A może tak manifestacja?

IP: *.* 24.03.03, 17:52
Na "nowym edziecku" Maria Rosa napisała:"KochaniJest dobrze, jest nawet bardzo dobrze- tak uważam :)Po poczatkowym okresie otępienia i uległości przyszedl czas na konkrety i racjonalne argumenty. Coraz więcej rozsądnych postów i swietnych inicjatyw (maile do Agory).Teraz tak: myślę, ze nadal nalezy robić swoje (tj. protestować i mailować), ale im większy będziemy wywierać nacisk, tym lepiej. Udowodniliśmy ( a własciwie wciąz to udowadniamy), że nie jesteśmy przypadkową zbieraniną internautów i choć trafiamy na forum często przypadkowo, to jednak wiemy DLACZEGO tu jesteśmy. Jak napisala Berenika- nie jesteśmy bydlem, ktore mozna przegonić w inne miejsce. I sądzę, ze decydenci zaczynają to dostrzegać.Moja propozycja jest taka: rozważmy kwestię zebrania się pod siedzibą Agory. Kieruję te słowa właściwie do mieszkańców Warszawy, jednak nawet w Warszawie jest nas dużo. Zamanifestowanie swojej NIE obojętności i zainteresowania losami Edziecka- poza robieniem tego via mail- byłoby kolejnym argumentem na rzecz naszej aktywności i determinacji. Im więcej takich argumentów, tym większa szansa na powodzenie i pokazanie się Agorze jako grupa konsumentow i klientów, z którymi trzeba się liczyć. To juz nie kwestia uczuć i sentymentu, ale interesów. Być moze udałoby się dotrzeć (oczywiście w grę wchodzilaby jakaś delegacja) do osób odpowiedzialnych za decyzję przeprowadzki.Napiszcie, co o tym sądzicie. Jestem w stanie zając się techniczną stroną przedsięwzięcia (ustalenie terminu, konkretnego miejsca, namierzenie czasu pracy osób decydujących o zmianach w Edziecku, ewentualne zezwolenie na demonstrację, jesli tak nalezaloby potraktować nasza inicjatywę)". Ale dlaczego tylko w Warszawie, przeciez Gazeta ma swoje lokalne oddziały, w Gdańsku na Tkackiej (prostopadła do Długiej. Może zgramy terminy z Warszawą i spotkamy się pod siedzibą Morskiej z dziećmi i transparentem?Oni nie są decyzyjni, ale chodzi o znak, który do centarli na pewno dotrze? Siunia, co Ty na to?Pozdrawiam Olena
Pełna wersja