andzia010
23.03.05, 11:06
Jesteśmy ze sobą 2,5 roku.Jest cudownie.Kochamy się i stanowimy naprawdę
trwały związek,jest jednak jedna rzecz,która mnie nie pokoi...
Dużo rozmawiamy o przyszłości o tym jak będzie wyglądało nasze małżenstwo.. i
tp.Nie rozmawiamy jednak o konkretach..Nawet nie jesteśmy jeszcze
zaręczeni..Mama Piotra,jak i moja dużo wypytują o nasze plany,a ja kompletnie
nie wiem co mam im odpowiadać..Nie pokoje się..Czy słusznie?Sama nie wiem..
Kiedyś,zapytałam wprost-jak on to widzi..Powiedział,że chciałby się ze mną
ożenić w przyszłym roku/bo nie bardzo teraz z kasą/..Ale rzucił to chyba na
odczepnego,bo jak wrocze na ten temat,odrazu od niego odbiega..No,ale na
kredyt,np.na nowy komp.kasa się zawsze znajdzie..Ech..Nie myślcie,że się
czepiam,lub,że go wystraszę-ja poprostu tak to widzę..Nie chcę z nim "chodzić
wiecznie",tylko nie mam pojęcia jak dać mu to do zrozumienia...(?)
Przytoczę tu jeszcze pewną historię,która kompletnie wybiła mnie z równowagi..
We wrześniu byliśmy w Bieszczadach i na Ukrainie.Kiedy wdrapaliśmy się na
górę /Smerek/,Piotr chwycił mnie za rękę i powiedział"Wiesz Kochanie,chciałem
Ci się tu oświadczyć,ale byłem za bardzo zajęty by wybrac pierścionek"..Nic
chyba mówić nie muszę..Napewno domyślacie się jak się wtedy czułam..
Proszę o rady...