Gość: zuza
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.04.05, 18:42
...a wszystko przez wesele.
Wszystko bylo ok do momentu, kiedy musielismy zdecydowac co robimy po slubie -
czy wesele, czy obiad, czy nic. Obiad wydawal sie idealnym rozwiazaniem ale
jest maly problem - Jego cala rodzina mieszka w tym samym miescie co my, moja
wszedzie, tylko nie tu
1. Nie wyobrazam sobie slubu bez niektorych osob z mojej rodziny.
2. Przeciez nie zaprosze ludzi, ktorzy przyjada z roznych stron Polski tylko
na "ziemniaczki".
3. Maja przyjechac dopiero na moj pogrzeb???
4. tak szczerze, to tylko wesele pozwoli na jakis zwrot kosztow
5. kurde, a czemu nie mam sie bawic cala noc swietujac wyjatkowy dzien
naszego zycia??
Podjelam decyzje, ze bedzie wesele. Podjelam sama, bo on powiedzial ze mam
robic, jak uwazam. No, to teraz mam...
Jest fatalnie dziewczyny, fatalnie. On nie jest kompletnie zaangazowany w ten
dzien. Nic go nie obchodzi. Nie chce rozmawiac - kompletnie nie ten czlowiek.
Dzieciuch jakis.
Nie potrafie zrezygnowac z wesela. Gdyby to nie bylo dla mnie wazne, nie
robilabym tego. Jest mi przykro. Wiem, ze to dla niego trudne, bo ma sie
odbyc cos, czego niecierpi. Powiedzial,ze tego dnia postara sie, zeby
wszystko bylo fajnie. Rozumiecie, postanowil sie poswiecic, ale tylko na ten
jeden dzien - do dnia slubu bede odbywac cieeeeezka kare.
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tak sobie wyobrazalam ten okres swojego zycia!!
nie tak!!!