Gość: sabinka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.09.04, 17:47
1. Temat chyba dziwny, bo kto jak kto, ale wizażystki powinny się znć na
rzeczy... Poszłam dzisiaj na próbny makijaż. Babka dość długo wybierała
podkład, w końcu wybrała zdecydowanie za ciemny. Na moją uwagę, że chyba jest
trochę niedopasowany, oświadczyła, że mam "chłodny typ urody" (włody złoty
blond, piwne oczy, jasna - ale nie sina - cera) i że w innym, jaśniejszym
odcieniu będę wyglądała "blado". Efekt: mam ciemną twarz, a szyję, dekolt i
ramiona niemal białe...
2. Jak w końcu nałożyła mi grubą warstwę 1. podkładu, 2. korektora, 3. pudru,
spytała, jaki jest kolor sukni. Powiedziałam, że bodro, a ona... umalowała mi
oczy kilkoma odcieniami soczystego fioletu!!! Wyglądam jakby ktoś mnie pobił,
nie mówiąc o tym, że moje oczy wyglądają, jakby ktoś je zgasił
3. Na koniec hojnym gestem nałożyła mi róż na policzki w kolorze żarówiastego
różu, "podkreślając kości policzkowe". Efekt: wyglądam jak rumiana Heidi.
4. Szminka, cóż... na wesele to chyba powinna być trwała... zjadła się po
minucie.
A ja teraz modlę się, żeby mi nie wyskoczyła jakaś opryszczka, jęczmień czy
inne cudo... i siedzę z tymi cieniami w pracy jak lalka... eech...
Doradźcie: może jednak lepiej, zamiast kosmetyczki, która wie lepiej,
umalować się samej? I być bardziej zrelaksowaną? Trzy razy powtarzałam
kobiecie, że twarz mi się odcina, a ona mi na to, że trzeba było przykryć tę
bladość i że to brzydko wygląda! Kurczę, ale już się do tego
przyzwyczaiłam... I Pan Młody chyba też...