kaskoss101
09.08.05, 17:45
Słuchajcie, braliśmy ślub ponad 3 miesiące temu. Sami wszystko
przygotowaliśmy - nie mieszkamy już w naszych rodzinnych miejscowościach.
Większość gościbyła przyjezdna i tu zaczeły się szopki. Okazało się, że
rodzice mojego męża zamówili sobie busa na powrót na godz. 06:00 rano! Gdy
się o tym dowiedziałam, miałam prawie łzy w oczach-wyobraźcie sobie
perspektywę zabawiania średnio zabawnych teściów

do takiej pory! Na
szczęście okazało się, że kierowca może przyjechać wcześniej i zabrał
towarzycho o 04:00.
Inny przykład: siostra męża miała skromne wesele - 35 osób. Ostatni gość
wyszedł o... 08:30 rano! Przedtem trochę pospał przy stole i pozjadał resztki
(był z miasta, w którym odbywało się wesele).
Ostatnia historia: wesele znajomych. Potworny upał, ok. 03:30 widać, że
państwo młodzi "padają". Goście w najlepsze serwują kolejne drinki i
schabowe... Sytuację uratowała o 05:00 ulewa - całość dbywała się na
powietrzu.
Tak więc jeśli nie macie ochoty na 3-dniową balangę, chcecie mieć coś z
tzw. "nocy poślubnej", dbacie o komfort psychiczny swój i gości, napiszcie na
zaproszeniach np. "bawimy się do godz. 03:00". Do dziś plujemy sobie w brody,
że nie wpadliśmy na to przed naszym weselem! Ciekawa jestem Waszych opinii na
ten temat. Czy uważacie taką notkę na zaproszeniu za uzasadnioną, czy jest
ona może obraźliwa? Pozdrawiam!