Narzeczony, narzeczona a Wasi rodzice ?

21.07.05, 10:09
Ciekawa jestem jakie relacje z Waszymi rodzicami maja narzeczony/a ?
I w jakim stopniu tesciowie i rodzice uczestnicza w przygotowywaniach do
slubu, czy narzucaja swoja wole, czy sami decydujecie ?

Jesli chodzi o mnie, to moi rodzice uwielbiaja mojego narzeczonego i maja
bardzo przyjacielskie i swobodne stosunki. Ja z jego rodzicami rowniez,
traktuja mnie jak corke. A co do przygotowan - raczej nikt nam nic nie
narzuca, sami decydujemy, pytamy tylko rodzicow o zdanie, jak dotad a slub za
1,5 miesiaca nie bylo z rodzicami na tym tle konfliktow.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczow.
    • solitoad Re: Narzeczony, narzeczona a Wasi rodzice ? 21.07.05, 10:35
      Relacje mojego narzeczonego z moimi rodzicami i moje z teściowa są całkiem
      dobre.
      Niestety w przygotowaniach biorą udział tylko moi rodzice. Teściowa nie jest
      zainteresowana, bo uważa że to rodzina panny młodej powinna zorganizować i
      sfinansować wesele...niech jej będziesmile
    • 77.b Re: Narzeczony, narzeczona a Wasi rodzice ? 21.07.05, 13:33
      Ja z moimi teściami mama kiepski kontakt, praktycznie ich nie widuję, chyba do
      końca nie akceptują decyzji swojego syna i mnie.
      Teściowe nie biorą udziału w przygotowaniach, nie dadzą nam pieniędzy na slub.
      Całą uroczystość finansują moi rodzice i troszeczkę my.
      Nasi rodzice nawet tak naprawdę się nie znają, ja i moi rodzice chcie;iśmy
      zrobić spotkanie tzw. zmówiny ale ze stony teściów nie było odzewu.
      Zastanawima się jak będą zachowywali się na weselu i czy wogóle przyjadą na
      błogosławieństwo.
      Wiem, że teść mnie nie akceptyje.
    • polcia-kapelusik Re: Narzeczony, narzeczona a Wasi rodzice ? 21.07.05, 13:46
      My mamy wesele dopiero za rok ale juz wiem ze wszystkim zajmiemy sie
      sami.Zawsze bylam taka zosia-samosia,lubie jak wszystko idzie po mojej mysliwinki
      uwazam ze tak bedzie najlepiej.Sami wybralismy restauracje,fotografa,teraz
      szukamy zespolu.A i mama narzeczonego ani moja nie maja nam tego za zle.
    • leeloo26 Re: Narzeczony, narzeczona a Wasi rodzice ? 21.07.05, 21:59
      A ja mam dość.
      Z rodzina Narzeczonego sa ciagle jakies problemy (im dalsza, tym wieksze),
      tescie (za ktorymi nie przepadam) do niczego sie nie poczuwaja. Maja wole
      podzialu kosztow, ale to tyle.
      Ani spotkania, ani telefonu "czy w czyms pomoc?"...
      Jestem przerazona wizja, ktora Chipsi miala w realu, czyli tesciow partaczacych
      slub.
      Koszmar.
    • elka83 Re: Narzeczony, narzeczona a Wasi rodzice ? 23.07.05, 14:55
      Mój ślub odbył się 1.5 roku temu......Z moim mężem znaliśmy się bardzo długo,
      choć nasi rodzice przez dłuższy czas niespotkali się ze sobą. Na początku było
      wszystko ok. Gdy tam przyjeżdzałam wydawało mi się że nigdzie nie jest tak
      wspaniale. Jak oni mnie traktowali, jak księżniczkę. Teść ciągle namawiał nas
      na szybki ślub mówiąc "tworzycie taką piękną parę po co czekać w miesiąc
      wszystko załatwimy" Opowiadali jak to ich ślub wyglądał, 80 osób. Zdradzali
      najbardziej skrywane rodzinne sekrety. Raj na ziemi. Aż.....................
      Przyszła data gdy mąż mi się oświadczył. Przyjechał do mnie i oświadczyliśmy to
      moim rodzicom. Zaplanowaliśmy że ślub weźniemy za rok, tak aby z wszystkim
      zdążyć. Szybciej miał się odbyć nasz ślub cywilny. Po pewnym czasie razem z
      narzeczonym postanowiliśmy oznajmić nowinę jego rodzicom. I na tym sielanka się
      skończyła. Zaczęły się głupie docinki itd. Nadszedł dzień ślubu cywilnego.
      Rodzice męża nie pojawili się stwierdzili że nie ma po co. Nawet nie chcieli z
      mężem rozmawiać przez telefon. Od tego dnia każde spotkanie u nich kończyło się
      płaczem. Ciągłe dogadywanie, obgadywanie moich rodziców i poniżanie mnie przy
      wszystkich. Jeśli chodzi o ślub kościelny to zapowiadało się dobrze. Moja mama
      mówiła ciągle nic się nie martw jakoś to przeżyjemy. Obiecali że dołożą się do
      kosztów. Przyjechali do nas aby omówić wszystko. Przedstawili listę swoich
      gości wszystko pięknie cacy. Zaczęliśmy zapraszać gości. Czekamy na jakiś
      sygnał od teściów i nic. Zadzwonili abyśmy przyjechali po pieniądze. Ucieszyłam
      się bo już troszkę siębałam a mąło czasu zostało. Pojechaliśmy. Na wydatki
      dostaliśmy aż całe 1400zł. Myślałam że umrę. Jak ja miałam spojrzeć w oczy moim
      rodzicom. Powiedzieli że więcej nie mają a jak chcemy to możemy ich gości
      odwołać. To był koszmar miesiąc do ślubu wszystkiego brak. Moi rodzicę musieli
      się ogromnie zadłużyć.Teściowa przyjechała 3 dni przed ślubem do pomocy.
      Myśleliśmy że oszalejemy. Wszystkiego się czepiała.Teść nie pokazał się
      stwierdzając że on nie jest do roboty. Dzień ślubu...........Nie dostałam
      błogosławieństwa od teścia co zostało nagrane na kasetę. Kompletnie się do nas
      nie odzywali, teściowa miała później pretensje że za dużo rozmawiałam z
      własnąmamą. Nie tańczyli, nie rozmawiali z moimi rodzicami po prostu nic nie
      robili. Myślałam że umrę. Moi bliścy podchodzili iż żałowali mnie oraz moich
      rodziców. Jednak muszę przyznać że weselę było sssssssuper. Wszyscy bawili się
      niesamowicie. Najbardziej zabolał mnie fakt jak po północy orkiestra zaczęła
      składać podziękowania a oni dumnie wyszli na środek i stanęli obok moich
      rodziców. Ranek rozpoczął się awanturą mojego męża z teściem. Przez dłuższy
      czas nie utrzymywaliśmy kontaktów. Przemogłam się bo tak mówiła mi moja mama i
      pojechałam z mężem do nich ale to nic nie zmieniło. Czują się tak jakby nic się
      nie stało. Nasze stosunki są oziębłe. Nie wiem czy wogóle kiedyś to się poprawi
      nie wiem czy jeszcze tego chcę. Obecnie jestem mamą 3 miesięcznego chłopczyka.
      Choć urodził się miesiąc szybciej jest bardzo silny i zdrowy. Myślałam że to
      coś zmieni. Imię sięnie podoba(Krzyś)data chrztu nie pasuje i tak ciągle. tylko
      pouczają i przechwalają się jacy to oni nie byli. Jednak bardzo kocham swojego
      męża a teraz i synka i to jest najważniejsze. Mam nadzieję że jakoś to będzie.
      Zal mi jednak moich kochanych rodziców którzy tak bardzo się zawiedli.
      Przepraszam że tak długo, ale tak bardzo chciałam gdzieś to opisać.
Pełna wersja