Z kim dzielicie się radością...

28.10.10, 10:31
przygotowań do ślubu i wesela? Nie mam tu na myśli narzeczonych, to jest dosyć oczywiste. Ale kto oprócz nich pomaga Wam w przygotowaniach, wspiera, radzi? A może robicie wszystko same?

Wyznaczyłam z Narzeczonym datę ślubu i okazało się, że nie bardzo mam z kim się cieszyć. Mama jakoś nie wykazuje entuzjazmu (owszem, cieszyła się z zaręczyn, ale teraz jakoś nie tryska radością, ciągle widzi jakieś problemy), ojciec nie wykazuje entuzjazmu na nic, więc akurat tutaj się nie dziwię... Brat wszystko olewa (17 lat, taki wiek), babcie mają problem związany z moimi rozwiedzionymi rodzicami i ich obecnymi partnerami... Psiapsiółek nie posiadam. Ze strony Narzeczonego - rodzice jakoś do wszystkiego się dystansują, a jego brat z żoną najchętniej utopiliby mnie w łyżce wody. Eeech...

(teraz możecie mnie pocieszać, zrobi mi się lepiej i będę mogła wziąć się do jakiejś konkretnej robotysmile)

No to jak jest u Was?
    • emily_valentine Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 10:37
      z forum ŚiW big_grin
      • agata_abbott Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 10:39
        Eeeee, to trochę smutnosmile
        • emily_valentine Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 10:48
          takie życie...
    • mikadidi Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 10:48
      Oj, rzeczywiście jest to przykre, że najbliżsi tak do tego podchodzą.

      Ale nie martw się, najważniejsze żebyście WY byli szczęśliwi i cieszyli się z każdej wspólnej chwili. Nie zawracaj sobie głowy to jak inni odbierają wasze przygotowania i róbcie swoje.
      Możliwe, że z czasem do nich dojedzie, że córka/ siostra/wnuczka wychodzi za mąż, a w rodzinie narzeczonego pojawi się nowa osoba (która być może zdecyduje się na takie samo nazwisko wink

      Także głowa do góry smile
      • mikadidi Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 11:03
        I przygotowujemy większość rzeczy sami, nie roztrząsając po rodzinie koloru obrusów w restauracji i innych dupereli. Oczywiście jak mnie ktoś pyta to grzecznie opowiadam o przygotowaniach, ale nie zrobiłam z tego głównego tematu rodzinnych, przyjacielskich spotkań. Jak mamy poważniejsze dylematy to się radzimy kompetentnych ludzi, ale bez przesady.
        Jesteśmy razem długo i nie liczyłam, że wszyscy dookoła będą klaskać jak się dowiedzą, choć też nie obnosiliśmy się z tym. Trochę było mi przykro jak na wiadomość, że bierzemy "tylko" cywilny niektóre osoby (wierzące, niepraktykujące wink) były lekko oburzone. Najlepiej przyjęły naszą decyzję mama i babcia - praktykujące katoliczki smile
        • agata_abbott Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 11:26
          Wiesz, to nawet nie jest kwestia rozstrząsania koloru obrusów. Po prostu pół życia słyszałam, że jak będę brała ślub to Mama wyprawi mi taaakie wesele, że pojedziemy razem kupować suknię ślubną, że ona wszystko zorganizuje i tak dalej. Serio, wesele miało być bardziej dla niej niż dla mniesmile
          No i ustaliłam datę, dzwonię, a ona, że ja sobie tak datę wymyślam, a to trzeba z ksiedzem przecież załatwić (wcześniej było - "ja mam dobre kontakty z księdzem, w końcu u mnie pracuje, ja ci wszystko załatwię, nauki też się tutaj załatwi" - to jest mała wioska, jeden kościół, jeden ksiądz, Mama jest dyrektorką w jedynej szkole), że ja muszę tu przyjechać, że pewnie nie będzie terminu, w sali też nie, że trzeba noclegi załatwić a to taki problem...
          Najbardziej ucieszyła się babcia, z którą przyznam mam najmniejszy kontaktsmile
          Tak więc dochodzę do wniosku, że czasami ludzie totalnie nas potrafią zaskoczyć - i pozytywnie, i negatywniesmile
          • mikadidi Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 21:07
            no tak, jeśli pół życia słyszysz obietnice o zorganizowaniu wesela, to możesz czuć się rozczarowana.
            Rzeczywiście, zastanówcie się czy warto z takim podejściem rodziny organizować duże wesele i ładować się w koszty. Możliwe, że cokolwiek zrobicie i tak komuś się coś nie będzie podobać.
            Ale może mamie się zmieni. Pogadaj z nią szczerze, powiedz co czujesz.
            Nie angażowałam rodziców w przygotowania, bo wiedziałam że są zapracowani. Ale jak nadarzyła się okazja to sama mamie zaproponowałam pójście po sukienkę.

            Tak w ogóle to będąc dzisiaj w restauracji by ustalić menu, właścicielka powiedziała mi że bardzo mało par przychodzi z rodzicami by coś ustalać. Liczą się decyzje młodych.
    • merda Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 10:55
      Powiem tak, umiesz liczyc,licz na siebie.
      Ja rowniez zostalam sama z przygotowaniami, ale jakos szczegolnie z tego wzgledu nie rozpaczalam. Zrobisz sobie wszystko po swojemu, a po porady mozesz wpasc tutaj smile
      Nie musisz byc niekomu nic wdzieczna,a samowystarczalnosc jest sadysfakcjonujaca.Narzeczony powiennien Ci w zupelnosci wystarczyc, a reszta rodziny ,lepiej niech nie zawraca glowy wink
      Spokojnie to tego podejdz, nie ma tego zlego...
      Powodzenia!
      • agata_abbott Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 11:28
        Tylko mi nie chodzi wcale o to, żeby ktoś odwalił za mnie robotę, ale raczej o to, żeby ktoś wyraził szczery entuzjazm samym przedsięwzięciem. Bo ślub jest dla mnie, jasne, ale wesele jest już dla gości. I skoro nie widać entuzjazmu - po cholerę wydawać kupę kasy na jakąś imprezę?
        • mohito86 Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 12:34
          Chyba rozumiem o co Ci chodzi, bo u mnie podobnie. Nie to, że rodzice zareagowali jakby to stypa była, ale też i nie widzę jakiejś wielkiej chęci pomocy. No ale nic ja podjęłam decyzję o zamążpójściu - to i ja muszę wziąć na klatę całe przygotowania i te emocjesmile
        • merda Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 15:17
          agata_abbott napisała:

          > Tylko mi nie chodzi wcale o to, żeby ktoś odwalił za mnie robotę, ale raczej o
          > to, żeby ktoś wyraził szczery entuzjazm samym przedsięwzięciem. Bo ślub jest dl
          > a mnie, jasne, ale wesele jest już dla gości. I skoro nie widać entuzjazmu - po
          > cholerę wydawać kupę kasy na jakąś imprezę?

          Dobrze powiedzialas, ze ludzie ciagle nas zaskakuja i jeszcze nieraz Cie zaskocza podczas tych przygotowan.
          Rozumiem doskonale o co Ci chodzi, tez liczylam na entuzjazm ze strony niektorych osob,ale szybko sie okazalo ,ze ludzie gadane to maja ,ale jak przychodzi co do czego, to nagle zostajemy sami.
          Nie pozostaje nam nic jak sie z tym pogodzic i dalej robic swoje.
    • khumbamelala Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 13:44
      Spójrz na to z innej strony - przynajmniej nikt nie wchodzi Ci w paradę i możesz robić wszystko po swojemu. A rodzina ma zwykle swoje rzeczy na głowie i na razie odległe dla nich wesele nie wywołuje żadnych emocji. Zobaczysz, że z czasem będą się dopytywać i jak poprosisz o pomoc to nie odmówią smile
      • agata_abbott Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 13:54
        O tym, czy nie będą wchodzić w paradę - czas pokażesmile
        A wesele wcale nie takie odległe (chyba?smile) - 9 miesięcysmile
        • khumbamelala Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 14:23
          9 miesięcy to dla osób innych niż para młoda baaardzo odległy termin smile Dla mojej rodziny termin ślubu okazał się bliski, gdy okazało się, że Mama i moje Cioteczki nie mają jeszcze wybranych kreacji wink
          • agata_abbott Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 14:29
            khumbamelala napisała:

            > 9 miesięcy to dla osób innych niż para młoda baaardzo odległy termin smile

            Zdaję sobie z tego sprawęsmile Tyle że od Mamy usłyszałam już kilka razy "jest już późno, termin pewnie już jest zajęty".

            > Dla moj
            > ej rodziny termin ślubu okazał się bliski, gdy okazało się, że Mama i moje Ciot
            > eczki nie mają jeszcze wybranych kreacji wink

            big_grin
    • karolushka Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 15:12
      Ja chyba jestem w podobnej sytuacji tzn bardzo chcialabym z moimi bliskimi i znajomymi przezywac cale te przygotowania, ale niestety oni nie sa w takim samym stopniu podekscytowani co ja. Tak to juz chyba jest, ze dla wiekszosci obecnosc na moim weselu to tylko udzial w kolejnej imprezie.
      Tak jak ty ja tez nie mam za wiele przyjaciolek, na dodatek z przyczyn zawodowych z rodzina widuje sie tylko kilka razy w roku. Troche mi przykro teraz (po czesci z mojej winy), ze nie zalezalo mi za bardzo na dobrych kontaktach ze znajomymi i rodzina, mimo ze pojawia sie na moim slubie w pewnym stopniu beda mi obcy.
      • sajolina Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 17:36
        Trochę nie rozumiem - napisałaś, że brat za młody, żeby się zainteresować, tatę zazwyczaj nic nie interesuje, przyjaciółek nie masz, rodzina narzeczonego za Tobą nie przepada. Rozumiem, ze ten brak zainteresowania jest dla Ciebie przykry, ale to właściwie po kim się spodziewałaś tej radości skoro wszyscy są tacy, jakimi ich opisałaś? Bo chyba zostaje tylko mama. Może zapytaj mamę czemu się nie cieszy na Twój ślub, może ma jakieś inne problemy, którą ją absorbują albo ma menopauzę i zły humor. A może się okaże, że tylko masz takie wrażenie albo mama ma rzeczywiście jakieś wątpliwości co do ślubu i warto by się z nimi rozprawić jak najszybciejsmile

        Powodzeniasmile
        • zia86 Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 17:44
          A ja trochę rozumiem. Przynajmniej rodzice powinni się interesować, zwłaszcza, jeżeli mama składała wcześniej takie deklaracje.
          Ja głównie dziele się przygotowaniami na forum. smile Moi rodzice po pierwszym wybuchu entuzjazmu nie mieli czasu ani chyba ochoty zajmować się przygotowaniami, a od czasu kiedy płacimy sami za wszystko w ogóle temat ucichł. Za to mam dobry kontakt z druhnami, jednak ponieważ są one we wszystkich częściach świata nie są tak bardzo na bieżąco.
          Spróbuj porozmawiać z mamą dlaczego tak nie interesują ją twoje przygotowania, no i zawsze możesz pisać na forum. smile
      • aqua.0 Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 20:25
        To ja juz nie rozumiem, po co robić wesele, skoro rodzina jest Ci emocjonalnie obca. Od dawna w ogóle zastanawiam sie, dlaczego ludzie organizują wesela? Nie lepiej skupić sie na sobie, na ślubie i na dalszym dobrym życiu. A tu taka para idzie w gwizdek, bo okazuje się, że rodzina sie nie cieszy, w sumie nie jesteście blisko, za kilka tygodni będzie wątek - iluż to gości odmówiło przyjścia itp. itd....
        Ale widzę, że duch w narodzie nie ginie wink
    • szampanna Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 20:53
      W sumie mam ochotę podpisać się pod Aquą. Zastanawia mnie jedno - po co robicie wesele, skoro ta perspektywa nikogo już w tej chwili nie cieszy? Nie wiem oczywiście, jak wygląda cała sytuacja, ale ja na Twoim miejscu chyba skupiłabym się na tym, co MNIE cieszy w przygotowaniach - czyli zamiast oczekiwać entuzjastycznych reakcji otoczenia, zajęłabym się własnymi przyjemnościami płynącymi z organizacji ślubu.
      I właśnie skupiłabym się bardziej na ślubie niż na weselu. Ślub jest największym przeżyciem dla Was, a wesele można trochę okroić (czasowo, finansowo, personalnie) - skoro zainteresowanie gości jest niewielkie. Czysty zysk dla Was - nie będziecie się kisić w sztucznej atmosferze i trochę zaoszczędzicie na przyjemności we dwoje wink
      • sangrita Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 17:36
        Też się podpiszą pod Aquą. Obowiązującą na tym forum definicją wesela jest "cieszyć się najpiękniejszym dniem życia w gronie najbliższych". Skoro z tymi "najbliższymi" nie jest się blisko, to koncepcja wesela się kładzie.
        Inna sprawa, że tak naprawdę ślub jest tylko kolejnym ślubem w rodzinie / gronie znajomych. Trudno, żeby wszyscy wykazywali wielki entuzjazm wink.
        Nawet rodzice... dajmy na to, że córcia sama się utrzymuje i mieszka z narzeczonym od dwóch lat w innym mieście niż rodzice. Naprawdę, czy ślub córki będzie w ich życiu jakimś milowym wydarzeniem? Przecież i tak z domu się dawno wyniosła i nic się na dobrą sprawę nie zmieni. Entuzjazm wobec wielkiej i drogiej imprezy z okazji w zasadzie żadnej?
        • zia86 Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 17:49
          Ja bym się tam bardzo cieszyła ze ślubu dzieci nawet jakby w innym kraju mieszkała. smile To piękny czas a już na pewno bym się cieszyła jeśli moja córka lub synchciałaby ode mnie rady w sprawie przygotowań.
          Najbliższa niekoniecznie musi być rodzina, mogą nią być też przyjaciele ale w sumie autorka napisała, że przyjaciółek nie ma.
        • aqua.0 Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 17:51
          Ja rozumiem, że jednak rodzice powinni jakos okazac radość ze slubu i wesela, no chyba, że całe zycie ma sie słaby kontakt z rodzicami, a przed slubem oczekuje sie filmowego CUDU i pojednania. Ale znajomi? Ostatnimi laty zauwazyłam, że na duże wesela zapraszają mnie zwykle mało bliscy znajomi. A ponieważ jedynego brata i przyjaciółki już mam pożenione, to przestałam chodzic na wesela, tylko po to, żeby nabijać frekwencję.
          A tak szczerze mówiąc, to śluby mnie cieszą, ale weselami, nawet najbliższych, cieszyłam sie rzadko i raczej oficjalnie, na pokaz, bo nie cierpię zarywać nocy wink
          • sangrita Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 18:11
            Ja powiem szczerze, bardzo małą wagę przywiązuję do ceremonii, rytuałów itp. Naprawdę nie rozumiem, co jest tak niezwykłego w ślubie, że trzeba z tego powodu okazać radość. Zwłaszcza kiedy mówimy o ślubie cywilnym pary, która od lat prowadzi wspólne życie i gospodarstwo domowe. Nie chciałabym tutaj nikogo urazić, rozumiem, że dla kogoś taka uroczysta przysięga może mieć duże znaczenie. I dobrze. Po prostu sygnalizuję, że przykładanie wagi do ceremonii wcale nie musi być powszechne.
            • zia86 Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 21:57
              Ludzie od zawsze przywiązywali wagę do różnych rytuałów a ślub jest właśnie jednym z nich. smile Pewnie stąd takie przekonanie. Ja tam zawsze się cieszę, bo to kolejna para która chce się swoim szczęściem i miłością podzielić ze światem. To takie bardzo optymistyczne. smile
              • sangrita Re: Z kim dzielicie się radością... 30.10.10, 11:07
                Ależ ja też się cieszę, że kolejna para chce się dzielić szczęściem i miłością ze światem. Tylko dla mnie to szczęście nie powinno wynikać z samego faktu brania ślubu, tylko z ogólnego bycia razem. Nie z rytuału, tylko z tego co jest codziennie. Jeżeli dana para będzie szczęśliwsza dlatego, że sformalizowała swój związek i urządziła z tej okazji imprezę dla dwustu członków najbliższej rodziny, OK, cieszę się ich szczęściem - ale mówię szczerze, że go nie rozumiem.

                Ślub jest rytuałem, tak. W Kościele Katolickim ślub jest wręcz sakramentem. Kiedyś ślub był też jednym z najważniejszych dni życia. Był jakimś kamieniem milowym, życie po ślubie - zwłaszcza dla panny młodej - było zupełnie inne niż przed. Ślub był też zobowiązaniem do końca życia, rozwód był nie do pomyślenia. Nic dziwnego, że przywiązywano do niego wagę.
                Dzisiaj? Co ślub zmienia w życiu przeciętnej panny młodej? Ale wciąż świętuje się go jako "najważniejszy dzień życia". Z jakiej paki - właśnie nie wiem. Nie wiem, co w dzisiejszych warunkach ślub zmienia w życiu przeciętnej młodej pary. Przecież i tak mieszka ze sobą od X lat i po Y lat bez problemu może się rozstać. JMHO.
    • papryczkajalapeno Re: Z kim dzielicie się radością... 28.10.10, 22:12
      Pocieszę się, że tak jest zawsze, nie jesteś sama w swoich spostrzeżeniach. Dla wielu osób, nawet tych najbliższych, Twój ślub jest po prostu kolejną taką imprezą w ich życiu. Jeśli dodatkowo sami organizujecie sobie wesele, to cała reszta osób zainteresowanych/rodziny automatycznie się wycofuje - gdyby wesele organizowali rodzice, to uwierz mi, weszliby Ci na głowę, każdy miałby wtedy swoje racje i pięć groszy do dołożenia. U nas też generalnie nikt się za bardzo nie interesował, na początku tylko teściowa zaczęła o wszystko wypytywać, i powiem Ci, że to było bardzo uciążliwe. Ale potem chyba zrozumiała, że "nie ma co się wtrącać". Myślę, że o wiele ważniejsze niż okazywanie zainteresowania kilka miesięcy wstecz, jest to, jak rodzinka Ci pomoże przed samym ślubem/weselem. Zobaczysz, że wtedy będziesz miała tyle rzeczy do zrobienia, że sama w życiu nie dasz rady. Warto zapytać Twoich najbliższych, czy są chętni Ci pomóc i wyznaczyć im zadania. Mnie za to moje koleżanki ciągle wypytywały o przygotowania, ale też mi się szybko to znudziło, bo okazało się, że one mają zupełnie inne wyobrażenie mojego ślubu i wręcz głupio było mi za każdym razem tłumaczyć, ze ja sobie to inaczej zaplanowałam. Więc naprawdę głowa do góry, cieszcie się z narzeczonym Waszymi przygotowaniami i to powinno wystarczyćsmile
      • wuika Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 10:39
        Nic, tylko się pod tym podpisać smile
        Mi najbardziej w przygotowaniach pasowało to, że były nasze - małe skromne, wszystko szybciutko załatwione, na sam koniec totalne drobiazgi, jak ciasto, czy odbiór kwiatków. I większe stresy to były tylko z niektórymi gośćmi, bo irytowały mnie dopytywania osób, które oczywiście lepiej wiedziały, jak co ma wyglądać. Oraz uwagi, że oni to by wszystko zrobili inaczej. Wszystko było nie tak suspicious Na szczęście na samym ślubie i weselu powstrzymali się od uwag, że oni woleliby inaczej i nawet im się podobało, ale co się nastresowałam (a z założenia miało być w ogóle nie stresująco - głównie nas), to moje.
    • erillzw Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 04:32
      Ja sie dzielilam z mama i przyjaciolkami. Ale to nie tak, ze przez pol roku gadalysmy tylko o slubie tylko byl to temat najpopularniejszy a w ostatnim kwartale naj.
      Mama mi bardzo pomogla jesli chodzi i suknie bo to ona mnie wyprawaiala, wiec z Nia jezdzilam po salonach szukajac kiecki, na przymiarki, razem dobieralysmy dodatki chociaz bylo jej trudno na poczatku zaakceptowac idee bordowych dodatkow to potem wkrecila sie ze mna w poszukiwania kolczykow i wisiora smile
      Takze wsparcie od strony mojej mamy i przyjaciolek mialam jaknajbardziej ale i tak nawiecej przegadywalismy z Mauzem smile
      • gretchen25 Re: Z kim dzielicie się radością... 29.10.10, 12:13
        to było widać erill, niestety
    • justynaaaa2 Re: Z kim dzielicie się radością... 31.10.10, 00:35
      Powiem szczerze że jestem trochę zdziwiona wypowiedziami w tym wątku albo mam dziwną rodzinę wink
      może wynika to z faktu że nasz ślub był pierwszym ślubem w obu rodzinach od czasu naszych rodziców tongue_out mam na myśli tą bliską rodzinę z którą utrzymuje się kontakt codzienny a nie od pogrzebu do pogrzebu
      Moi rodzice, zwłaszcza mama, byli bardzo mocno zaangażowani i w każdej chwili mogłam liczyć na ich pomoc i poradę smile to z mamą dziergałam zaproszenia, wybierałam dekorację, oglądałam setki zdjęć w necie, jeździłam kupować wszystkie rzeczy, a po kieckę wybrałam się z całą obstawą - mama, przyjaciółka-świadkowa, koleżanka i chrzestna (sama stwierdziła, że sobie nie daruje jak jej przy tym nie będzie) smile
      Teściowa sama do mnie dzwoniła i pytała w czym pomóc, bo jakby co to ona jest chętna i nawet weźmie wolny dzień jeśli by trzeba w czymś pomóc smile
      dekorację sali dzień przed ślubem, robiliśmy w 5 osób (ja, mój M., moi rodzice i ciotka) i mieliśmy przy tym świetną zabawę smile
      Dziadkowie zarówno jedni jak i drudzy przy każdym spotkaniu pytali nas jak nam idą przygotowania
      Nikogo nie zadręczaliśmy tematem to po prostu samo, tak naturalnie wychodziło, że gdzieś tam w rozmowach temat ślubu się przewijał smile
      W przyszłym roku mamy drugi ślub w rodzinie, brat mojej mamy się żeni po raz drugi i sytuacja jest bardzo podobna jak w naszym przypadku, też zawsze sobie pogadamy jak się spotykamy jak im idą przygotowania, co nowego...mimo, że to jego drugi ślub to jakoś każdy jest tym wydarzeniem przejęty smile
      I tak sobie myślę, że chyba trochę przykro by mi było, gdyby najbliższe mi osoby totalnie olały sprawę, bo dla mnie był to fajny czas i fajnie było mieć poczucie, że ktoś się interesuje naszymi planami i też czerpie z tego radość smile
      • iness_86 Re: Z kim dzielicie się radością... 01.11.10, 21:14
        Ja generalnie mam wsparcie, radością dziele się z mamą, przyjaciółką-świadkową, ale i wiele koleżanek się ekscytuje, głównie sprawa kiecki wink Ale jest mi smutno, bo mam wrażenie, że ślub nie jest zbyt ważny dla moich przyszłych teściów. Generalnie sie lubimy, zawsze jest u nich milo i fajnie, wiem że mnie lubią, ale sprawą naszego ślubu najchętniej w ogóle by się nie zajmowali... Ostatnio mój N zapytał, kiedy mogliby się spotkać z nami i moimi rodzicami, aby porozmawiać o różnych kwestiach a oni na to, że to można zdalnie i że oni to najchętniej po prostu by nam przelali kasę i tyle... Strasznie smutno mi się zrobiło, mojemu kochanemu z resztą też... sad Naprawdę, dalsza rodzina okazuje więcej entuzjazmu niż oni, no szkoda...
    • szosty.bieg Re: Z kim dzielicie się radością... 02.11.10, 14:34
      z nikim smile
      I ja chyba nie nazwałabym nawet tego taką radością. Organizacja jak każda inna, tyle że na trochę większą skalę. Trzeba znaleźć miejsce i wybrać oprawę, a że miasto małe, więc szybko poszło. Rzeczy mobilne da się przywieźć, ale jeszcze jest sporo czasu. Najwięcej wiedzą rodzice i oni też mają najwięcej do powiedzenia. Znajomych za bardzo nie wtajemniczam.
      Z resztą nasze wesele będzie któryś tam kolejnym i nikt się nie będzie nim specjalnie podniecał.
Pełna wersja