rachela180
11.08.10, 20:46
Może komuś się przyda.
Sukienka marzeń, czyli igła z nitką
Suknia ślubna nie musi być koniecznie z salonu. Rzecz jasna, w
salonach znajdziemy sukienki czasem naprawdę śliczne, czasem
koszmarnie kiczowate. Rzucić okiem nie zaszkodzi. Jednak zamiast
kupować sukienkę za 2000 zł można kupić materiał i poszukać wykroju
w sieci, i oddać to wszystko w ręce przyjaciółki / mamy / sąsiadki,
która umie posługiwać się maszyną do szycia. Po pierwsze, sukienka
będzie idealnie pasować, bo będzie na miarę, po drugie, będzie
wyjątkowa i jedyna. Może nie wyjdzie nam tradycyjna beza, ale na
dobrą sprawę i bezę da się uszyć. To nie jest aż tak trudne. Sam
materiał nie musi być drogi - można poszukać sklepiku na obrzeżach
miasta czy w miejscowościach parę kilometrów dalej. Tam z reguły
jest taniej. Kto nie wierzy, niech zajrzy na bloga Vintage Girl,
która uszyła sobie sukienkę wiktoriańską! Są wykroje sukien
średniowiecznych, które można dostosować do bardziej współczesnych
projektów, są suknie renesansowe, są suknie nowoczesne. Skolko
ugodno.
Kopciuszek, czyli pantofelki księżniczki
Jeżeli ktoś myśli, że musi koniecznie mieć na ślubie pantofelki od
Manolo Blahnika, to niech sobie przypomni, że najprawdopodobniej nie
jest Hanną Lis czy inną Kingą Rusin. Buty nie muszą kosztować
majątku. Przede wszystkim zaś muszą być wygodne, bo kulejąca panna
młoda wygląda co najmniej dziwnie, a mało która z nas chce
przypłacić ślub cierpieniami. Buciki nie muszą być też białe czy
kremowe - zresztą pod długą suknią i tak ich nie będzie za bardzo
widać. Chyba, że sukienka jest krótka...
Ja np. do ślubu idę w skórzanych sandałach ze stoiska góralskiego
koło dworca PKS (ślub latem no i pasują do kiecki). Za 20 złotych!
Masa krytyczna, czyli włosy
Koafiura na głowie tez nie musi oznaczać wydatków na fryzjera.
Oczywiście warto włosy podciąć, ale większość fryzur naprawdę można
zrobić samej albo z pomocą przyjaciółki. Youtube pęka w szwach od
filmików instruktażowych: są fryzury z warkoczy, z loków, z kokami,
grzywkami we wszelkich wariacjach, są nawet rekonstrukcje fryzur
vintage. Ja np. będę miała dwa proste warkocze. Wsuwki do włosów,
które konstrukcję utrzymają, kosztują grosze i są w co drugim
kiosku. A lakier do włosów ma prawie każda z nas w łazience.
Poli Raksy twarz, czyli szminka z pudrem
Naprawdę musimy koniecznie iść do profesjonalnej makijażystki? Po
co?
Większość z nas wie, w jakim makijażu wygląda najlepiej.
Tłumaczenie, że "nie umiem się malować" nie ma nic do rzeczy, bo
znów z pomocą śpieszy Youtube. Pomysłów można poszukać na kanale
Panacei81. Na zakupy kosmetyczne warto zabrać przyjaciółkę, która
sprawdzi np. czy podkład nie jest za ciemny. Warto też zainwestować
w lepsze kosmetyki, niekoniecznie drogie, by nie spłynęły w środku
ceremonii z twarzy. Ale nie szalejmy - może się okazać, ze zakupiony
kosmetyk po paru godzinach owocuje czerwonymi plamami na twarzy.
Uczulenia wcale nie są rzadkie. Dobrze się trzymać tego, co
testowałyśmy.
Bukiet obłędu, czyli o kwiatach
Im mniej, tym lepiej. Naprawdę musimy mieć bukiet przyozdobiony
kryształkami Svarovskiego? Nie prościej po prostu kupić zwykły
bukiet w kwiaciarence za rogiem? A jak ktoś mieszka na wsi, to w
ogóle ma dobrze. Wystarczy wyjść na łąkę.
Droga przez mękę, czyli facet
Tu w cięciu kosztów zaczynają się schody. Garniak to podstawa. Ale
czy musi być nowy? Problem jest wtedy, gdy oblubieniec absolutnie
się nie mieści w jedyny garnitur jaki ma, czyli ten z matury.
Trudno, to punkt, z którego zrezygnować ciężko. Chyba że ślub ma być
kompletnie odjechany, a pan młody jest w drużynie wojów albo bawi
się w odtwarzanie bitew. Zawsze może wystąpić w stroju rzymskiego
legionisty. I komu to będzie przeszkadzać?
Wieczna miłość, czyli obrączki
Drogie. Im bardziej wymyslne tym droższe. Na szczęście nie wszyscy
muszą mieć nowe. Np. można skorzystać z obrączek po dziadkach -
piękna stara tradycja przekazywania obrączek kolejnym pokoleniom
niestety zanika. Ale można pójśc dalej. Rozwiązaniem są np. obrączki
ze stali. I kosztują od 25 zł za sztukę!
Straszne wesele, czyli cała reszta
Równie dobrze można się bawić u kumpla w ogrodzie, jak i na
dyskotece. Co kto lubi. A musi być koniecznie profesjonalny DJ? Nie
może być po prostu parę głośników i puszczany polski punk rock? Że
ciotka z Mławy dostanie zawału? To wesele młodych, nie?
Co do jedzenia, nie są wcale potrzebne zestawy sześciodaniowe (kto
tyle zje?), mogą być najprostsze potrawy: gar ryżu, gar ziemniaków,
gar kotletów, czy co kto lubi. Wykwintne potrawy w rodzaju ślimaków
trzeba umieć jeść i onieśmielają, a z kolei bigos nie każdemu
smakuje. Niech więc goście sobie nałożą tego, czego chcą. Ciotka z
Mławy zaś może się nawet poczuć dumna, że poprosiliśmy ją o
ugotowanie jej popisowych klopsów na wesele.
Poza tym składkowe imprezy zawsze miały miejsce i mieć będą, więc
jak ktoś się chce na weselu upić, niech przyniesie własną flaszkę.
Przynajmniej będzie spokój. Widywałam już na weselach gości śpiących
z twarzą wtuloną w kotlet schabowy czy wręcz w sałatkę z majonezem.
A to średnio przyjemne.
***
Jeśli ktoś ma jakieś inne pomysły, niech wpisuje

))