bridgewater
24.03.06, 15:23
mam cudownego męzczyznę,ale ta cudowność ominęła niestety jego
bliskich....rodzice sa zaborczy,czasami agresywni, od samego poczatku
wzbudzaja we mnie negatywne odczucia...on jest
jedynakiem,wypieszczonym,wychuchanym,wymarzyli sobie, że zawsze bedzie z
nimi,mieszkał,opiekował sie,moze nawet utrzymywał...moje pojawienie sie na
poczatku nie zapowiadało takiego obrotu sprawy,ale oni widząc jego
zaaangażowanie sie w nasz związek,popadają w skrajnosci,jego mama potrafi
wiedząc ze jest ze mną dzwonic i krzyczeć,ze ja zaniedbuje....nie bywam u
nich w domu juz od roku,a reszta rodziny,ciocie,kuzyni itd to juz zupełna
porażka,wszyscy prowincjonalni,niewykształceni,czuje sie zażenowana....tak
naprawde wstyd mi sie przyznać przed moimi bliskimi, że wchodze do takiej
rodziny...to dwa zupełnie różne swiaty-moja rodzina od pokolen to wykładowcy
akademiccy,pisarze,artysci,nie zrozumcie mnie źle,ale jestem z tak
zwanej "elity"...to nie miaoby znaczenia gdyby nie ta ciągła
walka...przepraszam ze tak długo sie zaliłam
pozdrawiam te,które miały więcej szczęscia