jasti1978
04.08.05, 09:12
Zawsze marzyłam aby do ołtarza odprowadził mnie mój ojciec. Nie dlatego, że
naoglądałam się amerykańskich filmów ale ponieważ to stary zwyczaj i bardzo
ważna dla mnie symbolika. Była tu taka dyskusja już i nie zamierzam się w nią
ponownie wdawać, że to uwłacza kobiecie oddawanej jak przedmiot itp...Tak to
sobie wymarzyłam i nic mi nie uwłacza. A ksiądz oświadczył mi przez telefon,
ślub w sobotę, a my jeszcze nie wiemy kto nam go udzieli, bo "jeszcze nie
postanowili", że nie wyrażają zgody na takie cyrki, że to nie zgodne z
liturgią. Ksiądz w innej parafii powiedział, że ksiądz nie ma prawa odmówić
tego kto mnie będzie prowadził, ojciec ostatnio odprowadział koleżankę i nie
było żadnego problemu, liturgia swoją drogą, a prowadzenie swoją co ma
piernik do wiatraka?? To ma znaczenie symboliczne. W ogóle nie chciał
rozmawiać, ja się poryczałam, powiedziałam, że nie dość, że tyle kasy biorą
za ślub (1000) i jeszcze w ciągu roku mieli podwyżkę, w ogóle nie chrzanią
się z "co łaska" tylko mają swój cennik, to jeszcze nie mogę prosić żeby
własny ojciec oddał mnie przyszłemu mężowi, choć tak bardzo mi na tym zależy.
Jutro będziemy jeszcze rozmawiać na żywo, i nie zamierzam odpuścić, powiem mu
wprost w ostateczności, skoro nie wstyd im brać tyle kasy bez żadnego
skrępowania, to traktuję to jako usługę, za którą płacę, a skoro płacę to
wymagam by było tak, jak ja chcę. Zobaczymy co z tego wyjdzie, może jeszcze
ślubu nie będzie... nie, do tego nie dopuszczę przecież, pójdziemy razem
oczywiście, ale przykro mi będzie bardzo, że moje marzenie nie spełni się ;-(