Dodaj do ulubionych

Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa

11.08.10, 20:46
Może komuś się przyda.

Sukienka marzeń, czyli igła z nitką
Suknia ślubna nie musi być koniecznie z salonu. Rzecz jasna, w
salonach znajdziemy sukienki czasem naprawdę śliczne, czasem
koszmarnie kiczowate. Rzucić okiem nie zaszkodzi. Jednak zamiast
kupować sukienkę za 2000 zł można kupić materiał i poszukać wykroju
w sieci, i oddać to wszystko w ręce przyjaciółki / mamy / sąsiadki,
która umie posługiwać się maszyną do szycia. Po pierwsze, sukienka
będzie idealnie pasować, bo będzie na miarę, po drugie, będzie
wyjątkowa i jedyna. Może nie wyjdzie nam tradycyjna beza, ale na
dobrą sprawę i bezę da się uszyć. To nie jest aż tak trudne. Sam
materiał nie musi być drogi - można poszukać sklepiku na obrzeżach
miasta czy w miejscowościach parę kilometrów dalej. Tam z reguły
jest taniej. Kto nie wierzy, niech zajrzy na bloga Vintage Girl,
która uszyła sobie sukienkę wiktoriańską! Są wykroje sukien
średniowiecznych, które można dostosować do bardziej współczesnych
projektów, są suknie renesansowe, są suknie nowoczesne. Skolko
ugodno.

Kopciuszek, czyli pantofelki księżniczki
Jeżeli ktoś myśli, że musi koniecznie mieć na ślubie pantofelki od
Manolo Blahnika, to niech sobie przypomni, że najprawdopodobniej nie
jest Hanną Lis czy inną Kingą Rusin. Buty nie muszą kosztować
majątku. Przede wszystkim zaś muszą być wygodne, bo kulejąca panna
młoda wygląda co najmniej dziwnie, a mało która z nas chce
przypłacić ślub cierpieniami. Buciki nie muszą być też białe czy
kremowe - zresztą pod długą suknią i tak ich nie będzie za bardzo
widać. Chyba, że sukienka jest krótka...
Ja np. do ślubu idę w skórzanych sandałach ze stoiska góralskiego
koło dworca PKS (ślub latem no i pasują do kiecki). Za 20 złotych!

Masa krytyczna, czyli włosy
Koafiura na głowie tez nie musi oznaczać wydatków na fryzjera.
Oczywiście warto włosy podciąć, ale większość fryzur naprawdę można
zrobić samej albo z pomocą przyjaciółki. Youtube pęka w szwach od
filmików instruktażowych: są fryzury z warkoczy, z loków, z kokami,
grzywkami we wszelkich wariacjach, są nawet rekonstrukcje fryzur
vintage. Ja np. będę miała dwa proste warkocze. Wsuwki do włosów,
które konstrukcję utrzymają, kosztują grosze i są w co drugim
kiosku. A lakier do włosów ma prawie każda z nas w łazience.

Poli Raksy twarz, czyli szminka z pudrem
Naprawdę musimy koniecznie iść do profesjonalnej makijażystki? Po
co?
Większość z nas wie, w jakim makijażu wygląda najlepiej.
Tłumaczenie, że "nie umiem się malować" nie ma nic do rzeczy, bo
znów z pomocą śpieszy Youtube. Pomysłów można poszukać na kanale
Panacei81. Na zakupy kosmetyczne warto zabrać przyjaciółkę, która
sprawdzi np. czy podkład nie jest za ciemny. Warto też zainwestować
w lepsze kosmetyki, niekoniecznie drogie, by nie spłynęły w środku
ceremonii z twarzy. Ale nie szalejmy - może się okazać, ze zakupiony
kosmetyk po paru godzinach owocuje czerwonymi plamami na twarzy.
Uczulenia wcale nie są rzadkie. Dobrze się trzymać tego, co
testowałyśmy.

Bukiet obłędu, czyli o kwiatach
Im mniej, tym lepiej. Naprawdę musimy mieć bukiet przyozdobiony
kryształkami Svarovskiego? Nie prościej po prostu kupić zwykły
bukiet w kwiaciarence za rogiem? A jak ktoś mieszka na wsi, to w
ogóle ma dobrze. Wystarczy wyjść na łąkę.

Droga przez mękę, czyli facet
Tu w cięciu kosztów zaczynają się schody. Garniak to podstawa. Ale
czy musi być nowy? Problem jest wtedy, gdy oblubieniec absolutnie
się nie mieści w jedyny garnitur jaki ma, czyli ten z matury.
Trudno, to punkt, z którego zrezygnować ciężko. Chyba że ślub ma być
kompletnie odjechany, a pan młody jest w drużynie wojów albo bawi
się w odtwarzanie bitew. Zawsze może wystąpić w stroju rzymskiego
legionisty. I komu to będzie przeszkadzać?

Wieczna miłość, czyli obrączki
Drogie. Im bardziej wymyslne tym droższe. Na szczęście nie wszyscy
muszą mieć nowe. Np. można skorzystać z obrączek po dziadkach -
piękna stara tradycja przekazywania obrączek kolejnym pokoleniom
niestety zanika. Ale można pójśc dalej. Rozwiązaniem są np. obrączki
ze stali. I kosztują od 25 zł za sztukę!

Straszne wesele, czyli cała reszta
Równie dobrze można się bawić u kumpla w ogrodzie, jak i na
dyskotece. Co kto lubi. A musi być koniecznie profesjonalny DJ? Nie
może być po prostu parę głośników i puszczany polski punk rock? Że
ciotka z Mławy dostanie zawału? To wesele młodych, nie?
Co do jedzenia, nie są wcale potrzebne zestawy sześciodaniowe (kto
tyle zje?), mogą być najprostsze potrawy: gar ryżu, gar ziemniaków,
gar kotletów, czy co kto lubi. Wykwintne potrawy w rodzaju ślimaków
trzeba umieć jeść i onieśmielają, a z kolei bigos nie każdemu
smakuje. Niech więc goście sobie nałożą tego, czego chcą. Ciotka z
Mławy zaś może się nawet poczuć dumna, że poprosiliśmy ją o
ugotowanie jej popisowych klopsów na wesele.
Poza tym składkowe imprezy zawsze miały miejsce i mieć będą, więc
jak ktoś się chce na weselu upić, niech przyniesie własną flaszkę.
Przynajmniej będzie spokój. Widywałam już na weselach gości śpiących
z twarzą wtuloną w kotlet schabowy czy wręcz w sałatkę z majonezem.
A to średnio przyjemne.


***

Jeśli ktoś ma jakieś inne pomysły, niech wpisuje smile))

--
Członek - to brzmi dumnie.
Obserwuj wątek
    • chomiczkami Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 11.08.10, 21:10
      Popieram.
      Moja matka jest mistrzem warkoczy francuskich, a ciotka ciast. Mam zamiar je
      wykorzystać. Mój ojciec ma bardzo elegancki samochód, któremu bije już druga
      dekada (jechałam nim do I Komunii i było bardzo ładnie i stosownie - do
      bierzmowana poszłam pieszo) - jeszcze trochę i będzie retro. A mój brat potrafi
      tańczyć, więc doda jakieś fikuśne figury do kroków, które już umiem zrobić i tym
      samym oszczędzę na choreografii pierwszego tańca.
      Niestety, sama nie bardzo mogę się odnieść, bo jeszcze nie wiem, na czym
      oszczędzę, a na czym nie oszczędzę.
      Jak wyjdę za mąż to wrócę do tematu wink.
      Bardzo praktycznie jest samemu udekorować salę dzień wcześniej (jeśli się da).
      --
      Jak dobrze mi w pozycji tej... w pozycji horyzontalnej...
    • strawberry84 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 11.08.10, 21:19
      hahaha. Rozumiem, że żartujesz. Ale jak ktoś by brał Twoje słowa na poważnie to
      się ustosunkuję.

      Moja suknia ślubna z salonu, kosztowała 1600 zł z welonem (model zeszłoroczny),
      przymierzyłam miliony i nie wyobrażam sobie szycia jakiejś wymyślonej, albo
      podpatrzonej sukni.

      Buty kupiłam w sklepie, kosztowały 120 zł i służą mi do tej pory. Bo nie były
      białe, ale sandały to w ogóle nie mają dla mnie nic wspólnego z elegancją
      (zwłaszcza te o których piszesz)

      Fryzjer i kosmetyczka to akurat miły akcent tego dnia. Młoda może się trochę
      odprężyć podczas zabiegów. Koszt w moim przypadku to będzie około 200 zł, więc
      nie zbankrutuję.

      Bukiety ślubne zazwyczaj są inaczej szczepione lub w "mikrofonach", które
      utrzymują świeżość kwiatów, więc polne, szybko zdychające kwiaty odpadają.

      Co do obrączek to ja oddałam do przetopienia biżuterię, która jest już niemodna
      i w ten sposób mam obrączki według swojego wymarzonego wzoru za koszt "robocizny"

      Profesjonalny DJ, daje gwarancje tego, że i Ty i ciotka z Mławy będziecie
      świetnie się bawić, muzyka rokowa? owszem, ale bez przesady. Ma być przyjemnie
      dla wszystkich. Chyba przykro by Ci było gdyby goście po chwili zaczęli się zbierać?

      Własnego alkoholu i jedzenia nie komentuję, bo to chyba pomyłka? Powiedz, że tak smile

      Sala z obsługą daje gwarancję, że każdy dostanie to czego potrzebuje, a nie
      będzie zawracać tyłka Tobie w tak ważnym dniu
    • niebieski_lisek Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 11.08.10, 21:33
      smile Jedyne zdanie z którym mogę się zgodzić to takie, że zwykle na weselach jest
      sporo za dużo jedzenia.
      A co do kolejnych pomysłów o które prosiłaś na końcu postu - to moim zdaniem nie
      warto wydawać dużo kasy na zaproszenia, najlepiej wybrać jakiś prosty, tani wzór
      - na to nikt nie zwraca szczególnej uwagi.
    • nutka07 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 11.08.10, 22:07
      Jak mnie nie stac na wesele to robie to na co pozwala mi budzet a nie dziaduje.
      Sukienke tez mozna samej uszyc, nie ma instrukcji w necie?
      To co proponujesz to kojarzy mi sie predzej z jakas impreza imieninowa.
      A kto na tym weselu bedzie wszystkiego pilnowal? Zbieral talerze, myl, pilnowal zeby jedzenia i alkoholu nie zabrkalo? Panstwo mlodzi czy ciotka z Mlawy?
      Jak robisz dwa warkocze to wcale Ci sie nie dziwie, ze tanio Cie to wyjdzie ale nie oszukujmy sie do dobrej fryzury, ktora takze wytrzyma cala noc potrzeba nie tylko instrukcji ale i doswiadczenia.
      Co do makijazu to sam film z YT tez nie wystarczy, bo mozna zwyczajnie nie miec wprawy. Poza tym makijaze od profesjonalnych makijazystek roznia sie od tych robionych samemu. Sa dziewczyny ktore to ulubia ale przecietna dziewczyna raczej nie poswieca duzo czasu na tajniki i sztuczki w makijazu.

      Rady jak dla niepracujacej pary studentow.

      Moze chodzi tez o to, zeby miec komfort tego dnia a nie zasuwac od rana ze wszystkim.

      A goscie przychodzacy z wlasna flaszka, zenujace. W sumie jedzenie tez moga ze soba zabrac. Jak impreza skladkowa to skladkowa.


      Zia gdzie jestes? Moze zaslabla wink
      --
      Jesteś dobra w gębie/klawiaturze- w realu gdyby Twojemu bliskiemu groziło cokolwiek buty byś mi wyczyściła. Błagałabys, żeby ratowac, poniżała się i skamlała. Na co dzień spotykam się z takimi. Autor Protozoa - lekarz
        • zia86 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 11.08.10, 22:59
          Jestem. smile Mamy gości. smile
          No cóż, ja rozumiem, że to nie na poważnie. Jako parodia bardzo
          śmiechowa. smile Choć kilka rad jest ok. Nie jestem absolutnie za
          brakiem oszczędzania, można zrobić świetną imprezę za niewielkie
          pieniądze.
          Sukienka, ok nie musi być z salonu, może być szyta. Jednak moim
          zdaniem powinny być dwa warunki spełnione warunki, krawcowa musi być
          z wizją żeby nie szyć na wzór bo nigdy to nie wychodzi dobrze a poza
          tym muszą być dobre materiały. To jest coś w czym PM musi się
          "przemęczyć" całą noc.

          Buty, tutaj się zgodzę, jednak buty muszą być wygodne. smile Nie do
          każdej stylizacji pasują sandałki, czasem jednak trzeba kupić jakieś
          szpilki, nie muszą być od znanego projektanta ale powinny być
          wygodne.

          Co d fryzjera i makijażu, zawsze lepiej jeśli taką usługę wykonają
          profesjonaliści. Oni mają do tego talent, doświadczenie i odpowiednie
          kosmetyki. Zwłaszcza makijażystka ma kosmetyki które nie są dostępne
          dla zwykłych śmiertelników a na pewno nie na kieszeń normalnego
          człowieka. Poza tym wizażystka potrafi zrobić makijaż fotograficzny.

          Bukiety, to samo co wyżej. smile Kwiaty muszą się utrzymać przez całą
          noc oraz czasem jeszcze cały następny dzień kiedy jest plener.

          Naprawdę chciałabyś iść w sukience ze studniówki do ślubu? Nie chcesz
          żeby twój narzeczony czuł się wyjątkowo w tym dniu?

          Obrączki ze stali, naprawdę? Przecież one muszą wytrzymać ileś lat.

          Co do wesela, to oczywiście trzeba być otwartym, jednak robienie
          wesela które nie pasuje do młodych mija się z celem. Poza tym jeśli
          większość gości jest starsza to robienie wesela w dyskotece mija się
          z celem. A DJ zagrarantuje to że i wy i ciotka będziecie bawić się
          świetnie a przecież o to chodzi. smile Imprezy składkowej to już nawet
          nie skomentuje.

          Podsumowując, oszczędzanie jak najbardziej ale z głową i bez szkody
          na jakości. smile
          --
          Mój blog z pomysłami -http://slubne-inspiracje.blog.pl
          Moje ślubne ABC
          https://glo
bal.theknot.com/tickers/tt90421.aspx
          • lili-2008 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 09:01
            > Co d fryzjera i makijażu, zawsze lepiej jeśli taką usługę wykonają
            > profesjonaliści. Oni mają do tego talent, doświadczenie i odpowiednie
            > kosmetyki. Zwłaszcza makijażystka ma kosmetyki które nie są dostępne
            > dla zwykłych śmiertelników a na pewno nie na kieszeń normalnego
            > człowieka.

            Pozwól, że się nie zgodzę. Moja koleżanka jest wizażystką. Zresztą byłam jej
            modelką w szkole charakteryzacji i doskonale wiem, jakich kosmetyków używała -
            można je kupić w sklepie lub na allegro i wcale nie kosztują majątku.
            Ja kupiłam kosmetyki profesjonalne do utrwalania makijażu i dobrej jakości
            kolorówkę - absolutnie nie miałam problemu ze znalezieniem ich, a wyniosło mnie
            to finansowo mniej, niż próbne makijaże i ten właściwy.

            Oczywiście umiejętności to już inna sprawa.

            Ja sobie nie wyobrażałam, że potrafiąc się malować miałabym pójść do jakiejś
            wizażystki. No way. Umalowanie się do ślubu zajęło mi 15 minut.

            --
            https://www.suwaczki.com/tickers/3i49k6nlujw4q7cm.png
            • zia86 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 12:00
              Ja spotkałam się z wizażystkami które miały walizki kosmetyków(takie
              rozkładane) i nie były to rzeczy które można sobie ot, tak kupić a
              przynajmniej nie na tyle żeby znacząco nie obciążyć rodzinnego
              budżetu.
              Po prostu mamy inne doświadczenia. smile
              --
              Mój blog z pomysłami -http://slubne-inspiracje.blog.pl
              Moje ślubne ABC
              https://glo
bal.theknot.com/tickers/tt90421.aspx
              • ruda_80 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 14.08.10, 20:15
                Zapewniam Cię, że kosmetyki używane przez wizażystki można sobie ot
                tak kupić. Oczywiście nie wszystkie w Sephorze, czy Douglasie, ale
                np. w specjalistycznych sklepach, w których zwykli "śmiertelnicy"
                też mogą kupować smile. Ale wizażystka malując jedna osobę nie używa
                wszystkich kosmetyków z walizki i Ty dla siebie całej walizki
                kosmetyków nie musisz kupić. A kupując nawet cały zestaw dobrej
                jakości kosmetyków dla siebie (które oprócz dnia ślubu będą służyły
                znacznie dłużej) od razu nie zrujnujesz rodzinnego budżetu. Poza tym
                dziwi mnie, że Ty rujnująca budżet (ewentualnie spadek po babci) na
                dziesiątki zbytecznych bzdur piszesz, że kosmetykami zbytnio można
                obciążyć budżet - śmieszne smile)

                zia86 napisała:
                > Po prostu mamy inne doświadczenia. smile

                Zia obawiam się, że Ty w niczym o czym piszesz nie masz żadnego
                doświadczenia, posiadasz ewentualnie sporadyczne obserwacje na
                podstawie jakichś pojedynczych faktów lub wyimaginowane wyobrażenia
                o nich (jak np. to o ślubie i weselu na których to NIGDY jeszcze nie
                miałaś okazji być).
                • zia86 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 15.08.10, 16:32
                  Ja piszę o PM która chce oszczędzać bardzo, bo o tym był ten temat.
                  smile No ale dobrze zapytam się następnym razem pani wizażystki ile
                  kosztują kosmetyki które użyła wykonując mój makijaż. smile Bo jak
                  ostatnio byłam w Sephorze na zwykłym makijażu przed imprezą to sam
                  błyszczyk którego pani użyła kosztował 100 zł, więc chyba jednak mimo
                  wszystko oszczędniej jest zapłacić nawet te 150 zł za makijaż, niż
                  kupować kosmetyki, one oczywiście posłużą na dłużej ale nie zmienia
                  to faktu, że pewną pulę pieniędzy trzeba będzie wydać na raz.
                  --
                  Mój blog z pomysłami -http://slubne-inspiracje.blog.pl
                  Moje ślubne ABC
                  https://glo
bal.theknot.com/tickers/tt90421.aspx
            • memphis90 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 15.08.10, 14:10
              > Ja kupiłam kosmetyki profesjonalne do utrwalania makijażu i dobrej jakości
              > kolorówkę - absolutnie nie miałam problemu ze znalezieniem ich, a wyniosło mnie
              > to finansowo mniej, niż próbne makijaże i ten właściwy.
              To ile zapłaciłaś za te świetne kosmetyki? Bo gdybym chciała teraz kupić sobie
              profesjonalną bazę, podkład, korektor, fluid, róż, konturówkę, szminkę, cienie,
              tusz i co tam jeszcze- to wysżłoby chyba kilkaset złotych... Już nie wspomnę o
              gąbeczkach, pędzlach do wszystkiego. Czyli o rzeczach, których na codzień nie
              używam (ograniczam się do cieni, tuszu i błyszczyka), a które ma wizażystka.
              Naprawdę trudno mi uwierzyć, by usługa wizażystki- czyli kilkadziesiąt zł-
              wyszła drożej. No i wspomniane umiejętności. Nie sądzę, żeby palcem czy
              podstawowym pędzelkiem do cieni i dwoma cieniami dało się na podstawie filmiku z
              y-tuba wyczarować smoky-eye w stylu Keiry N.
              --
              "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
              Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
              Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • panna-z-kotem Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 11.08.10, 23:11
        > Jak mnie nie stac na wesele to robie to na co pozwala mi budzet a nie dziaduje.


        O to to smile jak mnie nie stać na wesele, to nie robię wesela smile

        (Ja w ogóle uważam (i wiem, że połowa pewnie zaniemówi z przerażenia jak to
        przeczyta), że jak kogoś skrajnie nie stać, to nie bierze ślubu i inwestuje w
        antykoncepcję, żeby swojej sytuacji finansowej nie pogorszyć, no ale to raczej
        temat na inny wątek).
        • chomiczkami Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 09:23
          panna-z-kotem napisała:

          > O to to smile jak mnie nie stać na wesele, to nie robię wesela smile
          >
          > (Ja w ogóle uważam (i wiem, że połowa pewnie zaniemówi z przerażenia jak to
          > przeczyta), że jak kogoś skrajnie nie stać, to nie bierze ślubu i inwestuje w
          > antykoncepcję, żeby swojej sytuacji finansowej nie pogorszyć, no ale to raczej
          > temat na inny wątek).

          Oj tam, oj tam, aż tak wrażliwe nie jesteśmy, żeby połowicznie zaniemawiać.
          Nawet wyduszę z siebie cichutki głos poparcia, jeśli chodzi o drugą część, w
          skrajnych przypadkach oczywiście.

          Zresztą, w mniej skrajnych sytuacjach można po prostu wziąć ślub i wrócić do
          domu. Bez mszy, bez organisty, bez gości i bez płacenia horrendów (tylko
          świadkowie są niezbędni), machu machu i do domu.

          --
          Jak dobrze mi w pozycji tej... w pozycji horyzontalnej...
    • szampanna Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 09:23
      Przeczytałam i uważam, że masz rację i rady są dobre - ale nie są
      uniwersalne. Są dobre dla kogoś, kto planuje "na ludowo", "na
      piknikowo" czy po prostu domówkę bez zadęcia.
      Ja też wydałam niewiele na ślub i przyjęcie - ale w zupełnie innym
      klimacie. Zamiast butów za 20 zł, miałam za 200 - ale z szafy,
      kieckę nową i elegancką, gotową - ale nie typowo ślubną, obrączki
      złote - ale przetapiane itd.

      Niektóre z Twoich rad są bardzo sensowne, inne nie do zaakceptowania
      dla mnie - wesele jako składkowa impreza nie pasuje mi zupełnie -
      czy na imieniny też goście przynoszą jedzenie? Nie, bo to nie
      parapetówa czy studenckie spotkanie bez powodu wink Choć przyznaję, że
      sama kiedyś popełniłam tort weselny w prezencie na skromny ślub -
      ale to co innego, niż przynoszenie całego jedzenia przez gości.
      Zerwany na łące bukiet pewnie pasuje do Twojej stylizacji, ale do
      wielu innych - jak kwiatek do kożucha. I tak dalej.

      Ale reasumując, uważam, że Twój tok myślenia jest dobry - tylko zbyt
      jednotorowo widzisz oszędności smile
      • krapheika Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 11:24
        Kazdy robi tak jak lubi, niektore pomysly podobaja mi sie, inne
        mniej.Ale w koncu to sprawa indywidualna.Ja osobiscie oszczedze na
        zaproszeniach, robionych wlasnorecznie (bez komputera) i
        przystrojeniu sali.W koncu rodzina plastykowbig_grin
        no i druhna ma swoj salon jubilerski a wiec obraczki bede miala i
        tak za koszt robociznybig_grin
        a fotograf jest kolega mojego brata, robi super zdjecia choc tylko
        17lat ma,czlowiek z pasja, on wezmie co laskabig_grin
        stwierdzam, ze dobrze miec kontaktybig_grin
            • panna-z-kotem Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 14:15
              > Nie powiesz mi, ze PM zyja w odosobnieniu zawsze znajdzie sie ktos
              > gdzies tam kto zna kogos kto ma zna itd.ale to wymaga troche
              > zachodubig_grin

              Czy Wy poważnie uważacie, że jeżeli ktoś potrafi coś robić i robieniem tego
              zarabia na życie, to tak chętnie wykona tę usługę znajomym królika za jedną
              czwartą ceny albo co gorsza za darmo? Oczywiście siedemnastoletni
              fotograf-amator to co innego, bo w końcu fotografowanie na weselach nie jest
              jego źródłem utrzymania; jeżeli czyjaś najlepsza przyjaciółka albo rodzony brat
              zajmują się fotografią, to też tylko się cieszyć, bo są duże szanse, że nie będą
              mieli nic przeciwko wykonaniu usługi gratis. Ale szukanie wśród znajomych
              znajomych fotografa w celu zaoszczędzenia to moim zdaniem chybiony pomysł.
              Dlaczego ów fotograf miałby robić coś za darmo / za mniej niż normalnie dla
              ludzi, których nawet nie zna? Kontakty się ma albo się nie ma; jak się nie ma,
              to nieznajomym trzeba zapłacić.

              Przepraszam że się zdenerwowałam, ale tak się ułożyło, że długo mieszkałam w
              USA, byłam lektorką w szkołach językowych i dorabiałam tłumaczeniami.
              Powszechnie wiadomo, że dobrze znam angielski. I regularnie zgłaszają się do
              mnie krewni i znajomi królika, żeby im coś pomóc / sprawdzić / zadzwonić /
              przetłumaczyć. Na przykład ciotka z Mławy niestrudzenie dzwoni, że Ania ma pracę
              domową z angielskiego i czy bym mogła zerknąć. I cholera, nie, nie mogłabym, bo
              za godzinę korepetycji biorę 50 złotych i nie chce mi się zerkać za darmo. Osoba
              mojej ciotki, która kontaktuje się ze mnie wyłącznie w Boże Narodzenie i kiedy
              Ania ma dużo zadane z angielskiego, nic tu nie zmienia. Wolę pracować dla obcych
              za pieniądze niż dla znajomych znajomych za darmo. Przepraszam za swoje
              samolubstwo.
              • zia86 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 14:28
                Pewnie mnie zjecie ale popieram. smile To jest jeszcze takie polskie
                podejście niestety, ale za wiedzę, umiejętności i doświadczenie się
                płaci.
                Oczywiście jeśli ktoś sam ma ochotę nam pomóc i to zaproponuje, nie
                ma sprawy, ale szukanie i wymuszanie na kimś bo z kimś tam się znamy
                jest nie na miejscu.
                --
                Mój blog z pomysłami -http://slubne-inspiracje.blog.pl
                Moje ślubne ABC
                https://glo
bal.theknot.com/tickers/tt90421.aspx
              • chomiczkami Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 14:30
                To nie jest samolubstwo. To dbanie o swoje interesy.

                Ja zawsze starałam się pomagać krewnym, znajomym oraz innym potrzebującym. Aż
                zaczęłam zauważać, że często moja pomoc jest niedoceniana z tego powodu, że jest
                właśnie na "daj spokój, nie ma sprawy" albo "dobrze, daj mi pół godziny, będzie
                sprawdzone/napisane/narysowane/wyszyte złotymi nićmi na karakułach na mój koszt".
                Od kiedy zamiast "wiesz co, jeśli masz problemy, to ci chętnie pomogę, nie
                obejrzę swoje ulubionego serialu, nie wyprowadzę psa i zasika mi podłogę,
                pranie, które robię mi stęchnie w pralce, ale co tam, przecież koleżeństwo
                ważniejsze" mówię coś w rodzaju "widzę, że oczekujesz rady i pomocy... niaaa...
                nie bardzo mam czas... może w piątek o 17.00 będę mieć godzinkę, wtedy się
                możemy umówić, jeśli ci zależy, zadzwoń w czwartek".

                Niemal nikomu nie zależy na tyle, żeby zadzwonić, a ja mam czas na siedzenie na
                forach wink.

                Ale są osoby z rodziny i z przyjaciół, dla których jestem dostępna ze swoimi
                wątpliwymi talentami kiedy tylko zechcą. Jeśli ciocia w prezencie ślubnym chce i
                może zrobić mi tort, a torty piecze pyszne, czemu miałabym takiego prezentu nie
                przyjąć? Jeden, wiem, co w nim będzie (i że jest jadalny), dwa, że to po prostu
                miłe. Ja zdecydowanie wolę prezenty od pieniędzy. A jeśli prezenty są słodkie -
                ha! - to można ocenić po moich gabarytach, jak je lubię.

                Zgadzam się jednak, że Antka kobity szwagra brat wcale nie musi chcieć być moim
                fotografem/kamerzystą/wytwórcą winietek i zaproszeń/koordynatorem/niańką do
                dzieci na przyjęciu i co tam sobie jeszcze wymyślę. Najbardziej bezczelne
                żerowanie weselne, o jakim słyszałam, to od znajomego, który ma hurtownię
                napojów wyskokowych młoda para chciała kupić wódki weselnej za ułamek ceny.
                Obrazili się, gdy stwierdził, że aż tak dużej marży na napoje nie narzuca i nie
                będzie dokładał takich pieniędzy do ich wesela wink.


                --
                Jak dobrze mi w pozycji tej... w pozycji horyzontalnej...
                • panna-z-kotem Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 15:27
                  > Ale są osoby z rodziny i z przyjaciół, dla których jestem dostępna ze swoimi
                  > wątpliwymi talentami kiedy tylko zechcą. Jeśli ciocia w prezencie ślubnym chce i
                  > może zrobić mi tort, a torty piecze pyszne, czemu miałabym takiego prezentu nie
                  > przyjąć?

                  Dokładnie - gdyby ciocia chciała w prezencie ślubnym upiec mi tort, to
                  bardzo chętnie bym taki prezent przyjęła. Ale przez gardło by mi nie przeszło
                  "ciociu upiecz mi tort na wesele, trzypiętrowy z bitą śmietaną". Ciocia ma być
                  na weselu gościem, a jak już tutaj mówiono wesele to nie studencka impreza
                  składkowa.
                  • aneta-skarpeta Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 13.08.10, 10:27
                    oczywiscie z najblizszymi osobami jest torche inaczej

                    nawet jesli mamy brata, z którym dobrze żyjemy i wiemy ze sobie
                    pomagamy to mozemy go o cos poprosic, nawet kłopotliwego, ale wiemy,
                    że kiedys my mu pomoglismy, albo pomozemy

                    ale wyobrazacie sobie zrobic wesele np na 60 osob i poprosic bacie o
                    pierogi, ciotke o pulpety, mame o flaki, a tesciową o tort?
                    przeciez pulpetów na 60 osob nie gotuje się 5 min
              • krapheika Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 17:10
                to mowi, ze za darmo, wiadomo, ze po przyjazni taniej i tyle.A ten
                17letni fotograf juz dawno zarabia na zycie fotografowaniem na
                slubach, weselach, chrzcinach, zdaje sie, ze od 14roku zycia, tak
                jak moj brat lat rowniez 17 gra na weselach bo jest muzykiem.
                Nie wiem w moim kregu znajomych jest tak, ze ja tobie,ty cos mi w
                zamian i jakos nikt nie robi problemu.Handel wymienny lepszy niz
                kasa.
              • aneta-skarpeta Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 13.08.10, 10:19
                zgadzam sie z panną z kotem

                sama jestem strasznie zirytowana pomysłami- zgłosze się do ciotki
                przyjaciolki bo ona "po znajomości" zrobi mi taniej, a najlepiej to
                za darmo

                sama korzystam z polecenia, ale po to zeby miec usługe wysokiej
                jakości

                np szyłam suknie u projektantki, ktora jest przyjaciółką mojej
                cioci, sama tez mnie zna z różnych uroczystości, ale idąc do niej
                nie liczyłam na tańszą suknie, ale liczyłam ze zrobi to co mi sie
                podoba, bo wiem jak szyła cioci, kuzynce itd i liczylam ze zlituje
                sie nade mną, choc przyszłam do niej bardzo późno
    • lili-2008 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 14:12
      Oczywiście, że mają walizki kosmetyków - przecież każda klientka ma inny typ
      urody, lubi inne kolory i ma inne potrzeby odnośnie makijażu.
      Może Ci się tylko wydaje, że te kosmetyki nie były takie łatwe do kupienia, bo z
      tego co pisałaś nie umiesz się malować, więc pewnie tajniki make-up'u i
      znajomość dobrych kosmetyków są Ci obce.
      Znam firmy kosmetyków, stosowanych w szkołach charakteryzacji, a uwierz mi, że
      tam kosmetyki są jak najbardziej profesjonalne.
      I można je kupić w większych miastach, oraz przez www.

      --
      https://www.suwaczki.com/tickers/3i49k6nlujw4q7cm.png
    • callja Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 15:06
      Sporo z rad racheli jest sensownych. Osobiście uważam trend do wesel
      tak wypracowanych, że nawet kolory zasłonek w sali dobiera się do
      odcienia bukietu Panny Młodej (i płaci za to, by sala zapewniła nowe
      zasłonki) za cyrk w postaci czystej.

      Z jednych rad dana osoba skorzysta, inna nie - i mamy do tego prawo.

      Osobiście znam przypadki szycia sukienki i welonu przez samą Pannę
      Młodą uzdolnioną w tym kierunku, własnoręcznego układania bukietu,
      czesania/malowania przez utalentowaną przyjaciółkę, wiezienia
      Młodych autkiem wujka ubranym przez świadków. Nie mówiąc o
      samodzielnym wykonaniu zaproszeń czy przyozdobieniu kościoła oraz
      sali weselnej. I popieram takie inicjatywy.

      A co do wykorzystywania osób kompetentnych w temacie przez
      znajomych - po prostu trzeba umiec w pewnym momencie
      powiedzieć "nie". Można i nalezy pomóc bezinteresownie, ale gdy dana
      osoba zaczyna się bezczelnie i za darmoszkę "bujac" na naszych
      umiejętnościach - po prostu posłać ją na drzewo.

      Osobiście chętnie udzielam się muzycznie na ślubach krewnych czy
      znajomych, bo też mogę wówczas "dać im" osobisty i oryginalny
      PREZENT. I jest to satysfakcjonujące dla obu stron - Młodzi
      otrzymuja w podarunku niepowtarzalną ceremonię, ja z kolei nie muszę
      przemyśliwać nad tym, czy woleliby toster, ręczniki czy kopertkę wink
    • krapheika Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 17:24
      I jeszcze jedno w temacie proszenia znajomych o pomoc, od tego oni
      sa, by nas wspierac a my ich.Szczerze nie czuje sie wykorzystywana
      przez nikogo i nikogo tez nie wykorzystuje.Za to handel zamienny
      kwitnie.Z odmowa sie nigdy nie spotkalam, sama tez nie odmawiam.
      Dobry przyklad z dzisiaj, kolegi dziewczyna wyjechala na miesiac, a
      ze kumpel dwie lewe rece ma do gotowania i sprzatania to na obiadki
      przychodzi do mnie a ja mu pomagam w sprzataniu mieszkania.W zamian
      zalatwi nam tansze ubezpieczenie na podroz poslubna, bo w nich
      pracuje.Oplaca sie i to bardzo.
      • panna-z-kotem Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 12.08.10, 18:31
        > Dobry przyklad z dzisiaj, kolegi dziewczyna wyjechala na miesiac, a
        > ze kumpel dwie lewe rece ma do gotowania i sprzatania to na obiadki
        > przychodzi do mnie a ja mu pomagam w sprzataniu mieszkania.

        Gratulacje dla kolegi (oraz jego matki i dziewczyny). Przypomniał mi się mój śp.
        dziadek, który nie potrafił herbaty zaparzyć, no ale w końcu babcia była z
        zawodu kura domestica i miała czas wszystko w domu robić.

        Natomiast mi nie chodziło o wyświadczanie mniejszych lub większych przysług
        dobrym znajomym. Mój protest wywołał post następujący:

        "Nie powiesz mi, ze PM zyja w odosobnieniu zawsze znajdzie sie ktos
        gdzies tam kto zna kogos kto ma zna itd.
        "
          • panna-z-kotem Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 13.08.10, 19:29
            > No akurat to nie watek o tym dlaczego mamusie i dziewczyny, zony nie
            > naucza facetow dbania o samego siebietongue_out

            Wiem, wiem, nie mogłam się powstrzymać wink

            Co do meritum sprawy: jeżeli znajomi znajomych też nie widzą nic zdrożnego w
            takim handlu wymiennym, to nie widzę przeciwwskazań. Natomiast nie zakładałabym
            od razu, że nie mają nic przeciwko temu. Może mają, ale brakło im asertywności
            żeby odmówić? Dużo też zależy od zasad stosowania "coś za coś". Jeżeli znajomi
            znajomych faktycznie "czegoś" ode mnie potrzebują, to fajnie. Ale jak akurat
            nie, to obstawiam, że nietrafiona "zapłata" może ich jeszcze bardziej zirytować wink.
    • aneta-skarpeta Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 13.08.10, 10:15
      sukienka- jesli mama/siostra jest mistrzem krawiectwa to ok, ale
      wbrew pozorom trzeba umiec uszyc ładnie sukienkę. pozatym trzeba
      miec doswiadczenie, bo materiał który wybierzemy może sie ciągnąć,
      albo trzeba uważnie szyc, bo np zostają slady po igłach itd

      oczywiscie jest to idealne rozwiązanie dla osób, które maja dar
      krawiecki

      inna kwestia, ze po weselu suknie mozna sprzedac i czesc kasy
      odzyskac

      buty- zgadzam się, choc góralskie trzewiki nie pasuja do kazdej
      sukienki, ale mozna kupic ładne buty za 100-250 zł i nawet miec je
      na później

      16 lat temu w mojej bliskiej rodzinie organizowalismy wesele
      wlasnymi siłami na 70 osob. w garażu obwieszonego siatką maskującą
      itdsmile

      gotowanie, odgrzewanie, podawanie i sprzatanie było straszne

      kilka osob z wesela nie skorzystaly nic a nic, bo robily za kucharki
      i sprzataczki- oczywiscie byly to najblizsze osoby typu siostra,
      brat itd

      poza tym nie chciałabym angazowac tak wszystkich do robienia przy
      moim weselu
      jakbym nie miała kasy na wesele to
      1- nie zrobilabym go wcale, tylko obiad w domu dla max 12 osob
      2- zrobilabym grilla z kiełbasą itd w formie imprezy, ale zeby
      goscie mogli sie bawic
    • memphis90 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 14.08.10, 13:48
      Trochę mnie zatkało...
      > Sukienka marzeń, czyli igła z nitką
      Można też kupić w komisie albo na wyprzedaży. W dzisiejszych czasach raczej mało
      kto umie posługiwac się maszyną do szycia- już lepiej zapłacić profesjonalnej
      krawcowej.

      Buciki nie muszą być też białe czy
      > kremowe - zresztą pod długą suknią i tak ich nie będzie za bardzo
      > widać. Chyba, że sukienka jest krótka...
      Sorry, ale to takie stwierdzenie jak "majtki nie muszą być czyste, przecież ich
      nie widać spod sukienki". Jakie buty chcesz założyć do sukni ślubnej- czarne
      trepy? Jasne, sukienki są różne, można eksperymentować, ale but musi być dobrany
      do stroju, a nie dowolny, byle jaki.
      > Ja np. do ślubu idę w skórzanych sandałach ze stoiska góralskiego
      > koło dworca PKS
      No comment, chyba, że ubierasz tradycyjnie w kierpce i kasaczek.

      > Naprawdę musimy koniecznie iść do profesjonalnej makijażystki? Po
      > co?
      > Większość z nas wie, w jakim makijażu wygląda najlepiej.
      Jak się patrzy na dziewczyny na ulicach, to można w to solidnie zwątpić.

      A jak ktoś mieszka na wsi, to w
      > ogóle ma dobrze. Wystarczy wyjść na łąkę.
      Jasne, bylica pasuje do każdej kreacji, jak się mieszka na wsiuncertain Przecież jest
      gigantyczna rozpiętość między kryształem S a zielskiem z rowu.

      . Ale
      > czy musi być nowy? Problem jest wtedy, gdy oblubieniec absolutnie
      > się nie mieści w jedyny garnitur jaki ma, czyli ten z matury.
      Nie piszesz tego poważnie... Chyba każdy dorosły mężczyzna powinien mieć
      garnitur i to niekoniecznie taki od czasów matury czy wręcz I Komunii?

      > Straszne wesele, czyli cała reszta
      > Równie dobrze można się bawić u kumpla w ogrodzie, jak i na
      > dyskotece.
      Super, moja babcia uwielbia Manieczki! A ja, głupia, przyjęcie organizowałam. A
      wystarczyło zaciągnąć rodzinę na najbliższą dyskotekę.

      > Co do jedzenia, nie są wcale potrzebne zestawy sześciodaniowe (kto
      > tyle zje?), mogą być najprostsze potrawy: gar ryżu, gar ziemniaków,
      > gar kotletów, czy co kto lubi.
      Fantastycznie. Ja bym się wstydziła zaprosić rodzinę na kotlety z kartoflami z
      gara, no, chyba, ze ślub brałabym w czasie wojny...

      Ciotka z
      > Mławy zaś może się nawet poczuć dumna, że poprosiliśmy ją o
      > ugotowanie jej popisowych klopsów na wesele.
      Goście mają obiad weselny gotować? Może jeszcze naczynia myć?

      > Poza tym składkowe imprezy zawsze miały miejsce i mieć będą, więc
      > jak ktoś się chce na weselu upić, niech przyniesie własną flaszkę.
      Żenada...

      Widywałam już na weselach gości śpiących
      > z twarzą wtuloną w kotlet schabowy czy wręcz w sałatkę z majonezem.
      No, skoro masz takie doświadczenia, to mnie już nic nie zdziwi.

      Mój ślub z weselem nie kosztował więcej niż 12 tyś, licząc z suknią, kwiatami,
      kosmetyczką, fryzjerem, wystrojem kościoła i sali, jedzeniem, napojami,
      autokarem dla gości, fotografem i bluesowym duetem. I nie robiłam przy tym
      wiochy każąc mężowi wbijac się w garniak z I Komunii, a gościom- gotować i
      przyjść z własnym prowiantem do najbliższej dyskoteki. Dla mnie to, co
      proponujesz, to zwykłe buractwo, a nie oszczędność.
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • sajolina Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 14.08.10, 18:47
        Memphis, a możesz przybliżyć jak Ci się udało zamknąć w zasadzie ze wszytskimi
        atrakcjami w takiej niewielkiej kwocie?

        Mnie osobiście nie raziłaby impreza w ogrodzie z grillem i własnoręcznie
        robionym tortem zamiast przyjęcia w sali, a co do wesela składkowego - no cóż
        każdy prezent jest składką i młodzi cżęsto nie ukrywają, że chcieliby, aby
        wesele się chociaż w części zwróciło, tak więc ja nie widzę różnicy między
        przyniesieniem 200zl w kopercie a przyniesieniem iluś butelek wina na wesele.
        Koperta jest może wygodniejsza w transporcie...smile Ale wiadomo, że wszystko
        zależy od towarzystwa.
        • memphis90 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 15.08.10, 13:57
          Hmm, sama nie wiem jak, ale się udałosmile Z kilkoma rzeczami po prostu miałam
          szczęście np. autobus udało się załatwić za darmo u znajomego rodziców. Sukienka
          z wyprzedaży posezonowej, smoking z małej firmy szyjącej (a nie modnego butiku),
          dekoracja sali była już w cenie, bukiet w cenie dekoracji kościoła (choć tu nie
          dam już głowy, czy dekoracja kościoła była w tych 12 tyś, chyba osobno płaciła
          za to moja mama), fotograf z rabatem, bo z usług tej samej firmy korzystała moja
          siostra, zaproszenia drukowaliśmy sami (kupiłam tylko "okładki"), duet bluesowy
          podnajęliśmy z pewnej knajpki (nie był to typowy band grający na weselach i tego
          typu imprezach)... Fryzjerka i makijaż to były już grosze. No i nie bylo to
          weselisko na 150 osób, tylko rodzinne przyjęcie na jakieś 40 głów.

          >tak więc ja nie widzę różnicy między
          > przyniesieniem 200zl w kopercie a przyniesieniem iluś butelek wina >na wesele.
          Tak, ale prezenty weselne czy pieniądze są dla mnie i wykorzystam zgodnie ze
          swoim uznaniem. A wino czy kotlety w garze goście przynoszą dla siebie. Imprezę
          składkową mogłabym dla znajomych zrobić, takiego grilla właśnie- ale nie z
          okazji ślubu, tylko jako zwykłe spotkanie.
          --
          "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
          Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
          Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
          • sajolina Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 15.08.10, 14:12
            Tak, ale prezenty weselne czy pieniądze są dla mnie i wykorzystam zgodnie
            ze swoim uznaniem. A wino czy kotlety w garze goście przynoszą dla siebie.


            No niby tak, ale najpierw Ty wyciągasz ze swojej kieszeni 200zł na mój talerzyk,
            a potem ja przynoszę to 200zł w kopercie. Suma sumarum, ja płacę za swoje
            kotlety, może nie bezpośrednio, ale genaralnie rachunek jest na zerosmile

            Imprezę składkową mogłabym dla znajomych zrobić, takiego grilla właśnie- ale
            nie z okazji ślubu, tylko jako zwykłe spotkanie.


            Mnie by to jakoś szczególnie nie wadziło, ale ja mam raczej wyluzowane podejście
            do kwestii weselasmile
            • memphis90 Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 15.08.10, 14:28
              Może kwestia podejścia smile Nie mam oporów, żeby wydać np. 100zł i ugotować coś
              fajnego na przyjście znajomych. Ale balsamu do ciała za tę stówę już bym nie
              kupiła. Więc chyba wolę wydać kasę na poczęstunek, a balsam dostać w
              prezencie... Wychodzi na zero, ale dla mnie jest róznica- ja robię coś z myślą o
              moich bliskich, oni- coś z myślą o mnie. Podejście do ślubu i wesela też miałam
              bardzo wyluzowane, w nosie miałam kolor serwetek, makijaże próbne, ale wychodzę
              z załozenia, że pewien poziom trzeba zachować. Jak kogoś zapraszam (nie tylko na
              wesele, również na zwykły obiad), to nie do dyskoteki i z poleceniem
              przyniesienia własnych kotletów, tylko sama dbam o jedzenie i miejsce. Niechby
              to był i grill, nie mam nic przeciwko imprezie na luzie, ale w żadnym razie nie
              szukałabym oszczędności kosztem zlecania częsci pracy na zaproszonych bliskich!
              Szanuję swoich gości...
              --
              "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
              Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
              Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
              • sajolina Re: Cięcie kosztów, czyli ślub bez bankructwa 15.08.10, 14:44
                Niechby to był i grill, nie mam nic przeciwko imprezie na luzie, ale w żadnym
                razie nie szukałabym oszczędności kosztem zlecania częsci pracy na zaproszonych
                bliskich!
                Szanuję swoich gości...

                --
                Ujmę to inaczej - gdyby któraś z moich koleżanek/ kuzynek zapowiedziała, że nie
                chce/nie moze sobie pozwolić na tradycyjne wesele i poprosiła mnie o
                przyniesienie blachy ciasta i butelki wina w ramach prezentu, to nie miałabym z
                tym problemu (no chyba, że prośba padlaby w piątek wieczorem przed weselem).
                Gdyby jednak poprosiła mnie o przyniesienie powiedzmy sześciu blach ciasta i
                klopsików, o zmywanie, sprzątanie i obsługiwanie gości, to pewnie bym się lekko
                poirytowała.

                Ale nadal uważam, że składkowe wesele jest lepsze niż np. zapożyczanie się na
                przyjęcie weselne, a potem skrupulatne liczenie zawartości kopert "czy się
                zwróciło/czy da się z tego opłacić dj'a itd.itp".
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka