I na mnie przyszedł czas.....

06.07.11, 10:16
Witam wszystkich,
Już po zaręczynach, data ustalona, najwyższy czas zabrać się za przygotowania.
Ślub ma się odbyć 28 kwietnia 2012r. Do dnia dzisiejszego jest podpisana umowa na salę oraz noclegi dla gości. Musimy jeszcze podpisać z hotelem aneks w sprawie menu oraz dodatkowych atrakcji weselnych.
Ponadto moja mama znalazła zespół, ale umowy jeszcze nie mamy podpisanej.

Przeraża mnie ogrom przygotowań, szczególnie że jest problem logistyczny ze spotkaniami z podwykonawcami. Jestem na stałe ok. 400 km od miejsca ślubu i wesela, więc są możliwe tylko ustalenia telefoniczne/emailowe i ewentualne spotkania w weekendy.

Na chwilę obecną zastanawiam się nad wyborem zespołu i tu pojawia się moje pierwsze pytanie: Czy ktoś zna jakiś sprawdzony zespół z Trójmiasta i okolic?
    • chomiczkami Re: I na mnie przyszedł czas..... 06.07.11, 21:38
      Gratulacje smile.
      Niestety, nie znam zespołów... spróbuj poszukać w internecie, a potem spytać tu o opinie.
      Podwykonawcami? Chyba nie bardzo rozumiem...
      • poziomka_84 Re: I na mnie przyszedł czas..... 06.07.11, 22:26
        a zastanawiałaś się może nad DJem? ostatnio byłam na weselu, gdzie nad oprawą muzyczną czuwali chłopaki z Fabryki Uśmiechu (są z Torunia, ale pewnie z dojazdem nie będzie problemu) - jestem zachwycona! leciały same największe przeboje, nogi rwały się do tańca; zabawy oczepinowe były nienachalne i bardzo zabawne, pełna kultura! co jakiś czas proponowali też gościom różne wspólne zabawowe tańce, które wzbudzały wielką radość smile

        gdybyśmy byli na etapie wyboru "muzykantów", to po tym weselu na pewno byśmy się zgłosili do Fabryki, ale już mamy "swojego" DJa, który też jest dobry.

        pozdrawiam
    • kacza-noga Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 10:42
      Gratulacje!! A przygotowań faktycznie jest dużo, ale ze wszystkim można dac sobie radę smile
    • matafleur Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 20:17
      Dzisiaj zrobiłam ogólną listę co trzeba zrobić. Niestety lista liczy aż 30 punktów co mnie lekko przeraziło.
      W sprawie muzyki: nad DJ myślałam. Niestety ani moja mama ani teściowa nie widzą możliwości aby był DJ zamiast zespołu. Szanuję ich zdanie i chcę uniknąć zbędnych kłótni dlatego przystałam na pomysł z zespołem. Obecnie rozważana jest Orkiestra Zbigniewa Pawlaka w składzie 8 osobowym, ale oni są z Poznania więc dochodzą koszty ich przejazdu.
      Sprawdzałam w necie różne zespoły ale nie trafiłam na nic ciekawego. Szukam zatem inspiracji albo podpowiedzi konkretnej jaki zespół jest dobry za rozsądną cenę ( uprzedzając pytania za rozsądną cenę uważam do 5000).

      Za to dzisiaj znalazłam buty. Dwa modele które mi się podobają lecz nie mogę się zdecydować. Poniżej ich zdjęcia i z przyjemnością przeczytam opinie a także sugestie co do butów.
      https://media.redgaloshes.com/sq/273/017421.jpg
      https://www.butyslubne.com.pl/miniatura/1000x1000/foto_produktow/107ba.jpg

      ewentualnie takie
      https://www.butyslubne.com.pl/miniatura/1000x1000/foto_produktow/106-31ba.jpg
      • deszcz.ryb Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 21:02
        Teraz przyuważyłam:

        > W sprawie muzyki: nad DJ myślałam. Niestety ani moja mama ani teściowa nie widz
        > ą możliwości aby był DJ zamiast zespołu. Szanuję ich zdanie i chcę uniknąć zbęd
        > nych kłótni dlatego przystałam na pomysł z zespołem.

        Czy to znaczy, że rodzice i teściowie fundują ci to wesele? W takim razie posłuchaj dobrej rady bardziej doświadczonej kolezanki i zrezygnuj z takiego rozwiązania. wink Już w sprawie muzyki i sukienki musiałaś ustąpić, a co będzie dalej? U mnie też wesele w większej części finansują rodzice i teściowie, i też muszę ustępować w różnych mniej lub bardziej ważnych dla mnie punktach. To nie tragedia, bo nie podchodzę do tego wesela jak do nie wiadomo jak ważnego wydarzenia, niemniej to wkurzające. wink

        > Dzisiaj zrobiłam ogólną listę co trzeba zrobić. Niestety lista liczy aż 30 punk
        > tów co mnie lekko przeraziło

        Z tymi listami to pitolenie takie. wink Daj na luz - najważniejsze, żebyś zarezerwowała sobie fajną salę z dobrą obsługą i jedzeniem, fajną orkiestrę i ewentualnie kościół [o ile to tak bardzo oblegany kościół]. Resztę z palcem w... nosie załatwisz na 3 miesiące przed weselem [o ile nie jesteś osobą, która kilka miesięcy nie może zdecydować się na sukienkę].
      • bukfa Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 21:05
        Buty fajne te trzecie. I dobre do tanca.
    • matafleur Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 20:32
      Jeszcze jedno pytanie: Czy może orientujecie się kiedy należy się zapisać na nauki i do poradni? Ile miesięcy przed ślubem ?
      • deszcz.ryb Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 20:49
        Właśnie jestem na tym etapie.

        Wszystko zależy od księdza, który wam będzie udzielał ślubu i od miejsca, w którym chcecie te nauki brać. My mieliśmy zaświadczenia o naukach ze szkoły średniej, więc nie musieliśmy ich powtarzać, znam jednak przypadki [w innym mieście], kiedy ksiądz stwierdził, że to nic nie szkodzi, że młodzi mają zaświadczenia, lepiej niech powtórzą te nauki bo pewnie wszystko zapomnieli. wink

        Poradnia - też wiele zależy od tego, gdzie chcecie do niej chodzić i czy macie duży wybór. Jeżeli mieszkacie w małym miasteczku z jedną poradnią, to warto zainteresować się parę miesięcy przed ślubem, jakie są terminy i ewentualnie się umówić. A jeżeli w dużym mieście to możecie trochę poczekać z poradnią. Chyba, że wybrana przez was poradnia jest "ulubionym" miejscem młodych par, wtedy powinniście się zapisać nawet parę miesięcy wcześniej. Ale są też poradnie [w dużych miastach], w których nie zapisujesz się na termin, tylko przychodzisz konkretnego dnia i czekasz w kolejce - z reguły bez problemu można się dostać. Aha - nie musisz być 3x w tej samej poradni, możesz chodzić do różnych.

        Pierwszy raz w takiej poradni byłam tydzień temu, zostało mi ok 1,5 miesiąca do ślubu. Bez problemu ze wszystkim zdążę. wink
        • matafleur Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 21:52
          >deszcz.ryb
          Dziękuje bardzo za informacje dotyczące poradni i nauk. Niestety nasz ksiądz stwierdził, że nauki "szkolne" nie wystarczą i mamy powtarzać. W sprawie poradni się nie orientowałam ale myślę, że w Warszawie (tu mieszkamy z narzeczonym) jest ich kilka. Z Twojego posta wynika, że niektóre poradnie są oblegane. Rozumiem, że tam spotkania odbywają się w znośnej formie ? Poszukam zatem na necie

          W sprawie kosztów wesela to w części finansują je rodzice. Sami zaproponowali takie rozwiązanie, bo chcieli mieć w tym swój udział. Problem był już na początku, gdyż myśmy w ogóle nie za bardzo chcieli wesela jednak rodzice stwierdzili, że oni nie wyobrażają sobie inaczej dlatego przystaliśmy na tą opcje.
          • deszcz.ryb Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 22:13
            > Dziękuje bardzo za informacje dotyczące poradni i nauk. Niestety nasz ksiądz st
            > wierdził, że nauki "szkolne" nie wystarczą i mamy powtarzać.

            No to z terminami nauk nie powinniście mieć problemów, bo nauki odbywają się w grupach i można się zapisać nawet na najbliższy termin [sądząc po bardzo obleganych, krakowskich naukach].

            >Z Twojego posta wynika, że niektóre poradnie są oblegane. Rozumiem
            > , że tam spotkania odbywają się w znośnej formie ?

            Niestety, nie wiem - poszliśmy do takiej najbardziej obleganej, krakowskiej [dominikanie] i mają tam terminy dopiero na wrzesień. W związku z tym poszliśmy do poradni przy Bazylice Mariackiej, takiej, do której nie zapisujesz się na terminy. Sądziłam, że związek z Bazyliką zobowiązuje - niestety, raczej się rozczarowałam. uncertain Pani, która prowadziła rozmowę, wyglądała, jakby się nas bała, mowiła enigmatycznie, nie kończyła wątków i się zacinała. I dlatego teraz spróbujemy trafić na kogoś innego. Wszystko zależy od tego, na kogo się trafi, życzę szczęścia.

            > W sprawie kosztów wesela to w części finansują je rodzice. Sami zaproponowali t
            > akie rozwiązanie, bo chcieli mieć w tym swój udział. Problem był już na początk
            > u, gdyż myśmy w ogóle nie za bardzo chcieli wesela jednak rodzice stwierdzili,
            > że oni nie wyobrażają sobie inaczej dlatego przystaliśmy na tą opcje.

            Szczerze ci powiem, że ja - nauczona doświadczeniem - już bym nie zrobiła wesela, jeżeli rodzice mieliby się do niego dokładać. Wiadomo, że trzeba w pewnych sprawach ustąpić, w pewnych wypracować kompromis, ale po jakimś czasie to się robi męczące. Człowiek zaczyna żałować, że nie zrobił samego ślubu bez wesela a wesela później, za swoje pieniądze, jak się ich dorobi. Wtedy można zrobić dokładnie tak, jak się chce. No nic, mnie pozostało przyjąć na klatę konsekwencje mojej decyzji tongue_out ale może ty się zastanowisz?
            • matafleur Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 22:36
              Nie raz się zastanawiałam nad weselem. jak już wcześniej napisałam samo wesele to nie była kwestia kosztów. Ani ja ani mój narzeczony nie chcieliśmy wesela, a raczej skromny obiad dla rodziny. Niestety rodzice się uparli i mamy tego efekt. Stwierdzili, że oni je wyprawią skoro my nie chcemy i oni za nie zapłacą. Przy tak stanowczej decyzji nie mieliśmy wyjścia ( padło nawet w nerwach stwierdzenie że jak chcemy to możemy na wesele nie przychodzić big_grin, które do zdanie jest hitem i zawsze nam poprawia humor jak sobie przypomnimy) Stanęło więc na weselu. Niestety muszę się włączyć w przygotowania, a raczej prawie samej wszystko robić bo inaczej narażam się na zarzut braku zaangażowania. Podeszłam zatem do sprawy jak do organizacji trochę większej imprezy dla znajomych. Na całe szczęście udało nam się ustalić że poza rzucaniem welonem nie będzie więcej zabaw weselnych ani nie będzie też dziwnych przyśpiewek, co już jest dla mnie sukcesem.
              • deszcz.ryb Re: I na mnie przyszedł czas..... 07.07.11, 22:45
                > Niestety muszę się włączyć w przygotowania, a raczej prawie samej wszystko r
                > obić bo inaczej narażam się na zarzut braku zaangażowania.

                No, ja się poczułam zwolniona z wielu obowiązków. Skoro mojej matce tak zależy, to niech ma zabawę. wink I tak ona (w porozumieniu z teściami) załatwia orkiestrę, fotografia, jakąś fotoksiążkę chce zrobić - chce, niech ma. Najważniejsze, że ja nie muszę tego załatwiać. tongue_out

                I tak bym ci radziła - pomyśl, co jest dla ciebie mało ważne - i przerzuć to na innych. smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja