londranka
30.05.05, 00:46
Ale sie dzisiaj wkurzylam! I do tej pory mną rzuca

Od pół roku jestem zaręczona, ślub zaplanowany na 1 pażdziernika br,
oczywiście przeżywam te wszystkie przygotowania i cała rodzina ze mną,
zwłaszcza, że to pierwszy ślub w mojej rodzinie od 8 lat. Wszyscy wypytują,
pomagają, ogólnie bardzo milo.
I co?
Wczoraj moja własna siostra przy rodzinnym obiedzie ogłasza "radosną"
wiadomość: "jestem w ciąży, pobieramy się". Rodzice osłupieli, ale gdy się
ocknęli to nawet przychylnie do tego podeszli-lubią chłopaka mojej siostry i
nie mają nic przeciwko ich związkowi.
I w trakcie omawiania szczegółów okazało się:
1. moja siostra jest w drugim miesiącu i chce ślub jak najszybciej, żeby nie
było widać dużego brzucha
2. w zeszlym tygodniu byli juz u księdza i okazalo sie, że slub może być pod
koniec sierpnia, albo we wrzesniu, bo wczesniej są terminy pozajmowane, a oni
nie chca innego kosciola
3. oczywiscie ma byc wesele
4. za wesele zaplaca rodzice, bo tak jest przyjete w naszej rodzinie (za moje
tez placa, po polowie z rodzicami mojego narzeczonego)
5. sala, ktora moja siostra sobie upatrzyla jedyny wolny termin ma 17
wrzesnia, dokladnie DWA TYGODNIE PRZED MOIM ŚLUBEM!!! Trzeba przyznac, ze
duzego wyboru sal w mojej okolicy nie ma i terminy sa pozajmowane duzo
wczesniej
6. I w zwiazku z tym rodzice maja do oplacenia DWA WESELA w ciagu 2 tygodni!
I tata mi tak potem mowi: "...wiesz, sama rozumiesz, ze troche glupio wyszlo,
ale Ilona (moja siostra) nie moze dlugo czekac i trzeba sie pospieszyc z tym
jej slubem. Ona teraz musi wszystko na szybko pozalatwiac, pewnie trzeba
bedzie wiecej zaplacic za zorganizowanie calej imprezy, bo czasu malo i w
zwiazku z tym twoje wesele bedzie troche skromniejsze, niz chcialas. Bo my
(tzn. rodzice) nie bylismy przygotowani na podwojne wydatki i dlatego teraz
trzeba bedzie zacisnac pasa. Suknie chyba bedziesz musiala szyc, bo to taniej
wyjdzie niz kupic gotowa, i moze troche zaoszczedzimy na oprawie slubu i
wesela... "
I dzisiaj sie dowiedzialam, co ustalili wspolne moi rodzice: suknie mam szyc,
bo krawcowa uszyje za 800 zl, a ja mialam juz upatrzona i wymarzona suknie za
2600

Nie bedziemy wynajmowac samochodu, tylko pozyczy sie od znajomych
toyote avensis. Nie bedzie profesjonalnej dekoracji sali (wynajeta firma),
tylko sami ustroimy balonami w piatek. Zadnej spiewaczki ani skrzypaczki w
kosciele, bo to dodatkowe 500 zl. I jak sie jeszcze bedzie dalo cos taniej
zalatwic, to jeszcze sie obetnie koszty...
Dobrze, ze sale mamy juz zadatkowana i zespol oplacony, bo jeszcze rodzice
kazali by nam poszukac remizy, bo to najtaniej i znalezc grajkow po
sasiedzku, zeby zagrali za pol ceny...
Az mnie trzepie ze zlosci, jak sobie pomysle o tym wszystkim... Zamiast
wymarzonego przyjecia, wesela, ktore sie pamieta przez lata, dogranego w
szczegolach, bede miala cala impreze zorganizowana jak najtaniej, bo
siostrunia wpadla
A my z narzeczonym nie mozemy sobie oplacic kosztow wesela, bo niewiele
zarabiamy i nie mamy oszczzednosci. Teraz to juz mi sie odechciewa calego
tego wesela "byle taniej"...
Co byscie zrobily w takiej sytuacji?