to może jednak coś napiszę

29.10.09, 23:18
.. żeby nie było wątpliwości - 17 października powiedziałam TAK Miłości mojego
życia, a On odwdzięczył się tym samym smile

Jesteśmy małżeństwem od 13 dni, a ta 13stka z całą pewnością nie jest pechowa.
A ja jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie smile

Było cudownie, lepiej niż sobie wymarzyłam. Ceremonia w kościele piękna i
bardzo nastrojowa (malutki kościółek - kameralnie, wypełniony gośćmi po
brzegi). Poza tym niesamowite przeżycie duchowe.

Wesele też udane. Goście nie schodzili z parkietu. Wszyscy chwalili że wesele
kategorii ekskluziv i ciężko będzie je przebić smile
Zostało mało jedzenia i alkoholu, a bawiliśmy się do 5 rano.

Oczywiście było kilka wpadek, ale któż ich nie doświadcza. Wiedzą o tym tylko
najbliżsi.


Hmmm może jutro pokuszę się o krótką relację wink
    • zoselin1987 Re: to może jednak coś napiszę 29.10.09, 23:22
      Mademoiselle < nick już mi się podoba ze względu na język w jakim jest napisany ;p>

      Zazdroszczę,że stałaś się pełnoprawnie żoną big_grin tj. zamieniłaś status NARZECZONEJ
      na ŻONĘ.

      Dużo miłości w podążaniu tą samą drogą!
      Gratulacje!
    • lili-2008 Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 09:04
      Katastrofo, gratulacje!
      Szkoda, że taka krótka relacjawink
      Teraz prosimy o zdjęcia!big_grin
      • sajolina Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 10:31
        Gratulacjesmile a jak się skończyły Twoje wcześniejsze perypetie z kościołem?

        Również ciekawam zdjęć bardzobig_grin
    • szampanna Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 10:39
      Gratulacje smile
      • dorothy_mills Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 10:59
        Gratulacje wink wink kiss czekamy na zdjeciawink
        • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 12:59
          dziękuję dziewczyny smile

          Kościół zmieniłam na inny, mniejszy i to była najlepsza decyzja smile

          Dobra to jedziemy z tą relacją tongue_out Ciężko mi się był do tego zabrać bo nie
          wiedziałam jak. Opiszę po prostu to co pamiętam smile

          Piątek 16.10 czyli dzień przed ślubem miałam nakazane - relaksować się.
          Towarzyszyła mi moja świadkowa (kuzynka młodsza o 3 lata). Około 9 rano
          przyjechał z Wawy mój N. ze świadkiem i całym konwojem, około 10 wyruszyliśmy do
          kancelarii spisać akt małżeństwa i dokonać opłaty. Zajrzeliśmy też do kościółka
          sprawdzić czy siostra zakonna układa już kwiaty. Wszystko było ok więc poszłyśmy
          ze świadkową do kilku sklepów a nasi panowie pojechali do hotelu.
          O 13.30 była zaplanowana wizyta u paznokciarki, która najpierw obsłużyła moją
          świadkową a potem wzięła się za mnie. W międzyczasie przyszedł mój N. na
          strzyżenie (w tym samym lokalu) a ja odebralam z 30 telefonów na zmianę od
          dekoratorki, zakonnicy, mamy, kamerzysty i fotografa (na szczęście później padła
          mi bateria w telefonietongue_out). Paznokcie planowałam mieć "swoje" zwykły frencz, ale
          ze stresu chyba zaczęły mi się łamać i dzień przed ślubem musiałam je spiłować
          do samej skóry więc tylko żel mnie ratował. No więc zrobiono mi żel, którego
          zawsze byłam zagorzałą przeciwniczką. Pani od paznokci miała bardzo dziwną minę
          gdy kazałam jej ten żel (czy tam akryl) spiłować jak najkrócej, nie mogła biedna
          tego pojąć. Paznokcie wyszły bardzo ładnie, skromniutko, nie było praktycznie
          widać że nie są naturalne. Na szczęście.
          Po paznokciach byłam umówiona z dekoratorką w zajeździe. Bukiety na stoły były
          inne niż sobie wyobrażałam ale nawet mi się podobały więc postanowiłam nie
          komentować. Poustawiałyśmy ze świadkową podziękowania dla gości i wróciłyśmy do
          domu gdzie trwało spotkanko towarzyskie teściowie - moi rodzice smileTrochę się
          wszyscy pośmialiśmy, wypiliśmy lampkę wina i powtórzyliśmy jeszcze raz plan dnia.
          Wzięłam długi prysznic, a potem do 2 w nocy plotkowałam ze świadkową smile Ojj
          ciężko mi było zasnąć..
          • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 13:02
            W dniu ślubu obudziłam się o godz. 8 nawet wypoczęta. Miałam w sobie taki
            spokój, nie potrafię tego wytłumaczyć.. po prostu błogi spokój. Nie przejęłam
            się nawet że za oknem pada lekki deszczyk. Ok 10 ruszyłam do fryzjera (zadzwonił
            też do mnie Narzeczony który od rana jeździł ze zdenerwowania po mieście i już 2
            razy był u księdza wypytać o wszystko, rozbawiło mnie to big_grin).Fryzura wyszła
            ładnie - kucyk na bok, nisko osadzony i ładnie skręcony lokówką a grzywka fajnie
            upięta z drugiej strony. Po moim czesaniu przyszedł czas na świadkową która tuż
            po wyjściu z salonu bardzo efektownie rozpłakała się. Gdy dotarłyśmy do domu,
            zrobiła sobie przerwę w wyciu i poszła umyć głowę, a ja dostałam smsa od
            wizażystki że spóźni się 15 minut (przyjęłam to ze stoickim spokojem - jak
            wszystko tego dnia). Poprosiłam moją mamę żeby zajęła się świadkową bo mnie
            powoli kończyła się cierpliwość i poszłam napisać wątek na forum wink Mama
            przyniosła mi kieliszek nalewki wiśniowej smile
            Pani wizażystce udało się dotrzeć bez większych poślizgów (przywiozła nawet swój
            stołeczek) i zaczęła mnie malować przy akompaniamencie wycia mojej świadkowej.
            Po moim make-upie wkroczyła do kuchni zapuchnięta świadkowa ze świerzo umytą i
            wysuszoną głową. Wcześniej wytłumaczyłam Pani wizażystce ze będzie miała do
            czynienia z osobą o dość depresyjnej naturze, więc zaczęła ją ugłaskiwać i
            czarować że będzie miała super makijaż który odwróci uwagę od włosów (btw włosy
            też jej upięła i nawet fajnie to wyszło). W międzyczasie przyjechała moja
            najlepsza przyjaciółka, fotograf i dekoratorka z kwiatami i butonierkami.
            Zobaczyłam mój bukiet i wzięłam głęboki oddech. Był okropny ale ja byłam
            przecież spokojna i opanowana smile Fotograf i przyjaciółka pomogli mi przerobić
            bukiet, potem robiliśmy sobie fotki. Nagle wpadła moja mama (widać że już stres
            ją brał) i zaczęła wszystkich ustawiać żeby się ubierali ;D
            Poszłam więc zakładać suknię i upinać woalkę. Przyjechało kilka osób z mojej
            rodziny z wcześniej zamówionymi przeze mnie płatkami róż (3 duże siaty). Okazało
            się że to nie były płatki tylko główki róż więc wszyscy wzięli się za
            dziubdzianie tego i wyszły świetne fotki smile Nagle pod dom zajechał nasz samochód
            i czas zaczął płynąć bardzo szybko. Normalnie jak na diabelskim młynie smile
            Czekałam w salonie na Pana Młodego który jak mnie zobaczył to się wzrószył
            (myślę sobie - "aż tak źle wyglądam?"). Błogosławieństwo poprowadziła moja mama,
            i kolejno błogosławili nas nasi rodzice, babcie i moja ciocia - wszyskim się
            trzęsły brody ze wzruszenia. Świadkowa i przyjaciółka miały świeczki w oczach
            (szok tongue_out), a mnie udało się być opanowaną smile
            Ruszyliśmy do kościoła smile
            Po drodze machali nam mijający nas goście weselni (jechaliśmy chyba z 5km/h).
            Zajechaliśmy pod kościół i wysiedliśmy. Padała lekka mżawka ale po coś w końcu
            kupiłam tych 5 białych parasoli smile Wchodząc przez bramę na teren kościoła
            zobaczyłam z oddali ołtarz, białe kwiaty i tych wszystkich ludzi.. to był
            najpiękniejszy widok tego dnia. Wewnątrz poczułam ogromne wzruszenie ale ciągle
            się uśmiechałam. Byłam poprostu szczęśliwa. Weszliśmy do przedsionka, przywitał
            nas ksiądz i kazał chwileczkę zaczekać. No to czekamy w tym przedsionku i
            widzimy wszystkich znajomych którzy się do nas uśmiechają i robią zdjęcia.
            Fajnie mieć poczucie że ktoś Ci życzy dobrze i cieszy się Twoim szczęściem.
            Nagle wyłonił się ksiądz, powitał nas, i zaczął iść w kierunku ołtarza. Zaczęła
            grać muzyka (Canon D Pachelbela na skrzypcach). I znowu wielkie wzruszenie.
            Ksiądz pięknie mówił, zwracał się do nas i do naszych gości, żartował.
            Rozpoczęła sie przysięga.. mój Mąż był zdenerowowany ale dzielnie z tym walczył
            smile Pierwsze słowa powiedział do księdza, potem patrzył mi w oczy (i raz się
            pomylił). Słoodkie smile Ja starałam się wymówić słowa przysięgi radośnie i chyba
            mi się to udało, też cały czas patrzyłam Mężowi w oczy. Piękne przeżycie.
            Po przysiędze przyszedł czas na obrączki - Mąż miał problemy z moją obrączką i
            musiałam mu pomóc, ja za to najpierw założyłam mu obrączkę, a potem powtarzałam
            za księdzem smile
            Po ceremonii ksiadz poinformował gości że ze wzgl. na pogodę życzenia będą
            składane w domu weselnym, poszłam złożyć kwiaty świadkowej na boczny ołtarz,
            później wyszliśmy za klęczniki i złożyliśmy sobie życzenia, Mąż mnie pocałował.
            Wszystko to w akompaniamencie Ave Maria. I teraz uwaga będzie śmiesznie big_grin
            Idziemy powoli przez kościół a Mąż do mnie "a gdzie marsz weselny? Chyba za
            wcześnie wychodzimy" No ale przecież nie zawrócimy pod ołtarztongue_out Jesteśmy już w
            przedsionku a na zewnątrz nasi znajomi z płatkami róż się szykują i szczerzą do
            nas big_grin Obsypali nas płatkami (było ich mnóstwom, powchodziły mi za bolerko które
            stało się kolorowe) a tu nagle za nami.. Marsz weselny big_grin Zaczeliśmy się śmiać i
            ruszyliśmy na przyjęcie smile

            Chyba nie jestem dobra w relacjach, ale starałam się zawrzeć wszystkie ważne dla
            mnie momenty. I śmieszne wink
            • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 13:07
              Wesele opiszę jak znajdę wenę tongue_out
              • ertyu_13 Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 14:21
                W taki razie intensywnie szukaj tej weny! Świetnie się czytało Twoją relację -
                widać, że cieszyłaś się tym dniem, a nie różnymi duperelami, które mogą wyjść
                inaczej, niż planowałaś. smile

                Serdeczne gratulacje!
              • pcimcia999 Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 14:51
                Fantastyczna relacja, aż się ciepło na sercu robi smile
            • odsrodkowa Re: to może jednak coś napiszę 31.10.09, 01:20
              Gratulacje smile Świetna relacja- aż mi się gęba śmiała przy czytaniu smile

              Fotki koniecznie wink
    • misself Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 13:14
      Bardzo fajna, ciepła relacja. Byłaś chyba bardzo przejęta smile Zazdroszczę tego
      spokoju, mam nadzieję, że mnie też się uda tak przeżyć dzień swojego ślubu.

      Wpadka z marszem weselnym jest całkiem w moim stylu wink

      Gratulacje!
      • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 15:31
        Dziękuję smile
        • gwiazdka3333 Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 16:56
          Piękna relacja, taka ciepła smile Gratuluję szczęścia i wzruszeń !
          Wszystkiego najlepszego !
          A zdjęcia ? Będą ? smile
          • z_meetropolii Re: to może jednak coś napiszę 30.10.09, 23:55
            moje gratulacje smile widać ,że naprawdę był to dla ciebie szczęśliwy dzień i
            najważniejsi byliście wy. podziwiam spokój, mam nadzieje że też będę go w sobie
            mieć smile
    • rockiemar Re: to może jednak coś napiszę 31.10.09, 00:37
      Bardzo mi sie podobala Twoja relacja smile I czekam z niecierpliwoscia na zdjecia!
      • tomelanka Re: to może jednak coś napiszę 31.10.09, 08:42
        gratulacje, kochana! super ze Ci sie wszystko udalo, choc czasem tylko spokoj
        moze uratowac wink
        • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 31.10.09, 10:49
          jeszcze raz bardzo dziękuję smile

          zdjęcia oczywiście będą, ale za jakieś 2 tygodnie. Sama jeszcze nie widziałam sad
          • glonik A czy nie powinnaś zminić nicka? 31.10.09, 16:53
            Na Madame_catastrophe? wink.

            Życzenia.
            Ślub, to początek.
            Bądźcie dla siebie tak samo atrakcyjni - cieleśnie, intelektualnie, psychicznie,
            jak w dniu ślubu.
            Bardzo szczerze Wam tego życzę.
            G.
            • misself Re: A czy nie powinnaś zminić nicka? 31.10.09, 20:04
              Raczej na madame_victoire, skoro wszystko tak się udało smile
              • mademoiselle_catastrophe Re: A czy nie powinnaś zminić nicka? 31.10.09, 22:31
                oj nie chce mi się tongue_out
                • mademoiselle_catastrophe kilka słów o weselu :) 31.10.09, 23:03
                  Po ślubie ruszyliśmy do Zajazdu gdzie miało odbyć się przyjęcie smile Znowu
                  jechaliśmy wolno ale trąbienia nie było tongue_out W samochodzie otrzepałam się z tych
                  wszystkich płatków (miałam je nawet w dekolcie). Przed wejściem do restauracji
                  czekali na nas rodzice z chlebem, moja Mama powiedziała jakąś regułkę na którą
                  dzień wcześniej podali mi odpowiedź (coś tam.. "kogo wybierasz, chleb, Pana
                  Młodego..") ponieważ jestem przeciwniczką tego typu "tradycji" odpowiedziałam
                  "all inclusive poproszę" i Mąż wniósł mnie do środka (nawet nie wbił mi palców w
                  żebra jak to zwykle bywa big_grin). W środku wypiliśmy szampana i stłukliśmy kieliszki
                  (nikt nie ucierpiał). Goście rozsiedli się przy stołach i zaczęto podawać obiad.
                  Zjadłam troszkę mięsa i surówki i jakoś dziwnie mi się zrobiło na żołądku.
                  Między daniami był toast i jedno gorzko (dlaczego ja sie zgodziłam?!). Kiedy
                  goście kończyli już drugie danie, podeszła do nas jedna z wokalistek i
                  powiedziała że niedługo nas wezwą na parkiet na pierwszy taniec. Za nami mieli
                  zaprosić wszystkich gości. Zaczęliśmy obgryzać stół ze stresu (żartuję tongue_out).
                  Pierwszy taniec był spontaniczny, nie wyuczony, aczkolwiek wykorzystaliśmy kilka
                  numerów z kursu tańca. Na początku pewnie widać było że się stresujemy ale potem
                  się rozkręciliśmy. Gościom podobno się podobałosmile Później zaczęły się tańce
                  przez co mój żołądek zaczął jeszcze bardziej fiksować (spędziłam urocze chwile w
                  apartamencie dla nowozeńców, a właściwie jego łazience - nie pytajcie ;/).

                  Kiedy poczułam się lepiej (i pozbyłam się narzędzia tortur w postaci pasa
                  modelującego) zaczęła się naprawdę fajna zabawa smile Mieliśmy fantastycznego
                  fotografa. Sprawdził się w 100% Zrobiliśmy rundkę po sali i mamy fotki ze
                  wszystkimi gośćmi, przy okazji udało nam się z każdym porozmawiać.

                  Ok 23 wjechał tort. Był taki jak chciałam - fioletowy, złożony z 3 pięter, tylko
                  kto k.. powtykał w niego te okropne zimne ognie ;/ To była jedyna rzecz jakiej
                  niedopilnowałam przed weselem ale nie sądziłam że ktoś może to zrobić bez mojej
                  zgody. W każdym razie.. jakoś to przełknęłam grr.

                  Po torcie chwilka odpoczynku i oczepiny smile Najpierw ja rzucałam swoim brzydkim
                  bukietem. Mąż zasłonił mi rękami oczy, a ja przez dziurkę namierzyłam moją
                  Przyjaciółkę i.. złapała. Mąż wycelował krawat w swojego kumpla. Następnie nowa
                  Para Młoda odtańczyła taniec.
                  Później był quiz dla nas (mieliśmy kartki z napisami JA, ON i odpowiadaliśmy na
                  pytania a goście się z nas śmiali tongue_out), później przekuwaliśmy baloniki gdzie były
                  różne funkcje i prace domowe które będziemy wykonywać. Też było śmiesznie.
                  Potem było kilka zabaw dla gości, te zabawy to strzał w 100tkę. Cieszę się że
                  się na nie zgodziłam.
                  Po zabawach oczywiście bawiliśmy się dalej, aż do 5 rano (tzn ja o 4 byłam już
                  tak wykończona że modliłam się żeby goście już sobie poszlibig_grin)

                  Chętnie odpowiem na pytania jeśli coś pominęłam smile
    • zia86 Re: to może jednak coś napiszę 01.11.09, 14:37
      Świetnie się czyta całą relacje. smile Jest dowcipna i wesoła. Widać, że
      jesteś bardzo szczęśliwa. Gratuluje! smile Najlepszy był ten moment z
      bukietem i to, że ty przecież jesteś spokojna. tongue_out Ja bym chyba taka
      spokojna nie była, jakby mi nie przynieśli takiego bukietu jak chce.
      Fajnie, że wszystko wam się udało, mimo drobnych potknięć. Czy możemy
      liczyć na zdjęcia?
      • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 01.11.09, 17:36
        Dzięki Zia smile

        Oczywiście będą zdjęcia, ale za jakieś 2-3 tygodnie. Z prywatnych zasobów
        niestety nic nie mam (no jedno, słabej jakości tongue_out).
        No i cały czas czekamy na pogodę do sesji plenerowej tongue_out

        Co do bukietu - gdybym wtedy wybuchła to bym miała z głowy cały dzień.
        A tak, zrobię sobie wymarzony bukiet na plener i nikt mi nie podskoczy tongue_out
        • magnez5 Re: to może jednak coś napiszę 01.11.09, 21:45
          a można wiedziec gdzie miałaś wesele?
          • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 01.11.09, 21:51
            ciekawi mnie czemu pytasz smile
            • z_meetropolii Re: to może jednak coś napiszę 01.11.09, 22:04
              jeszcze raz gratuluję smile możesz napisać jakie mieliście zabawy na weselu i jak
              się sprawdziły
              • e.milia Re: to może jednak coś napiszę 01.11.09, 22:29
                Ja się przyłączam do pytań o zabawy. Generalnie jestem tego przeciwniczką, ale
                może na wszelki wypadek jakieś wybierzemy, w razie gdyby impreza się nie kręciła
                tak, jak powinna.
                • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 02.11.09, 11:40
                  Dziewczyny też jestem przeciwniczką zabaw weselnych, ale za namową kilku osób
                  zgodziłam się. I nie żałuję bo gościom się bardzo podobały te zabawy. Było
                  śmieszniesmile Zawsze to jakaś dodatkowa atrakcja dla gości.

                  Nasze zabawy:
                  *quiz dla nas
                  *przebijanie baloników dla nas
                  *goście tańczą w parach i każda kobitka ma przy nodze balonik i trzeba te
                  baloniki zdeptywać, wygrywa para z ocalałym balonikiem
                  *zabawa w karetę (chyba coś o tym kiedyś było na forum więc nie opisuję)
                  *najlepsza zabawa: jest tyle krzeseł ile dziewczyn, Pani z orkiestry czyta
                  zadania, np. przynieść jakiś owoc, kluczyki do samochodu etc, dziewczyny się
                  rozbiegają, jak wracają to jest jedno krzesło mniej i ta ostatnia odpada.
                  Ostatnim przedmiotem była karta kredytowa big_grin

                  • e.milia Re: to może jednak coś napiszę 02.11.09, 15:54
                    Dzięk smile
                    Ja myślę, że u nas duża liczba gości zwyczajnie nie będzie chętna na takie
                    zabawy, np. nasi znajomi i najbliższa rodzina. Po prostu widziałam, jak
                    stanowczo unikali tego typu atrakcji na innych weselach smile Ewentualnie moja
                    dalsza rodzina może się domagać, bo bliższej o to nie podejrzewam, a rodzina
                    narzeczonego już była na weselu, gdzie zabaw nie było i jakoś to przeżyli wink) Ta
                    kareta to jakaś tajemnicza zabawa, w życiu jej nie widziałam.
            • magnez5 Re: to może jednak coś napiszę 03.11.09, 20:40
              mademoiselle_catastrophe napisała:

              > ciekawi mnie czemu pytasz smile

              Pytam dlatego, że jesteś bardzo zadowolona ze swojego wesela, a ja cały czas
              szukam fajnej sali (sprawdzonej) smile stąd moje pytanie. Jeżeli możesz to napisz
              na maila gazetowego.
              Pozdrawiam
    • dorothy_mills Re: to może jednak coś napiszę 02.11.09, 15:32
      Katastrofo,a co wkonczu zrobiłaś z klatką ? chyba nic o niej nie
      wspomniałas wink
      • sajolina Re: to może jednak coś napiszę 02.11.09, 16:25
        Hehe, a ja bym tak chciała zobaczyć obskubywanie różyczekbig_grinbig_grin Szkoda bukietu, no
        ale mam nadzieję, że po poprawkach coś z niego wyszło.
        • mademoiselle_catastrophe Re: to może jednak coś napiszę 02.11.09, 19:18
          jeśli chodzi o zabawy to też przez bałam się że nikt nie będzie chciał brać w
          nich udziału i umówiłam się z zespołem że po prostu zobaczymy jak się goście
          będą bawili. A że parkiet był pełny przez cały czas to zaryzykowałam i się
          opłaciło smile


          Co do bukietu: wymieniłam tylko wstążkę i usunęłam kokardę. zawinęłam różyczki w
          fioletową wstążkę którą kilka dni wcześniej oderwałam od księgi gości (nie ten
          odcień) i spięłam to wszystko broszką (kupiłam ją specjalnie do bukietu) smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja