Czy wyszłybyście za bezrobotnego?

IP: *.acn.waw.pl 11.10.04, 19:22
Ciekaw jestem Waszego zdania i liczę na szczerość wypowiedzi. Czy wyobrażacie
sobie wyjście za faceta niemającego stałej pracy? Jeśli tak, to czy nie
byłoby Wam głupio przed rodziną i znajomymi? Otóż pewna moja znajoma zgodziła
się wyjść za pewnego znajomego, który to jest nie tak świeżo upieczonym
absolwentem. Owszem gościu całkiem spoko, fajnie chodzi się z nim na piwo,
tytuł przed nazwiskiem jest, ale pracy nie ma. Nie ukrywam, że się nieco
zdziwiłem, że ci ludzie się pobierają. Wiem, że dla wielu najważniejsze jest
uczucie, ale z czegoś trzeba żyć. W związku z tym mam do Was pytanie j.w. Czy
nie obawiałybyście się, że jeżeli gościu przez x miesięcy po ukończeniu
studiów nie jest w stanie z takich czy innych powodów podjąć ŻADNEJ pracy, to
DOBREJ może nie znaleźć nigdy? Czy ww. stan rzeczy nie dyskwalifikuje w
Waszych oczach potencjalnego kandydata na męża? Co innego, jeżeli np.
niepracująca studentka wychodzi za ustawionego już faceta. A może to ja
jestem jakiś dziwny?
    • dafni Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? 11.10.04, 20:08
      Może gdyby w naszym kraju sytuacja na rynku pracy była lepsza, to miałoby sens
      ocenianie kogokolwiek po tym czy ma pracę czy też nie. Ale przy tak wysokim
      bezrobociu masę nawet wykształconych ludzi nie może sobie poradzić.
      Jeśli miałabym pracę i mogła utrzymać i siebie i męża to nie widzę żadnych
      przeszkód. Oczywiście pod warunkiem, że szukałby jakiegoś zajęciasmile
      • marcysia51 Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? 11.10.04, 22:20
        Jesteś dziwny jak najbardziej,ja wyszłam za mąż za bezrobotnego,ale w końcu
        pracę ma zarabia dobrze,a przy naszym rynku pracy niestety raz ona jest a raz
        nie ma.Ale moje gratulacje jeżeli decyzje o zawarciu związku małżeńskiego
        zależy u ciebie od tego czy wybranka posiada prace czy nie.
    • ruda_szczurka Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? 12.10.04, 01:41
      Gość portalu: sondaż napisał(a):

      > Ciekaw jestem Waszego zdania i liczę na szczerość wypowiedzi. Czy wyobrażacie
      > sobie wyjście za faceta niemającego stałej pracy?

      W zyciu....

      Jeśli tak, to czy nie
      > byłoby Wam głupio przed rodziną i znajomymi?

      Olać rodzine i znajomych... Jak ktoś nie potrafi sobie znalezc zajecia to moze
      sie okazac, ze zalatwic sprawy w jakimkolwiek Urzedzie tez nie da rady...

      Otóż pewna moja znajoma zgodziła
      > się wyjść za pewnego znajomego, który to jest nie tak świeżo upieczonym
      > absolwentem. Owszem gościu całkiem spoko, fajnie chodzi się z nim na piwo,

      a kto za to piwo placi skoro pan absolwent nie ma pracy..?

      > tytuł przed nazwiskiem jest,

      jedyny tytul jaki robi na mnie wrazenie to hrabia ale takich malo juz jest w
      dzisiejszych czasach wink Napatrzyłam sie na magistrów-niedojdów i doktorów-
      frustratów...

      ale pracy nie ma. Nie ukrywam, że się nieco
      > zdziwiłem, że ci ludzie się pobierają.

      tez sie dziwie, ze facet bez pracy zakłada rodzinę, o która nie jest w stanie
      zadbać. Ale to ich sprawa...

      Wiem, że dla wielu najważniejsze jest
      > uczucie, ale z czegoś trzeba żyć.

      dokladnie. i nawet nie o same pieniadze chodzi ale o zaradnosc, umiejetnosc
      przetrwania, radzenie sobie w zyciu. Dla mnie wyksztalcony, dorosły mezczyzna
      nie umiejacy zorganizowac sobie zajecia nie ma "jaj"...

      W związku z tym mam do Was pytanie j.w. Czy
      > nie obawiałybyście się, że jeżeli gościu przez x miesięcy po ukończeniu
      > studiów nie jest w stanie z takich czy innych powodów podjąć ŻADNEJ pracy, to
      > DOBREJ może nie znaleźć nigdy?

      Obawiam sie ze wcale sie nie stara, lub nie stara sie wystarczajaco...

      Czy ww. stan rzeczy nie dyskwalifikuje w
      > Waszych oczach potencjalnego kandydata na męża?

      nie tylko na meza...

      Co innego, jeżeli np.
      > niepracująca studentka wychodzi za ustawionego już faceta.

      co innego bo sie tak utarło, ze to mezczyzna ma zapewnic byt rodzinie. Ale bywa
      ze studentce raczki sie nie rwa do pracy i tak sobie z zamilowaniem studiuje
      lata cale wink
      ale co kto lubi... rozni ludzie - rozne odpowiedzi.


      A może to ja
      > jestem jakiś dziwny?


      ja chyba tez bo powyzej kolezanki maja odmienne zdanie.
    • Gość: Patrycja Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? IP: *.sgib.com 12.10.04, 09:11
      Moim skromnym zdaniem, najwazniejsze jest pytanie, czy mlode malzenstwo bedzie
      mialo z czego zyc bez pomocy krewnych. Ja osobiscie poczekalabym ze slubem, az
      moj ukochany znajdzie prace, z tego prostego wzgledu, ze facet bez pracy jest z
      natury lekko sfrustrowany. Za co sobie kupi gajerek do slubu?smile. Z jednej
      pensji ciezko jest wynajac mieszkanie, urzadzic slub (nawet bez wesela) i
      wyzywic sie. Dlatego uwazam, ze ODPOWIEDZIALNI ludzi najpierw koncza szkole,
      znajduja prace i majac perspektywy i oszczednosci sie pobieraja. Nie na odwrot.
      Co to za dorosle malzenstwo, co zyje na garnuszku u rodzicow? tak zyja dzieci.
      • andzia353 Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? 12.10.04, 10:22
        zgadzam się z przedmówczynią
    • Gość: Efka Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.10.04, 12:27
      Jeśli drugie ma pracę to tylko ich sprawa i nieważne, czy utrzymującym jest
      kobieta czy mężczyzna, jeśli to tylko obojgu taki układ odpowiada. Jeśli oboje
      nie mają pracy, lub jedno ma pracę, ale nie pozwalającą się utrzymać i
      zamierzają żyć na garnuszku rodziców, to jest co najmniej śmieszne. Dzieci nie
      powinny zakładać rodziny, poza tym to wykorzystywanie rodziców.
      • justynnka Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? 12.10.04, 12:46
        krótko - nie. taki człowiek nie daje oparcia,poczucia bezpieczeństwai
        stabilizacji. skoro nie umie zatroszczyć się sam o siebie to jak zatroszczy się
        o zonę i ewentualne dziecko? nie jestem zwolenniczką ,,niepracującej" żony ale
        to do męzczyzny należy zapewnienie bytu rodzinie. i nie wegetacji tylko
        normalnego zycia - z mieszkaniem, samochodem, planami i perspektywami na
        przyszłośc.
    • Gość: Ania nigdy nie wiadomo co los może nam zesłać... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 12:54
      Gdy wychodziłam za mąż , a właściwie, gdy zapadła decyzja o naszym ślubie
      pracowaliśmy ,ale ja za marne grosze , a mąż dorywczo jako informatyk,(oboje
      jesteśmy po ciężkich studiach) na trzy miesiące przed ślubem straciliśmy pracę
      oboje...było kiepsko finansowo, ale bardzo się kochaliśmy i nie poddawaliśmy
      się na przekór wszystkim pesymistombig_grin po ślubie przez pół roku pomieszkiwaliśmy
      kątem u naszych rodziców , by wreszcie znaleźć dobrą pracę i zamieszkać na
      szczęście we WŁASNYM przytulnym,mieszkaniu, które sami za swoje oszczedności i
      prezenty kopertowe z wesela urządziliśmy i wyposażyliśmy od przysłowiowej
      łyżki...Teraz dobrze zarabiamy i prowadzimy własną firmę, w przyszłym roku
      zamierzamy się budować,niedługo przyjdzie na świat nasze pierwsze maleństwo i
      z perspektywy czasu mogę powiedzieć, ze NIGDY nie żałowałam ,ze wyszłam za
      męża , który był bez pracy, ale za to kochał mnie i kocha najmocniej na
      świecie, a ja jegosmile...właśnie te życiowe materialne "niedogodności" zbliżyły
      nas bardziej do siebie , zawsze mogliśmy na siebie liczyć i wiemy ,ze gdy
      kiedyś nie będzie lekko lub stracimy to co mamy materialnego, czyli mieszkanie,
      samochody i pełne konta to mamy siebie i naszą miłośćsmile kocha się nie
      za "coś"(czyli nie za pracę , która raz jest , a raz jej nie ma, bo takie
      czasy) tylko kocha się bezwarunkowo...niektórzy tę prostą prawdę odkrywają za
      późno i dziś moi znajomi , którym tak dobrze się wiodło i mieli wszystko podane
      na tacy teraz są nieszczęsliwi... uczuć żadnym bogactwem człowiek nie
      zdobędzie...a rodzina, miłość i prawdziwa przyjaźń to rzeczy bezcenne...

      szczęsliwa mężatka i... była bezrobotna.

    • Gość: ania.de Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.04, 14:58
      mu podjęliśmy decyzję o pobraniu się w trakcie studiów, na 9 semestrze. oboje
      nie mieliśmy pracy, oszczędności jednym słowem gołodupcy. ja się obroniłam w
      lipcu, mój mąż jeszcze nie skończył studiów ale od 3 m-cy już oboje pracujemy.
      nie balismy sie podjąc tego ryzyka i pobrac sie mimio, iz nie mielismy nic
      materialnego na naszym koncie. zaryzykowalismy, i znależliśmy prace. jestesmy
      szczesliwym małżenstwem.
      na twoje pytanie moge tylko powiedziec, że wszystko zalezy o osob, które tworza
      ten zwiazek. ja wiedzialam ze moj wowczas narzeczony zawsze zarobi na chleb,
      nawet jesli musialby kopac rowysmilenie mialam co do tego obaw. tak samo bylam
      pewna, ze ja znajde prace, chocby na kasie w sklepie. ale te scenariusze sie
      nie spelnily, 3 m-ce przed slubem dostalismy dobra prace, w zawodzie, za dobre
      pieniadze. uwazam, ze nie nalezy czekac ze slubem tylko dlatego, ze nie ma sie
      oszczednosci, samochodu, mieszkania. wazne zeby sie kochac, wiezyc we wspolna
      przyszlosc, we dwoje jest latiwej we wszystkim.nie warto czekac tylko dla
      pieniedzy.
      • Gość: marynia30 Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 12.10.04, 15:53
        Zgodzę się tu z rudą_szczurką, że chodzi tu raczej o zaradność faceta. Nie
        rozumiem zdania: SKOŃCZYŁEM ŚWIETNE STUDIA I NIE MA DLA MNIE PRACY. Z jakiś tam
        powodów pracy można nie mieć przez miesiąc, kwartał, no ale w końcu ktoś kto
        ma choć trochę ambicji, wstydu i odrobiny oleju w głowie, złapie się za jakieś
        zajęcie. Żaden wstyd dla faceta, jak kobieta dom utrzymuje. Ale na litość, nie
        przez pół życia albo całe, o zgrozo. A znam takie małżeństwa...
        • ruda_szczurka Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? 12.10.04, 20:39
          dla mnie gość mowiący "skonczyłem swietne studia i nie ma dla mnie pracy" jest
          albo uposledzony spolecznie, albo zwyczajnie tak leniwy, ze pracy nie szuka.
          Praca nie puka do drzwi, nie wystarczy obrona dyplomu na nawet najlepszej
          uczelni. Trzeba ruszyc 4litery i ja sobie znalezc. Moze to potrwac ale
          ludzie...bez przesady...
          Znam przypadek wybitnego absolwenta uniwersytetu, ktory nie raczy isc do byle
          jakiej pracy a nic ambitnego wsrod ofert nie ma... nie przeszkadza mu jednak
          to, ze zyje na koszt mamusi - pracownika fizycznego... dla mnie obrzydliwe i z
          ambicja nie ma nic wsplnego.
      • Gość: Patrycja Re: Czy wyszłybyście za bezrobotnego? IP: *.sgib.com 13.10.04, 10:45
        Skoro nie mieliscie pracy, oszczednosci ani nic, to z czego zyliscie? Gdzie
        mieszkaliscie? Co by bylo, gdybyscie pracy nie dostali?
        Podejrzewam, ze pomogli Wam rodzice i pewnie wciaz u nich mieszkacie. Macie
        szczescie, ze ma Wam kto pomoc, ale co to za radocha udawac doroslych, bedac i
        postepujac jak dzieci, ktorym sie zachcialo bawic w dom?
Pełna wersja