nna
21.02.06, 21:23
Jak to sie teraz mówi " mam ciśnienie na oświadczyny"...nic na to nie
poradze. Od pewnego czasu o niczym innym nie myśle.Na początku było gdekanie
rodziny, które kwitowałam smiechem.Ale jak tak sie słyszy dłuższy czas wciąz
powtarzające sie pytanie "no kiedy on ci sie oswiadczy" ..to w koncu w
czlowieku cos pęka. Zaczełam sie zastanawiac no wlasnie "kiedy?".smutno mi,bo
wiem ze to glupie.Jestemy razem 6 lat,mieszkamy razem od 4, kochamy sie,
czesto poruszamy kwestie samego slubu, wspolnej przyszlosci, lacza nas
wspolne finanse, zobowiazania, nawet glupie meble i telewizor kupiony na
raty...czesto slysze o tym co bedziemy robic na emeryturze o tym ile dzieci
bedziemy mieli..ba nawet mamy juz imiona! a pierscionka nie ma.Nie probuje
juz dac do zrozumienia jak bardzo jest to dla mnie wazne, a wprost nie chce
mowic, bo chcialabym zeby to wyszlo od niego, zeby nie czul sie zmuszany,
zeby byl pewien ze tego chce.Ja nie wiem..z czego to moze wynikac???Dla mnie
po prostu zareczyny sa jakims kolejnym etapem..i moze to glupie ale nawet
wazniejszym niz sam slub.