lidkawozniak
11.08.11, 00:16
Planuję niedługo wziąć ślub w jednym z kościołów w Warszawie.
Ponieważ oboje pochodzimy z muzycznych rodzin chcielibyśmy, żeby oprawa muzyczna ślubu była na wysokim poziomie (zarówno pod względem repertuaru jak i jakości wykonania), mam wielu krewnych i znajomych, którzy są w stanie to zapewnić. Jedna z tych osób zgodziła się - w ramach prezentu ślubnego, czyli w pewnym sensie nie za darmo - zagrać na naszym ślubie na organach.
Okazało się jednak, że "etatowy" organista z tego kościoła życzy sobie, by zapłacić mu za niegranie taką samą kwotę, jaką dostałby, gdyby to on grał na naszej mszy. Szczerze powiedziawszy uważam to za bardzo nieuczciwe. Owszem, tłumaczył to podejście tym, że biorąc kogoś innego na jego miejsce odbieramy mu zarobek, ja to rozumiem i osobiście chętnie zapłaciłabym mu "symboliczne" 50 zł za udostępnienie organów, o które na co dzień dba, ale po pierwsze moglibyśmy w tym kościele w ogóle nie brać ślubu, i wtedy nic by nie zarobił (nie jest to oblegany kościół jeżeli chodzi o śluby a i termin jest mało popularny), a po drugie słyszeliśmy jak grał na innym weselu i uważamy, że grał kiepsko - czyli albo jest kiepskim organistą, albo się nie przyłożył. Chociażby z tego względu chcemy wziąć kogoś, komu ufamy.
Trochę się chciałam wyżalić, a trochę zapytać, czy może podobne historie was spotkały?
A może olać faceta i mu nie zapłacić? Tylko co wtedy? Zamknie organy na klucz i pójdzie sobie?
A może to jest zwykłe wyłudzenie i szantaż, i należy go postraszyć?
Swoją drogą w samym kościele chcieliśmy zostawić trochę wyższe "co łaska", teraz najprawdopodobniej zostawimy wybadane "zwyczajowe minimum".