on sie nie cieszy na ten dzien...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 18:42
...a wszystko przez wesele.
Wszystko bylo ok do momentu, kiedy musielismy zdecydowac co robimy po slubie -
czy wesele, czy obiad, czy nic. Obiad wydawal sie idealnym rozwiazaniem ale
jest maly problem - Jego cala rodzina mieszka w tym samym miescie co my, moja
wszedzie, tylko nie tu sad
1. Nie wyobrazam sobie slubu bez niektorych osob z mojej rodziny.
2. Przeciez nie zaprosze ludzi, ktorzy przyjada z roznych stron Polski tylko
na "ziemniaczki".
3. Maja przyjechac dopiero na moj pogrzeb???
4. tak szczerze, to tylko wesele pozwoli na jakis zwrot kosztow
5. kurde, a czemu nie mam sie bawic cala noc swietujac wyjatkowy dzien
naszego zycia??

Podjelam decyzje, ze bedzie wesele. Podjelam sama, bo on powiedzial ze mam
robic, jak uwazam. No, to teraz mam...
Jest fatalnie dziewczyny, fatalnie. On nie jest kompletnie zaangazowany w ten
dzien. Nic go nie obchodzi. Nie chce rozmawiac - kompletnie nie ten czlowiek.
Dzieciuch jakis.
Nie potrafie zrezygnowac z wesela. Gdyby to nie bylo dla mnie wazne, nie
robilabym tego. Jest mi przykro. Wiem, ze to dla niego trudne, bo ma sie
odbyc cos, czego niecierpi. Powiedzial,ze tego dnia postara sie, zeby
wszystko bylo fajnie. Rozumiecie, postanowil sie poswiecic, ale tylko na ten
jeden dzien - do dnia slubu bede odbywac cieeeeezka kare.
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tak sobie wyobrazalam ten okres swojego zycia!!
nie tak!!!
    • minerwamcg Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 18:49
      Hę, jak już zaciska zęby i cierpi (bo np. rozumie konieczność urządzenia
      przyjęcia dla Twojej rodziny), to niechby choć cierpiał z gestem, klasą i dobrą
      miną do złej gry. Byłoby wówczas łatwiej nie tylko Tobie, ale i przede
      wszystkim jemu samemu. W końcu, do licha, wesele to nie operacja wyrostka
      robaczkowego. Nie wszystko musi mu się podobać, ale na pewno gdyby chciał,
      znalazłby w całej sytuacji jakąś dobrą stronę.
    • Gość: kobieta23 Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.unregistered.media-com.com.pl 13.04.05, 19:02
      Większość mężczyzn nie przywiązuje tak dużej wagi do tego co się będzie działo.
      Kobiety dbają o szczegóły i dlatego tak bardzo zależy nam by wszystko było
      zapięte na ostatni guzik. Postaraj porozmawiać się z przyszłym mężem spokojnie
      ale zdecydowanie (nie wskazana kłótnia). Jeśli się już zgodził to znaczy że
      bardzo Cię kocha i dla niego nie jest ważne kto będzie Was oglądał szczęśliwych
      w dzień ślubu, wydaje mi się że dla niego liczy się Wasze dalsze życie. Skoro
      chcesz by niektóre osoby z Twojej rodziny były to zaproś je, a tych których nie
      masz ochoty oglądać po prostu nie zapraszaj. Nigdy nie da się wszystkich
      zadowolić. To ma być dla Was najważniejszy dzień, a nie dla gości. Życzę
      szczęścia.
    • pati102 Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 19:43
      mam propozycje-pokaz mu ten post i niech sie chlop orientnie jaki jest milutki.
      jesli nie potrafi zrobic Ci takiej malej przyjemnostki to co bedzie potem?
      • minerwamcg Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 19:48
        No, nie przesadzaj, wesele dla kogoś kto nie cierpi takich imprez to nie "mała
        przyjemnostka", tylko całkiem spora ofiara.
        • pati102 Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 19:55
          hmmm tu chodzi chyba o to, ze dziewczyna chce organizowac wesele ze wzglegdu na
          to, ze chce zeby w tym dniu byli z nia jej bliscy a nie, ze wzgledu na impreze
          jakotaka, wiec zachowanie jej faceta jest mocno nie fair wg mnie. nie wiem czy
          facet zdaje sobie sprawe z tego jak przykre moze byc takie zachowanie.
          • a_weasley O ile dobrze rozumiem... 13.04.05, 20:18
            pati102 napisała:

            > hmmm tu chodzi chyba o to, ze dziewczyna chce organizowac wesele ze wzglegdu na
            >
            > to, ze chce zeby w tym dniu byli z nia jej bliscy a nie, ze wzgledu na impreze
            > jakotaka,

            To by miało sens, niestety ze słów Zuzy:

            > czy wesele, czy obiad, czy nic. Obiad wydawal sie idealnym rozwiazaniem ale
            > jest maly problem - Jego cala rodzina mieszka w tym samym miescie co my, moja
            > wszedzie, tylko nie tu sad
            [ciach]
            > 2. Przeciez nie zaprosze ludzi, ktorzy przyjada z roznych stron Polski tylko
            > na "ziemniaczki".
            [ciach]
            > 4. tak szczerze, to tylko wesele pozwoli na jakis zwrot kosztow
            > 5. kurde, a czemu nie mam sie bawic cala noc swietujac wyjatkowy dzien
            > naszego zycia??
            >
            > Podjelam decyzje, ze bedzie wesele.

            wynika coś wręcz przeciwnego.
    • a_weasley Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 19:53
      Gość portalu: zuza napisał(a):

      > ...a wszystko przez wesele.
      > Wszystko bylo ok do momentu, kiedy musielismy zdecydowac co robimy po slubie -
      > czy wesele, czy obiad, czy nic. Obiad wydawal sie idealnym rozwiazaniem ale
      > jest maly problem - Jego cala rodzina mieszka w tym samym miescie co my, moja
      > wszedzie, tylko nie tu sad
      > 1. Nie wyobrazam sobie slubu bez niektorych osob z mojej rodziny.
      > 2. Przeciez nie zaprosze ludzi, ktorzy przyjada z roznych stron Polski tylko
      > na "ziemniaczki".
      > 3. Maja przyjechac dopiero na moj pogrzeb???
      > 4. tak szczerze, to tylko wesele pozwoli na jakis zwrot kosztow
      > 5. kurde, a czemu nie mam sie bawic cala noc swietujac wyjatkowy dzien
      > naszego zycia??
      >
      > Podjelam decyzje, ze bedzie wesele. Podjelam sama, bo on powiedzial ze mam
      > robic, jak uwazam. No, to teraz mam...
      > Jest fatalnie dziewczyny, fatalnie. On nie jest kompletnie zaangazowany w ten
      > dzien. Nic go nie obchodzi. Nie chce rozmawiac - kompletnie nie ten czlowiek.
      > Dzieciuch jakis.
      > Nie potrafie zrezygnowac z wesela. Gdyby to nie bylo dla mnie wazne, nie
      > robilabym tego. Jest mi przykro. Wiem, ze to dla niego trudne, bo ma sie
      > odbyc cos, czego niecierpi. Powiedzial,ze tego dnia postara sie, zeby
      > wszystko bylo fajnie. Rozumiecie, postanowil sie poswiecic, ale tylko na ten
      > jeden dzien - do dnia slubu bede odbywac cieeeeezka kare.
      > aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tak sobie wyobrazalam ten okres swojego zycia!!
      > nie tak!!!
    • jostel Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 20:08
      dziwi mnie, że jemu wszytsko jedno jak będzie wyglądać wasz dzień ślubu
      inna sprawa, że to wasz dzień ślubu, a nie tylko twój - więc może lepiej dość
      do jakiegoś porozumienia, bo jak już nie możecie coś razem zaplanować to co
      będzie później ;O
      szczerze - ale tak myślę wink))
    • a_weasley Dżentelmeni nie dyskutują z faktami 13.04.05, 20:10
      i damy też nie powinny. A właśnie faktem jest, że zbliża się WASZ wielki dzień i
      to WY się powinniście dobrze bawić.
      Gość portalu: zuza napisał(a):

      > 2. Przeciez nie zaprosze ludzi, ktorzy przyjada z roznych stron Polski tylko
      > na "ziemniaczki".

      Obiad weselny też można zrobić elegancki i wystawny. Na Pierwszą Komunię nie
      robi się imprezy z tańcami, tylko właśnie siedzący obiad, a rodziny przyjeżdżają.

      > 3. Maja przyjechac dopiero na moj pogrzeb???

      Na Pierwszą Komunię dziecka wink

      > 4. tak szczerze, to tylko wesele pozwoli na jakis zwrot kosztow

      żenada

      > 5. kurde, a czemu nie mam sie bawic cala noc swietujac wyjatkowy dzien
      > naszego zycia??

      Czy dobrze zrozumiałem, że chodzi Ci o to, żeby się bawić całą noc, i w takiej
      chwili nie jest Ci do tego niezbędny dobrze się bawiący Twój wtedy już dopiero
      co mąż?!
      Nie potrafiłbym zrobić wesela w określonej formule, która by się nie podobała
      mojej narzeczonej. Albowiem to MY zaczynamy WSPÓLNE życie a nie JA zaczynam
      jakiś nowy rozdział MOJEGO życia.
      Problem nie jest teoretyczny, taka sytuacja zaistniała z datą ślubu. Wolałem
      zaryzykowąć, że część moich przyjaciół nie przyjdzie (kolizja z innym weselem)
      niż na siłę coś wciskać narzeczonej. Ciśnie mi się pod pióro "każdy by tak
      zrobił", ale widzę, że nie każdy niestety.

      > Podjelam decyzje, ze bedzie wesele. Podjelam sama, bo on powiedzial ze mam
      > robic, jak uwazam. No, to teraz mam...
      > Jest fatalnie dziewczyny, fatalnie. On nie jest kompletnie zaangazowany w ten
      > dzien.

      A czego się spodziewałaś?

      > Nic go nie obchodzi. Nie chce rozmawiac - kompletnie nie ten czlowiek.
      > Dzieciuch jakis.
      > Nie potrafie zrezygnowac z wesela.

      Jak jemu się nie podoba i okazuje to, to on jest dzieciuch. A jak Ty z uporem
      godnej lepszej sprawy realizujesz coś, co jego w oczywisty sposób odrzuca, to
      jesteś dojrzała?

      > Wiem, ze to dla niego trudne, bo ma sie odbyc cos, czego niecierpi.

      Mimo to chcesz, żeby w najważniejszym momencie Waszego dotychczasowego życia, w
      chwili ślubu, był zestresowany perspektywą czegoś, czego nie cierpi.

      > - do dnia slubu bede odbywac cieeeeezka kare.

      Po stokroć zasłużoną.

      > nie tak sobie wyobrazalam ten okres swojego zycia!! nie tak!!!

      Czarno widzę Wasze dalsze losy, jeżeli nie zrozumiesz (może on też)
      najprostszych rzeczy.
      Wiele rzeczy będzie inaczej, niż sobie wyobrażałaś. A to dlatego, że poślubiasz
      żywego człowieka. Nie jakąś sumę swoich wyobrażeń, dostarczoną na zamówienie
      przez dobrą wróżkę, ale osobę z krwi i kości. Podobnie też wiele rzeczy będzie
      inaczej, niż on sobie wyobraził - z tego samego powodu.
      Wiele spraw będziecie widzieli inaczej. Nie wszystkie da się rozwiązać na
      zasadzie "wasz prezydent, nasz premier" albo "jedna strona się poddaje, a druga
      stawia na swoim i jest zadowolona". Trzeba szukać rozwiązań satysfakcjonujących
      dla obu stron. A jeśli się już stawia na swoim - przynajmniej nie oczekiwać od
      drugiej strony entuzjazmu.
      • Gość: zuza Re: Dżentelmeni nie dyskutują z faktami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 20:37
        > zwrot kosztow - pewnie ze zenada, przyznaje, ale nie jest mi wtyd -wybacz

        > Nie potrafie zrezygnowac z wesela. - szkoda, ze ucialesc wazny fragment:
        gdyby to nie bylo dla mnie wazne, nie upieralabym sie!!

        > Dziuciuch - bo nie chce rozmawiac na ten temat! spodziewalam sie jakiegos
        dialogu

        nie zasluzylam na kare a_weasley
        ja nie tupnelam noga i nie powiedzialam "bedzie wesele i juz"
        Na podjecie decyzji mialam 30 min. (chodzilo o sale, niewazne); wiedzialam
        tylko, ze to nie jest szczyt jego marzen,ale wiesz co? okazalo sie, ze to cale
        wesele jest dla mnie wazne niz moglam wczesniej przypuszczac i myslalam, ze on
        to zrozumie...

        a teraz to wszystko jest do bani
        • Gość: Myszka Re: Dżentelmeni nie dyskutują z faktami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.05, 09:26
          Pierwszy blad popelnilas wtedy gdy zgodzilas sie na to jego "zrobisz jak
          zechcesz". To automatycznie wplatuje Cie w jego manipulacje. Ty myslisz, ze
          skoro tak powiedzial, to zaakceptuje kazda Twoja decyzje. A tymczasem on tylko
          chce moc Ci potem mowic, ze przeciez on tego nie chcial, ze to byla Twoja
          decyzja. Nie nalezy sie godzic na "zrobisz jak zechcesz". Trzeba nalegac na
          rozmowy i na ustalenie kompromisu, pod ktorym razem sie podpiszecie i w zwiazku
          z tym razem wezmiecie odpowiedzialnosc. A tak to on sie do tej
          odpowiedzialnosci teraz nie poczuwa.
          Mysle ze byly inne rozwiazania. Jesli chodzi Ci o to, ze masz gosci z daleka i
          musza gdzies spac, to mozna im przeciez wynajac pokoje niezaleznie od tego czy
          byl tylko obiad, czy wesele. Po zakonczonym obiedzie Twoja rodzina moglaby
          dalej zajac sie krewnymi - np zabrac ich gdzies jeszcze - na spacer, na wino,
          albo na kawe do siebie. Zalezy o ktorej ten obiad by sie skonczyl. Bo moze
          pojechaliby od razu spac. A zwrot kosztow? U nas jest tak, ze prezent daje sie
          komus z okazji slubu, a nie za zaproszenie na wesele. Od rodziny dostalabym
          prezenty nawet, gdybym tuz po slubie odjechala z mezem "w sina dal". Bliscy
          przyjaciele tez z reguly chca cos dac, bo to po prostu frajda obdarowywac
          przyjaciol ( mowie o czyms symbolicznym, a nie o takich prezentach, ktore maja
          zrownowazyc koszty wesela, ktorym bylo tu poswieconych wiele watkow). Tak wiec
          pomijajac fakt, ze to nie o to chodzi "zeby wyjsc na swoje" to mysle ze bys sie
          nie zawiodla.
    • yskyerka Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 20:22
      Robisz narzeczonemu przyjemność na siłę i jeszcze się dziwisz, że nie skacze z
      radości pod sufit? Ja mam to szczęście, że oboje nie lubimy wesel, więc robimy
      elegancki obiad. Bez przyśpiewek do kotleta itp., ale to nie oznacza, że
      zamierzamy szybko zjeść i wyprosić gości do domów. Całość jest zaplanowana na
      jakieś 4 godziny, ale wcale się nie zdziwię, jak potrwa dłużej, bo się ludzie
      rozkręcą i będą mieli ochotę jeszcze posiedzieć i pogadać.

      A co do zwrotu kosztów: może nie rób nic? Nie będzie się miało co zwracać.
    • Gość: mikolka Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: 80.51.237.* 13.04.05, 20:34
      szczerze mówiąc załamało mnie to, co napisałaś. TY zdecydowałaś, TY nie
      potrafisz zrezygnować z wesela, TY jesteś nieszczęśliwa. a pomyślałaś przez
      chwilę o NIM? co to znaczy, że zaprosisz rodzinę tylko na ziemniaczki? jak stać
      Cię na wesele to chyba i na wystawny obiad Cię będzie stać?
      my nie robimy wesela nie dlatego, że nam się koszty nie zwrócą czy że wszyscy
      nasi bliscy mieszkają w jednym mieście, tylko dlatego, że nie znosimy wesel.
      jakoś moi bliscy z różnych stron Polski nie obruszają się na ten pomysł i nie
      mówią, że nie przyjadą, bo nie ma wesela tylko jakiś tam obiad. zastanów się
      dla kogo ten dzień ma być najważniejszy i najpiękniejszy, dla CIEBIE czy może
      dla WAS...
    • Gość: zuza Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 20:43
      wszyscy macie racje
      • byhanya Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 21:09
        ja bylam dokladnie w odwrotnej sytuacji. nie chcialam slubu koscielnego tylko
        cywilny, nie chcialam wystawnego wesela, wyszukanej sukni slubnej, tortu i
        innych tam takich .... moj -jakby nie bylo ukochany- koniecznie chcial
        koscielny.Dodam ze jest protestantem.

        Bilam sie myslami czego ja tak naprawde oczekuje i o czym marze. poszlam na
        kompromis i nazwalam to jego slubowaniem do mnie. slub byl koscielny, wesele
        dosc wystawne, za to ja zawsze mowilam ze to bylo jego wesele ja tylko je
        urzadzalam ( tak -zalatwialam WSZYSTKO bo sprawialo mi radosc robienia czegos
        czym moj luby sie cieszyl)Teraz dojrzalam i ja chce miec slub w katolickim
        kosciele i z hucznym weselem. moj kochany maz smieje sie i mowi - "ja sie z
        toba ozenilem teraz kolej zebys sie za mnie wyszla za maz"

        do wszystkiego trzeba dojrzec SAMEMU. na wszystko przyjdzie kolej. Glowa do
        gory. Najwarzniejsze zeby nauczyc sie isc na kompromis, ale taki ktorego nie
        bedzie sie wymawiac do konca zycia.
    • Gość: Mezatka Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.hsd1.il.comcast.net 13.04.05, 21:58
      A mnie sie wydaje ze poprostu w pewnym momencie juz zaczely dzialac
      nerwy.Zaczyna sie denerwowac,myslec.Z drugiej strony moze i czol by sie
      bardziej komfortowo gdyby byla tylko jego rodzina,bo twoja to napewno za bardzo
      bedzie go obserwowac,oceniac(nie mowie ze tak bedzie,ale takie faceci maja
      mysli).Mezczyzni chca pokazac ze sa twardzi,i ze im nie zalezy,ale to jest nie
      prawda.Sa mieciutcy ze ho ho,tyle ze staraja sie tego nie pokazac.Denerwuje sie
      napewno sama uroczystoscia a co dopiero jeszcze organizowaniem
      przyjecia.Pogadaj z nim,to co nam tu napisalas moze wydawac sie tobie oczywiste
      dlaczego chcesz zaprosic rodzine,a raczej dlaczego urzadzic przyjecie(jak to
      okreslilas by nie przyjechali na ziemniaczki,kompletnie cie rozumiem),ale
      musisz z nim na spokojnie pogadac,bez klotni.Powiedziec co ty o tym
      sadzisz,powiedz ze sie denerwujesz tym wszystkim i ze chcesz miec w nim
      oparcie,zeby ci pomogl.Powiedz jak bardzo go kochasz ze tak dobrze cie rozumie(
      mimo iz mowisz ze powiedzial ze wszystko mu jedno)pograj troche,pochwal za
      intencje cokolwiek.Nie naskakuj na niego bo zrobisz cos zupelnie
      odwrotnego.Facet cie kocha i to jest najwazniejsze.Pogadajcie a rozluzni sie
      troche napieta sytuacja.


      PS:najwazniejsze i to zapamietaj jak bedziecie w malzenstwie,chwal go,i nie
      oczekuj ze bedzie odczytywal twoje mysli(choc nam sie zawsze zdaje ze tak
      dobrze nas rozumieja,sa znawcami kobiecych dusz<hm...nie dokonca to jest prawda)
      jak cie cos gryzie odrazu powiedz,jak widzisz ze cos nie tak odrazu rozpocznij
      rozmowe. Zapamaietaj moje slowa,ROZMOWA!!
      • Gość: zuza Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 22:23
        Dzieki za slowa pocieszenia i za krytyke tez
        Wiem, ze rozmowa jest najwazniejsza, ale on nie chce na ten temat rozmawiac.
        Na pewno jest w tym duzo mojej winy, choc nie tylko. Trzeba to zmienic.
        Jestesmy ze soba ponad 7 lat i niejedno przeszlismy. Przejdziemy i to.
        To wesele nie jest wazne, jesli on ma byc nieszczesliwy. Przez ten caly wieczor
        weselny myslalabym tylko o tym jak mu zle.

        pozdrawiam
        • minerwamcg Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 13.04.05, 22:38
          No i bardzo dobrze, dochodzisz do prawidłowych wniosków smile)) Teraz cały problem
          w tym, żeby znaleźć taką formułę imprezy, przy której wilk będzie syty i owca
          cała: Twoja rodzina ufetowana jak należy, a mąż nie wrobiony w sytuację, której
          nie znosi.
          Porozmawiajcie o tym jednak. Powiedz mu, ale bez urazy w głosie, że jak jemu ma
          tam być źle, to Ty chromolisz takie wesele, bo na nim zależy Ci bardziej niż na
          wszystkich przetańczonych nocach tego świata. I zastanówcie się razem, jak
          rozegrać tę imprezę, żeby Wam obojgu odpowiadało. Może rodzinny obiad z
          możliwością niezobowiązującego potańczenia?
          • pati102 Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 14.04.05, 10:00
            ja tu czegos nie rozumiem, jesli ona zrezygnuje dla niego z wesela to jest cacy
            jesli on sie do niej nagnie to jest be? przeciez to dziala w dwie strony,
            rownie dobrze facet wiedzac, ze kobiecie ktora kocha na tym zalezy, moze
            machnac reka i powiedziec "ok, jestes dla mnie wazniejsza niz moje widzi mi
            sie". wiekszosc osob, ktore sie tu wypowiadaja to front "antyweselny" wiec
            patrza na to przez pryzmat wlasnej weselnej awersji. jesli facet mowi rob co
            chcesz a potem strzela focha, bo mu sie nie podoba, to chyba nie wszystko jest
            w porzadku? jak dla mnie jedyny nietrafiony argument za weselem to ten
            nieszczesny "zwrot kosztow". poza tym uwazam, ze glownym problemem jest tu brak
            komunikacji a nie czy bedzie wesel czy nie.
            • a_weasley Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 14.04.05, 18:28
              pati102 napisała:

              > ja tu czegos nie rozumiem, jesli ona zrezygnuje dla niego z wesela to jest cacy
              >
              > jesli on sie do niej nagnie to jest be? przeciez to dziala w dwie strony,
              > rownie dobrze facet wiedzac, ze kobiecie ktora kocha na tym zalezy, moze
              > machnac reka i powiedziec "ok, jestes dla mnie wazniejsza niz moje widzi mi
              > sie". wiekszosc osob, ktore sie tu wypowiadaja to front "antyweselny" wiec
              > patrza na to przez pryzmat wlasnej weselnej awersji. jesli facet mowi rob co
              > chcesz a potem strzela focha, bo mu sie nie podoba, to chyba nie wszystko jest
              > w porzadku? jak dla mnie jedyny nietrafiony argument za weselem to ten
              > nieszczesny "zwrot kosztow". poza tym uwazam, ze glownym problemem jest tu brak
              >
              > komunikacji a nie czy bedzie wesel czy nie.
            • a_weasley Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 14.04.05, 18:34
              pati102 napisała:

              > ja tu czegos nie rozumiem, jesli ona zrezygnuje dla niego z wesela to jest cacy
              >
              > jesli on sie do niej nagnie to jest be?

              Nikt tego nie powiedział. Początek był taki, że panna młoda robi po swojemu za
              zgodą pana młodego (ciekawe, jaką rozmową poprzedzoną i przez jakie zęby
              wygłoszoną) i ma pretensje, że on się nie cieszy i nie wspomaga jej.

              > wiekszosc osob, ktore sie tu wypowiadaja to front "antyweselny" wiec
              > patrza na to przez pryzmat wlasnej weselnej awersji.

              Nie mogę odpowiadać za większość osób. Żadnej awersji nie mam, owszem zawsze
              chciałem mieć porządne wesele. Akurat tak się składa, że pragnie go też moja
              narzeczona. A gdyby nie, tobyśmy zrobili siedzącą imprezę. Nie umiałbym się
              dobrze bawić na imprezie, na której jest ze mną moja ukochana i wiem, że ona się
              bawi źle i danego rodzaju imprez nie lubi (na przykład: ja chcę iść na uliczny
              koncert, gdzie x tysięcy osób będzie tańczyło na ulicy, a ona nie znosi tłumu -
              przykład fikcyjny, bośmy się akurat na takowej imprezie oboje świetnie bawili).

              > poza tym uwazam, ze glownym problemem jest tu brak
              > komunikacji a nie czy bedzie wesel czy nie.

              Inaczej: problem wesela jest pochodną problemu komunikacji. Mam nadzieję, że oba
              zostaną rozwiązane ku obustronnemu zadowoleniu.
              • Gość: zuza do a_weasley IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.05, 12:29
                >Początek był taki, że panna młoda robi po swojemu za
                > zgodą pana młodego (ciekawe, jaką rozmową poprzedzoną i przez jakie zęby
                > wygłoszoną) i ma pretensje, że on się nie cieszy i nie wspomaga jej.

                tak, wrzeszczalam, tupalam noga i bilam talerze - wez czlowieku daj mi jakas
                szanse na normalnosc. Nie masz chyba dobrego zdania o kobietach, a juz na pewno
                nie o mnie. Osadziles mnie po jednym poscie, chyba nieuwaznie jednak Go
                czytajac.
                Ja czytam Twoje wypowiedzi z uwaga, bo jestes facetem i na pewno wiecej dowiem
                sie od Ciebie na temat tego co czuje facet, niz od wszystkich dziewczyn tutaj.
                Nie chodzi o to, ze my sie klocimy, ze on ciagle mowi "nie chce wesela" "nie
                chce wesela". Nie bylo zadnej klotni. Chodzi o to, ze zgodzil sie (dla mnie sie
                zgodzil) na wesele, ale nie potrafi tego dzwignac. Probuje z nim rozmawiac, ale
                on nie chce niczego odwolywac - przeciez sie zgodzil, jak mowi. Nie oczekuje od
                niego entuzjazmu, ale chociaz malego zaangazowania. Nie chce mu pokazywac
                palcem co trzeba zrobic, co zalatwic... a tak musze robic. To nie jestem ja, to
                nie jestesmy my. Jestesmy razem ponad 7 lat i czegos takiego jeszcze nie
                przezylismy. Komunikacja siadla na calosci sad przeciez nie zmusze Go do
                rozmowy jesli nie chce; przeciez nie zmusze Go, zeby posluchal tego co mowie,
                skoro nie chce tego sluchac


                ps - tylko mi tu nie piszcie, ze mam sie zastanowic czy chce z nim zycie
                spedzic skoro mnie slucha!!!! dobrze wiem za kogo wychodze smile
                • pati102 Re: do a_weasley 15.04.05, 12:58
                  Zuza jesli Cie to pocieszy moj chlop tyz sie w wesele nie angazuje choc jak
                  najbardziej jest "za". do zalatwienia czegolkolwiek czy jakiegokolwiek wyboru
                  musze go "wolami ciagnac". i z jednej strony wszystkim zajmuje sie sama a z
                  drogiej mam krecenie nosem, ze cos nie tak. jedyny sposob to wybierac rzeczy,
                  ktore na 100% mu sie spodobaja i wtedy sie jasnie pan troszke wysilismile chlopy
                  niestey tak majotongue_out
                  --
                  Mąz był wyżsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
                  i mowi: - Zecywiście cos skace po trotuaze!
                • Gość: Myszka Do Zuzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.05, 09:45
                  Zuza napisala: "Nie chodzi o to, ze my sie klocimy, ze on ciagle mowi "nie chce
                  wesela" "nie chce wesela". Nie bylo zadnej klotni. Chodzi o to, ze zgodzil sie
                  (dla mnie sie zgodzil) na wesele, ale nie potrafi tego dzwignac. Probuje z nim
                  rozmawiac, ale on nie chce niczego odwolywac - przeciez sie zgodzil, jak mowi.
                  Nie oczekuje od niego entuzjazmu, ale chociaz malego zaangazowania"

                  No wlasnie. Wlasnie o to chodzi, ze sie nie klociliscie. Wzielas to za dobra
                  monete. Uznalas ze facet sie dla Ciebie z milosci poswieca i ze wszystko bedzie
                  dobrze. Nie dziwie Ci sie. Tez tak na poczatku mialam ( chociaz dla Was to nie
                  poczatek wink). A tymczasem on nie umial podjac zadnej decyzji, po prostu sie
                  odcial od tego wszystkiego. Nie przewidzial, ze jego opor jest tak silny i
                  zgodzil sie zbyt pochopnie a teraz nie potrafi sie zmusic do zaangazowania,
                  ktorego oczekujesz od niego. W takiej sytuacji trzeba by jeszcze raz obgadac
                  sprawe i powiedziec ze Twoje oczekiwania obejmowaly i zgode na wesele i
                  zaangazowanie tudziez radosne przezywanie. Skoro nie mozesz miec tego
                  wszystkiego to musicie zmienic plany. On sie boi, ze jesli teraz cofnie
                  obietnice, to bedziesz mu to wypominac do konca zycia. Dlatego brnie w to z
                  zacisnietymi zebami. Zapewnij go ze tak nie bedzie. Ze nie bedziesz za to zla,
                  ze skoro on tego nie chce, to Ty i tak nie bedziesz miala frajdy. Musisz mu to
                  powiedziec!
    • Gość: vinga Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 14.04.05, 08:51
      Mieć huczne wesele, było marzeniem mojego życia, o tej chwili praktycznie myśli
      się od dzieciństwa. Mój narzeczony za bardzo wesel nie lubi, ale wie , że ja
      bardzo tego chcę i wesele będziemy mieli.
      Z reguły na forum są opinie że jeśli wesela nie chce jedna strona to powinno
      się zrezygnować z imprezy, a co z marzeniami tej drugiej osoby, która tak jak
      ja może myśleć o tej chwili całe życie?
    • Gość: mała Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 09:01
      Moja rodzina mieszka 400km od miejsca naszego ślubu - nie robimy wesela, a
      rodzinka i tak przyjedzie i to na sam ślub, bo rozumieją, że to jest
      najważniejsze... i nikt się nie obraził.
      • Gość: kasiakasia Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 14.04.05, 09:22
        Sytuacja rzeczywiscie nie jest prosta, ale zwiazek to sztuka kompromisu. Na
        pewno jego postawa spowoduje ze i Ty nie bedziesz sie tym dniem cieszyc, bo
        caly czas bedziesz myslec, ze on jest niezadowolony. A moze zrobic obiad dla
        najblizszej rodziny i imprezke wieczorem dla przyjaciol? W ten sposob i Ty i on
        macie szanse byc zadowoleni.
        • Gość: mikolka Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.05, 10:19
          my robimy właśnie w ten sposób - najpierw obiad z rodzinką, a wieczorem impreza
          dla znajomych.
    • Gość: Zaba Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.crowley.pl 14.04.05, 12:26
      Zuza nie przejmuj się ja tez tak miałam, zrób kosztorys (ja tak zrobiłam) i
      pokaż mu że możecie np. zrobic obiad za 5000 dla rodziny bez znajomych (bo
      conajmniej 2 dania, deser, wódka tez, przystawki, napoje, wynajecie sali lub
      (jeśli byście w domu u siebie robili) zastawy, krzeseł i kucharek bo przeciez
      sami nie bedziecie stac przy garach i usługiwac gosciom)
      Lub wesele gdzie bedzie pól na pól rodziny i znajomych gdzie (trzeba mu to
      wmóić)rodzina i tak od stołu nie odchodzi a wy sie bawicie w zasadzie ze znajomymi.
      Ustalcie co chcecie, np. moj nie chciał wesela, kapeli etc, w końcu po 3
      miesiącach złości, krzyków, kłótni pozwoliłam (przynajmniej tak on czuje)
      ustalić mu wszystko co do wesela (dania, muzyka, alkohol, etc). I jest w
      porządku, najbardziej przekonała go kalkulacja wink
      • Gość: Samsa Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 15:35
        U nas było odwrotnie, to ja nie chciałam ani wesela, ani obiadu i Adam się na
        to zgodził. Pomimo dosyć poważnego oporu własnej rodziny.
        Zuza, to nie jest tak, "że on się nie cieszy na ten dzień", ale być może dla
        Niego, to nie wesele jest w tym dniu najważniejsze, ani obiad. Jeśli ktoś nie
        lubi takich imprez, to fakt, że jest to jego wesele niewiele zmienia, a tylko
        bardziej przeraża...smile.
    • vandikia Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 14.04.05, 15:39
      heh a mój narzeczony się cieszy i mi pomaga, chociaż większośc spraw
      organizacyjnych zostawił mi. Tyle, że ja akurat lubie się tym zajmować.
      Załatwiłam orkiestrę, kamerzystę, fotografa, salę. Wszędzie mi towarzyszył.

      Chociaż. UWAGA UWAGA

      Wczotraj właśnie rozmawialiśmy o tym dniu, który szybciutko się zbliża.
      Powiedział, że się cieszy ale jak mężczyzna nie kobieta (?) Jest super, ale
      raczej bardzo wzruszony nie będzie. Będzie chciał się dobrze bawić, do białego
      rana, najbardziej martwi się tym, żeby wszystko wypaliło.

      Cóz faceci to taki nieziemski typ, który już tak ma... wink
      • Gość: Iksi Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.com.pl / *.com.pl 14.04.05, 20:46
        Vandikia - mój mąż również zarzekał się, że wzruszony nie będzie, a przed
        ołtarzem, to jemu oczka się świeciły, a nie mnie wink)

        Zuza, jest jeszcze czas, żeby przemyśleć decyzję o weselu. W naszym przypadku,
        to ja bałam się takiej imprezy. Uwielbiam tańczyć do białego rana, ale bycie w
        centrum zainteresowania okropnie mnie peszy.
        Po przemyśleniach doszłam jednak do wniosku, że chcę w ten dzień świętować z
        przyjaciółmi, rodziną itd. I nie żałuję! Impreza była rewelacyjna. Nic nam się
        nie zwróciło, ponieważ - świadomie! - zaprosiliśmy 3/4 przyjaciół-studentów,
        ale nie kasa jest najważniejsza smile

        Kilka miesięcy temu byłam na obiedzie weselnym. Było super! Żarty, śmiech,
        rozmowy, delikatna muzyka w tle... Nikt się nie nudził!

        Zgadzam się z pati102, że nie powinno być tak, iż jedna osoba poświeca się na
        rzecz drugiej. Jeśli Ty chcesz mieć wesele, a Twój partner nie, to wymyślcie
        jakiś sposób, aby każda strona miała coś dla siebie smile

        Życzę powodzenia!
    • Gość: Ania Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.aster.pl 15.04.05, 09:17
      Chyba rozumiem co przeżywasz Mam podobny problem. Mój narzeczony także wolalby
      obiad. Nie mogliśmy dojść do porozumienia i w końcu moi rodzice zadecydowali że
      chcą zrobić wesele i będzie. Ale w tym wszystki, w moim przypadku chodzi o coś
      więcej, on się boi ślubu. Tak jest strasznie przykro i nie wiem juz co mam
      robić w końcu to on sam poprosił mnie o rękę i na początku chciał by ślub
      nastąpił szybciej. Nie masz więc najgorzej trzymaj się
      • Gość: zuza Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.05, 12:04
        Ania, ale powiedzial Ci, ze sie boi slubu? czy tylko Ty sobie tak tlumaczysz
        jego zachowanie?
    • pepperann Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 15.04.05, 11:09
      Czesc, Zuza
      Mysle , ze Cie rozumiem, bo mialam kiedys z moim chlopakiem podobnego typu
      problemy (chociaz nie chodzilo o slub/wesele tylko o wakacje; niewazne)

      Po pewnym czasie zrozumialam, ze problem zaczyna sie wtedy, kiedy ON
      mowi :"zrob jak chcesz" ,a potem sie obraza, ze nie zrobilas tak jak on chcial.
      To jest bardzo nie fair z JEGO strony. Sam boi sie dyskusji. Boi sie byc
      odpowiedzialny za Twoje ewentualne niezadowolenie.

      Ja na Twoim miejscu powiedzialabym jemu, ze sie martwisz, ze podjeliscie zla
      decyzje, bo nie przemyslana przez obie strony i ze prosisz GO zeby ON znalazl
      jakies rozwiazanie, ale znajac Twoje zdanie, preferencje, potrzeby.

      Ciekawe co zrobi?

      Wtedy, w sprawie spedzanych wakacji (a byl to ciagnacy sie kilka lat konflikt)
      to podzialalo. On niespodziewanie stwierdzil, ze w sumie moj pomysl jest niezly
      i nagle poczul sie za te decyzje odpowiedzialne.

      Nie pozwol sie przywalic poczuciem winy i odpowiedzialnosci, jesli On tej
      odpowiedzialnosci nie odwaza sie podjac.

      A w ogole to sie nie przejmuj!

      Podrawiam i zycze powodzenia!
      • Gość: monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 15.04.05, 22:23
        Dziewczyny ja nie mogę tego czytać!!! Co to znaczy, że "on nie cierpi
        wesela".Równie dobrze ty możesz oświadczyc ,ze np.boisz się bólu
        porodowego,więc nie bedziecie mieć dziecka,albo nie będziesz nic gotować ,bo
        przeraża cię stanie przy garach,prasowanie jego koszul.No przecież można jeśc w
        barze mlecznym. A to jest znacznie trudniejsze niz przetrwanie swojego
        wesela.To są zwykłe fochy.Jeśli teraz ustąpisz to będziesz ustępować
        zawsze.Pamiętaj o tym!!!!!!!Facet, ktory kocha swoja kobietę jest dumny ,że
        został jej mężem i jeśli tylko ma parę zloty w kieszeni chce sprawić jej
        przyjemność.Każdą przyjemnośc, która jest w zasięgu jego możliwości
        finansowych.Myślę,że zasługujesz na wesele i wspólne przygotowania.To nie jest
        takie wielkie poświęcenie.On nie ma prawa tego ci robić. Ja przeprowadziłabym
        poważną rozmowę bo może problem jest głębszy.Kompromisy tak ale nie za wszelką
        cenę.To takie przykre i myślę ,że ty intuicyjnie to czujesz.Tak nie może być!
        • Gość: Monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 15.04.05, 22:35
          Jeszcze coś dodam.Proszę nie obraź się ale napiszę ci szczerze coś jeszcze bo
          trochę znam życie.Może on z inną rwałby się do organizowania weselicha ale
          wie,że tobie zależy bardziej niż jemu.Proszę, przemyśl to i nie odpuszczaj."Nie
          cierpieć to można śledzi w śmietanie w przedszkolnej stołówce".Ceń się ,bo na
          kompromisy będziesz miała jeszcze całe życie.Niech on się zdecyduje,bo to jest
          podejrzane zachowanie.Życzę wam powodzenia i wspólnej radości, do której trzeba
          czasem dojrzeć.
          • Gość: monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 15.04.05, 22:54
            I tu nie chodzi o to, by mieć to cholerne wesele za wszelką cene.Może niestety
            się tak zdarzyć,że od samego patrzenia na jego obrażona ,cierpiętniczą minę
            przejdzie ci ochota nie tylko na tańce i rzucanie welonem,ale również na jego
            szacowną osobę.Zaufanie do samego siebie to podstawa.Ty wiesz co czujesz i jest
            to jak najbardziej normalne w tej sytuacji.SMUTEK i nic więcej.
        • minerwamcg Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 15.04.05, 23:49
          Słusznie. Nie ustępuj na krok. Niech to on się przystosuje do każdego twojego
          pomysłu, ustąpi we wszystkim, zrezygnuje ze swoich planów, pomysłów, aspiracji.
          Niech się roztopi w Twojej osobowości, zniknie - a ty zostaniesz tryumfująca...
          i cholernie samotna, z facetem, którego już od dawna nie szanujesz i dziwisz
          się, że mogłaś "takie coś" kochać.
          Nie na tym polega związek. Nie na szarpaniu się, wydzieraniu sobie każdego
          centymetra niezależności. I nie na robieniu z siebie męczennicy, która "się
          poświęca" i w imię tego żąda, żąda i jeszcze raz żąda.

          Dziecka nie rodzisz dla męża. Rodzisz je, bo chcecie je mieć, i wtedy masz w
          nosie, że to boli. Zresztą przy znieczuleniu zewnątrzoponowym wcale nie tak
          bardzo. Gotujesz - żebyście mieli co jeść. Koszule może sobie wyprasować sam,
          ręce posiada. To samo, jeśli chodzi o zmywanie naczyń, no a już naprawy
          samochodu i domowe grubsze roboty chyba wolisz, żeby odwalił on, nie ty. W
          małżeństwie ludzie są sobie równi - każde ma prawa i obowiązki, nie ma strony
          wyzyskującej i wyzyskiwanej. Sprawy sporne załatwia się próbując zadowolić obie
          strony - a nie żądając poświęceń w imię tego, że on cię kocha albo nie
          poświęcając się bez sensu w imię tego, że ty kochasz jego.
          • Gość: monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 16.04.05, 10:40
            Chyba mnie nie zrozumiałaś.Nie chodziło mi o zdominowanie faceta ale o ten
            moment życiowy jakim jest ślub.To o czymś świadczy i pokazuje pewien
            problem.Tylko tyle.Jeśli zaakceptować twój tok myślenia to on w przyszłości
            może też powiedzieć:"Nie chcę dziecka,a jeśli ty chcesz to proszę, ale nie
            mieszaj mnie w sprawy ciąży.Jak urodzisz to się postaram się żeby być dobrym
            ojcem".Znam takie małżeństwa i uwierz mi z zewnątrz wszystko wygląda ok, a tak
            naprawdę to oznacza wieką samotność dla kobiety.Warunkowość to nic
            dobrego.Wiem ,że nie ma co rozdmuchiwać tematu,bo być może on faktycznie ma
            jakiś uraz do wesel i to nie wiąże się z ich bezpośrednimi relacjami.Myślę
            jednak,jeśli zdecydowali się już na wesele to powinni razem je organizować, bo
            jeśli coś nie wypali to ona będzie miała to długo wypominane.W takiej sytuacji
            lepiej sobie odpuścić.Zuza szkoda nerwów.Pozdrawiam
            • minerwamcg Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 16.04.05, 19:55
              Gość portalu: monika napisał(a):

              >Jeśli zaakceptować twój tok myślenia to on w przyszłości
              > może też powiedzieć:"Nie chcę dziecka,a jeśli ty chcesz to proszę, ale nie
              > mieszaj mnie w sprawy ciąży.Jak urodzisz to się postaram się żeby być dobrym
              > ojcem".

              E, nie. O to mi nie chodziło, przeciwnie, dziecka powinno się chcieć razem. Ale
              masz rację, podejście do sprawy narzeczonego Zuzy jest bliskie takiemu
              rozumowaniu, przynajmniej na oko.

              >Wiem ,że nie ma co rozdmuchiwać tematu,bo być może on faktycznie ma
              > jakiś uraz do wesel i to nie wiąże się z ich bezpośrednimi relacjami.

              Jest taka jednostka chorobowa, to jedna z fobii. Lęk przed dużym skupiskiem
              ludzi w jednym miejscu. Może to to?

              Myślę
              > jednak,jeśli zdecydowali się już na wesele to powinni razem je organizować,
              bo
              > jeśli coś nie wypali to ona będzie miała to długo wypominane.W takiej
              sytuacji
              > lepiej sobie odpuścić.

              Prawda jest, tu też się zgadzam.
    • enaka Re: on sie nie cieszy na ten dzien... 16.04.05, 23:08
      ale z Ciebie dzieciuch, zuza;/
      • Gość: mia Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.05, 12:42
        Zastanów się dobrze czy to z nim chcesz dzielic swoje życie...
        • Gość: Homo sapiens Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.05, 13:05
          Kobiety, poczytajcie to forum: planujecie swoim facetom WSZYSTKO!!!!!
          Nie pytając ich o zdanie, nie licząc się z ich opinią czy wątpliwościami,same
          decydujecie o tym jak ma wyglądać ten WASZ NAJWAŻNIEJSZY DZIEŃ W ŻYCIU:
          począwszy od scenerii oświadczyn, wyboru pierścionka (sic!), organizacji
          wesela. Wybieracie im strój, orkiestrę, samochody (sic!), bukiet - powołując
          się przy tym, hi, hi na tradycję. A potem macie pretensje, że oni w tym nie
          uczestniczą, albo z niczego się nie cieszą niewdzięczni!!!RATUNKU!!!
          • Gość: monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 18.04.05, 17:02
            Homo sapiens bez przesady."No bo cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało na
            raz".A jak się facetowi NIE CHCE to niech spada na drzewko.A jak chce mu się
            żenić, a nie chce mu się zajmować tymi tak " mało istotnymi"szczegółami
            związanymi ze ślubem, to niech się cieszy,że narzeczona wzięła to na
            siebie.Najłatwiej jest wszystko utrudniać i nic nie robić.Jak ktoś wszystko
            neguje, a w zamian nic nie oferuje to trzeba to wyjaśnić.Nie ma lekko leniuchy
            wstrętne.Pozdrawiam wszystkich wysoko oporowych facetów.Ja byłam taką negującą
            narzeczoną,nic mi się nie podobało i moj zorganizowany narzeczony wszystkiego
            dopilnował.A później...byłam bardzo, bardzo szczęśliwa.I jestem nadal.
          • Gość: vinga Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 20.04.05, 11:42
            Jest wielu facetów którzy myślą tak jak mój: że "wszystko zrobi sie samo".
            Narzeczony wesel zabardzo nie lubi ale chce je mieć. Za to w przygotownia nie
            angażuje się wcale, wszystko załatwiam ja, począwszy od sali, orkiestry, menu,
            kamerzysty i fotografa. On zawsze mówi: "jutro, później, w przyszłym tygodniu"
            do tego stopnia że nie potwierdził orkiestry i gdy łaskawie się ruszył było juz
            zapóźno.
            Nie przejmuj się zuza wielu facetów tak robi nawet gdy chce mieć wesele, ale
            nie zniechęcaj się: powodzenia
    • Gość: karola Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.chello.pl 18.04.05, 17:18
      wiem co czujesz.ja mam taką samą sytuację, ślub miał być w tym roku ale moji
      rodzice chcą aby było wesele a moa 2-ga połowa nie znosi takich imprez.ślub z
      weslem będzie za rok a ja teraz mam nocne koszmary,martwię się, mam kłutnie z
      rodzicami i z nim.tak jak Twoja miłość, mojego też nic nie obchodzi a jak juz
      się zainteresuje to słyszę że mojej rodziny będzie więcej, że to kosztuje
      koszmane pieniądze, on tego nie będzie płacił tylko po to aby ktoś mógł się
      napić za jego kasę.współczuję Ci.ja nie poruszam tego tematu już,robię sama z
      rodzicami ale zamias się cieszyć z dni ślubi to się go boję i martwię co On
      zrobi.
      • Gość: monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 18.04.05, 18:16
        Współczuję ci.Ja bym chyba nie wytrzymała tego.Skąd u niego takie agresywne
        podejście.On jest chyba ciebie bardzo pewien, że tak ostro stawia sprawę.Jeśli
        teraz jest tak to co będzie dalej?
        • Gość: monika Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.kapy.bydg.pl / 217.97.147.* 18.04.05, 18:21
          Karola, co masz na myśli pisząc,że się boisz co on zrobi???To ma być
          zaufanie???Jesteś kłębkiem nerwów.Myślę ,że gdyby to on był na twoim miejscu to
          juz by cię dawno rzucił.Tacy są faceci, bardziej się cenią.
    • Gość: Mała Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: 217.153.60.* 20.04.05, 09:16
      Hej,
      A może On się boji wesela jak ja. Jesteśmy co prawda razem 5 lat,a ja nie chcę
      mieć wesela ze względu na moją rodzinę. Boję się, że ktoś może się upić i nie
      będzie miło.
      Może On też się czegoś obawia. Strach ma wielkie oczy.
      Mi nawet nie chce się kupować białej sukni. Często myślę jak się wszystko
      potoczy, czy nikt z mojej rodziny się nie popisze.
      Może go dobrze nie znasz. Tylko, że ja to duszę w sobie i nic narzeczonemu nie
      mówię o swoich obawach.
      • Gość: Ola Re: on sie nie cieszy na ten dzien... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.05, 09:56
        Mysle ze to czesty powod obaw. Moj chlopak bardzo dlugo gadal, ze jeszcze nie
        teraz ( ciagle to bylo odsuwane do przodu), potem, ze nie koscielny, ze nie
        wesele itd. Az w koncu wybuchnelam jak powiedzial, ze on nie chcialby zapraszac
        rodziny. Nawet rodzicow! I to nawet do Urzedu Stanu Cywilnego. Wtedy z nim
        pogadalam i zaczelam rozumiec wiele rzeczy. Nie przeszkadza mi ze na slub
        jeszcze sobie dlugo poczekam, bo wole go miec wtedy, jak on dojrzeje i rozwiaze
        pewne problemy. Kilka juz sie rozwiazalo. Jego rodzice i rodzenstwo na pewno
        bedzie. Pracuje na reszta wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja