kilka takich przypadków, gdzie
          ojciec nigdy dla dziecka nic dobrego nie zrobił o alimentach nie wspomnę, bo
          takie typki nie "dorastają" a kiedyś mógłby żądać od dziecka opieki.
          Poradziłaś sobie sama do tej pory, poradzisz sobie dalej, bo widać, że dzielna
          dziewczyna z Ciebie.
    • mamumilu Re: samotna matka z własnej woli 20.08.09, 21:32
      Co do tego, żeby synek nie był taki sam - to zależy od wychowania i wzorów jakie
      będzie miał - z tego wzgledu najlepiej gdyby nie miał kontaktów z takim
      osobnikiem - ale decyzja należy oczywiście do Ciebie.
      • mewa416 Re: samotna matka z własnej woli 21.08.09, 23:07
        Twoja sytuacja jest bardzo podobna do mojej... prawie jakbym czytała swoją
        historię. masz maila gazetowego?? albo jak możesz to daj jakiś inny kontakt na prv
        • zuczek_04 Re: samotna matka z własnej woli 22.08.09, 07:23
          Dzielna z Ciebie Kobitka! Trzymam kciuki i życzę powodzenia! Dzieci naszą siłą!smile
        • borowinka Re: samotna matka z własnej woli 22.08.09, 11:53
          ja bym tez nie starała sie o wpisywanie ojca dziecka teraz jest ok, nie ma go a
          alimenty od panstwa za niego tez male a po co w przyszlości ma byc tak ze
          dziecko bedzie musało alimentowac ów tatusia tylko dla tego ze jest wpisany jako
          ojciec a nigdy nie bral udzialu w wychowaniu dziecka.
          pozdrawiam i zycze pomyslnego rozwoju sytuacji
        • darlenka51 Re: samotna matka z własnej woli 22.08.09, 14:47
          mam maila gazetowego
Pełna wersja