riverek
27.02.10, 21:48
W przyszłym roku z narzeczoną planujemy ślub. Ma to być tylko ślub w USC.
Zawsze chcieliśmy bez żądnego przyjęcia zaraz po ślubie pojechać w wymarzoną
podróż poślubną do Japonii. W międzyczasie super zaplanowana sesja ślubna. I
taki miał być plan.
Lecz niedawno narzeczona stwierdziła, że powinniśmy zrobić małe przyjęcie i
zaprosić rodzinę. Mnie ten pomysł nie przypadł do gustu tym bardziej, że plany
były inne. Wiem również, że za zmianą decyzji narzeczonej stoi presja ze
strony jej rodziny.
Oboje nie jesteśmy bardzo zamożni, a Japonia jest jednak droga. Co prawda
wszyscy nam mówią, że powinniśmy zrobić przyjęcie, a do Japonii sobie kiedyś
tam pojedziemy, bo jesteśmy jeszcze młodzi. Ja wiem, że jeżeli nie pojedziemy
po ślubie to nigdy tego nie zrobimy, bo będą zawsze "inne" wydatki.
Nie jestem człowiekiem skąpym. Z miłą chęcią zaciągnąłbym kredyt, żeby mieć
więcej pieniążków na podróż poślubną i żeby robić na niej co nam się tylko
podoba. Ale niestety chyba czeka mnie perspektywa wydania tych pieniędzy na
przyjęcie ...dla rodziny.
Pomijając fakt, że za pieniądze wydane na przyjęcie moglibyśmy urządzić sobie
kuchnię i łazienkę.
I właśnie z tego powodu toczymy wojnę przedślubną

I naprawdę nie wiem, co
powinienem zrobić? Czy za wszelką cenę zrealizować NASZE marzenie czy ustąpić
i uśmiechać się nieszczerym uśmiechem?