Wojny przedślubne

27.02.10, 21:48
W przyszłym roku z narzeczoną planujemy ślub. Ma to być tylko ślub w USC.
Zawsze chcieliśmy bez żądnego przyjęcia zaraz po ślubie pojechać w wymarzoną
podróż poślubną do Japonii. W międzyczasie super zaplanowana sesja ślubna. I
taki miał być plan.
Lecz niedawno narzeczona stwierdziła, że powinniśmy zrobić małe przyjęcie i
zaprosić rodzinę. Mnie ten pomysł nie przypadł do gustu tym bardziej, że plany
były inne. Wiem również, że za zmianą decyzji narzeczonej stoi presja ze
strony jej rodziny.
Oboje nie jesteśmy bardzo zamożni, a Japonia jest jednak droga. Co prawda
wszyscy nam mówią, że powinniśmy zrobić przyjęcie, a do Japonii sobie kiedyś
tam pojedziemy, bo jesteśmy jeszcze młodzi. Ja wiem, że jeżeli nie pojedziemy
po ślubie to nigdy tego nie zrobimy, bo będą zawsze "inne" wydatki.
Nie jestem człowiekiem skąpym. Z miłą chęcią zaciągnąłbym kredyt, żeby mieć
więcej pieniążków na podróż poślubną i żeby robić na niej co nam się tylko
podoba. Ale niestety chyba czeka mnie perspektywa wydania tych pieniędzy na
przyjęcie ...dla rodziny.
Pomijając fakt, że za pieniądze wydane na przyjęcie moglibyśmy urządzić sobie
kuchnię i łazienkę.
I właśnie z tego powodu toczymy wojnę przedślubnąsad I naprawdę nie wiem, co
powinienem zrobić? Czy za wszelką cenę zrealizować NASZE marzenie czy ustąpić
i uśmiechać się nieszczerym uśmiechem?
    • pincet_czy_dziewincet Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:01
      na ile osób miałoby byc wesele?

      nie mozecie zaprosic rodzicow i porozmawiac szczerze o tym jakie do tej pory
      mieliscie plany itp.? jak nie to moze zrobcie przyjecie dla mniejszego grona,
      dla najblizszych (rodzice,dziadkowie,rodzenstwo,swiadkowie)- a na drugi dzien
      wyjechac w podroz?
      • riverek Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:08
        Powiem tak. Miał właśnie być obiad dla rodziców i świadków, gdzieś razem w
        dobrej restauracji. A potem podróż. Ale teraz już jest 40 -50 osób i przyjęcie
        do godziny 23!! Ja rozmawiałem z narzeczoną i jej rodzicami. A narzeczona
        zmieniła zdanie pod wpływem pięknego hasła "ale to rodzina i trzeba ich zaprosić
        na przyjęcie".
        • erillzw Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:22
          Trzeba? BO jest jakis przymus?
          Mysle, ze powinenes pogadac z narzeczona i wedle logicznych
          argumentów zapytac co sie dokladnie zmieniło, ze z obiadu dla
          rodziny robi sie wesele i czy ona naprawde az tak nie chce jechac do
          tej japoni.
          Rozumiem, ze nie planujecie slubu koscielknego i wesela
          tradycyjnego??
          A moze sproboj pojsc w skrajnosc, Przyjecie? Ok. Zrobmy tez slub
          koscielny i wesele na 120 osob, japonia poczeka.. przecez "zawsze"
          mozemy tam pojechac a skoro tak bardzo za;lezy jej na przyjecilu dla
          rodziny prosze bardzo.
          • monikapers Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:27
            Rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac, jesli taki byl WASZ pierwotny plan, powinno sie
            udac.
            Ale, jesli Twoja N sie "uprze", tudziez chcialaby chocby namiastke wesela, nic
            nie poradzisz, kobiety widza TO wydarzenie jednak ciut inaczej.
            smile
            • riverek Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:32
              Wiem, że kobiety widzą TO inaczejsmile Ale dla mnie ślub to też wyjątkowa
              chwila...tylko, ze dla mnie bardziej jest to intymna chwila, niż coś czym
              miałbym się dzielić z "wujkami i ciociami".
              • erillzw Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:35
                A poza tym.. czego zapomnialam dodac. Rodzina to WY w tym momencie.
                Nie ciotki i wujki, a wy. I sorry ale jesli nie stac was na
                przyjecie to go nie robicie.
          • riverek Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:30
            Bez ślubu kościelnego i jakiegokolwiek tradycyjnego wesela.
            A co do zmiany decyzji...presja mamusi, bo przecież rodzina to rzecz święta!
            • erillzw Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:34
              No tak czułam.
              Słuchaj a moze by tak powiedziec jej, ze skoro tak wazna teraz jest
              jej rodzina a nie WASZE marzenia to moze niech ta rodzina wykupi wam
              podroz do Japonii?
              Powiem Ci tak..
              Mialam znajomych ktorych tez naciskali rodzice i nawet znajomi na
              wesele. A Ci pojechali do Włoch i tam wzieli slub. NIKOGO oprocz
              nich nie bylo na tym slubie. A przyjecia tym bardziej nie bylo.
              Rodzina ich jakos nie wyklela.. przeszło im po jakims czasie smile

              A ponad to..
              Czy tesciowa to tak zawsze "silnie" wplywa na WASZE plany?
        • martina.15 Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:25
          a jak nie ma samolotu do Japonii o takiej godzinie zeby wziac slub i sie wyrobic
          z obiadem dla rodzicow? jak wyloty sa tylko do poludnia to poswiecic sie troszke
          nie mozna? tym bardziej ze domyslam sie ze rodzinie narzeczonej tak strasznie
          zalezy ze sami wyloza na to przyjecie do 23, nie?
          • riverek Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:27
            Ale kwestia jest taka, że albo przyjęcie, albo podróż.
            • erillzw Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:30
              riverek napisał:

              > Ale kwestia jest taka, że albo przyjęcie, albo podróż.

              Wiec ja Ci sugeruje zebys przejaskrawił sytuacje i powiedział, ze
              jak chce taka impreze to wedle Ciebie powinno to byc regularne wesle
              na 120 osob.
              A Japonia.. no trudno.. zawsze sa zdjcia w necie.
              Tak troche odwrocic role - jesli zadne inne argumenty nie dzialaja!
            • hanna26 Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:58
              Rozumiem, że problem tkwi w tym, jak przekonać narzeczoną, że
              pragnie ona bardziej podróży do Japonii, niż przyjęcia weselnego. wink
              Cóż, kobieta zmienną jest, kiedyś wolała podróż, dziś woli
              przyjęcie. I chyba nie jest ważne, czy zmieniła zdanie pod wpływem
              wyciskającego oczy filmu, narady z przyjaciółką, namów rodziny, czy
              czegoś tam jeszcze innego. Fakt, że chce przyjęcia, tak jak ty
              chcesz podróży do Japonii. Może wyszła z założenia, że kuchnię i
              łazienkę kiedyś tam sobie jeszcze urządzicie, do Japonii jeszcze
              możecie pojechać, a przyjęcia weselnego nijak nie uda się wam
              przeżyć - jeżeli teraz tego nie przeżyjecie.
              Cóż, niewiele mogę poradzić, może poza jedną, niezbyt odkrywczą
              myślą, że fajnie jest czasem nie stawiać na swoim za wszelką cenę -
              zwłaszcza gdy chodzi o sprawienie przyjemności komuś, kogo się
              kocha.
              • riverek Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 23:06
                Tylko dlaczego zawsze to działa w jedną stronę? Zawsze to facet musi ustąpić,
                żeby udowodnić jak bardzo kocha...
                • erillzw Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 23:12
                  WIec własnie ja tez tego nie rozumiem. Zdaje sie ze chodzi o
                  tworzenie partnerstwa a nie pana/pania i poddanego/poddana.
                  TRym szczegolniej ze OBOJE mieli konkretne plany tylko widac pani
                  bardziej podatna na wplywy rodziny.
                • hanna26 Re: Wojny przedślubne 28.02.10, 00:37
                  riverek napisał:

                  > Tylko dlaczego zawsze to działa w jedną stronę? Zawsze to facet
                  musi ustąpić,
                  > żeby udowodnić jak bardzo kocha...


                  Ależ to nie zawsze facet musi ustępować. smile
                  Problem w tym, że to ty poprosiłeś o radę i zwierzyłeś się ze swego
                  problemu, a nie twoja narzeczona. Trudno żebym radziła tobie, żeby
                  twoja narzeczona ci ustąpiła, bo taką radę mogłabym zaserwować
                  wyłącznie jej.

                  Więc piszę po raz kolejny: moim zdaniem upieranie się przy swoim
                  zdaniu i nie ustępowanie ani o milimetr w imię tego, że kiedyś tak
                  się umówiliśmy, więc na pewno ona nadal tego chce, tylko o tym nie
                  wie, jest bez sensu. Ja bym wyszła jej na przeciw, chociażby po to,
                  żeby ona także mogła wyjdzie na przeciw tobie.
              • budyniowa123 Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 23:11
                a moim zdaniem, skoro dwoje dorosłych ludzi coś wspólnie ustala, to zmienić te
                ustalenia można przy zgodzie obu stron. A nie tupnąć nóżką i powiedzieć "a mi
                się odwidziało, jak kochasz, to ustąpisz"uncertain

                Wspólne życie to nie jest ustępowanie sobie na wzajem w imię "miłości" tylko
                dochodzenie do porozumienia i wybieranie wspólnej drogi.

                A nie branie pod uwagę uczuć faceta, bo przyjęło się, że ślub i wesele jest dla
                kobiet jest mz nieco chore.
          • erillzw Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:28
            Ale jemu nie chodzi o długośc przyzjęcia.. tylko, ze z rodziny
            (rodzice, rodzenstwo, swiadkowie) zrobiło sie przyjecie na 50 osob..
            Loty do japonii sa poznym popoludniem (jak naczesciej do azji) zeby
            na rano (tam) doleciec. Szczegolnie, ze takie loty sa przesiadkowe i
            najczesciej trzeba najpierw doleciec do Monachium, Zurichu czy
            Wiednia lub Londynu. Zalezy od polączenia.
    • budyniowa123 Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:43
      Gdyby było tak, że narzeczona faktycznie chciała żeby to przyjęcie było, gdyby
      uważała, że bez choćby małej fety ani rusz- to byłabym skłonna namawiać cię, do
      kompromisu.

      Jeśli jednak jest to pod presją rodziny to warto forsować swoje zdanie.
      Moja rada jest taka:

      1. Przedstaw propozycję, że skoro uważają, że do Japonii jeszcze zdążycie, to
      powiedz, że przyjęcie też jeszcze zdążycie wyprawić. I zaproponuj, że ślub i
      podróż będzie tak jak sobie wymarzyliście, a przyjęcie zrobicie jak się dorobicie.
      2. Myślę, że możecie jakoś pogodzić chęć ugoszczenia rodziny i podróż. Proponuję
      kompromis. Może żadna strona nie będzie do końca usatysfakcjonowana, ale to w
      końcu kompromis. Więc: po ślubie robicie przyjęcie, ale ograniczacie liczbę
      gości do powiedzmy 15 z każdej strony. Ponadto nie robicie zasiadając imprezy do
      23 tylko popołudniowe party ze szwedzkim stołem. 2-3 h i do domu. Na drugi dzień
      do Japonii. Taka impreza dla 30 osób z przekąskami drogo na pewno nie wyniesie.
      Można zamówić na prawdę fajny, elegancki catering, wynająć jakieś fajne wnętrze
      na te 2-3 h. Jeśli to ma być latem może myć to jakieś małe przyjątko w ogrodzie,
      z grillem i przekąskami.
      3. Jeśli rodzina będzie się upierała porozmawiaj szczerze z narzeczoną, co
      DLA NIEJ jest ważne. Zapytaj, czy w przyszłości na wasze decyzje też
      będzie wpływała presja rodziców. Zapytaj, czemu zmieniła zdanie (niech ci to
      powie otwarcie) No i przedstawiaj jej książki, podrzucaj stronki o Japonii Nie
      ma nic lepszego niż wzbudzanie potrzebsmile

      powodzenia
    • riverek Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 22:48
      Dziękuje wszystkim za odpowiedźsmile bardzo mnie to wszystko podbudowałosmile
      Za jakiś czas odezwę się i powiem czy mi się udało...
      • freciczka Re: Wojny przedślubne 27.02.10, 23:16
        Dodam jeszcze coś od siebie...
        U nas było bardzo podobnie, chcieliśmy wziąć ślub, ale nie robić żadnego
        przyjęcia. Powodem nie były pieniądze, ale nasze zasady oraz stosunki panujące w
        rodzinie. Niestety teściowa zrobiła wielką awanturę, zakończoną szantażem, że
        nie przyjdzie.
        Mój mąż po pewnym czasie zaczął się łamać i stwierdził, że jednak chce przyjęcie
        dla najbliższej rodziny (też wyszło ok. 50 osób). Byłam wściekła ponieważ
        decyzja ta nie była podyktowana jego chęcią tylko presją ze strony matki. Jednak
        po długich rozmowach stwierdziliśmy, że zrobimy ten obiad. Nie powiem, że było
        masakrycznie, ale tyle nerwów co się najedliśmy podczas organizacji wysłuchując
        fochów "mamusi" nie było warte gry. Warte natomiast były słowa Męża, że miałam
        rację i trzeba było od razu wyjechać na podróż poślubną i nie kombinowaćbig_grin
        Na koniec wyszło, że ja byłam ta dobra, bo poszłam na kompromis, a jego mama,
        która wszystkie nasze pomysły torpedowała swoimi dąsami okazała się wredną jędzą wink
        PS. Przyjęcie było bardzo udane, bo w dniu ślubu byliśmy zalewani endorfinami i
        wszystko wydawało nam się cudowne smile
        • lvivianka Re: Wojny przedślubne 28.02.10, 12:15
          Porozmawiaj z N. Dziwne, ze tak nagle chce zrezygnowac z wymarzonej podrozy do Japonii na rzecz przyjecia.
          My od samego pocztaku wiedzielismy, ze chcemy jakas super podroz poslubna, dlatego z wielu rzeczy zwiazanych z przyjeciem rezygnujemy, albo na nich oszczedzamy (za obopolna zgoda). Np ja bede miec suknie uzywana, a nie taka za 4000, bo imho za tyle kasy to juz naprawde w fajne miejsc emozna pojechac, a suknie ma sie na sobie kilka godizn. Cos tanszego mozna znalezc i nie znaczy, ze bedzie to wygladac gorzej.
          Moze faktrycznie pojdz na kompromis i zorbcie tylko obiad dla rodziny, albo powiedzcie, ze przyjecie bedzie kiedys, jak juz sie dorobicei (no bo zawsze macie czas). Kazdy argument mozna odwrocic. Szczerze Ci powiem, ze komunikacja jets podstawa w zwiazku i jezlei teraz nie rozwiazecie tego problemu tak, zeby kazda strona byla zadowolona, to nie jest to dobrym startem.
          W kazdy razie trzymam kciuki. Napisz jak bedzie.
Pełna wersja