livia79
30.06.05, 12:00
Zastanawiam sie moi drodzy, czy to ja jestm problematyczna, czy moze innych
tez zdenerwowalaby nastepujaca kwestia. Chce zorganizowac wesele w
Karkonoszach (Karpacz, Szklarska Poreba, itp.). Wchodze do pierwszej
restauracji i slysze: "Ale wiecie pansto, polskich dan to na tym weselu nie
bedzie, bo my jadlospis wylacznie pod Niemcow ukladamy" - oki, rozumiem, nie
uraza mnie to, jednak dziekuje. Druga restauracja: "Ale to wesele musialoby
sie skonczyc o 22.00, bo my na osrodku Niemcow mamy i oni o 22.00 lubia miec
cisze nocna" - dobra, jeszcze spokojnie to przelknelam; jednak gdy w trecim
miejscu (POLSKIM dworku) uslyszalam "To wesele MUSI odbyc sie BEZ MUZYKI, bo
my Niemcow goscimy i to by im przeszkadzalo", to sie w srodku zagotowalam.
Czy ja tworze taki wielki problem, gdy jako Polka, w ojczystmy kraju, chce
miec wesele z polskim bigosem i muzyka?? Rozumiem dbanie o interesy, ale czy
jako obywatelka tego kraju, zamieszkala w tych wlasnie okolicach nie mam -
wedle wielu - prawa do normalnej zabawy? Nie wkurzylibyscie sie? najbardziej
chyba zdenerwowal mnie ton tych trzech restauratorow. Kazdy z nich mowil do
nas tak, jakby to bylo OCZYWISTE, ze dobry sen Niemca na polskiej ziemi nie
moze absolutnie byc zaklocony przez polska zabawe. Nikt nie
powiedzial "przepraszam, ale...", "przkro nam, lecz...", wszyscy uwazaja, ze
to jasne - Niemiec nasz pan, nie - klient nasz pan. Kurcze, moze za bardzo
sie unosze, ale sa w gorach restauracje, w ktorych menu jest WYLACZNIE po
niemiecku, sa szyldy, na ktorych nie ma polskiego slowa. Czy tez uwazacie, ze
to normalne? Przeciez nie pojade do Gniezna organizowac wesela, skoro
mieszkam wlasnie w Karkonoszach!