ga_lapagos
05.05.11, 16:35
Kochane Dziewczyny !
30ego kwietnia odbyl sie nasz slub.
Nie dzielilam sie z Wami przygotowaniami ale dzis chce napisac relacje z przygotowan i slub gdyz przepieknosc tego dnia przerosla nasze najsmielsze oczekiwania.
Zacznijmy od tego, ze planowalismy slub juz dwa lata temu. Mial byc palacyk i awangardowa sukienka od projektanta z Barcelony, Rzym , Krym i wodka na popicie.
Zycie jednak podcielo nam skrzydla i na naszej drodze pojawila sie straszna choroba w rodzinie. Odwolalismy slub a ten czas byl mieszanka szpitalnych korytarzy, platanina krzyku i lez.
Poltora roku pozniej wrocilismy do pomysly slubu, spokojniejsi , przy sukni mniej pretensjonalnej a sali bardziej banalnej.Ale bardziej gotowi, silniejsi i jeszcze bardziej zakochani.
Od tego momentu ruszyla lawina pozytywnych wydarzen. Nasz proboszcz w Polskiej parafii przedstawil nam brata, ktory poprowadzil nasz slub po polsku i francusku. Brat ten byl misjonarzem w Afryce i na innych kontynentach. Niezwykle dobry i pozytywny, nasze zycie tez jest zwiazane z Afryka i ta sama dobra energia wolontariatu. Nasz proboszcz we Francji pomagal nam i wspieral w naszych staraniach.Lancuch spotkan z kolejnymi osobami, solistka na slubie, dj, fotografami sprawil, ze otoczylismy ludzmi cieplymi, przycielskimi i bylismy w dniu slubu bradzo radosni.
Tydzien przed slubu przylecielismy do Polski i zajelismy sie ostatnimi przygotowaniami.
Czwartek:
Spotkalismy sie z ksiedzem i odbylismy mala probe slubu dwujezycznego, Potem przyszla do kosciola solistka, Pani Joasia, zaspiewala nam kilka piesni i mieslimy sobie wybrac, ktora nam sie najbardziej spodoba. Siedzielismy sami w kosciele gdy weszla pewna staruszka, usiadla na ostatniej lawce. Pani Joasia spiewala przepieknie i mi lzy cisnely sie do oczu. Odwrocilam sie i zobaczylam, ze starsza pani placze. Zauwazylam, ze nosi czarna garsonke i byla w zalobie. Gdy Pani Joasia przestala spiewac, Starsza Pani podeszla do nas i zapytala czy sie pobieramy. Powiedziala, ze sama przyszla sie pomodlic gdyz dwa tygodnie stracila swojego meza. Przezyli razem 62 lata i mieli czworke dzieci. Pani byla taka piekna, blekitne oczy nie zblakly nawet od lez, bilo do niej takie cieplo, ze sie do niej przytulilam. Powiedziala, ze nie powinna plakac gdyz miala piekne zycie z mezem choc nie bylo latwo, placze z tesknoty, powiedziala. Zlozyla nam piekne zyczenia, a ja bym chciala zeby kiedys jak ona moc powiedziec, ze 60 lat razem to za malo. Zyczylam jej sily i odwagi na ten czas. Obydwie plakalysmy chociaz widzialysmy sie pierwszy raz w zyciu. Moze to byl przypadek ale ja glupio wierze, ze czlowiek w zyciu spotyka drugiego czlowieka gdy pora jest odpowiednia.
W przytowaniach do slubu bardzo tesknilam za swoja babcia, ktora jest tysiace kilometrow ode mnie i w tej Pani tyle bylo ciepla mojej baci. To spotkanie tyle mi dalo. Mam nadzieje, ze ja moglam dac cokolwiek tej Pani.
cdn