A on się chyba nie cieszy...

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.05, 21:36
Coraz bliższy termin ślubu (jeszcze trzy miesiące), a ja widzę, że coś mój
luby nie tryska radością, przeciwnie, jakby oklapł, czasem jest
podenerwowany, no po prostu chyba w ogóle się nie cieszy (chociaż pytany
ostro zaprzecza). Obawiam się się, że: a) coś przede mną ukrywa; b) rozmyśla
nad sensownością tego co ma nastąpić; c) dopadł go stres przedślubny.
Jego nastrój mi się udziela i zwyczajnie się martwię. No bo jak mam się
cieszyć?
Czy u Was bywa/bywało podobnie?
Oświećcie mnie, bo nie wiem co mam o tym myśleć...
    • Gość: mike Re: A on się chyba nie cieszy... IP: *.acn.waw.pl 09.05.05, 21:45
      Gość portalu: Eryka napisał(a):
      > Coraz bliższy termin ślubu (jeszcze trzy miesiące), a ja widzę, że coś mój
      > luby nie tryska radością, przeciwnie, jakby oklapł

      Oklapł, powiadasz?wink
      • Gość: Eryka Re: A on się chyba nie cieszy... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.05, 21:56
        Tak, oklapł, powiadamwink
        Wiem, że faceci inaczej do tego podchodzą, ale żeby aż tak?
        I tak np. na wieść o tym, że zakupiłam już sukienkę, zareagował, rzekłabym
        nijak.
        Mike, jesteś facetem, co Ty na to, tylko bez złośliwości proszęwink
        • Gość: mike Re: A on się chyba nie cieszy... IP: *.acn.waw.pl 09.05.05, 22:12
          Gość portalu: Eryka napisał(a):
          > Mike, jesteś facetem, co Ty na to, tylko bez złośliwości proszęwink

          Bez złośliwości to ja nie potrafięwink
    • pepperann Re: A on się chyba nie cieszy... 09.05.05, 21:55
      Nie przejmuj sie, moze to tylko stres (odpowiedz cwink).

      A moze to Twoj stres? Moze oczekujesz od niego wielkiego entuzjazmu, a on tylko
      umiarkowany wykazuje? Tak jest u mnie. Moj narzeczony mowi, ze sie cieszy, nie
      widze po nim jakichs oznak zniechecenia, ale ja i tak bym wolala, zeby on
      bardziej sie angazowal. Ostatnio mial zadzwonic i dowiedziec sie o autokar dla
      gosci i nie zrobil tego TEGO dnia, kiedy mial, tylko nastepnego. Nie ma to
      zadnego znaczeni, jeszcze 3 miesiace. Jednak ja juz bylam sklonna podejrzewac,
      ze moze mu nie zalezy... Widze, ze ja sie bardziej tym przejmuje. Juz kompletuje
      caly stroj, a on jest tym zdziwiony i mowi, ze jest mnostwo czasu. Ale ja sie
      tym nie przejmuje, chyba po prostu to nam, dziewczynom przed slubem uderza
      bardziej ta goraczka przedslubna do glowy...

      Czy myslisz, ze Twoj narzeczony czul sie jakos wmanwewrowany w slub? Jakies
      ostre naciski Twojej/rodziny? Jesli nie - dlaczego mialby zalowac wlasnej
      decyzji? Moze sie troche stresuje impreza? No i moze sie stresuje zmiana w
      zyciu. To bardzo normalne.

      Nie ma lepszej rady tylko rozmowa bez pretensji i uwazna obserwacja.

      Mam nadzieje, ze Twoje obawy sa bezpodstawne.
      • Gość: Eryka Re: A on się chyba nie cieszy... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.05, 21:59
        Dziękuję, Pepperann, oby było tak jak mówisz.
        Ja mam wrażenie, że on, jakby tylko mógł, to zwiewałby gdzie pieprz rośnie.
        Czuję się z tym okropnie...
        • pepperann Re: A on się chyba nie cieszy... 09.05.05, 23:37
          Najlepiej powiedz mu o tym. Bez złości, bez pretensji. Że jest Ci smutno, że
          chciałabyś widzieć jego zaangażowanie. Że wydaje Ci się, że nie wykazuje żadnego
          entuzjazmu wtedy kiedy (i powiedz kiedy). W końcu to Twój przyszły mąż, musicie
          rozmawiać o problemach.

          Poza tym mogę Ci powiedzieć, co dobrze działa/podziałało na mojego narzeczonego.
          Nie jest to przemyślana strategia, ale może Cie się przyda. Najważniejsze żeby
          go wciągnąć w przygotowania. Żeby nie czuł się marionetką przestawianą z kąta w
          kąt przez narzeczoną/teściową/matkę. Kiedy zaproponowałam mojemu narzeczonemu
          konkretne zadania, okazało się, że on się czuje dowartościowany i cieszy się,
          jak może coś zrobić sam, a nie snuć ze mną po targach ślubnych z drętwą miną i
          wczuwać się w rolę faceta, który nienawidzi zakupów. Czyli dzielimy: Ty pogadasz
          z DJem, ustalisz muzykę, wybierzesz piosenkę na pierwszy taniec. Ja się zajmę
          zaproszeniami, drukarnią itp. POczątkowo ja musiałąm rozdzielać te zadania, ale
          teraz jużnie. On robi to po swojemu, nie czuje sie kontrolowany, ja ufam mu, że
          on dobrze załatwi. Oczywiście rozmawiamy ze sobą i ustalamy, nie to że każde z
          nas połowę wesela w tajemnicy załatwiawink

          Poza tym, niezwykły efekt przyniosło jak kiedyś mu powiedziałam, że jest odważny
          i ma charakter, że się zdecydował na ślub, że koleżanki mi zazdroszczą takiego
          faceta, który wie czego chce, a nie nie może sięna nic zdecydować. Może to jest
          klucz do męskiego sercawink.

          Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i to tylko syndrom "cold feet" jak to mówią
          Anglicy,

          • Gość: vinga Re: A on się chyba nie cieszy... IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 10.05.05, 09:29
            U mojego narzeczonego nie widzę zniechęcenia, ale też entuzjazmusmile Nic mu nie
            moge powierzyć do załatwienia bo i tak wszystko zapomnismile). Na wszystko mówi:
            później, jeszcze czas, jutro, w przyszłym tygodniu, aż w końcu zostało nie całe
            5 tygodni i wszystko na moich barkach. Z checią powierzył by mi nawet kupno
            alkoholu. A na garniturze tez mu nie zależy mówi "sie jeszcze kupi". Woli
            robić co innego np. maluje teraz mieszkanie, a weselem sie nie przejmuje.
            Uff... u nich to rodzinne zostawiać wszystko na ostatnią chwilę, powoli się do
            tego przyzwyczajam.
    • Gość: mikolka Re: A on się chyba nie cieszy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.05, 10:43
      tacy już są faceci, oni to wszystko inaczej przezywają i nieraz bardziej się
      denerwują niż my, a przecież tak trudno okazać im ich prawdziwe uczuciasmile
      porozmawiajcie otwarcie, powiedz mu o swoich odzuciach, być może wiele się
      wyjasni i oczyści atmosferę. trzymam kciuki!
Pełna wersja