Dodaj do ulubionych

Najlepszy z możliwych ślubów (mój wątek ślubny)

    • agniesiek winietki 28.06.11, 11:10
      wczoraj kupiłam stempelki (w sklepie przy garncarskiej czy garbarskiej, koło wylotu łobzowskiej w każdym razie) i tusze. bloczka akrylowego nie kupiłam, ale okazało się, że da się go zastąpić płaskimi przezroczystymi przedmiotami, które miałam w domu. i zabrałam się do ozdabiania winietek. jako, że wrócilismy do domu ok. 23ej, to zajęło mi to do 2.40, ale z efektu jestem tak zadowolona, jak rzadko z czego. może jestem infantylna i mam sentyment do kiczu, ale serio mi się podobają.
      pokażę potem, bo zrobiłam zdjęcie. to niesamowite, ile motywów można uzyskać korzystając z róży, tulipana, muszki i dwóch motyli.
      winietki są stepmplowane odcieniami różu (symbolizującymi obiad mięsny) i odcieniami zieleni (symbolizującymi naleśniki ze szpinakiem wink ), dla obsługi oczywiście.
      stwierdziłam, że postempluję jeszcze karteczki z podziękowaniem dla gości, a co!
      • maddalena81 Re: winietki 28.06.11, 11:40
        > winietki są stepmplowane odcieniami różu (symbolizującymi obiad mięsny) i odcie
        > niami zieleni (symbolizującymi naleśniki ze szpinakiem wink )
        juz przez chwile pomyslalam, ze ladnie wykpilas cala ideologie kolorw przewodnich big_grinbig_grin i sie posmialam.
        Ale fajny pomysl ulatwienia obsludze sprawy z obiadami wegatarianskimi.
        Kroj sukienki mi sie podoba, co do fiolwtu sie trudno wypowiedziec.... bo duzo zalezy jak pasuje do urody osoby, ktora ma go nosic.

        Bardzo mi sie poodba, ze tyle rzeczy robisz sama - zobaczysz, to bedzie bardzo docenione!
      • agniesiek Re: winietki 29.06.11, 20:37
        a oto nasze winietki (przykładowe, bo w sumie każda jest inna, co mnie bardzo cieszy):

        https://lh6.googleusercontent.com/-B6gEk3F4Hdo/TgtPIo64hjI/AAAAAAAAC44/zc2xfBcP3UI/s640/DSC_0312.JPG

        https://lh3.googleusercontent.com/-KGTDOuRFm6k/TgtPLxQobEI/AAAAAAAAC48/jV9AuPt0UsM/s640/DSC_0313.JPG

        https://lh3.googleusercontent.com/-MywuFt-hXyQ/TgtPMQ-uTvI/AAAAAAAAC5A/cJVENXXopmk/s640/DSC_0314.JPG

        nie jest to aż tak jaskrawe, a papier ma przyjemną, matową fakturę, czego na zdjęciu nie widać.
        • mellona Re: winietki 29.06.11, 21:41
          Baaardzo dobrze dobrana czcionkasmile w ogóle twoja stylizacja może się podobać lub nie, ale zdecydowanie jest spójna i nieprzesadzona, co jest naprawdę RZADKIE i zasługuje na mój absolutny podziw. śledzę wątek z zainteresowaniem. pozdrawiamsmile
        • kaga9 Re: winietki 29.06.11, 22:43
          Czy ja dobrze widzę, ze na jednej z winietek jest "Martva"? Nasza (przepraszam, jeśli sobie za wiele pozwalam tym określeniemwink) Martvica, z Lobby i nie tylko?big_grin

          Przy okazji muszę powiedzieć, że strasznie podoba mi się Wasza koncepcja miłości (ze strony), a to zdjęcie, do którego się odnosi, mnie rozczulabig_grin
          • agniesiek Re: winietki 02.07.11, 12:01
            dzięki smile i w przeciwieństwie do ceci po pierwsze, każda jest inna, po drugie są dużo tańsze (druk 78 winietek i tyluż karteczek do prezentów to dwadzieścia kilka złotych, pieczątki z tuszami również tyle, w sumie ok. 50zł, a pieczątki zostaną na inne okazje), a po trzecie kupa zabawy z takim stemplowaniem smile
            nie, żebym miała coś do ceci. a tak na marginesie, to zauważyłam teraz, że motyw na naszej stronie ślubnej (z ceci właśnie! wink ) nawiązuje muchą do winietek (albo odwrotnie) wink
    • agniesiek stroje naszych mam 28.06.11, 11:23
      wzór sukienki mojej mamy:
      www.siriinc.com/mb-9431.html
      (w ogóle na tej stronie jest mnóstwo fajnych fasonów dla mam, druhen itd).
      a tu już w trakcie szycia:
      lh6.googleusercontent.com/_kODTTzuHcZQ/TcsBFLe2-YI/AAAAAAAAMDE/NIyr2b0cIck/s512/11.05.11_przymiarka_fot.16%20%5B800x600%5D.jpg
      (kolor jest ciut cieplejszy, bo to z lampą, materiał to jedwabny szantung)

      strój mamy mata:
      hm, nie mogę pokazać, bo strona, z której był zamawiany nie działa. ale to taki trzyczęściowy kostium w srebrzystych kolorach.

      w kolejnym odcinku pokażę wam biżuterię, jaką im do tego zrobiłam smile
    • agniesiek niewiele ponad tydzień! 30.06.11, 04:43
      właśnie wstałam jakiś czas temu zrobić sobie ziółka na bezsenność, bo po położeniu się do łóżka zorientowałam się, że ślub jest nie w jakiejś nieokreślonej przeszłości, ale za niewiele ponad tydzień, a ja mam jeszcze tyle rzeczy do ogarnięcia!
      po dwóch kubkach ziółek i kilku mailach do vendorów trochę się uspokoiłam i wracam do wyra, może w końcu uda mi się zasnąć.
      aha, wcześniej uszyłam poduszeczkę na obrączki. wyszła trochę koślawa, ale ujdzie.
    • agniesiek handmade - woalka i poduszeczka 02.07.11, 12:09
      robienie rzeczy samemu jest super i daje dużo satysfakcji. wczoraj miałam nadal paraliżujący ślubny stres (że już tylko tydzień), ale kupiłam w aptece preparat nervomix, wzięłam 2 kapsułki, potem przyszła siostra i zajęłam się robieniem kwiatka z jedwabiu do woalki. bo dwa kwiatki, które kupiłam wcześniej miały zły odcień i stwierdziłam, że zrobię z resztek materiału z sukni (która nawiasem mówiąc już wisi w domu). prototyp wyszedł tak sobie, ale właściwy kwiatek jest moim zdaniem rewelacyjny. siostra podrzuciła mi pomysł, żeby doszyć do niego płatki z woalu, co znacznie podniosło jego walory estetyczne. przyszyłam go już do woalki, jeszcze tylko muszę doszyć grzebyk lub spinkę.
      poduszeczka na obrączki w świetle dziennym wygląda nawet nie tak źle. (zrobię fotki, to pokażę).
      zrobiłam też bransoletkę z perełek do kompletu, tylko muszę kupić klej i skleić supełek, bo jedwabna nić się rozwiązuje.

      no i ogólnie te robótki (i nervomix) poprawiły mi trochę humor i wiarę w powodzenie tego przedsięwzięcia.

      aha, i zdecydowałam się na bukiet z gipsówki jednak. nie chce mi się jechać na giełdę o piątek, a gipsówkę za grosze (16zł) mogę kupić w kwiaciarni przed blokiem. pytanie: jaki kolor wstążki???
      • agniesiek Re: handmade - woalka i poduszeczka 02.07.11, 12:24
        https://lh4.googleusercontent.com/-Klb-tHi9cHw/Tg7wzk0rtGI/AAAAAAAAC5U/5IhFRgxTLQ4/s640/DSC_0317.JPG

        https://lh4.googleusercontent.com/-VtaFOE6gkJA/Tg7w6YTwhEI/AAAAAAAAC5c/Go1qD0dTdaM/s640/DSC_0323.JPG

        https://lh6.googleusercontent.com/-Qg124EWcqmc/Tg7xAkF1KXI/AAAAAAAAC5k/1tI7SM6iQeY/s640/DSC_0327.JPG

        tak to wygląda smile jako, że nie zajmuję się szyciem na codzień (w ogóle nie zajmuję się szyciem) jestem z siebie bardzo dumna.

        i zastanawiam się, czy rączki bukietu nie zrobić z tego, co poduszeczki, czyli materiału z sukienki oraz tej zielonej falistej wstążeczki? byłoby pod kolor sukienek druhen.
            • agniesiek Re: handmade - woalka i poduszeczka 02.07.11, 15:56
              dzięki smile
              wróciliśmy ze sklepu z alkoholem na wesele. kupiliśmy po 10 litrów: wódki, whisky i martini i zastanawiam się, czy wystarczy. na 78 osób, z czego kilka nie pije. będzie jeszcze szampan na wejście i wino do obiadu (i dosłownie kilka butelek wina na potem dla tych, którzy wolą wino od martini). powinno wystarczyć, ale mam jakiś lęk. z drugiej strony, jeśli czegoś zabraknie to kupimy od hotelu po ich cenach i trudno.
              • ding_yun Re: handmade - woalka i poduszeczka 02.07.11, 16:18
                Kolejny ślub, który w praktyce pokazuje, że można mieć elegancko, bez zadęcia i miejscami naprawdę niedrogo (bukiet z gipsówki - nigdy bym na to nie wpadła). Nie zaglądam na obce strony slubne, ale na waszą zajrzałam zachęcona komentarzami. Odpadłam już przy zdjęciu z kombinatem, potem było tylko lepiej. Stylizacja na lata 20 super, lampiony super, sukienka dla mamy super, tylko obrączki nie w moim stylu (żeby dodać coś negatywnego dla równowagi).
              • lvivianka Re: handmade - woalka i poduszeczka 02.07.11, 16:40
                hej Agniesiek smile z wypiekami na policzkach przeczytalam Twoj watek - jej, jak mi sie OGROMNIE podoba Twoja sukienka!!! swego czasu chcialam nawet taka miec na swoj slub, ale figura nie puszcza w te strone wink
                winietki sa boskie!
                male pytanko, bo jakos mi umknelo - gdzie odbedzie sie przyjecie poslubne? smile
                co do alkoholu, nie chce Cie straszyc, ale moze byc za malo... my na osobe liczymy po 0,5, to taki standard, najwyzej zostanie i porozdajemy wink
                • agniesiek Re: handmade - woalka i poduszeczka 02.07.11, 22:24
                  dzięki za miłe słowa smile

                  przyjęcie odbywa się w hotelu poleskim (czy hotelu 'poleski'?), to koło manghi, naprzeciw wawelu. ma niezłe ceny i widok na wisłę oraz fajowy taras na 4. piętrze.

                  a co do alkoholu, to słyszałam, że jedni liczą 0,5l alkoholu na osobę, inni - 0,5l na parę. wydaje mi się, że z tą parą to chyba bliżej, bo ile znasz osób, które potrafią wypić pól litra mocnego alkoholu w ciągu nocy? z martini to możliwe i to braliśmy wyższy przelicznik, ale wódka czy whiskey?

                  z ciekawości policzyłam, ile promili miałabym ja, a ile narzeczony (żeby nie kombinować z wagą statystycznej kobiety i statystycznego mężczyzny) po wypiciu 0,5l 40% alkoholu (wg pl.wikipedia.org/wiki/Zawarto%C5%9B%C4%87_alkoholu_we_krwi )
                  z mateuszem nie byłoby tak źle, bo miałby 'zaledwie' 2,68 promilia, co wg wiki oznacza zaburzenia mowy, senność, obniżenie kontroli zachowania i poruszania się. ja natomiast miałabym nieco ponad 5 promili (5,03), co oznacza zatrucie, śmierć.
                  kurczę, nie wiem. z jednej strony rozsądek mówi mi, że nie ma możliwości, żeby tyle alkoholu wypić, bo spośród naszych gości może z 7 osób jest w stanie faktycznie wypić tyle i przeżyć, a z drugiej tyle osób mówi o kupowaniu 'flaszki na głowę'.
                  • ding_yun Re: handmade - woalka i poduszeczka 03.07.11, 05:39
                    Ja też słyszałam o przeliczniku 0.5 l wódki na osobę i zawsze zastanawiam się ile osób jest realnie w stanie tyle wypić i robić te wszystkie rzeczy, które na weselu standardowo się robi czyli rozmawiać, tańczyć, jeść, wznosić toasty i dobrze się bawić. Nie wiem, czy większość kobiet jest w stanie wypić ćwiartkę i nie poczuć mdłości.
                    • miss_chloe Re: handmade - woalka i poduszeczka 03.07.11, 08:00
                      To chyba zależy od środowiska. Poza tym co innego wypić tylko 0,5l a co innego jeść cały czas (jak to na weselu) i wypić 0,5l. My jesteśmy po ciężkich studiach gdzie generalnie gnębiono ludzi, więc kultura picia rozwinęła się i myślę, że policzymy 0,7l na głowę, a to co zostanie rozdamy. N. uważa, że jak zostanie to będzie jak znalazł na kolejne imprezy smile
                      Co do martini to z kolei ja znam tylko kilka osób, które są maksymalnie w stanie wypić po kieliszku bo po prostu jest to zbyt słodkie. Także rzecz gustu i upodobań.
                      Poza tym zastanów się ile masz gości w wieku rodziców - oni zwykle preferują wódkę i to też nie w małych ilościach - ale oczywiscie Twoi goscie mogą miec inne zwyczaje
                  • lvivianka Re: handmade - woalka i poduszeczka 03.07.11, 12:29
                    obejrzalam sobie hotel - bardzo ladny i w swietnej lokalizacji smile
                    to jest tak, ze na pewno czesc osob wypije mniej, a czesc wiecej smile z drugiej strony wg mnie lepiej miec na zapas i wykorzystac na pozniejsze imprezy, niz pozniej zawracac sobie glowe dokupywaniem - tak bylo np na weselu mojego brata - wodki zabraklo juz o 22, a wiec bylo konieczne dokupienie wodki restauracyjnej, po zawyzonej cenie niestety...
                    • agniesiek Re: handmade - woalka i poduszeczka 03.07.11, 18:18
                      co do alkoholu, to właśnie dlatego się waham. jeszcze, kiedy ma się 1 rodzaj alkoholu, to można dokupić więcej. ale kiedy mamy 3 jest dylemat, którego kupić więcej? wszystkich? mat liczył niby w excelu próbując oszacować, ile czego każda osoba wypije, ale wiecie, jak to jest z szacowaniem.
                      hotel w swojej kategorii cenowej jest bardzo spoko (alternatywą był np. klaustrofobiczny kazimierz, podmokła wilga czy jeszcze bardziej klaustrofobiczna, bo piwniczna secesja). jest natomiast dużo miejsc, które podobały mi się bardziej, np. hotel kossak z tarasem na tym samym piętrze, co sala restauracyjna czy przepiękny hotel stary w samym centrum. ale zaletą poleskiego jest minimalizm, który rzadko można spotkać - żadnych złotych kotar, sztucznych kwiatów, obrazów na ścianach itd. dlatego myślę, że może za pomocą naszych lampionów i kwiatów oraz pięknego widoku na wisłę i wawel uda się tam stworzyć przyjemną atmosferę.
    • russian_roulette Re: Najlepszy z możliwych ślubów (mój wątek ślubn 02.07.11, 16:55
      agniesiek,
      dopiero co jestem po lekturze calego watku. no no zapowiada sie interesujaco. ciekawa jestem grande finale.
      sukienka z calego zestawu wypada blado (szczegolnie jezeli porownac do inspiracji), jest niby bardzo porawnie wykonana, ale krawcowa to bardziej rzemieslniczka niz artystka smile

      fryzura fajna! (do slubu odrosty znikna,co? wink i tak, to jest ten styl! torebka szalowa.
      bardzo podobaja mi sie zaznaczone usta (chociaz najlepiej pasowalby kolor krwistoczerwony, roz jest za trupi, a pomarancz moze gryzc sie z wlosami IMO)
      chyle czola przed zapalem i mozliwosciami artysttycznymi. poduszeczka, woalka, winietki, dekoracje...no kurcze podziwiam, bo wyszlo fantastycznie. a fakt,ze to wszystko DIY tylko poteguje dobre wrazenie.

      jestescie bardzo sympatyczna para, a milosc az bucha przez ekran ) az sie chce skrasc troche tego pieknego uczucia. zakochani...

      aha, dawno temu na forum byla dziewczyna, ktora robila slub i wesele w podobnym stylu (sierpniowa julka czy jakos tak). to bylo rzeczywiscie "world class". nie wiem czy zdjecia jeszcze gdzies sa,ale moze komus udalo sie przechowac.
      • agniesiek Re: Najlepszy z możliwych ślubów (mój wątek ślubn 02.07.11, 22:32
        dzięki za miłe słowa, zwłaszcza o moich diy-ach smile sukienka jest skromna, ale mam nadzieję, że w zestawieniu z całą resztą będzie wyglądać dobrze. zresztą, nie wyobrażam sobie siebie w innej smile no i materiał dodaje jej mnóstwo uroku. trochę widać jego fakturę na zdjęciu poduszeczki, ale serio jest cudowny. to krepa, więc jej lśnienie jest rozproszone i delikatne, nie tak, jak lśnienie atłasu czy satyny. do tego bardzo miękko się układa, prawie jak dzianina.

        z odrostami idę do fryzjera w poniedziałek. usta pewnie będą właśnie czerwone. takie też maiłam na makijażu próbnym, z którego nie mam niestety zdjęć. na zdjęciu z fryzurą mam taki 'domowy' makijaż.

        finału sama jestem również ciekawa big_grin
          • agniesiek druhny 03.07.11, 12:29
            suknie dla druhen spędzimy mi chyba najwięcej snu z powiek, no bo trudno jest ubrać podobnie 5 indywidualistek smile rok temu dziewczyny miały różne kolory włosów (teraz jakoś wyszło, że są 4 rude i 1 blond), skrajnie różne figury i upodobania. wymyśliłam, żeby wybrać jeden kolor dla wszystkich, a potem każda z tego samego materiału wybrałaby sobie dowolny fason.
            po długich dyskusjach stanęło na zielonym. wtedy się okazało, że nie jest to popularny kolor i mało jest materiałów trawiasto-zielonych. padło ostatecznie na taftę, zupełnie nie szczyt moich marzeń, no ale trudno.
            jedna druhna uszyła sobie sukienkę u krawcowej, gdzie szyłam swoją ślubną już wcześniej, bo chciała ją wykorzystać na imprezę karnawałową. ja kupowałam materiał, ona płaciła za szycie.
            podstawowy pomysł był taki (skorzystały 3 dziewczyny), że sukienki zamówimy przez allegro z firmy szyjącej na wymiar w różnych fasonach. płaciłam wtedy za całość.
            jedna dziewczyna nie mieszka w krakowie i postanowiła szyć u siebie w mieście, więc tylko wysłałam jej materiał. zaproponuję też pokryć część kosztów szycia, do kwoty sukienki z allegro.
            moja krawcowa nie szyła wszystkim tylko dlatego, że jest droga, szycie u niej kosztuje 250zł (plus materiał), a sukienki z allegro zamykały się w 120-130zł.
            aha, część sukienek ma czarne elementy (pas i cośtam).

            jak do tej pory wszyscy są zadowoleni, a zielona tafta w sukience wygląda dużo lepiej niż luzem smile
            • miss_chloe Re: druhny 03.07.11, 20:05
              No ja właśnie myślę o tych sukienkach, bo z jednej strony nie będę nikogo zmuszać do zakupów pod moje dyktando a z drugiej strony sukienki w takich samych kolorach fajnie wyglądają ;p Nie będę ukrywać, że generowanie dodatkowych kosztów nie bardzo mi pasuje i myślę nad tym żeby poprosić przyjaciólki o ubranie "małych czarnych", które mają w szafach
              • agniesiek Re: druhny 03.07.11, 22:02
                też myślałam w tym kierunku. tylko stwierdziłam, że mam sporo tych druhen (5, a miało być 6 - i to dlatego, że tylu druhenerów wybrał narzeczony, ja dobierałam do pary; potem mu ktoś odpadł, mi też) i że to byłaby taka 'czarna chmura', a poza tym czarny jest bardzo popularny i pewnie 1/3 dziewczyn będzie na czarno, więc druhny by się nie odróżniały.
                zastanów się może nad opcją taniego szycia, czy znasz dobrą i tanią krawcową? te sukienki z allegro nie są szczególnie drogie. no i, jeśli masz druhny o podobnej figurze, to może znalazłybyście coś na wyprzedażach?
                • karola1008 Re: druhny 04.07.11, 08:54
                  Zobaczyłam dopiero teraz sukienkę Twojej mamy-bardzo mi się podoba, tym bardziej, że właśnie na wesele mężowego brata szyje mi krawcowa identyczną w kroju i bardzo podobną w kolorze big_grin. Zawsze podejrzewałam, że mam dobry gust big_grin big_grin big_grin.
                  • emily_valentine Re: druhny 04.07.11, 11:05
                    Bardzo ładna sukienka smile Fryzura wymaga dopracowania, koniecznie potrzebny dobry makijaż, zwłaszcza oczy powinnaś mieć mocniej podkreślone. Kolorki na polisiach ukryj pod makijażem wink Stroik z woalką bardzo fajny, ale poduszeczka hmmm.. może wymyśl coś innego wink Winietki super smile
                    • karola1008 Re: druhny 04.07.11, 20:01
                      emily_valentine napisała:

                      Stroik z woalką bardzo fajny, ale poduszeczka hmmm..
                      > może wymyśl coś innego wink
                      Absolutnie nie wymyślaj nic nowego Agnieszko big_grin, bo poduszeczka jest urocza i pasuje do całości.
                    • agniesiek Re: druhny 04.07.11, 22:55
                      dzięki za opinię smile
                      fryzura podobno będzie trwalsza, dziś mi powiedział fryzjer, kiedy byłam się farbować (nota bene trochę za bardzo czerwono wyszło).
                      makijaż będzie profesjonalny, ten na zdjęciach jest mój - oko zdecydowanie bardziej podkreślone - trochę przyklejonych rzęs, rozmyta kreska nad itd. rozbawiłaś mnie tymi kolorkami smile bo normalnie to ja jestem blada jak ściana i te kolorki to róż i myślałam, że tylko mój narzeczony nabiera się, że to prawdziwe rumieńce. ja tak lubię, ale zapytam makijażystki, co sądzi o takim infantylnym różowaniu smile
                      poduszeczkę jednak zostawię. wiem, że jest nieporadna, ale dawno nie szyłam (szyłam ją ręcznie, bo na maszynie nie potrafię) i wyszłam z wprawy. ale na 5 minut, kiedy jest potrzebna wystarczy.
                      • emily_valentine Re: druhny 04.07.11, 23:09
                        Kolorki nie pasują do Twojego typu urody, przynajmniej na tym zdjęciu uncertain
                        Powinnaś się wydelikacać, a z kolorkami robisz się hmm... taka trochę przaśna wink
                        Mam nadzieję, że się nie pogniewasz za tę uwagę smile
                        • emily_valentine Re: druhny 04.07.11, 23:13
                          Wiesz co, tak patrzę na Twoją suknię i na inspiracje z początku wątku i mam wrażenie, że jednak talia powinna być jeszcze bardziej obniżona. Jest w połowie bioder, a powinna być ciut niżej.
                          • agniesiek Re: druhny 04.07.11, 23:46
                            o kolorki się nie obrażam, wiem o co ci chodzi smile i pewnie na ślubie takich nie będzie - na makijażu próbnym róż wyglądał zupełnie inaczej.
                            co do stanu sukni - już ktoś tu pisał coś podobnego. na tych inspiracyjnych zdjęciach jest niżej zdecydowanie. ale po pierwsze próbowałyśmy z krawcową różnych wysokości przesuwając góra-dół, po drugie jako wzór krawcowa miała inną moją sukienkę w tym stylu, w której wyglądam dobrze (zdjęcie: lh6.googleusercontent.com/-7t5TS6haQq0/ThI0iIYrQ-I/AAAAAAAAC64/y1Bo3uKjZ9Q/s512/DSC_0389.JPG - trochę głupie, ale jedyne, gdzie widać całą sukienkę). tak czy siak, suknia już uszyta i wisi w domu, więc możemy sobie najwyżej dywagować.
                            • emily_valentine Re: druhny 05.07.11, 00:12
                              Skoro uszyta, to po ptokach smile
                              Moja osobista uwaga co do makijażu, jak się bedziesz malować, to sprawdź na zdjęciu jak to wychodzi. Ja miałam fotografa w trakcie przygotowań i robił uwagi makijażystce, żeby coś poprawiła, bo na zdjęciu wychodziło inaczej niż w rzeczywistości wink
                          • karola1008 Re: druhny 05.07.11, 08:21
                            emily_valentine napisała:

                            > Wiesz co, tak patrzę na Twoją suknię i na inspiracje z początku wątku i mam wra
                            > żenie, że jednak talia powinna być jeszcze bardziej obniżona. Jest w połowie bi
                            > oder, a powinna być ciut niżej.
                            Jako bezwzględna fanka pomysłów ślubnych Agnieśka muszę stwierdzić, że najważniejsze to chyba jednak jest to, że jej sukienka jest śliczna, ona sama pięknie w niej wygląda (tylko dobry biusthalter trzeba dobrać smile). Inspiracja to tylko, cóż...inspiracja.
                            • agniesiek Re: druhny 05.07.11, 10:45
                              właśnie, biust. chyba odetnę brzegi miseczek jednemu cielistemu gładkiemu, który kupiłam pod suknię, ale okazało się, że wystaje w rogach dekoltu. albo pójdę bez. bo mam już kryzys biustowy. nie dość, że mój niewielki i tak biust zmalał, to nie mogę znaleźć stanika - ani pod suknię, ani żadnego. od kilku miesięcy. przymierzyłam dziesiątki - w outlecie samanty, w outlecie frei i czegośtam, w intimo4you, w sklepie przy długiej, w brafiterii przy krakowskiej, a nawet jeden w lokalnej pasmanterii i nic sad
                              pewnie powinnam wrócić do h&m-u i kupić 75b jak za dawnych czasów. będzie spłaszczał, nie będzie podtrzymywał, ale da iluzję pasowania.
                              oczywiście żartuję z tym h&m-em.
                            • emily_valentine Re: druhny 06.07.11, 00:19
                              Karola, właśnie widzę, ze jesteś fanką A., a moją anty-fanką, bo już 2 raz mnie komentujesz wink
                              Mnie tam jest wszystko jedno, ja już swój ślub miałam. Ale nie mam zamiaru tylko kadzić, skoro widzę, że coś jest nie tak. Autorka jest fajną dziewczyną, ma super stronę. Ale niestety nie wszystko jest idealnie i póki jest czas, to może można to poprawić. A są to drobiazgi w sumie.
                              • karola1008 Re: druhny 06.07.11, 08:39
                                emily_valentine napisała:

                                > Karola, właśnie widzę, ze jesteś fanką A., a moją anty-fanką, bo już 2 raz mnie
                                > komentujesz wink
                                > Mnie tam jest wszystko jedno, ja już swój ślub miałam. Ale nie mam zamiaru tylk
                                > o kadzić, skoro widzę, że coś jest nie tak. Autorka jest fajną dziewczyną, ma s
                                > uper stronę. Ale niestety nie wszystko jest idealnie i póki jest czas, to może
                                > można to poprawić. A są to drobiazgi w sumie.
                                Emily, generalnie to nie jest wątek z żadnej z nas, więc pozwól że nie będziemy dalej zastanawiać się kto jest czyją fanką albo antyfanką big_grin. Czyniąc jednakowoż mały offtop w topie, ograniczę się tu jedynie do stwierdzenia, że jestem zdecydowaną fanką małego Maksia Valentine, który, sądząc ze zdjęć, jest maksimalnym słodziaczkiem, absolutnie do schrupania smile. Mnie się pomysły Agnieszki bardzo podobają-właściwie wszytskie, więc specjalnie (a właściwie wcale) nie muszę się wysilać, żeby coś miłego napisać. Co do makijażu to masz rację, ja po prostu uznałam, że jest to raczej kwestia jakości zdjęć robionych we własnym zakresie smile.
                                • emily_valentine Re: druhny 06.07.11, 08:44
                                  Mnie też się tutaj bardzo podoba, dlatego zaglądam do tego wątku, co już dawno mi się nie zdarzyło, bo tylko Ziowy mam czas trochę czytać wink
                                  pozdrowienia od Maksia big_grin
    • agniesiek przygotowania - cd. 04.07.11, 22:58
      kupiłam właśnie więcej tych wstążeczek, co są przy poduszeczce, planuję wykorzystać je do butonierek i bukietu. zamówiłam dziś gipsówkę na piątek.
      i kupiliśmy w makro soki i napoje gazowane (znowu boję się, że za mało) i żelki na słodki bufet big_grin big_grin big_grin (mam nadzieję, że ich nie zjem do tego czasu).
      nadal nie mamy wina uncertain
    • skorek Re: Najlepszy z możliwych ślubów (mój wątek ślubn 05.07.11, 09:12

      Agniesiek, gdyby wszystkie panny młode były takie zdecydowane i pewne, czego chcą jak Ty, to żadne stylistki konsultantki itp. nie miałyby pracy.

      Jesteście po prostu super ! czytając waszą stronę i przygotowania w wątku mam wrażenie, że dobraliście się z mężem w korcu maku tongue_out Widać w was współgranie i dopasowanie, normalnie żywcem jak dwie połówki jabłka.

      Jestem pełna podziwu - pomysł - i zaraz decyzja, realizacja. Tempo, dynamika, nie lubisz tracić czasu na pierdólki, prawda ? smile


      Już teraz życzę Wam wszystkiego najlepszego.
      • agniesiek Re: Najlepszy z możliwych ślubów (mój wątek ślubn 05.07.11, 10:39
        mam podobne wrażenia co do dobrania się smile i jestem za to strasznie wdzięczna niebiosom, aż czasem dreszcz mnie przechodzi, kiedy pomyślę, że mogliśmy się nie poznać, albo że po imprezie, gdzie go poznałam mogłam się do niego nie odezwać.
        co do zdecydowania, to głównie wiem, czego nie chcę, a potem zastanawiam się nad tym, co pozostaje. w przygotowaniach do ślubu było tak, że robiłam zwiad, wybierałam kilka opcji, a potem (bo tu czasem mam problem z wyborem - każda opcja jest w jakiś sposób dobra) ostateczną decyzję zostawiam narzeczonemu, a on jest zupełnie zdecydowany i dzięki temu szybko idzie.
        dzięki za życzenia smile
    • agniesiek Re: Najlepszy z możliwych ślubów (mój wątek ślubn 05.07.11, 20:20
      wróciliśmy ze spotkania z dj-em, bardzo zadowoleni. zdecydowalismy się na kilka zabaw (miało nie być, akle postanowiliśmy czymś poprzerywać tańce) - ale takich nie kontaktowych. tzn nie wymagających kontaktu z kimś obcym. może nie będzie tak źle.
      cieszę się, że jest ktoś, kto nam to poprowadzi i ustrukturyzuje, że nie będziemy musieli sami wszystkiego gościom tłumaczyć i zapraszac ich do tańca.

      a teraz zabieram się do sprzątania (od kilku dni się zabieram), bo pojutrze przyjeżdżają nasi amerykańscy goście, a przy okazji nasi fotografowie.

      aha, wina dalej nie mamy, dziś testujemy kolejne i czerwone już odpadło. jakieś propozycje na czerwone i białe wytawne, ok. 20zł?
    • agniesiek the day after tomorrow 08.07.11, 02:49
      to już pojutrze!

      dziś zaczęłam mieć fun ślubny. w ogóle miły dzień. zaczęło się od słońca. potem okazało się, że na osiedlu koszą trawę, która była tak wysoka, że nie było zza niej widać mojego ogródka (już widać). potem sprawdziłam na koncie, czy kasa się nie rozmnożyła i rozmnożyła się! dostałam zwrot podatku. potem zaczęłam dopuszczać do siebie ślubne emocje, więc poczułam się wzruszona i tak radosna, że miałam ochotę skakać i śpiewać i tylko to, że to zupełnie nie mój styl powstrzymało mnie od wcielenia tych działań w życie. matowi (choć zwykle ja robię takie rzeczy) udało się naprawić spłuczkę i łóżko.

      potem odebraliśmy z dworca naszych amerykańsko-kanadyjskich gości, a zarazem fotografów. uspokoili mnie oni co do kolejnej sprawy, czyli zdjęć. na pewno będą fajne. (ich firma nazywa się albertex photo, chyba można wyguglać).

      aha, jeszcze telefon do naszego księdza, który jest tak super cool, że szkoda gadać uspokoił mnie co do przebiegu ceremonii.

      potem mieliśmy chwilę stresu, bo zginęli nam kolejni goście ze stanów (siostra pana młodego z mężem, więc nie byle kto) - nie przylecieli planowanym samolotem, ani kolejnym i nie dawali znaku życia. wszystko jednak skończyło się dobrze, okazało się, że przyjechali z warszawy pociągiem i nie mogli się skontaktować z nami, bo nie wzięli telefonów.

      udało nam się wybrać wino (sklep z winami przy dolnych młynów w krakowie, wina do 25zł/butelka, wzięliśmy 3 kolejne i wszystkie były bardzo ok).

      no i jeszcze parę rzeczy zostało na jutro - spowiedź, dekoracja hotelu (lampiony i kwiaty), dostarczanie napoi do hotelu i drobiazgi typu dokończyć poduszeczkę na obrączki.

      szaleństwo!

      życzcie mi takiego nastroju, jaki mam dzisiaj smile
    • agniesiek jutro 09.07.11, 01:07
      dziś było też fajnie, choć miałam kilka chwilowych zapaści. kupiliśmy wino, byliśmy u spowiedzi, przyjechała moja mama, byłam na regulacji brwi i paznokciach, które już się zniszczyły, więc to nie ja źle maluję, tylko widać nie mogę mieć pomalowanych. kupiłam kwiaty do dekoracji - cynie i nagietki, zrobiłam z siostrą bukiety, mat i druhenerzy zawiesili lampiony, które wyglądają PIĘKNIE. kupiłam rękawiczki (przynajmniej zakryję fatalne paznokcie robotnicy) i jeszcze byliśmy na jednym drinku na kazimierzu.
      aha, rano nie mogłam spać, więc poszłam po zamówioną gipsówkę do kwiaciarni i zrobiłam bukiet (śliczny!!!). przyszyłam wstążeczkę do poduszeczki na obrączki (czy to wczoraj?). dorobiłam perłom zapięcie. doszyłam grzebyk do woalki i wycięłam brzegi miseczek jednego ze staników, żeby nie wystawał, zobaczymy, czy to zadziała smile
      zostały mi jeszcze butonierki, koperty z pieniędzmi (ksiądz, organista, taksówki) i paznokcie u nóg do zrobienia, ale to jutro. rano mam fryzjera, wracam do domu, zrobię wymienione wyżej rzeczy (w międzyczasie przyjdą do mnie dwie druhny), potem makijaż i spadamy do miasta.
      nasi fotografowie to para, więc on pojedzie rano z matem do centrum, a ona zostanie ze mną i będziemy mieć zdjęcia ze wszystkiego.

      moja mama była u fryzjera, wygląda nieźle. podoba jej się biżuteria (tym się param), którą jej zrobiłam i torebka, którą jej kupiłam.

      odpakowaliśmy kolejny prezent, tym razem garnki berghof, które cieszą nas niezmiernie, bo uwielbiamy gotować, a mamy stare i przypalone gary (not anymore!). no i ta nazwa wink

      myślę, że jutro będzie fajnie. moja siostra jest bardziej zestresowana niż ja big_grin muszę spakować dla niej garść tabletek walerianowych.

      dzięki za wszystkie miłe słowa wirtualnego wsparcia smile
    • agniesiek już po! 10.07.11, 22:53
      jesteśmy już po! wszystko poszło lepiej niż się spodziewałam. ślub był cudowny, nie mogłam marzyć o lepszym. wesele również bardzo udane, bawiłam się (z reguły nie tańczę i na weselach tylko obserwuję ludzi) do rana pomimo bólu stóp. goście zadowoleni. mam męża! ale jaja!
      • lucy_cu Re: już po! 10.07.11, 23:32
        Phi! Też coś! wink Nie mogło być inaczej- była w 100% pewna, że u Was będzie świetnie!
        Gratulacje i jeszcze raz: wszystkiego dobrego! Zdrowia, miłości i nieustającego poczucia humoru (to chyba najważniejsze komponenty małżeńskiego szczęścia). smile
      • agniesiek relacja 11.07.11, 00:04
        dzięki wszystkim za życzenia smile

        no to zdam relację (przeklejam z innego forum, gdzie się przedślubnie radziłam, mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko plagiatowaniu siebie samej wink ).

        a fotografowie właśnie wybierają kilka zdjęć na tzw. sneak peek smile

        relacja z dnia ślubu i wesela:
        z piątku na sobotę spałam o dziwo całkiem nieźle (2 kapsułki nervomixu). wstaliśmy rano, bo na 9 jechałam do fryzjera (oskar bachoń - polecam!!!). pojechaliśmy wszyscy - ja i tania do fryzjera, a mat i bill do rodziców mata. fryzura wyszła wyśmienicie, w studiu oskara jak zwykle panowała fajna atmosfera (byłam tam już trzeci raz). zauważyłam, że ma na ramieniu wytatuowaną corpse bride big_grin oskar był zacwycony woalką, którą zrobiłam i tym, że zrobiłam ją sama zamiast płacić krocie w salonie (co racja to racja). potem wracałyśmy z tanią tramwajem do mnie, ja w międzyczasie (we fryzurze i woalce) esemesowałam do druhen. dwie z nich miały przyjść do mnie przygotować się i towarzyszyć mi. przystanek przed celem pojawił się kanar i kanarka i poprosili o bilety. ja mój wrzuciłam do koszyczka na czas esemesowania, więc zaczęłam szukać (połowa zawartości koszyczka to skasowane bilety). powiedziałam panu, że zaraz znajdę, ale musimy wysiąśc, bo to mój przystanek, na co on, że nie ma mowy, musimy jechać dalej dopóki nie znajdę i że mam mu dać dowód tożsamości (nie wiem, po co), czego akurat nie mogłam zrobić, bo już dzień wcześniej spokowałam dowód do torebeczki na ślub. i zastawił mi drogę, bo chciałam wstać i wyjść. no więc szukałam dalej, aż znalazłam, ale nie zdążyłam wysiąść na swoim przystanku. pojechałyśmy więc kawałek dalej. inni pasażerowie patrzyli na scenę w osłupieniu i chyba nawet ktoś go zapytał, dlaczego nie mógł ze mną wysiąść. spacerem wróciłyśmy do domu.
        w domu ogoliłam nogi, zrobiłam sobie pedikiur i zaczęłam malować paznokcie u rąk (bo wczorajszy lakier zlazł w czasie robienia bukietów i wieszania lampionów). na szczęscie przyszła druhna i mi pomogła, bo nie umiem malować lewą ręką prawej. nota bene, ręce drżały jej bardziej niż mi (mi wcale), ale i tak poradziła sobie świetnie.
        potem przyszła druga druhna i oświadczyła, że zapomniała zabrać z domu swojej sukienki big_grin na szczęście jej facet przywiózł ją i wszystko dobrze się skończyło.
        przyszła magda moniczewska i zaczęła mnie malować, co trwało wieki i myślałam już, że sczeznę na tym krześle, zwłaszcza, że miałam jeszcze do ozdoby do butonierek do zrobienia. w czasie malowania mnie obie dziewczyny się ubrały, pomalowały i chyba jeszcze zrobiły sobie paznokcie. ostatecznie makijaż wyszedł ładny i - co ważne - trwały (okazało się, że lepiej trzyma mi się podkład bez bazy). dużo osób go komplementowało. ja się nie zachwycałam, ale pewnie dlatego, że był na mojej twarzy, której nie lubię. poza tym był bardzo mocny, czułam się, jakbym była przebrana, wiecie - jak na bal przebierańców albo przedstawienie. ale magdę polecam, bo dziewczyna wie co robi, ma dobry gust i wyczucie i do tego jest bardzo miła. wcześniej pomalowała pięknie obie nasze mamy i siostrę narzeczonego.
        kiedy magda skończyła było już bardzo niedużo czasu do wyjścia (coś chyba niecałe pół godziny). więc zaczął się popłoch - pakowanie ostatnich rzeczy, ubieranie sukni, robienie kwiatków do butonierek (6 szt zrobiłam chyba w ciągu 10 minut, już w sukni).
        tania cały czas cykała zdjęcia.
        o 14.30 przyjechał tata mata. wyszłam przed blok w całym rynsztunku (suknia, woalka, makijaż itd.) i poczułam się zupełnie groteskowo. wsiadłyśmy do samochodu i wkrótce byliśmy przed kościołem dominikanów. dokładnie wtedy, kiedy dochodził do niego mat i dwóch jego paziów, w tym mój brat. mat wyglądał olśniewająco w swoim czarnym garniturze i muszce. on był chyba zachwycony mną. zaczęłam się wzruszać. za chwilę mieliśmy komplet druhen. ja, mat i świadkowie poszliśmy podpisać dokumenty. nasz ksiądz (ojciec józef puciłowski, msze u dominikanów o 13.30 w niedziele, polecam!!!) był przemiły i przeuroczy jak zwykle. skomplementował nas, żartował, nie zapytał nikogo z nas o dowód, zapomniał też o z trudem zdobytych karteczkach ze spowiedzi. powiedział też, że nie ma wątpliwości, że w tym związku ja będę przewodzić, ale powiedział matowi, żeby się temu poddał wink
        w tym czasie pozostałe druhny ustawiły krzesła dla siebie i druhenerów (w standardzie dają 2 krzesła dla młodej pary i 2 dla świty). ustawiły tak, jak chciałam - za nami na ukos. zaniosły też na miejsca swoje torebki, żeby z nimi nie iść i poprzypinały druhenerom kwiaty do butonierek. pousadzały też gości w przednich ławkach, bo zazwyczaj ludzie myślą, że przednie ławki są dla kogoś ważniejszego.
        potem ustawiliśmy się przed kościołem. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, bo jeden z druzbów, który ustawicznie się spóźnia (na śluby przychodzi zazwyczaj sporo po przysiędze) był na czas. już przyzwyczaiłam się do myśli, że go nie będzie i że trzeba będzie wziąć do pary kogoś z łapanki. zaskoczeniem był też dla mnie stój jednego z chłopców. poprosilismy ich o ciemne garnitury, albo przynajmniej marynarki, a on miał na sobie (świetne!) czerwone dżinsy i bodajże zieloną koszulę. pozostała czwórka zastosowała się do prośby. ale stwierdziłam, że ok, tak będzie bardziej po naszemu smile
        druhny w swoich zielonych sukienkach, każda w innej, wyglądały rewelacyjnie. (wcześniej kiedy tam stałyśmy - wszystkie rude, bo jedyna blondynka przyszła potem - i one w tych zielonych sukienkach przechodzący obok chłopak powiedział do nas (nich?) 'cześć, elfy' big_grin big_grin big_grin ).
        no więc ustawili się parami od najniższych do najwyższych i weszliśmy pod chór czekać, aż zagra muzyka. kiedy zabrzmiała konon d pachelbela (organy i trąbka) ruszyli. my czekaliśmy, aż dojdą na miejsca i wyszliśmy. to była chyba najbardziej podniosła chwila w moim życiu. muzyka była piękna, choć odbierałam wszystko jakby działo się gdzieś obok. mat prowadził mnie baaaaaaaaaaaardzo powoli. wszyscy odwrócili się w ławkach, żeby na nas popatrzeć i uśmiechali się lub wyglądali na przejętych. starałam się uśmiechać, ale mięśnie twarzy mi drżały, a w oczach miałam łzy. trzymałam mata pod ramię i dumnie niosłam bukiet, a za mną ciągnął się tren. przy ołtarzu (tak chcielismy) powitał nas ksiądz. uścisnął nam dłonie i powiedział, że przy naszym wejściu ślub księcia monako wypada blado. po czym wrócił na miejsce i zaczęła się msza.
            • rubina2 Re: relacja 11.07.11, 11:17
              Rzadko udzielam się na forum, ale tym razem, aż musiałam się zalogowac. smile Pięknie, oryginalnie, rewelacyjnie, bez zadęcia. Po prostu wspaniale. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Szczęścia i radości każdego dnia!!! smile
            • bukfa Re: relacja 11.07.11, 15:06
              Piekne zdjecia, jestescie tacy eleganccy i niezadeci zarazem wink Bukiet wyszedl fantastycznie, wlosy piekne. No i jestem wielka fanka Waszych niebanalnych obraczek. Zadne inne na tym forum mnie tak nie zachwycily, i gdyby nie to ze mam juz swoja wybrana (narzeczony jeszcze szuka) chetnie bym te zabki zgapila!
              • agniesiek Re: relacja 11.07.11, 16:30
                pracowałam w stanach 3x w ramach work&travel w takim obwoźnym sezonowym studiu fotograficznym, które robiło zdjęcia w strojach z dawnych epok (wojna secesyjna, dziki zachód, epoka wiktoriańska, lata '20). właściciel zatrudniał ludzi z różnych miejsc w stanach, w tym właśnie tanię i billa, ktorzy na codzień prowadzą swój własny biznes fotograficzny w teksasie. z większością tych ludzi bardzo się zaprzyjaźniłam, tania i bill zaoferowali mi kiedyś, że sfotografują mój ślub - taka to historia. bardzo się cieszę, bo zdjęcia to świetny prezent, a poza tym mogę im się odwdzięczyć za gościnę u nich w texasie smile
        • kawazwanilia Re: relacja 11.07.11, 12:21
          Agniesiek, bez ściemy, miałaś jeden z najlepiej dobranych do stylizacji bukietów jakie w życiu widziałam. Obrączki też genialne. Gratulacje!
    • wrzesniowa.panna Gratulacje! 11.07.11, 16:51
      Cudnie! smile Z serca gratuluję i życzę wiele szczęścia w dalszym życiu.
      Wszystko bardzo stylowo, ale muszę od razu napisać, że fryzura wyszła prze-prze-śliczna.
    • agniesiek relacja - ślub 12.07.11, 01:19
      ksiądz rozpoczął mszę mówiąc głośno do wszystkich to co do nas, o tym, że przebijamy parę z monako i że te nasze damskie i męskie oddziały przyboczne i coś jeszcze. ja starałam się uspokoić kołatanie serca. atmosfera mszy od początku była świetna i rodzinna, 80 osób w kościele dominikanów sprawiało wrażenie niewielkiej grupy, a ojciec józef mówił tak, że wszyscy czuli się bardzo rodzinnie, jakby ksiądz nas wszystkich znał od lat.
      pierwsze czytanie (z pieśni nad pieśniami) pięknie przeczytała moja przyjaciółka, która właściwi nas zeswatała (mieszkała ze mną, pracowała z matem).
      potem psalm o tym, że bóg jest dobry dla wszystkich swoich dzieci zaśpiewała nasza sopranistka, co mnie zaskoczyło, myślałam, że organista będzie śpiewał. ale joasia zrobiła to chyba bardziej przejmująco.
      potem moja ciocia, matka chrzestna, przeczytała drugie czytanie, hymn do miłości świętego pawła.
      wybrałam je, bo wiedziałam, że czytały już w kościele i że będzie to dla nich zaszczyt, a nie tylko stres. i było to świetne i kochane, że bliskie nam osoby przeczytały nam te piękne czytania.
      po 'alleluja' ksiądz przeczytał wybraną przez nas ewangelię (św marka o nierozłączności małżeństwa) i powiedział kazanie, którym ujął wszystkich, których nie ujął do tej pory. powiedział o tym, że był pod wrażeniem naszej organizacji, oprawy, zorganizowania tego slubu. że nasze maile (takie, gdzie wypisywałam mu wszystko w punktach) pokazywał nawet innym braciom mówiąc, że takim osobom trzeba udzielać ślubów, a nie komukolwiek, tylko takim jak my, czyli wiedzącym, czego chcą smile potem omówił wybrane przez nas czytania (zaznaczając, że bardzo mu się ten wybór podobał). powiedział, że nie ma to tamto i pieśń nad pieśniami jest utworem erotycznym, ale seksualność jest nam dana od boga i należy się nią cieszyć. powiedział, że listu świętego pawła komentować nie będzie, bo to nawet nie wypada, ale że zawsze warto go sobie przeczytać i przemyśleć. zacytował też w pewnym momencie tischnera, który powiedział, że człowiek do życia potrzebuje szczęścia, bo bez osiągnięcia szczęścia człowiek nie jest w stanie realizować się. ogromnie mi się to wszystko podobało.
      po kazaniu nastąpiła sama ceremonia zaślubin, która miała co najmniej dwa akcenty humorystyczne. wybraliśmy opcję powtarzania za księdzem słów przysięgi (ale też patrzyliśmy na tekst, byłam zdenerwowana i bałam się, że kiedy zacznę patrzeć tylko na narzeczonego, to się zgubię, nawet przy powtarzaniu). no więc mat powtórzył swoją część, słychać było, jak bardzo jest przejęty. potem przyszła kolej na mnie i ksiądz mówi: 'ja agnieszka biorę sobie ciebie mateuszu za żonę... męża' cały kościół ryknął śmiechem, ja się usmiechnęłam, ale powtórzyłam jak trzeba. potem parę osób pytało, jak to możliwe, że byłam w stanie cokolwiek po tym powtórzyć smile
      potem były obrączki. ksiądz zapytał, jak się to obsługuje (były przywiązane do poduszeczki), bo on się nie zna. więc wyciągnęłam łapę spod stuły i odwiązałam (przerażając się przy okazji, że może powinnam trzymać tam dłoń do jakiegoś konkretnego momentu). obrączki dalej były nanizane na sznureczki, więc ksiądz zapytał, co dalej, więc mat oswobodził je całkiem (odruchowo chwytając najpierw swoją). co śmieszne, na filmie (kręciliśmy dla dziadków, którzy nie mogli być na ślubie) wygląda to cudownie zgrabnie, jak byśmy się umówili, że najpierw ja rozwiązuję trochę, potem on resztę.
      kolejny śmieszny akcent pojawił się, kiedy się okazało, że mat miał wybitego palca serdecznego lewej dłoni i tuż za drugim stawem ma zgrubienie, przez które nie mogę wcisnąć obrączki. miny, które zobaczyłam na filmie rozbawiły mnie do łez. myślałam chyba, że skoro stoję do wszystkich tyłem, to mogę. ostatecznie nie wcisnęłam tej obrączki do końca, poprawił sobie sam.
      później na ofiarowanie joasia zaspiewała vivaldiego pax in mundo (czy jakoś tak), a to przepiękny utwór. znowu się wzruszyliśmy.
      na komunię wybraliśmy haendla eternal source of light divine, które ze swoimi trąbkowymi echami porusza mnie do głębi.
      aha, zapomniałam wspomnieć, że moi młodzi kuzyni zaoferowali, że jako ministranci będą służyć do mszy, co było z ich strony przemiłe. widziałam, że czasem coś im się myliło z przejęcia, a ksiądz klepał ich wtedy po główkach i w ogóle było smiesznie.
      na koniec mszy ksiądz pożegnał nas i gości, joasia zaśpiewała alleluja mozarta, a my poczuliśmy alleluja w serduszkach.
      potem odwrócilismy się i wszyscy zabili nam gromkie brawo (zaczęły dryhny). było to wspaniałe, bo zawsze o tym marzyłam, ale nigdy nikomu nie powiedziałam. przy marszu mendelsona wyszliśmy z kościoła na słońce mijając wzruszone i uśmiechnięte twarze naszych przyjaciół i rodziny.

      później wiele osób chwaliło mszę, księdza, muzykę, całość. mówili, jak byli wzruszeni. podobno śpiewaczka z góry zobaczyła jak idę i jak drży mi bukiet i się rozpłakała. jedna znajoma powiedziała, że wzruszyła się widząc nasze miny i nasze wzruszenie i że w ogóle miała ochotę wstać i pójść się wyspowiadać (jest protestantką). mama mata miała być tą twardą, niepłaczącą mamą, ale też nie wytrzymała naszego wejścia. potem powiedziała, że ta msza była tak kameralna, rodzinna, elegancka i w ogóle, że jej znajomi zielenieli z zazdrości, że ich dzieci tak nie miały. aha, powiedziała jeszcze, że wszystko było 'arystokratyczne'.

      ja sama niektóre rzeczy pamiętam jak przez mgłę (dlatego cieszę się, że mamy ten film - mój brat porównał jego jakość do nagrań z kamery przemysłowej, ale do przypominania sobie w sam raz), ale jestem bardzo zadowolona z tego ślubu. bo czasem ślub jest niemal na odwal się i goście oraz młodzi pamiętają głównie wesele. a u nas udało się jednak położyć akcent na ślub. nie jestem osobą skorą do przesady, ale lepszego ślubu bym sobie nie wymarzyła. ksiądz przede wszystkim i to, jak poprowadził ceremonię. nasz wybór czytań i muzyki. te wszystkie zaangażowane osoby, czytające, śpiewające i służące do mszy, to było świetne uczucie, że robią to dla nas. poza tym muzyka, która poruszała i stwarzała momenty na zadumę. nasz piękny orszak. i to, że byli tam sami mili nam ludzie. no, po prostu bajecznie.

      a o weselu chyba napiszę dopiero po powrocie z podróży, bo dziś już jest późno.

      i jeszcze raz dzięki wszystkim za komplementy, gratulacje i życzenia.
    • agniesiek Re: Najlepszy z możliwych ślubów 23.07.11, 20:35
      wróciliśmy z podróży, więc jeśli doznam przypływu weny, to napiszę, jak było potem, na weselu smile
      swoją drogą, to niesamowite - takie prawie 2 tygodnie bez internetu. teraz siedzę i nadrabiam (nie wiem nawet, jak zia wyszła za mąż wink ).
    • beti1970 Gratulacje :) 23.07.11, 21:10

      Bardzo oryginalnie i pięknie smile
      Podoba mi się. Pomysł z obrączkami interesujący - jeszcze takich nie widziałam smile
      Bardzo oryginalna fryzura - piękny kolor!

      A jak mówi nasza niania: wszystko co oryginalne jest najlepsze smile
      • agniesiek Re: Gratulacje :) 23.07.11, 22:37
        fajna niania smile
        co do obrączek, to nam się szalenie podobają. mi zwłaszcza, jeśli chodzi o ideę, bo są inne, a zarazem podobne i pasują do siebie. moja jest dość neutralna estetycznie, natomiast obrączka mata jest prześlicznym kawałkiem biżuterii i tak niesamowicie pasuje do niego i do reszty jego biżuterii, że jestem dumna z nas, że takie zaprojektowaliśmy no i oczywiście z pana bielaka, który je wykonał smile
        i pewnie już pisałam, ale polecam pallad jako materiał na obrączki dla tych osób, które noszą srebrną biżuterię. pallad jest dużo bardziej srebrzysty i chłodny w odcieniu niż białe złoto, a tańszy i trwalszy niż platyna. jak na razie nie obserwujemy żadnych uszkodzeń czy zarysowań.

        a żeby relacja ze ślubu była kompletna, dodam, że było jednak coś, co się 'nie udało'. na ślubie nie było mojego ojca i było mi z tego powodu bardzo przykro, ale wtedy starałam się o tym raczej nie myśleć. rodzice są świeżo rozwiedzeni, ale miał być na ślubie, bo na weselu - stwierdził - lepiej będzie, jeśli nie przyjdzie. najpierw myślałam, że po prostu nie widzę go w tłumie, ale jednak nie pojawił się sad nie było też dziadków, bo stan zdrowia żadnego z nich na to nie pozwolił, przez co wesele było zabawą tylko 2 pokoleń, ale to trochę inna sprawa. po prostu trzeba było brać ślub za młodu, kiedy dziadkowie jeszcze śmigali wink
        • beti1970 nie przejmuj się :) 23.07.11, 22:53

          u nas z kolei prawie nikt nie tańczył smile
          wszyscy się spotkali po kilku latach i nie mogli się po prostu nagadać, a że było nas około 35 osób więc jak tańczyło 20% to wiadomo ile osób było na parkiecie tongue_out
          w końcu powiedziałam, że zabiorę krzesła i będą musieli tańczyć tongue_out

          poza tym tata męża ma 84 lata (piekny wiek) a mój tata (mimo, ze jestem starsza od męża) "zaledwie" 70 lat i po 2 zawałach - więc nasi rodzice dosyć szybko po prostu poszli do domu bo już byli zmęczeni.

          Generalnie stwierdzam, że chyba lepiej robić imprezę "tańczoną" na minimum 60-70 osób. Czyli jedynie to bym zmieniła.

          A co do obraczek - ja generalnie lubię zwykłe żółte złoto, poza tym obraczki mamy od rodziców męża i są prawie w moim wieku big_grin
          to znaczy obrączki - nie rodzice tongue_out

          a ja jestem taka trochę staroświecka i na dodatek sentymentalna tradycjonalistka - więc mamy te obraczki kupione na początku lat 70-tych jako "lokata kapitału" big_grin
          i bardzo mi się podobają smile

          no ale te Wasze są szałowe !
          • agniesiek Re: nie przejmuj się :) 23.07.11, 23:32
            nasze obrączki też są trochę sentymentalne, bo dostaliśmy od rodziców (jednych i drugich) ich obrączki, które oddaliśmy, a za to zrobiliśmy nasze smile gdybysmy wybrali złoto u bielaka jest funkcja 'złota sentymentalnego' i wtedy trochę z tego oddanego złota wtapiają do nowych obrączek.

            a jak u nas było z tańczeniem to jeszcze opowiem, a bywało różnie smile
    • agniesiek horror show, czyli relacja z wesela :) 30.07.11, 00:20
      no dobra, to chyba najwyższy czas na obiecany koniec relacji, czyli sprawozdanie z wesela.

      jak (chyba) pisałam po ślubie i po życzeniach goście poszli lub pojechali do hotelu, a my z fotografami poszliśmy trochę bardziej okrężną drogą, wybraną wcześniej, żeby zrobić parę zdjęć. był to świetny pomysł, bo byłam zbyt rozemocjonowana, żeby od razu wylądować w weselnym tłumie. szczerze mówiąc, miałam ochotę gdzieś uciec z moim ukochanym i dopiero po powrocie imprezować. no ale jest jak jest. szliśmy plantami wzdłuż gertrudy, pod wawelem, bulwarami i mostem grunwaldzkim. zazwyczaj po prostu szliśmy, a fotografowie biegali dookoła i cykali fotki, czasem nas na chwilę gdzieś ustawiali, ogólnie dość sprawnie to poszło. na plantach dogoniło nas dwóch druhenerów i towarzyszyli nam w spacerze (nie wiem, skąd wiedzieli, którędy poszliśmy). to było miłe i przydatne, bo było gorąco i np. w pewnym momencie kiedy pozowaliśmy pobiegli na stragany pod smoka kupić nam wodę. my nawet nie mieliśmy przy sobie pieniędzy.

      dotarliśmy do hotelu (spotykając kilka osób już na bulwarach). rodzice mieli jakiś problem z powitaniem, bo nie byli gotowi, kiedy przyszliśmy, choć mieliśmy sporo tego opóźnienia w stosunku do reszty gości. ogólnie muszę ostrzec, że początek wesela wspominam raczej źle, bo strasznie się spięłam i od razu na początku wydarzyło się kilka stresujących rzeczy, jedna po drugiej. moja mama przystąpiła do powitania w okularach przeciwsłonecznych założonych na głowę (wiecie, jak opaska), zdjęła je dopiero, kiedy miałam jej okazję zwrócić uwagę, że we wnętrzach nie jest to właściwy 'strój'. no i mama mata coś powiedziała (do mikrofonu zamiast do nas), wzięliśmy po kawałku chlebka. mój był cały w soli, musiałam go trochę otrzepać, bo nie lubię soli. potem toast. mieliśmy nie rzucać kieliszkami, bo uznałam, że to niebezpieczne, więc oddałam mój kieliszek panu młodemu, a on wziął je oba (były związane wstążeczką) i rzucił nimi o ziemię! wrzasnęłam i odskoczyłam. obsługa niby posprzątała (rzecz działa się na parkiecie tanecznym), ale w czasie obiadu i tak zobaczyłam 2 kawałki szkła, które mój brat siedzący obok usunął. cud, że nikomu się nic nie wbiło w stopę, potem bowiem goście tańczyli boso. siadając do stołu od razu odsunęłam od siebie czerwone wino, żeby uniknąć kolejnych nieszczęść, ale nie uniknęłam - siadając zanurzyłam moje perły w talerzu z przystawką i unurzałam w sosie (żółtawym). zauważyłam to dopiero, kiedy perły wytarły się w suknię. wpadłam w panikę i pobiegłam do łazienki. tania (fotografka) i jedna z druhen pobiegły za mną i trochę to wyczyściły uspokajając mnie. nie było AŻ TAK widać w popołudniowym świetle, ale kiedy zobaczyłam suknię rano, w świetle dziennym, to stwierdziłam, że zniszczenia są znaczne (btw, poproszę o namiary na pralnie, gdzie można oddać suknię). potem zaczął się obiad. zjadłam przystawkę, chlipnęłam zupy (resztę oddałam matowi), drugie danie też zjadłam. nie czułam się głodna, jadłam dla zasady. mat miał apetyt jak zawsze, oprócz swojej porcji dojadł jeszcze pomnie, swojej siostrze i chyba jeszcze po kimś big_grin z obiadem też był problem, bo w moim naleśniku ze szpinakiem znalazłam pieczarki (fuj). nie pamiętam, żeby w tym na degustacji były pieczarki. w ogóle w porównaniu z degustacją obiad wypadł słabiej. no więc wołam kelnerkę i pytam, czy w tym naleśniku są pieczarki. nie, nie ma. na pewno? (mój ton głosu chyba zasugerował jej, że opór jest bezcelowy) tak, ale jeszcze zapytam kucharza. wraca po chwili i mówi, że są (no, oczywiście, że były, wyczuję paskudztwo na milę) i że zawsze w tych naleśnikach są. nie miałam próbki z degustacji wink więc nie mogłam się upierać, więc powiedziałam jej, że no trudno i zjadłam co dali. stresowałam się, bo przed deserem mieliśmy zatańczyć pierwszy taniec. aha, problem z obiadem był jeszcze taki, że goście, którzy zamówili opcję wege (1/4 gości!) otrzymała swoje naleśniki dużo później, niż ich sąsiedzi, którzy zamówili mięso. tylko ja dostałam naleśniki od razu, a inni dostali chyba z pół godziny później i patrzyli tylko, jak inni jedzą sad ja natomiast w międzyczasie zauważyłam, że moje palce u nóg wystające przez buty (miałam peep toe) są czarne jak smoła! podniosłam sukienkę i odkryłam, że ten stan dotyczy nóg do kolan. dopiero po deserze udało mi się wymknąć do pokoju z dwiema druhnami i wyczyścić nogi i buty. czułam się brudna sad

      po obiedzie moment pierwszego tańca (w całej radości ze ślubu zapomniałam o tym przykrym małżeńskim obowiązku) udało się odwlec, bo znajomi przynieśli prezent, który był duży i nie brali go do kościoła. wnieśli go w kilka osób jak trumnę. po otwarciu kartonu okazało się, że to naturalnej wielkości szkielet ludzki, sztuczny ofkors, ale i tak piękny. ucieszyliśmy się bardzo. po serii bezsensownych prezentów ślubnych, jakie sobie dajemy wewnątrz tej grupy (nasz ślub był czwarty od września) spodziewałam się czegoś dużo gorszego. szkielet od razu zmontowaliśmy (łatwy w montażu smile ) i postawiliśmy w rogu parkietu. robił furorę do końca. ludzie do niego podchodzili, ustawiali go w różne pozy, tańczyli z nim, robili sobie zdjęcia, ubierali go lub ozdabiali jakimiś rekwizytami... nie mogę się doczekać zdjęć z nim. teraz stoi w domu ubrany w mój sweter i trzyma w zębach zasuszony wianek. jutro mają przyjść darczyńcy i zastanawiamy się, w co go ubrać na tę okazję smile

      no ale po szkielecie przyszła kryska na matyska, jak to mówią na wsi. usłyszałam pierwsze takty 'everyone says i love you' i trzeba było zatańczyć. tu wielki ukłon w stronę dj-a (hubert dąbrowski, nasz forumowy umberto), który, jak obiecał, nie trąbił bardzo o tym pierwszym tańcu, żeby to jednak też było dla nas. zeszło się trochę osób, ale nie tłumy. i zatańczyliśmy nasz krok podstawowy foxtrota, który ćwiczyliśmy w domu od jakiegoś czasu. o dziwo (przypomnę, że nie tańczę) wyszło w miarę ok. mój brat, osoba raczej krytyczna i bezpośrednia, powiedział, że szacun i że jest zaskoczony, że wykonaliśmy coś, co wyglądało na taniec. fotografowie powiedzieli, że wyglądało to bardzo ładnie, bo płynnie poruszaliśmy się po całym parkiecie, a nie stąpaliśmy w miejscu, jak większość par (w usa). ja byłam dość zesztywniała najpierw, ale trochę się chyba rozluźniłam w trakcie widząc, że daję radę bez patrzenia na stopy i liczenia kroków. pomyliliśmy się parę razy (no dobra, ja), ale pod suknią chyba nie było widać. potem był jeszcze jakiś taniec czy dwa i w końcu mogłam iść umyć nogi.

      umycie nóg i rozmowa z druhnami nieco mnie uspokoiły. poszłyśmy jeszcze na taras zapalić i wróciłam na salę. goście tymczasem odkryli taras, który faktycznie w taką pogodę był rewelacyjny i w niedługim czasie impreza przeniosła się tam. na dole zostały w pewnym momencie tylko dwie rozmawiające osoby. pomimo (rzekomej) klimatyzacji na tarasie było przyjemniej i przewiewniej. zrobiliśmy sobie tam kilka zdjęć z rodziną, druhnami, druhenerami itd. ludzie tymczasem wynieśli z dołu co się dało i rozsiedli się na tarasie. ja starałam się krążyć i rozmawiać z różnymi osobami, wybierając pojedyncze osoby lub małe grupki, bo większych się trochę bałam.

      na tort (czyli babeczki) prawie nikogo nie trzeba było wołać na taras, bo już tam byli smile babeczki spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem. ci którzy w ogóle mieli ochotę na drugi deser brali potem po kilka i się zachwycali. babeczki były z cupcake corner, wybraliśmy 4 smaki: pistacja i biała czekolada (mój faworyt), peanut butter (faworyt mata), carrot cake (świetne, mokre, orzechowo-korzenne ciasto!) i cosmopolitan (owocowy: limonka i żurawina). wszystkie wyglądały i smakowały przecudnie, polecam bez zastrzeżeń.
      • agniesiek Re: horror show, czyli relacja z wesela :) 30.07.11, 00:22
        taras był czynny tylko do 22ej (cisza nocna), więc (niezbyt ochoczo) goście musieli się przenieść na dół i wtedy rozpoczęła się zasadnicza część imprezy (tzn. klasyczne siedzenie i tańczenie). na bufecie było jedzenie, wyglądało całkiem nieźle, podobno też nieźle smakowało. były różne koreczki, tarty miniaturki, łosoś w galarecie, pieczone mięsa, śledzie, sałatki. goście bardzo chwalili. apropos bufetu, to pojawił się jakiś problem w komunikacji między hotelem a cukiernią kasia, która dostarczyła (również rewelacyjne, po prostu cudowne, śliczne i pyszne!) słodycze na słodki bufet. hotel zrozumiał, że ktoś z kasi przyjedzie to rozłożyć, co nie nastąpiło, w skutek czego słodycze (z wyjątkiem żelek, które kupowaliśmy my) znalazły się na stole z opóźnieniem. powiedzieli, że 'ułożyli sami jak mogli'. a mogli, okazało się, fatalnie, tak na odwal się. makaroniki zamiast w słoju były rzucone na tacy między inne słodycze, w ogóle paskudnie. mam nadzieję, że smak tych słodyczy zrekompensował gościom sposób podania. mieliśmy bankietówki (takie jakby miniaturki tortu - cienki biszkopt i na nim krem), różne smaki; mnie osobiście powalił na kolana banan z limonką; trufle z różnymi dodatkami, np. solą himalajską itd., makaroniki z nadzieniem, które ustaliliśmy z panem konradem podczas długiej wymiany maili, bo nie podobało mi się nadzienie czekoladowe, które dominowało smak makaronika, ostatecznie ustaliliśmy, że będzie to coś pomiędzy marmoladą a białą czekoladą; też były różne smaki i kolory, moim faworytem został smak jagodowy (chyba), były jeszcze serniczki i szarlotki dla bardziej tradycyjnych gości, serniczki musiały być dobre, bo żaden nie został na niedzielę, kiedy to dopiero miałam okazję spróbować wszystkiego. aha, jeszcze takie tradycyjne babeczki z kruchego ciasta - owocowe z malinką i karmelowe z przypaloną bezą. no i do tego wspomniane żelki. też cieszyły się popularnością, widziałam sporo gości z żelowymi dżdżownicami wystającymi z pysków smile słodycze, ogólnie rzecz biorąc, i te z kasi i z cupcake c. udały się, były dokładnie takie, jak zamawialiśmy, pyszne, piękne i jeszcze raz pyszne.
        • agniesiek Re: horror show, czyli relacja z wesela :) 30.07.11, 01:48
          na czym to ja skończyłam? aha. no więc wróciliśmy na dół i rozpoczęły się na dobre tańce. z muzyki byliśmy zadowoleni, dj-e puszczali to, co chcieliśmy, nie puszczali tego, czego nie chcieliśmy (podobno ktoś, ciekawe kto, poprosił o disco polo). czasem słyszałam jakiś kawałek, którego bym nie wybrała, ale wystarczyło spojrzenie w stronę dj-a i już zmieniali na coś bardziej w moim guście.

          w pewnym momencie zaczęły się zabawy z rzucaniem bukietem itd. wiem, że to trochę wieś i nawet jedna osoba była zbulwersowana, że zrobiliśmy 'oczepiny' (to nie miały być oczepiny, tylko rzucanie plus dwie zabawy, żadnych czepców, nic), ale chyba ogólnie goście byli zadowoleni. starsi goście tłumnie przyszli popatrzeć, a wśród młodszych znaleźli się chętni, żeby wziąć udział.
          najpierw ja rzuciłam moim ślicznym bukietem. za pierwszym razem poleciał w sufit i spadł na podłogę, pierwsza dopadła go moja siostra. ale dj powiedział, że się nie liczy, bo upadł, w tym roku żadna z nich się nie ożeni, druga próba. i tym razem bukiet trafił do mojej siostry big_grin
          mat rzucał krawatem, który sam złapał na weselu znajomych 2 lata temu (stwierdziłam, że szkoda naszej muszki, a tamten krawat był... no, nie w naszym guście, taki ecru tłoczony w kwiaty, szeroki, nie do użycia). no i to fajny pomysł, żeby zrobić z niego krawat przechodni. uprałam go więc i został rzucony. trafił do kolegi m. z pracy, z tej samej paczki, z której krawat pochodził smile
          złapacze nie musieli ze sobą tańczyć, ani nic takiego.
          potem były 2 zabawy - jedna polegała na graniu w golfa - drużyna dziewczyn przeciwko drużynie chłopców. druga na piciu wódki z szabli (z plastikowego kieliszka postawionego na szabli), tu była drużyna kawalerów przeciwko zamężnym. mama m. powiedziała potem, że to było trochę w złym guście i polegało na upijaniu i tak pijanych ludzi, no ale sami zainteresowani bawili się dobrze. a potem tańców ciąg dalszy.
          ok. pierwszej mieliśmy pierwszą falę uchodźców. to znaczy dużo jakoś osób zebrało się i poszło. nie tylko tych z pokolenia rodziców. trochę było mi przykro, że już idą, ale też zmobilizowało mnie to do zabawy. otóż, czego nie robię zazwyczaj, zaczęłam tańczyć i to ja wyciągałam pana młodego na parkiet. towarzystwo zostało mniejsze, ale bardziej wyselekcjonowane i łatwiej było trafić z muzyką w gusta. zaczęła się zresztą fala dedykacji - ludzie zamawiali piosenki dla nas lub innych. my nasze dedykacje podaliśmy razem z playlistą, więc nie musieliśmy się martwić w trakcie, czy o wszystkich pamiętamy. oprócz młodzieży została moja mama i stryj mata. moja mama prawie już poszła razem z uchodźcami, ale na szczęście zmieniła zdanie i jak szalona bawiła się do rana, tańcząc z moimi kumplami (w tym byłym chłopakiem) do naszej muzyki. ja już czułam rosnące bąble na stopach, ale nie przestawałam się bawić.

          było kilka zabawnych sytuacji, np. romanse weselne (takie odgrzewane), mój brat, który do rana tańczył ze wszystkimi dziewczynami, które jeszcze trzymały się na nogach - oczy miał pijane, ale trzymał siebie i dziewczyny wspaniale - one wręcz wirowały, czasem nawet w powietrzu. tak znikąd zrobił się z niego tancerz! wszyscy czymś się usmarowali, a przynajmniej dużo osób. moja kuzynka jeszcze przed weselem oblała się na całej długości sukienki red bullem - plamy wyglądały niemal jak malowany jedwab. kiedy ostatni goście wychodzili okazało się, że brakuje jednych butów (większość z ostatnich tańczyła boso, ja pamiętałam o szkłach, a poza tym postanowiłam trzymać fason). tzn. zostały jedne, ale nie te. kolega poszedł więc w tych, co zostały, a potem robili jakieś wolty, bo buty z jasła zostały w krakowie smile buty kolegi z krk zabrał kolega z j., który miał spać u innego kolegi z krk, ale nie udało mu się po pijanemu tam trafić (wychodząc wziął klucze kolegi), więc kolega bez kluczy nocował u koleżanki (romans! romans!). w ogóle rozchodziliśmy się o piątej, czyli kiedy był limit czasowy, bo hotel musiał przygotować restaurację do śniadania. na dworze robiło się jasno i wawel wyglądał cudnie. my zostawaliśmy na noc w hotelu, ale wydaje mi się, że ostatnia wychodząca grupa wzięła jeszcze butelkę wódki i sok, żeby zakończyć imprezę w plenerze.

          ogólnie byliśmy i jesteśmy z wesela bardzo zadowoleni.

          czy na tym forum jest zwyczaj polecania usługodawców, z których się jest zadowolonym? chętnie bym poleciła parę osób.
        • agniesiek zdjęcia 17.08.11, 06:55
          dzięki smile też jestem zachwycona tym, jak wygląda na zdjęciach - zwłaszcza z boku. że też udało mi się ją tak ładnie ułożyć siadając...
          poza tym widziałam filmik i fajnie wyglądała również w ruchu.

          a jak wam się podobają elfy? wink
            • agniesiek Re: zdjęcia 17.08.11, 22:08
              wow, jaki komplement! dzięki smile
              po tym, jak zobaczyłam rok temu na forum przygotowania (i budżety) innych dziewczyn (w tym zii, ale nie wiedziałam wtedy, że jest ona raczej wyjątkiem) byłam trochę załamana i zwątpiłam, że z naszym budżetem, czasem i możliwościami uda się nam zdziałać coś ładnego. ale się udało smile
              • annqaa Re: zdjęcia 19.08.11, 12:36
                Pięknie wyglądaliście!
                Suknia zjawiskowa! Ze zdjęć z przymiarek nie było tego widać, ale ona jest cudna i jeszcze ten trensmile
                Bukiet bardzo lekki!!

                Pozdrawiam!!
                Ania i wszystkiego dobregosmile
    • agniesiek Re: Najlepszy z możliwych ślubów 22.12.11, 08:54
      Zamykamy właśnie rok naszego ślubu. Wraz z kartkami świątecznymi wysłaliśmy podziękowania gościom (robione przeze mnie kartki zdobione tymi samymi pieczątkami, co winietki na weselu). Wysłaliśmy tez każdemu po zdjęciu.

      Chętnie przeżyłabym ten ślub raz jeszcze. I nawet wesele smile

      A świetna wiadomość jest taka, że już niedługo będę mogła pokazać komplet zdjęć. To znaczy zdjęcia wybrane z kompletu. Przypomnę, że nie mieliśmy ich do tej pory, bo fotografowali nas znajomi ze Stanów, w ramach prezentu ślubnego. Oczekiwanie więc trwało długo i chyba wszyscy poza mną zaczęli się już denerwować. Ale kilka dni temu płytka ze zdjęciami została wysłana, a my w międzyczasie mamy ich przedsmak w postaci podglądu na ich stronie. Tak trzeba się logowac i w ogóle są tam wszystkie zdjęcia (chyba ok. tysiąca), więc pokażę tu wybrane, kiedy otrzymam płytkę.

      Poza tym zastanawiam się nad sprzedażą sukni... Tylko nie wiem, czy ktoś chciałby taką szytą, no-name.