sama.... :-(

18.07.05, 13:57
hej!!!!
Z przyczyn, o których nie chcę pisać do ołtarza pójdę sama - bez ojca.
Ktoś jeszcze jest (lub był) w podobnej sytuacji. Jak to się odbywa??? Może z
przyszłym mężem w orszaku wchodzić do kościoła, albo z przyszłym mężem i
świadkami....???? Ma ktoś jakieś pomysły albo doświadczenia. Chętnie
skorzystam, bo jakoś nie wyobrażam sobie siebie samiutkiej jak palec i setek
oczu skierowanych w moją stronę....
Pozdrawiam smile
    • kasienka80 Re: sama.... :-( 18.07.05, 13:58
      Przykro mi, ze to nie tata poprowadzi Cie do oltarza tak jak sobie wymarzylas,
      ale nie ma co sie tym martwic: pojdziesz razem z narzeczonym- tak jak to robi
      zdecydowana wiekszosc !!
      • mika761 Re: sama.... :-( 18.07.05, 14:04
        naoglądałyście się za dużo amerykańskich filmów, to nie jest nasza tradycja
        żeby ojciec prowadził do ołtarza, w polsce do ołtarza idzię się z młodym, więc
        z czego tu robić tragedię...
        • kasienka80 Re: sama.... :-( 18.07.05, 14:06
          Dlaczego mowisz w liczbie mnogiej?
          To ze wspolczuje dziewczynie, nie znaczy, ze tez ma mnie tata prowadzic do
          oltarza.
        • amalita I tu sie mylisz.... 18.07.05, 15:25
          Prowadzenie panny mlodej przez Ojca jest tradycja stara jak swiat, praktykowana
          od Hiszpanii po nasza Polske. Jak wezmiecie opisy orszakow slubnych w dawnych
          czasach, to zobaczycie, jak bylo:
          Ojciec prowadzil panne mloda
          Matka pana mlodego
          a za nimi szli ojciec mlodego i matka mlodej.
          Tak bylo. Zostalo z tego prowadzenie panny mlodej przez Ojca. Ja tak bylam
          prowadzona, bo tak sobie wymarzylam, moj maz tez uwazal, ze tak jest fajnie. On
          czekal ze swiadkami przy oltarzu. Mowil, ze to byla fajna chwila, jak tak do
          niego szlam...smile))
          Kiedy narodzila sie tradycja ze mlody idzie z mloda? Ano pewnie wtedy, kiedy
          pelna para weszly sluby cywilne.
          I nie zapominajmy, ze Amerykanie, to sami imigranci (poza rdzennymi Indianami),
          i z nimi z Europy, Afryki i innych kontynentow przywedrowaly tradycje!
    • viinga Re: sama.... :-( 18.07.05, 14:03
      W Polsce nie ma tradycji, żeby tato odprowadzał córkę do ołtarza. ja poszłam z
      narzeczonym, niektórzy ida ze świadkami, starostami. Mojego ojca wogóle na
      ślubie nie było.
    • polcia-kapelusik Re: sama.... :-( 18.07.05, 14:07
      Moj tata rowniez nie zyje; ja pojde do oltarza z narzeczonymwinkostatnio bylam na
      slubie kolezanki-ona ma obydwoje rodzicow a i tak szla do oltarza ze
      swoim 'przyszlym'-nie ma na to reguly.Glowa do gory!
    • jaga112 Re: sama.... :-( 18.07.05, 14:08
      Ja mam podobną sytuację bo tata nie żyje. Kombinowałam żeby wejsc do kościoła z
      bratem (10 lat starszym) lub chrzestnym ale w rezultacie wejdę z narzeczonym,
      za nami świadkowie. Tak chyba jest zazwyczaj. Nowy (w Polsce) zwyczaj
      wprowadzania panny młodej przez ojca jest zwyczajem anglosaskim. W Polsce
      normalnie narzeczeni wchodzą razem a za nimi świadkowie.
    • mika-poz Re: sama.... :-( 18.07.05, 14:23
      nie spodziewałam się tak szybkiego odzewu...
      bardzo wszystkim dziękuję za pomoc i miłe słowa
      Pozdrawiam smile
    • rootka Re: sama.... :-( 18.07.05, 16:38
      moj ojciec jak najbardziej zyje i bedzie na slubie, ale my i tak idziemy razem z
      narzeczonym. Takie jest nawet zalecenie w koscielnym 'scenariuszu' slubnym:
      narzeczeni stoja w drzwiach, wychodzi do nich ksiadz, wita, a potem razem ida do
      oltarza.
    • sandraa3 Re: sama.... :-( 18.07.05, 16:49
      a może brat? kuzyn? świadek?
    • annajustyna Ojciec chrzestny!!! 18.07.05, 17:02
      Dziwne, ze jeszcze nikt tego nie poddal: przeciez w Kosciele Katolickim ojca
      rodzonego zastepuje ojciec chrzestny!!!!
    • bagatricks Re: sama.... :-( 18.07.05, 18:49
      cos Wam powiem dziewczyny..czytam to forum z ciekawosci,malo sie udzielam,ale
      chyba jednak tutaj wtrace swoje 3 grosze.Biore slub w sierpniu,odbedzie sie on
      w tak znienawidzonej przez Was AMERYCE,bedzie polaczeniem tradycji
      amerykanskiej i polskiej.Dziewczyny wiekszosc z Was zna amerykanskie sluby z
      tv,z oper mydlanych i innych romansidel dlatego uwazacie ze to kicz.Tutaj
      podobnie jak w Polsce sluby sa kiczowate,rodem z remizy strazackiej,ale sa tez
      piekne i eleganckie.Czy WAm sie wydaje ze Ameryka to jest to co widzicie w
      telewizji???? Amerykanie to tez ludzie i maja rozne gusta podobnie jak
      Polacy.TO naprawde straszne jak potraficie oceniac ludzi po narodowosci,a co
      najgorsze uogolniac....nie bede zanudzac,ale niektorzy z WAs powinni naprawde
      zastanowic sie nad tym co pisza....
      a co do "walking down the isle"...to wlasnie bedzie jedna z tradycji na moim
      slubie.Razem uzgodnilismy ze moj przyszly maz zpbaczy mnie pierwszy raz w tym
      dniu wlasnie w kosciele,bedzie czekal na mnie przy oltarzu a prowadzila mnie
      bedzie do niego moja mama.Taty nie bedzie ze mna w tym dniu,wiec zastapi go
      mama bo to RODZICE oddaja corke,niekoniecznie musi byc tata.Ja osobiscie jestem
      bardzo podekscytowana,wam rowniez zycze udanych wesel i wiecej tolerancjismile)))))
      pozdrowkismile))
    • annajustyna Re: sama.... :-( 20.07.05, 08:36
      W USA natomiast faktycznie nieraz w kosciolach panny mlode ida samotnie do
      oltarza (np. w "Seksie w wielkim miescie" na pierwszym slubie Charlotte
      kroczyla sama pod oltezr). Ale w Polsce jest tradycja: albo z narzeczonym, albo
      z ojcem (ta 2. to moda otatnich paru lat, niektorzy ksieza robia trudnosci).
      • kasienka80 Re: sama.... :-( 20.07.05, 08:46
        Faktycznie na filmach (hihihi) jest tak, ze idzie sama a za nia dryhny, albo
        przed nia dzieciaczki wink)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja