kocianka26
07.05.11, 10:54
Zwykle nie piszę tutaj, ale regularnie podczytuję wątki jako przyszłoroczna panna młoda. No ale przyszedł czas, że muszę się wyżalić. W tym roku ślub bierze moja przyjaciółka, jestem druhną, ale mam wrażenie, że niedługo będę musiała napisać o niej "była przyjaciółka". Dziewczyna robi ślub z rozmachem, będzie też miała 5 druhen. Na początku było ustalone, że będziemy miały takie same sukienki, zaprojektowane i szyte specjalnie dla nas. Nie bardzo mi się podobało, bo uważałam wyrzucanie 1000 zł na jedną sukienkę to dużo, wolałam coś sklepowego, ale panna młoda się uparła, argumentując, że posiada sporą pulę pieniędzy przeznaczoną specjalnie na ten cel i dziewczyny mnie przegłosowały. Potem okazało się, że coś nie wyszło i w sumie musiałyśmy sobie płacić za sukienki same. Oczywiście dziewczyny nie protestowały w imię ratowania honoru panny młodej. Teraz dziewczyna opowiada wszystkim, że za nasze sukienki zapłaciła sama. Z zagranicy idą do nas buty, które zamówiła - za ok. 600 zł od pary... Znów dziewczyny zgodziły się w imię solidarności, a panna młoda rozpowiada, że to ona płaci. Mam serdecznie dość, gdyby nie poczucie, ze ma jakieś chwilowe zamroczenie ślubne, to już dawno zrezygnowałabym z takiej przyjaźni. Okazuje się też, że finansować będziemy część dekoracji kwiatowej... O jednakowej biżuterii, którą dla nas zamówiła nawet nie wspominam. Mam serdecznie dość. W sumie finansowy udział w jej ślubie wyniesie nas ok. 3500 od osoby. Wszystko za honor bycia druhną. Po prostu nasza koleżanka przeliczyła się z kosztami - trochę jest mi jej żal, ale też jestem wściekła. Urządza swój ślub marzeń za pieniądze narzeczonego, rodziców, teściów i nas... O dziwo pretensje mam tylko ja, pozostałe koleżanki pogodziły się z tym i mówią, że musimy jej pomóc. Dlatego czuję się paskudnie jak jakaś materialistka...