jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:(

24.03.06, 15:23
mam cudownego męzczyznę,ale ta cudowność ominęła niestety jego
bliskich....rodzice sa zaborczy,czasami agresywni, od samego poczatku
wzbudzaja we mnie negatywne odczucia...on jest
jedynakiem,wypieszczonym,wychuchanym,wymarzyli sobie, że zawsze bedzie z
nimi,mieszkał,opiekował sie,moze nawet utrzymywał...moje pojawienie sie na
poczatku nie zapowiadało takiego obrotu sprawy,ale oni widząc jego
zaaangażowanie sie w nasz związek,popadają w skrajnosci,jego mama potrafi
wiedząc ze jest ze mną dzwonic i krzyczeć,ze ja zaniedbuje....nie bywam u
nich w domu juz od roku,a reszta rodziny,ciocie,kuzyni itd to juz zupełna
porażka,wszyscy prowincjonalni,niewykształceni,czuje sie zażenowana....tak
naprawde wstyd mi sie przyznać przed moimi bliskimi, że wchodze do takiej
rodziny...to dwa zupełnie różne swiaty-moja rodzina od pokolen to wykładowcy
akademiccy,pisarze,artysci,nie zrozumcie mnie źle,ale jestem z tak
zwanej "elity"...to nie miaoby znaczenia gdyby nie ta ciągła
walka...przepraszam ze tak długo sie zaliłam
pozdrawiam te,które miały więcej szczęscia
    • nie.migotka Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:26
      Coś bym napisała ale... nie mam w rodzinie wykładowcy i nie pochodzę ze stolicy.

      Pozdr.

      ---
      I'm a supergirl, and supergirls don't cry.
      • bacha1979 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:28
        Hmm, czasem Ci wykształceni potrafia być bardziej prosci od tych z tytułami.
        Nie oceniałabym ludzi po braku wykształcenia...
      • nie.migotka Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:31
        Pomyślałam i jednak w moim drzewie była jedna przedwojenna PORZĄDNA artystka smile

        Pozdr.


        ---
        I'm a supergirl, and supergirls don't cry.
    • twitti Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:29
      a jednak mezalians nadal istnieje w naszych czasach.. zastanow sie dobrze,bo
      przeciez wychodzac za niego za maz bedziesz musiala miec kontakty z jego
      rodzina.. a jak przyjda sie swiat wasze dzieci bedzie jeszcze trudniej!
      • bridgewater Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:31
        prosze,nie odbierajcie tego tak,jakbym uwłaczała komus z powodu braku
        wykształcenia,ponieważ nie to jest moim zamiarem,chciałam tylko mocniej
        zobrazowac pewne zachowania,a które moim zdaniem w ich przypadku sa tego
        wynikiem,to nie sa prosci ludzie,tylko niewychowani...
        • korridda Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:41
          No cóż, faktycznie zastanów się czy chcesz za niego wyjść za mąż. Mam wrażenie,
          że dla ciebie tzw status społeczny ma faktycznie duże znaczenie. Nie sądź, że
          oni się zmienią. Zresztą dlaczego mieliby to robić? To jednak ty będziesz
          musiała się nagiąć. Albo wasze kontakty z jego rodzicami będą bardzo
          ograniczone albo będą konflikty. Ale skoro jesteś "z elity" to pewnie bedziesz
          wiedziała jak sobie z tym poradzić. Aż dziwię się, że nas maluczki pytasz o
          opinię.

          Tak czy owak życzę ci powodzenia.
          • annajustyna Dziewczyny, nie przesadzajcie... 24.03.06, 15:53
            Byc moze autorka watku faktycznie troche uzyla niefortunnych sformulowan, ale
            problem tkwi gdzie indziej: jej rodzina i otoczenie jej narzeczonego to 2 rozne
            swiaty. Zdarza sie i nawet ma to swoj urok. Kazdy napotkany w zyciu czlowiek
            poprzez swoja innosc nas wzbogaca itd. Ale jesli dla autorki ten inny swiat
            przyszlego meza jest nieakceptowalny (z powodu braku manier czy innych przywar),
            to pojawia sie problem, bo jakim cudownym czlowiekiem by jej partner nie byl, to
            ani wypisac go z rodziny nie przystoi, ani nie mozna oczekiwac, ze pewnych cen
            "nie odziedziczyl" po "swoich"... Aco do mezaliansu: tak uczciwie z reka na
            sercu, to kto nie chcialby poprzez slub zyskac, a nie stracic?
    • aiczka Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 15:48
      Spotkałam się z podobnym problemem, ponieważ sama pochodzę ze zróżnicowanej
      rodziny. Tak na prawdę kłopot nie jest taki duży. Chodzi o to, że w praktyce
      części rodziny, które do siebie nie pasują, rzadko się ze sobą stykają (skoro
      jedna jest ze strony ojca a druga - matki). Dalej - większość dlaszej rodziny
      rzadko się widuje w ogóle. Kłopot może stanowić bliska rodzina. Z nimi
      kontaktujesz się częściej, twojemu mężczyźnie prawdopodobnie zależy na
      kontaktach z nią. Niby to prawda, że poślubiasz mężczyznę a nie jego rodziców,
      ale trzeba pamiętać, że to oni go wychowali i przyzwyczaili do różnych rzeczy no
      i że on ich prawdopodobnie szanuje. Zupełny brak możliwości porozumienia (o
      którym świadczy, że od roku u nich nie byłaś) jest niepokojący. Może stosunki
      dałoby się jednak trochę powoli naprawić?
      • bridgewater Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:09
        Starałam sie jak tylko mogłam....po jakims juz czasie nie bywania tam
        postanowiłam jednak w jakis sposob się przełamac i poszłam....oni udawali ze
        mnie nie widzą....czuje ,ze to nie we mnie jest jakas obawa
        przed "mezaliansem",kiedys usłyszałam jak ojciec robił mojemu mezczyznie
        wyrzuty,ze "nie znalazł sobie kogos innego",a ja nigdy ani słowem dałabym
        odczuc im ,ze cos mi nie pasuje...to oni stwierdzili ze ja nie pasuje do nich!
        • marta_m24 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:16
          Witaj smile jestem w identycznej sytuacji tzn. jestemz moim narzeczonym juz
          prawie 7 lat w sierpniu slub tyle tylko ze jego ojciec nie zyje i ma do tego 5
          siostr no ale dla mamusi on jest jeden wyjatkowy i tu nagle pojawila sie ona
          czyli ja.Nic nie zapowiadalo tego wszystkiego do momentu decyzji o ślubie. A
          teraz to dopiero sie zaczął koszmar-ciągle słyszę różne ubliżenia pod moim
          nazwiskiem a na dodatke również mojej rodzinysadsadsadsad.Kocham mojego
          narzeczonego ale nie mam juz sil na takie traktowanie ze strony przyszlej
          tesciowej prosze doradzcie jak sobie z tym poradzic tylko nie piszcie"bierzesz
          slub z narzeczonym a nie z rodzina jego"bo to wiem (acha i na dodatek
          zdecydowalismy sie mieszkac u mnie w miescie a nie u niego na wsi-a pewnie
          matka tego pragnie aby jej synek zostal przy niej).Juz brak mi sil i pomalu
          odechciewa mi sie slubusadprosze co z tym zrobic.
        • korridda Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:16
          OK, oże faktycznie troszkę zbyt surowo cie potraktowałyśmy. Faktycznie masz
          problem bo brak akceptacji ze strony rodziców ukochanego może być bardzo
          bolesny. MImo wszystko, myslę, że jeżeli chcesz z nim być to powinniście jakoś
          to naprawić. Może on powinien pogadać ze swoimi rodzicami? Nawet nie w
          kontekści, że powinni być dla ciebie milsi tylko mógłby im powiedzieć, jak mu
          jest z tobą dobrze, że się rozumiecie itp. Może jego rodzice zmienią
          nastawienie do ciebie jeśli będą widzieli, że on jest szcześliwy dzięki tobie?

          Pozdrawiam
          • jedza1 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:35
            A ja chyba Cie rozumiem. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało to jednak
            wykształcenie, i (az mi głupio to pisać) pochodzenie ma znaczenie. Mówie to z
            własnego, bardzo zresztą bolesnego doświdaczenia tj. ja "dziweczynka z dobrego
            domu" i on "prosty" chłopak z górniczej, sląskiej rodziny. Nasze rodziny,
            poglady, wiedzę dzieliły lata świetlne. Na początku broniłam jak lwica tego
            związku a dziś juz wiem, że całe szczęście nie skończyło sie to ślubem.
          • 82asa dajcie jej spokoj! 24.03.06, 17:17
            co sie czepiacie dziewczyny? to ze ma wyksztalcona rodzine nie znaczy ze musi o
            tyum milczec. lepiej jak prostaki gadaja co im slina na jezyk przyniesie??
            dziewczyna napisala jak jest, nie jest niczemu winna. jej rodzina i rodzina jej
            przyszlego to 2 rozne swiaty, tak bywa. trudno bedzie pogodzic te 2 swiaty,
            jesli bedzie silna to uda jej sie przetrwac w tym szczesliwie.
            jesli bedziesz odwazna i madra dasz rade ale jesli jestes slaba to bedzie
            ciezkosad mowia ze milosc przenosi gory.... powodzenia
        • aiczka Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:48
          > przed "mezaliansem",kiedys usłyszałam jak ojciec robił mojemu mezczyznie
          > wyrzuty,ze "nie znalazł sobie kogos innego",a ja nigdy ani słowem dałabym
          > odczuc im ,ze cos mi nie pasuje...to oni stwierdzili ze ja nie pasuje do nich!

          I to też jest prawda z ich punktu widzenia. Prawdopodobnie Cię nie rozumieją,
          może uważają, że się wywyższasz, wybrzydzasz, masz dziwne pomysły albo co jeszcze.
          Znam taki przypadek, że w rodzinie pojawiła się młoda, pilnująca wagi artystka.
          Nikt nie był do niej wrogo nastawiony, ale widać było, że nie czuje się
          swobodnie u teściów, że teściowie nie do końca ją rozumieją (np. dziękowanie za
          zupę nie było dobrze odbierane ^_^).
          Nie był to główny powód, ale faktem jest, że jej miejsce zajęła osoba również
          wykształcona i "na poziomie", ale lepiej umiejąca się dopasować do zwyczajów
          rodziny. Spotkania rodzinne odbywają się więc w miłej (nienapiętej) atmosferze,
          dziadkowie się często widują/opiekują dziećmi itp.
    • adzi25 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:46
      doskonale Cie rozumiem-wychodzę nie za jedynaka, ale za ukochanego synka- i tez
      nie pasuje jego rodzicom. Im też chyba przeszkadza, że w mojej są lekarze,
      wykładowcy...ja nigdy nie chwaliłam się tym-nawet by mi to do głowy nie
      przyszło. Tylko sama zauważyłam, że częśc rzeczy-dla mnie naturalnych-dla nich
      jest wydziwaniem i "panieństwem".Za to narzeczoną drugiego syna traktują ok-
      jest z podobnej co oni rodziny.
      Staram się żeby mnie zaakceptowali, ale jakoś nie przemawiaja do nich moje
      umiejętności co do gotowania czy sprzątania-odnoszę też niestety takie
      wrażenie, że chyba żle, że po studiach nadal się uczę,że mam ambitne zawodowe
      plany:/A na poczatku łudziłam się, że będą się cieszyć, że ich syn będzie miał
      wykształconą żonę z porządnej rodziny...
      Od rodziny nie można sie ot tak odciąć-twój narzeczony tez na pewno jest
      związany z nimi-ale myślę, że nie ma też co na siłę sie przymilać-choć
      świadomość niezaakceptowania jest cięzka.
      • aiczka Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:54
        > Od rodziny nie można sie ot tak odciąć-twój narzeczony tez na pewno jest
        > związany z nimi-ale myślę, że nie ma też co na siłę sie przymilać-choć
        > świadomość niezaakceptowania jest cięzka.
        Przymilanie nie ma sensu. Gdyby sytuacja była mniej napięta, namawiałabym do
        większej otwartości, traktowania z mniejszą powagą (np. nie dyskutowanie gdy
        ktoś wygłosi jakiś niemądry lub przestarzały wg. nas pogląd, tylko uśmiechanie
        się w duchu) itp. Rozumiem jednak, że trudno tego próbować, gdy nie ma okazji.
    • agnrek Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 16:47
      Doskonale Cię rozumiem, bo gdy miałam 21 lat, też trafiłam na taką chorą
      kobietę. Mój związek nie wytrzymał. Tak długo kopała pode mną dołki, tak
      nastawiała syna przeciwko mnie, że w końcu odeszłam.
      Dzisaj jestem mądrzejsza, walczyłabym z nią, a nie ustępowała.
    • karusia28 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 18:40
      doskonale rozumiem twoja sytuacje.w zasadzie jedynym wyjsciem byloby nie
      wychodzic za maz...i nie miec problemu ale co z tego...?ja rozniez mam podobny
      problem,,,zaczelo sie od tego ze jestem magistrem a on?mechanikiem.na szczescie
      omina mnie kawaly o tesciowej bo ona nie zyje,za to jest jego ojciec?jest to
      pierwsza osoba ktora nadaje sie do resocjalizacji,jest alkoholikiem,wyglada
      fatalnie,mieszka w takiej chacie ze nawet szkoda gadac...a co dopiero
      pisac.problem jest w tym ze ja poprostu sie go wstydze przed rodzina!niby jest
      mily i sympatyczny ale od razu jak sie na niego spojrzy widac ze....makabra,nie
      dosyc ze caly w tatuazach(pamiatka po wiezieniu) to na pierwszy rzut oka widac
      ze gorzaly za kolnierz nie wylewasmiledo tego ma problemy z chodzeniem,w zasadzie
      to juz prwie nie chodzi ,bo jak stanie na nogi to trzeba go trzymac bo sie
      przewraca i wyglada jakby byl conajmniej po tygodniowej libacji,a caly szkolpul
      w tym ze nawet jak jest trzezwy to tak po prostu wyglada!!!a moja rodzina?
      pomijam kwestie tego ze sa to ludzie wyksztalceni na poziomie z kultura(nie
      chodzi mi tu jednak o wyksztalcenie) ale mi po prostu wstyd pokazac kogos w
      takim stanie.a co dopiero na weselu?boje sie tego dnia,i wiem ze bede sie
      podwojnie stresowac bo oprocz tego ze cala ceremonia to jeszcze czy nie bedzie
      jakiegos "dymu" od mojego przyszlego tescia.WIEM ZE RODZICOW SIE NIE WYBIERA
      ALE JEST MI POPROSTU WSTYD PRZED RODZINA DO JAKIEGO STANU SIE MOZE CZLOWIEK
      DOPROWADZIC I TO MOJ PRZYSZLY TESC.
      • kol.3 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 21:09
        Dla mnie sprawa nieprzystawania rodzin do siebie jest trudna. Z jednej strony
        jakby się przejmować teściami, to do większości ślubów by nie doszło. Z drugiej
        strony jeśli macie duże zastrzeżenia co do poziomu teściów, to warto się
        zastanowić czy chciałybyście aby Wasze dzieci odziedziczyły coś z tego. Może
        się np. trafić potomek, który odziedziczy wszyskie negatywne geny po teściach.
        Nie chcialabym aby ktoś poczuł się urażony, nie chodzi mi o to, że ktoś jest
        mniej wykształcony, ale są ludzie zdecydowanie i nieuleczalnie prostaccy,
        nielubiący się uczyć, leniwi, prymitywni, bez ambicji życiowych.
    • paul_ina Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 21:02
      Hej,

      wyjściem z tej sytuacji jest uciekać gdzie pieprz rośnie - ale z narzeczonym.

      Ja mojego M. poznałam jeszcze w liceum i naprawdę nie potrzebowałam wiele czasu żeby stwierdzić, że a) jest to mężczyzna mojego życia, b) jego matka jest zaborcza i swój nieudany związek (małżeństwo raczej formalne niż normalne) emocjonalnie rekompensuje sobie na osobie syna. Tak więc wykopsałam najpierw M. potem siebie na studia do Warszawy, tj. ok. 700 km na północny wschód od gniazda rodzinnego. Teraz, po 7 latach w miarę ograniczonych kontaktów, widzę że stosunki "znormalniały" i teściowa zrozumiała, że musi żyć swoim życiem a nie życiem syna.

      Po co Ci to opowiedziałam? Z prośbą, żebyś zastanowiła się nad ucieczką - czyli wyprowadzką co najmniej 300 km od gniazda os. Im dalej, tym lepiej. To jest jedyne wyjście obok zmiany osoby narzeczonego.

      I jeszcze jedno - więcej przypominamy rodziców niż nam się to wydaje. Jeśli masz tyle obiekcji co do przyszłych teściów, spróbuj popatrzeć krytycznym okiem na narzeczonego. Za 30 lat będziesz mieszkała z mniejszą lub większą kopią teścia lub teściowej, postaraj się zobaczyć jak wierna oryginałowi będzie ta kopia. Na szczęście czasem dzieci ustawiają się jak negatyw w stosunku do rodziców, np: pijak - abstynent, cham - wrażliwiec, prostak - artysta. Mam nadzieję, że tak jest w przypadku Twojego ukochanego.
      • paul_ina Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 21:15
        Zapomniałam dodać:

        1. To nieprawda, że wychodzisz tylko za niego. Wchodzisz do jego rodziny, on wchodzi do Twojej. Śluby łączą całe rodziny.

        2. Z prawnego punktu widzenia na zawsze będzie trwał stosunek powinowactwa między Tobą a jego rodziną, nawet po ewentualnym rozwodzie z małżonkiem nie istnieje możliwość "rozwodu" z jego rodziną.

        3. Nawet jeśli Twój mąż nie przypomina swoich rodziców, geny wracają.
        • triss_merigold6 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 22:05
          Co do tego to się absolutnie nie zgodzę. Po rozwodzie z pierwszym mężęm nie
          utrzymywałam i nie utrzymuję żadnych kontaktów z jego rodziną 9z nim również
          nie). Żadnych życzeń świątecznych, nic z tego. Dobrze, że dzieci nie było.
          Co miał oznaczać ten stosunek prawny? Nic absolutnie nic nie łączy ludzi
          bezdzietnych po rozwodzie.
          • paul_ina Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 22:10
            Hej,
            to że faktycznie nie utrzymujesz kontaktów nie przeszkadza temu, że w sensie prawnym na zawsze jesteście powinowatymi - Ty i jego rodzina, on i Twoja rodzina.

            "Powinowactwo jest to stosunek prawnorodzinny łączący jednego małżonka z krewnymi drugiego. Jest wyłącznie więzią prawną (w odróżnieniu od pokrewieństwa, które jest więzią biologiczno-prawną). Powinowactwo trwa dalej mimo ustania małżeństwa (chyba że zostało ono unieważnione, albowiem wtedy powstaje stan taki, jak gdyby nigdy nie zostało one zawarte). Powinowactwo w linii prostej jest względną przeszkodą małżeńską (z ważnych powodów sąd może udzielić zgody na takie małżeństwo)." - źródło Wikipedia, nie chciało mi się samej pisać smile))
    • manti75 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 21:57
      ktos wywodzacy sie z tzw " elity " chyba nie napisalby takiego postu ! rany
      boskie... bez klasy .. bez twarzy
      • adzi25 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 24.03.06, 22:03
        myslę, że tu nie chodzi o podkreślenie czy z elity czy nie, czy człowiek chce
        sie wywyzszać, czy nie..tylko prawda jest taka, że takie problemy są. I
        sytuacja taka nie jest fajna, bo każda z nas chciałaby być akceptowana, lubiana-
        a jeśli nie-to tylko za normalne wady a nie za wykształcenie czy pochodzenie
        rodziny. Jeśli Ty ich nie masz takich problemów, to powinnaś się cieszyć. I
        fakt, że jest się anonimowym na necie, nie uprawnia do takiego pisania o
        drugiej osobie.
      • ardzuna Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 25.03.06, 10:54
        manti75 napisała:

        > ktos wywodzacy sie z tzw " elity " chyba nie napisalby takiego postu ! rany
        > boskie... bez klasy .. bez twarzy

        Ależ skąd. Zupełnie nie masz racji. Elity zawsze sie separowały od nie-elit.
        Ich klasa natomiast wyraża się w tym, że wobec nie-elit są uprzejme.
        • manti75 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 25.03.06, 23:38
          o to wasnie mo chodzilo .. o wiele ladniej to ujelas smile))
    • lady_of_avalon to w końcu dyskutujemy o mezaliansie czy zaborc 24.03.06, 22:20
      zaborczej matce???
      Bo ja już się pogubiłam, a każda z was o czym innym pisze sad(
      • paul_ina Re: to w końcu dyskutujemy o mezaliansie czy z 24.03.06, 22:22
        Hej lady,

        moim zdaniem piszemy o własnych ranach w kontekście: co się może przydać autorce wątku :]
        • lady_of_avalon Re: to w końcu dyskutujemy o mezaliansie czy z 24.03.06, 22:30
          No dobra to ja też napiszę ale o "mezaliansie" bo mi sie ten wątek bardziej
          podoba... ;PP
          Moja przyjaciółka ma podobną sytuację - ona artystka z rodziny wykształconej,
          od pokoleń warszawskiej, on - ze wsi pod Łodzią... rodzice rolnicy z
          wykształceniem podstawowym i w dodtku dużo starsi...
          No i rzeczywiście z akceptacją jej osby jako "narzeczonej" są duuże problemy
          (z ostatniej wizyty u jego rodziców wyjechali w polowie) Sytuacja jest
          natomiast o tyle lepsza, że facet cały czas stoi murem po jej stronie i mam
          wrażenie, że jego rodzina wie, że albo ją zaakceptują, albo stracą syna...
          Także problem leży nie tylko w tym jak się odnosi rodzina do ciebie, ale też
          jak w tym wszytskim sietwój luby odnajduje. Jeśli porozmawia z rodzicami
          jasno że albo "ta paniusia" albo żadna to może przestaną stroić fochy i
          liczyć na to że się rozmyśli...
          • agatka999 Re: to w końcu dyskutujemy o mezaliansie czy z 24.03.06, 23:35
            czegos takiego juz dawno nie slyszalam "pochodze z elity"....dziewczyno moze
            przez przypadek jestes z przeszlosci z 18 wieku!!! "wchodze do takiej rodziny"-
            no to czyli twoj ukochany to tez plebs?
            moge zrozumiec inne twoje zmartwienia ze jego rodzice sa zaborczy itd ale
            sprawa wyksztalcenia i pochodzenie z 2 roznych swiatow to juz kurcze przesada!
            • lady_of_avalon Re: to w końcu dyskutujemy o mezaliansie czy z 25.03.06, 09:27
              A ja się z tobą nie zgadzam. Rzeczywiście autorka wątku niefortunnie użyła
              słowa elita, lepiej mówić o innej klasie społecznej. Ale melzalianse cały czas
              występują. I "paniusie" z wielkich miast mają często problemy z akceptacją na
              wsi... I odwrotnie zresztą też..
    • adrian4u Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 25.03.06, 08:25
      z własnego podwórka:
      1. moja mamuśka pochodzi z małej wsi pod Rzeszowem, mój ojciec z miasteczka w
      byłym zielonogórskiego. Mamcia poszła na studia do Wawy a ojciec zrezygnował z
      technikum i poszedł do wojska na "zawodowca". tak się poznali i tak się
      wyklułem jawink
      Rodziny się nie kochają, zresztą to małżeństwo też nie jest zbyt udane.... i
      kogo t oobchodziwink ?
      2. miałem zajefajną dziewczynę - jej rodzina również z kąśtam, panna "siadła"
      po szkole i była "zwykłą" ekspedientką w sklepie z exkluzywną galanterią
      skórzaną. Ani mi przez głowę nie przeszło, że to mezalians czy co - bo przecież
      ja studia, kreatywna praca itp... poszło w końcu o zazdrość i zazdrość innych
      ludzi. Teraz jestem z prawie rozwiedzioną panną, któa zarabia z 2x więcej
      odemnie. Ona nie chce znów wyjść za mąż, ale i tak jesteśmy razem mimo, iż
      chciałbym usłyszeć sakramentalne "tak" i zobacszyć ją piękną i lśniącą na
      ślubnym kobiercu, a wiem, że to nie nastąpi...
      Jej rodziny (z wyjątkiem brata) na oczy nie widziałem, ona sama zresztą teŻ ma
      jakieś uprzedzenia przed "rodzicami jej facetów" smile
      Ale żyjemy razem - dla siebie - czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale kocham
      ją nie dla pieniędzy czy mieszkania (sam mam duuuży dom, który się remontuje)
      ale mimo wszelkich przeciwności. I chcę ją mimo wad, mimo wszystko, co złe -
      mam nadzieję, że ona mnie rónieżsmile
      Walcz o swojego faceta i niech on walczy o Ciebie - właśnie mimo rodziców,
      teściów i całego pojechanego światasmile
      Walczcie, jeśli widzicie, że wartosmilesmilesmile
      • kol.3 Re: popieram adriana 25.03.06, 09:01
    • ardzuna Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 25.03.06, 11:03
      bridgewater napisała:

      tak
      > naprawde wstyd mi sie przyznać przed moimi bliskimi, że wchodze do takiej
      > rodziny...to dwa zupełnie różne swiaty-moja rodzina od pokolen to wykładowcy
      > akademiccy,pisarze,artysci,nie zrozumcie mnie źle,ale jestem z tak
      > zwanej "elity"...to nie miaoby znaczenia gdyby nie ta ciągła
      > walka...przepraszam ze tak długo sie zaliłam

      Rozumiem Cię lepiej, niż myślisz. Jeśli tego potrzebujesz, pisz na priva.
      U mnie związki z osobami z takich właśnie rodzin z innego świata rozpadły się,
      i to wcale nie dlatego, ze ja tępiłam tamte rodziny za niższy status, tylko
      dlatego, ze one tępiły mnie - a to przetworów nie robilam, a to nie miałam w
      domu takiego czegoś do szatkowania kapusty na kiszoną (o zgrozo, nie wiedziałam
      nawet, jak to wygląda i jak się nazywa), a to miałam jakies inne zajęcia od
      nieustającego pucowania domu... Ten wstyd przyznawania się przed bliskimi, że
      się wchodzi do takiej rodziny, też przeżywałam przed moim niedoszlym
      małżeństwem sprzed kilku lat i później w jeszcze jednym związku; zastanawiam
      się jednak, czy nie był to intuicyjny wstyd i lęk przed wiązaniem się z tymi
      osobami, które okazały się nie być ludźmi na poziomie. Tak przypuszczam, bo w
      tej chwili nie mam takiego problemu, a mój mąż pochodzi też z rodziny o niższym
      statusie. Tylko że obecna sytuacja jest zupełnie inna, bo on "wyszedl" z tej
      rodziny na trwałe wykształceniem, ogładą, horyzontami itp.
    • clio_1 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 25.03.06, 19:27
      Dziewczyny, rodziny są różne i mogą być problemy z dotarciem się. Nie uważam,
      żeby autorka wątku wywyższała się, bo jest z "elity". Ja pochodzę z rodziny
      prawniczej, wszyscy mamy wyższe wykształcenie. Rodzice męża też wykształceni,
      ojciec prawnik, mama po polonistyce. Dalsza rodzina męża - rolnicy, nauczyciele,
      różne środowiska.
      Dla mnie osobiście jedynym szokiem było, kiedy pojechaliśmy zapraszać rodzinę
      męża ze wsi - ci ludzie żyją zupełnie inaczej niż my, prości, niedouczeni,
      trochę niedomyci(przepraszam za określenie) łazienki w domu nie ma, ale za to
      całe pieniądze idą na inwestycje w gospodarstwo - jak na polskie warunki podobno
      nowoczesne. Ja nigdy nie miałam rodziny na wsi, nie do pomyslenia był dla mnie
      brak tolety w domu, nigdy z bliska nie widziałam krowy (serio) i to może dlatego
      przeżyłam duże zaskoczenie. Bałam się, że na weselu ci ludzie upiją się do
      nieprzytomności, będzie awantura i wiecie co? Oni byli bardziej skrępowani niż
      my, bo sami widzieli, że nie pasują do towarzystwa, że wesele było inne niż to,
      na których z reguły bywali (w mieście, w restauracji a nie na wsi w sali
      weselnej czy remizie)
      To nie jest tak, że elity się wywyższaja, uznają za lepsze, po prostu czasem
      rodziny do siebie nie pasują.
    • soledag Re: jego rodzina...slubu nie bedzie 25.03.06, 23:00
      ha...
      moj mezczyzna tez pochodzi z "takiej " wiejskiej rodziny, na dodatek nie
      wylewajacych za kolnierz, tyle ze sam ma wyzsze wyksztalcenie i choc dba o
      rodzicow i ich dom, to zachowuje dystans.powiedzial, ze dopoki oni zyja, my sie
      nie pobierzemy, bo on nie chce ich na swoim slubie widziec. nie dlatego, ze sa
      ze wsi; dlatego, ze zbyt wiele wycierpial od nich-przez ich prostactwo,
      nieudolnosc, alkoholizm, etc-jako dziecko i dorosly juz czlowiek. nie chce ich
      obecnosci na swoim slubie...na naszym slubie. i co wy na to?
    • joasia84 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 26.03.06, 10:28
      Popierwsze dziewczyny generalizujecie ludzi. Przykre ale pawdziwe.
      Naczytałyście się w książkach jak wygąda wieś i wydaję sie wam że już wszystko
      wiecie. Jasne sama wiem o tym, że wieś wsi nie równa, Ale nie podstawiajcie pod
      tego wwszystkich. Sama pochodzę ze wsi nigdy się tego nie wstydziłam i
      wyruszając na studia nawet nie pomyślałam, że gorsza jestem.
      A po drugie. Jeśli chodzi o problem autorki wątku. Mój M. nie ma wykształcenia
      wyższego i co z tego?? Ja cenię go za to jaki jest a nie kim jest. A jego
      rodzina nie jest jedynakiem to prawda. Ale mamusia również czasami daje nam
      popalić. Ubzdurała sobie, że po ślubie będziemy mieszkać u nich, ale mój M.
      wytłumaczył jej jasno i dobitnie co myśli o tym. Koniec problemu.
      Rodziny się nie wybiera to prawda. Ale u Ciebie nie jest problem z rodziną
      tylko z zaborczą mamusią i akurat tutaj wykształcenie nie ma żadnego znaczenia.
      Przepraszam, że to takie przydługie.
    • bridgewater Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 27.03.06, 12:50
      dziekuje za wszystkie podpowiedzi,rady,przemyślenia,za faux pas jezykowe
      dot "elity"przepraszam,to miało na celu tylko i wyłacznie podkreslenie
      problemu ,a nie moje wywyższenie się... musze przyznac,ze moje problemy są
      jednyne w swoim rodzaju,a tu taki odzew,dziekuje, jakos to bedzie .....w koncu
      nikt nie obiecywał ze w zyciu wszystko bedzie zawsze piękniesmile
      • mojave Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 27.03.06, 13:44
        nie kazdy mezalians jest skazany na porazke - moi rodzice to wlaśnie taki
        przykład: mama z dobrej rodziny z tradycjami, pochodzeniem, nazwiskiem itp. z
        kolei tata ze zwyklej rodziny rolniczej. Nie przeszkadza im to jednak być
        dobrym małżeństwem już przez 31 lat. Prawda jednak jest tez taka, że z rodzina
        taty kontakt mamy raczej maly - spotkamy sie zawsze na slubach, chrzcinach,
        pogrzebach itp. Jeżdzlismy tez zawsze na pewien czas w wakacje do dziadkow
        (mieszkają 300 km od nas). Rodziny maja ze soba stosunki bardzo poprawne, nie
        ma jednak mowy o jakiejs zażyłości. To jednak sa dwa światy i trudno
        zaprzeczać, że różni nas styl zycia, poglady, doświadczenia. Z obu światow
        mozna jednak nauczyc sie czegos nowego, dobrego i rodzice starali się własnie
        nas (mnie i brata) tak wychowac.
        Jeśli kochasz narzeczonego i oboje jesteści otwarci i pelni dobrej woli na
        pewno wam sie uda. Rodziną staraj sie nie przejmować - jesli bardzo sobie nie
        pasujecie poprostu ograniczyc w miare mozliwości kontakty a przy spotkaniach
        zachowuj się spokojnie, życzliwie acz bez nadskakiwania.
      • muszka1979 Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 27.03.06, 16:53
        nie przepraszaj, napisalas to co myslisz i nie ma w tym nic zlego!
        zycze powodzenia! najwiecej zalezy od twojego chlopaka. to on powinien o ciebie
        zawalczyc i nie akceptowac takiego zachowania rodziny.
    • rejka Re: jego rodzina...jestem zupełnie zawiedziona:( 27.03.06, 15:55
      Nie mam w rodzinie artystow, czy pisarzy, majatki ziemskie znalazly sie po
      wojnie po niewlasciwej stronie granicy, ksiaze czy hrabia niekoniecznie musial
      byc czlowiekiem swiatlym a puste tytuly sa wazne tylko dla maluczkich. Wychodzi,
      ze do elity sie nie zaliczam.
      Guwernantki i babcia uczyly mnie za to nie tylko kaligrafii i dobrych anier, ale
      takze tego, ze nie wypada sie wywyzszac a ludzi wyksztalconych i kulturalnych
      cechuje umiejetnosc znalezienia sie w kazdej sytuacji.
      Nie wywyzszasz sie i slowem nie powiedzialas, ze oni ci sie nie podobaja? Moze.
      Jezyk ciala i gestow jest jednak bardzo wyrazny. Niechec jest latwo wyczuwalna.
      Moze przy stole zamiast artystycznego "czy bylbys tak dobry kochanie i zechcial
      podac mi sol..." wystarczy najzwyczajniej poprosic o nia.
      Niewyksztalceni, prosci? zrezygnuj z gornolotnych okreslen. Dziekuje, prosze, co
      slychac? jak zdrowie?
      Poetycka maniere wyslawiania zostaw dla swojej artystycznej, wyksztalconej,
      kulturalnej rodziny.

Pełna wersja