cheri-bibi
22.12.05, 10:59
Powiedzcie mi czy tylko ja mam mieszane uczucia co do własnego wesela?
Ciarki mnie przechodza na myśl, że trzeba wydać tyle kasy, że to tylko jedna
noc, że i tak pewnie ktoś będzie niezadowolony. A już strasznie się wkurzam,
że to nasze wesele(moje i przyszłego męża) a trzeba będzie obtańczyć całą
rodzinę, udawać, że pije się wódkę, że o trzeciej nad ranem jestesmy
pierwszej świerzości i świetnie się bawimy w momentach ktore bysmy
najchetniej pomineli itp... itd... i ogólnie że musimy się dostosować pod
wiele osób.
Z jednej strony nie chcę rezygnować, ale z drugiej jak pomyślę, że trzeba
będzie tańczyć z pijanymi wujkami z mokrymi łapskami z których pot się
rozbryzguje przy każdym obrocie (juz nie raz widzialam takie sceny) to slabo
sie robi, tym bardziej, ze juz jestem "uczona" i "uswiadamiana", ze nie moge
odmowic!
z wesela najchetniej usunelabym:
witanie chlebem i sola(dobrze, ze snopkow siana juz nie ustawiaja w katach
sal)
podziekowania rodzicom(takie to pod publiczke i sztuczne)
publiczne slodzenie na czas
zboczone i zbrezne zabawy
ludzi, ktorych trzeba zaprosic, a ktorzy nie potrafia sie zachowac
i wiele innych
ktos powie to zrezygnuj z te go co ci sie nie podoba, ale to co mi sie nie
podoba lubi wiekszosc gosci i co mam chodzic i klocic sie ze wszystkimi i im
tlumaczyc? mam juz dosyc po tlumaczeniu i klotniach zwiazanych ze slubem
majowym...
co zrobic aby te wesele milo wspominac?