mike2005
02.08.05, 20:19
"Nie ulega wątpliwości, że uczucie miłości powinno być zasadniczym węzłem
łączacym dwoje ludzi w małżeństwo. Wszelkie konwencjonalne i majątkowe
względy powinny zejść na dalszy plan, tam bowiem, gdzie przesądzają one o
wyborze małżonka, nie będzie właściwego podłoża do dalszego pełnego rozwoju
osobowości partnerów, jaki jest celem, i koniecznym warunkiem pożycia
małżeńskiego, m. in. współżycia seksualnego. Wszelkie "wżenianie" się w
gospodarstwo, morgi itp., jako jedyny motyw małżeństwa, może z biegiem czasu
doprowadzić do rozwoju różnorakich zakłóceń współżycia małżeńskiego i
seksualnego. Tołstoj nazwał małżeństwo zawarte bez miłości "prostytucją
małżeńską", gdyż jedna ze stron nie czując miłości sprzedaje się za cenę
posiadania np. bogatego lub ustosunkowanego małżonka i poprawienia sobie
przez to warunków bytowych."*
*K. Imieliński, "Życie seksualne", s. 122, PZWL, 1973
Zaraz ktoś pewnie znów wyjedzie z tekstem, że rozczytuję się
w "przeterminowanej" literaturze, lecz nic bardziej mylnego - wyżej cytowany
tekst nigdy nie straci na aktualności.
A teraz, żeby było jasne, uważam, że przy zawieraniu związku małżeńskiego
należy brać pod uwagę sytuację finansowo-materialną (ale przede wszystkim
WŁASNĄ!!!, a nie przyszłego współmałżonka); "zawoalowanej" prostytucji
(zwłaszcza w jej męskim wydaniu) nie pochwalam.