koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ...

27.03.06, 11:03
prawdziwesad Jak sobie tak czytam o Waszych przygotowaniach, to myślę, że macie
rację. Ja przed ślubem prezentowałam "tumiwisizm", czyli "wszystko się jakoś
ułoży" i... nic się nie ułożyło a wyszło fatalniesad Opiszę Wam któtko, na
zasadzie ostrzeżenia...
1.Suknię szyłam dosłownie tuż przed ślubem i nie było czasu na poprawki
a) była za długasad(, krawcowa nie ostrzegła mnie, że ja nie tylko bedę stać,
ale też muszę w niej chodzić ( przyjęcie było bez tańców) - zanim wsiadłam do
samochodu wytarłam nią dosłownie wszystkie pajęczyny na klatce schodowej , nie
piszę już ile razy się sama o nią potknęłam a ile razy nadepnął niechcący Pan
Młody
b)to co śmieszyło mnie przy przymiarce, czyli miejsce na "brzuszek" - bylam w
2 miesiącu ciązy- na zdjęciach wyszło tragicznie; na niektórych wyglądam jak w
9 miesiącu ciąży, choć w dniu ślubu byłam jeszcze płaska jak deskasad(
Popełniłam błąd mówiąc, ze jestem w ciąży(ale powiedziałam ile!!), bo krawcowa
przesadziłasad(
c)ślub brałam zimą, więc krawcowa wzięła też poprawkę na "koszulkę" pod
sukienkę - skutek - opadające za bardzo rękawysad((

2. Nie widziałam wcześniej kwiatów, które miały być przypięte do samochodu .
Pani w kwiaciarni powiedziałam, że ma to być coś pasującego do moich
łososiowych róż. No i był.... bukiet w kolorze różu, który dosłownie gryzł się
z moim

3.Dla odmiany moja świadkowa gryzła się ze swoim mężem, zamiast "pomagać" mi a
świadek zajmował się swoją naburmuszoną dziewczyną. W dodatku w ogóle nie
umieli się (świadek ze świadkową) zgrać np. przy odbieraniu kwiatów,
prezentów. Myśmy już klęczeli przy ołtarzu, a oni biegali po zakrystisad( Do
kościoła pojechali z mojego mieszkania osobno, świadek gdzieś tam po drodze
odbierał swoją dziewczynę ...W dodatku przy siadaniu w kościele moje krzesło
"odjechało", a ani świadek ani świadkowa nie uznali za właściwe pomóc mi i
przysunąć je...
a)świadkowa siedziała za mną, trzymając swoje kwiaty w jakimś bezgustownym
papierze (hehe)

4. Jedna z ciotek rzuciła się do składania życzeń życzeń już w kościele. Mam
żal do naszych rodziców, że nie odciągnęli delikatnie towarzystwa na zewnątrz.
Czułam się głupio, wzrokiem szukałam swiadkwej, dopiero musiałam jej mówić,
żeby mi pomogła (choć np. mogła jej zwrócić uwagę moja mama..)

5. Po kościele jedzie się u nas do domu "z błogosławieństwem" - taki dziwny
moim zdaniem zwyczaj. No to myśmy pojechali a tymczasem towarzystwo zasiadło
do stołu... I wiecie jakie miejsca na nas, nowożeńców czekały? Hehe... Na
naszych siedziała moja teściowa i jej syn! A my pokornie trochę z boku tyłem
do okna... Myslałam, że po raz kojejny, moja mama - jako gospodyni się tym
zajmie... hehe - ale się pomyliłam. Chlebem i solą witała nas kelnerka, bo
całe towarzystwo nawet nie zaczekało na nas tylko już usiadło!

6. No i kolejny koszmarek czyli zdjęcia. Nie chciałam kamery( to w końcu
skromne przyjęcie na 25 osób, bez tanców) tylko zdjęcia robione przez świadka
(błąd kolejny, bo większość zdjęć baaaardzo nieudanasad() i u fotografa (za to
najlepszego w miescie...) Panu powiedziałam szczerze, że chcemy tylko 3 ujęcia
No i pan widząc taką "biedną" parę jak my - ja nawet welonu nie miałam) zrobił
nam 3 zdjęcia nawet bez zbytniej fatygi (no cóż, w końcu nie zarobił na nas)
a) myślałam, że jakoś nas ustawi, a on tylko prosze stanąć tak , tak i tak ...
i teraz mam skutek: na 1 zdjęciu włosy opadają mi na pół twarzy... i barzo
brzydko układa się lewy rękawsad na zdjęciu 2 mąż wygląąda jak grubas a na 3 ja
pokazuję wszystkie swoje zęby, co w moim przypadku jest tragedią , bo uśmiech
mam niefotogeniczny
b)teraz rodzina ma nam za złe, że robiliśmy zdjęcia TAM, że nie zabraliśmy
rodziców itdsad
c)sama się malowałam i wyglądam jak trzy ćwierci do śmierci na tych zdjęciach
d)moja "naturalna" fryzura - włosy rozpuszczone i lekko podtapirowane padły na
pół godziny przed kościołem

Zazdroszczę Wam dziewczyny, że wszystko przed Wami, że możecie planować i
dopracowywać szczegóły. Ja poszłam na żywioł i bardzo tego teraz żałuję.
Myślałam, że w tym dniu postarają się troszkę rodzice i świadkowie, ale
prawda jest niestety taka, że jeśli WY o coś nie zadbacie, to NIKT nie zrobi
tego za mnie. Naprawdę współczuję moim gościom, ja nie chciałabym się "bawić"
na takim ślubie jak mój. Mimo, że wyżerka była przednia, to z nudów można było
zejść...
    • nie.migotka Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 11:09
      Głowa do góry, napewno nie było tak źle!
      Ja od raku wszystko dopracowuję i uzgadniam szczegóły z Mamą.
      Najdłużej zejdzie mi z ujarzmieniem świadkowej wink

      Pozdr. ciepło i zycze szczęścia smile

      ---
      I'm a supergirl, and supergirls don't cry.
    • nie.migotka Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 11:10
      ps. I dzięki za tak ważny post!

      ---
      I'm a supergirl, and supergirls don't cry.
      • kotekkk Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 11:14
        napisz coś optymistycznego np. ze masz fajnego męża smile)

        no bo jeżeli to też nie to naprawdę fatalnie.
        A jezeli tak to naprawde nie masz się czym zamartwiac
    • agniesja2 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 11:13
      w tym przypadku sprawdza sie powiedzenie...umiesz liczyć,licz na siebie. Twój post pozwoli uniknąć niektórych błędów.pozdrawiam
    • muszka1979 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 11:15
      Współczuję, naprawdę... Ale może nie było tak źle? Ty pewnie oceniasz to
      wszystko bardzo krytycznie, ale może inni wcale tak tego nie oceniają? Wiadomo,
      panna młoda zawsze jest trochę przewrażliwiona, bo chce, żeby wszystko było
      idealnie ale może z boku to wszystko nie wyglądało tak jak to opisujesz?
      Ale dzięki za rady...
      Pozdrawiam!
      • foczusia85 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 12:40
        sadsadsad
    • evelina2000 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 11:37
      lepiej wszystko dopiąć na ostatni guzik,zrobic jakis plan ,rozdysponować
      obowiązki po rodzinie,swiadkach. No i sprawdza sie też powiedzenie,ze
      oszczędnośc nie popłaca .Teraz masz niesmak i uczucie ,ze wyrzuciłas w błoto
      pieniadze(suknia źle uszyta,kiepskie zjdecia)Czasami lepiej zapłacic wiecej i
      byc pewnym jakosci.
    • kasia_kar Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 12:22
      brzmi jak jakiś koszmarny sen...
      Mam nadzieję, że w rzeczywistości było lepiej, a teraz ogarnęły cię czarne myśli.
      Na pewno można odnaleźć dobre strony w tym wszystkim. Jesteś już mężatką! smile
    • agnrek Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 13:13
      Kiedyś byłam na ślubie mojej przyjaciółki, po którym odechciało mi się wesele
      raz na zawsze. Dokładnie tak samo lekko podeszła do całej organizacji i to się
      zemściło okrutnie.
      1. Ona ma rodzinę w Katowich, on pod Zamościem, a wesele robili w remizie w
      białostockiem, bo tak romantycznie - tam była chrzczona.Efekt- w kościele wiatr
      hulał, nikt na sam ślub nie przejedzie 300 km. Od niej było 20 osób, od
      niego...9. Sala była na 100 osób, wiatr hulał az przykro.
      2. Nie przemyśleli samochodu - miał być wujek czymś lepszym,a nie przyjechał.
      Spojrzeliśmy przed dom,a tam 2 polonezy i 3 maluchy. No to wybór padł na
      poloneza.
      3. Orkiestrę wybierał jej wujek, chłop ze wsi podlaskiej. Wybrał zespół zgrany -
      trąbka, pompka i organy. Uszy odpoczywali, gdy panowie nie grali.
      4. Parkiet świecił pustkami, a do oczepin stanęły 2 panny. Z grzeczności
      złapałam welon ja - świadkowa.
      5. Malowałam i czesałam ją ja, jakoś było.
      6. Nie mieli ani kamery ani zdjęć. Nie ma nawet co pokazać dzieciom czy w ramki
      wstawić.
      7. No i najgorsze - na placu obok remizy była jakaś impreza plenerowa i grał
      super zespół. Tych kilku gości młodych zeszło posluchać na dół, bo tej anszej
      orkiestry słuchać się nie dało.

      Po weselu się po prostu rozpłakała, ale... bądźmy szczerzy, czy aby nie była
      bez winy?
      • bacha1979 agnrek, mogłabyś powiescipisarzem. 28.03.06, 13:59
        Fajnie piszesz i do rymu. smile
    • orangewhatever to jakiś żart? 27.03.06, 13:36
      bo ja po prostu odpadłambig_grin
      no, ale jak się posta zaczyna od tego, że "krawcowa mi nie powiedziała, że mam
      chodzić"...
      NO COMMENT!!!
      • natalia178 Re: to jakiś żart? 27.03.06, 19:11
        A Ty zwracasz uwagę na wszystkie szczegóły??? Kiedy krawcowa patrzy i sama
        "podziwia" swoje dzieło, a Tobie (ponieważ jesteś na tej przymiarce sama) nikt z
        boku nie doradzi, ani nie popatrzy krytycznym okiem... Ruszyć się u takiej
        krawcowej możesz może 1,5 metra na półtora...więc o co Ci biega????
        • orangewhatever Re: to jakiś żart? 27.03.06, 19:36

          a wyobraź sobie, że zwracam. może mam taki charakter, że przed lustrem długo
          potrafię marudzić, żeby wszystko było "po mojemu". tak poza tym, poprosiłaś
          kogokolwiek, żeby z Tobą pojechał?
          czy liczyłaś, że sami na to wpadną?
          mam wrażenie, że po prostu byłaś święcie przekonana, że w dzień ślubu wszyscy
          będą wiedzieli, co mają robić, mama, świadkowa, cała reszta.
          cholera, przecież gdyby mi się nie podobało, że moja świadkowa trzyma kwiaty w
          papierku, to powiedziałabym "zdejmij papier z bukietu"
          poza tym - kto Wam udzielał błogosławieństwa, skoro w tym czasie teściowa i
          mama były już na sali?

          myślę, że najwięcej pretensji powinnaś mieć do siebie samej, i do tego, że
          niestety, nie dopilnowałaś.
      • mamma320 Re: to jakiś żart? 27.03.06, 19:22
        I pewnie zapomniała powiedzeć, że mogą być tańce smile)))
        • natalia178 Re: to jakiś żart? 27.03.06, 19:28
          nie wiem, skąd ta złośliwość... powiedziałam krawcowej, że to tylko przyjęcie
          BEZ tańców. Pani mnie wymierzyła, a na przymiarce (byłam w butach "weselnych")
          zaczęła wychwalać - proszę popatrzeć - rękawy I-D-E-A-L-N-E, długość
          I-D-E-A-L-N-A itp. Czy Tobie przyszłoby do głowy, że najlepsza krawcowa w
          mieście, której słono płacisz może coś Ci wmawiać, bo nie chce jej się poprawić?
          A przemierzasz dosłownie kwadracić 1,5 m na 1,5 m???
          • orangewhatever Re: to jakiś żart? 27.03.06, 19:36
            troche wątpliwa ta najlepsza krawcowa, z przymierzalnią metr na metrwink
            • miwonka81 Re: to jakiś żart? 28.03.06, 18:50
              ale sie czepiasz...
    • ewaes Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 14:14
      Natalia, bardzo Ci dziękuję za ten wątek. Przyznam, że jestem już bardzo
      zmęczona przygotowaniami, na które nałożyły się różnież inne sprawy (do ślubu
      niecały miesiąc) i też myślę, że jakoś to będzie i że już zupełnie nie mam siły
      (wiele spraw jest jeszcze niezałatwionych). Po tym co napisałaś, myślę, że
      jednak lepiej się teraz sprężyć, kiedy jest jeszcze trochę czasu i załatwić jak
      najwięcej, a przed ślubem wziąć kilka dni urlopu i pożądnie odpocząć.
      Jeszcze raz dzięki, bardzo mnie zmobilizowałaś.
    • minerwamcg Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 14:16
      > 3.Dla odmiany moja świadkowa gryzła się ze swoim mężem, zamiast "pomagać" mi a
      > świadek zajmował się swoją naburmuszoną dziewczyną. W dodatku w ogóle nie
      > umieli się (świadek ze świadkową) zgrać np. przy odbieraniu kwiatów,
      > prezentów. Myśmy już klęczeli przy ołtarzu, a oni biegali po zakrystisad( Do
      > kościoła pojechali z mojego mieszkania osobno, świadek gdzieś tam po drodze
      > odbierał swoją dziewczynę ...W dodatku przy siadaniu w kościele moje krzesło
      > "odjechało", a ani świadek ani świadkowa nie uznali za właściwe pomóc mi i
      > przysunąć je...
      > a)świadkowa siedziała za mną, trzymając swoje kwiaty w jakimś bezgustownym
      > papierze (hehe)

      Po prostu - niewłaściwi ludzie na niewłaściwym miejscu. Świadka, który
      absorbuje sobą całe wesele należy odstrzelić i dobrze zakopać.

      5. Po kościele jedzie się u nas do domu "z błogosławieństwem" - taki dziwny
      > moim zdaniem zwyczaj. No to myśmy pojechali a tymczasem towarzystwo zasiadło
      > do stołu... I wiecie jakie miejsca na nas, nowożeńców czekały? Hehe... Na
      > naszych siedziała moja teściowa i jej syn! A my pokornie trochę z boku tyłem
      > do okna... Myslałam, że po raz kojejny, moja mama - jako gospodyni się tym
      > zajmie... hehe - ale się pomyliłam. Chlebem i solą witała nas kelnerka, bo
      > całe towarzystwo nawet nie zaczekało na nas tylko już usiadło!

      Wniosek - rodzice też nie stanęli na wysokości zadania. Ale żeby obsługa sali
      nie powiedziała teściowej i jej synowi, że te akurat miejsca są dla młodych?
      Albo nie zaznaczyła tego w jakiś wyraźny sposób? Hmmm.


      • natalia178 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 19:14
        Pewnie kelnerka nie chciała być niegrzeczna...a nie było żadnych "ozgóbek dla
        nowożeńców" w tym miejscu...
    • moniamyszka3 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 18:53
      no swietnie.sorry ale az milo czytac!!!czulam sie taka osamotniona ha ha.ja
      daptalam swoja kiecke,lazienka 1.5\1.5 metra byla moja garderoba bo pokoj
      zajela tesciowa,nie moglam sie zasznurowac bo tipsy juz naklejone,wczesnie
      zalozona inna kiecka pod wplywem potu zostawila kolor wewnatrz ramion bordowy
      kolorek taki modny i kazdy ruch ta konczyna barwil moj piekny bialy gorset i
      robil sie on pod pachami coraz i coraz bardziej rozowy...i swiadkowa PALILA
      papierosy przy stole i zapomniala moich kwiatow i pomagalam w swej sukni w
      kuchni i jeszcze jeszcze duzo rzeczy.a teraz smiejemy sie z tego.w sumie to
      bedzie co wnukom opowiadac
      • natalia178 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 19:16
        no cóż... może kiedyś i ja się będę z tego śmiała póki co minęły 2 miesiące a we
        mnie tylko jakiś żal... no i krytykujących nasze zdjęcia ślubne przybyło... A
        nie pokazałam ich nawet w pracy, bo mi wstyd.
    • annajustyna Jedno mnie intryguje.... 27.03.06, 19:18
      Skoro po uroczystosci w kosciele pojechaliscie do domu po blogoslawienstwo, a
      rodzice w tym czasie juz zajadali w restauracji, to kto Wam blogoslawil??? A
      moze rodzice wpadli jak wiatr przed Wami na sale, aby zajac co lepsze miejsca?
      • natalia178 z błogosławieństwem... 27.03.06, 19:21
        Rodzice błogosławią przed ślubem, natomiast w moich stronach po ślubie jedzie
        się do domu ( w którym się będzie mieszkało) z tym Bożym błogosławieństwem...a
        potem wraca na salę
        • annajustyna Re: z błogosławieństwem... 27.03.06, 19:26
          Aha, nie znalam tego zwyczaju... A powaznie: strasznie Twoi bliscy nawalili, oj
          strasznie...
        • mamma320 Re: z błogosławieństwem... 27.03.06, 19:26
          Ale kto błogosławi ? Ja nie rozumiem tylko twoi rodzice a pana młodego już nie ??
          Napisałaś że jak pojechaliście na błogosławieństwo to teściowa zaśiadła na
          waszych miejcach tzn została na sali - no chyba że nie chciała tego ślubu to
          rozumiem nie błogosławi.

          suwaczki.waszslub.pl/waszslub.php?d=2006091600300330
          karolina-krzysztof.weddingchannel.com.pl
          • natalia178 Re: z błogosławieństwem... 27.03.06, 19:30
            Rodzice NIE JADĄ! To młodzi zawożą sobie boskie/księżowskie błogosławieństwo do
            domu, w którym bedą mieszkać. Moi rodzice jak i teściowie mieli w tym czasie
            zabawiac gości w restauracji!
            • joanna_25 Re: z błogosławieństwem... 27.03.06, 20:04
              skąd taki zwyczaj Natalia?? z jakiego rejonu pochodzisz bo pierwszy raz słyszę??
              młodzi sami jadą do domu i co?? błogosławią się?? błogosławią dom?? ktoś ich
              błogosławi?? jak to wygląda??
              pytam poważnie z ciekawości..

              pzdr
              • natalia178 Re: z błogosławieństwem... 27.03.06, 20:16
                Z dziada pradziada ślązaczka. Do domu po mszy "przywozi się" błogosławieństwo.
                Nikt już tedy nikogo nie błogosławi. Po prostu wchodzi się na chwilę do domu
                (pan młody może przenieść panną przez próg, siada się na chwilę i to wszystko
        • moniamyszka3 Re: z błogosławieństwem... 27.03.06, 19:34
          w sumie naprawde cie rozumiem ale skoro nie da sie juz nic cofnac to chyba
          trzeba to jakos zaakceptowac.my to na humor wszystko co mozliwe.zdjecia troche
          mozna "podrasowac".a w sumie to dopoki ich nie widzialam to zylam w slodkiej
          nieswiadomosci.z profilu z usmiechem sardecznym mam dwie brody i strrrrasznie
          garbaty nos!!!!!ohidaaaaaa!!!!aaaaaaaaa!!!!no usmiechnij sie!!!!!!praca to nie
          rodzina nie musisz pokazywac zdjec.wybierz jedno.
    • joradz Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 20:52
      Natalia - dzieki za post. Niezmiernie wazny i to dla wielu z nas zapewne.
      Do mojego slubu jeszcze 5 miesiecy i powiem szczerze,ze jestem troche
      przerazona. Nie mieszkam w kraju ale slub zaplanowalismy w miescie rodzinnym
      wiec wszystko jest zalatwiane jest na odleglosc. Co prawda rodzina i bliscy
      bardzo aktywnie sie w to wlaczaja ale najwiekszy mam problem z suknia. Jestem
      za granica od niecalych 2 lat i szczerze mowiac na bliskie znajomosci moge
      ponarzekac. Wiadomo,ze doradzic moga tylko ci, ktorzy zycza szczerze i chca
      pomoc. Ja niestety nie mam tu takiej osoby wiec zastanawiam sie czy nie wybrac
      sukni na internecie i tak nie zamowic.
      Jakie macie zdanie - czy to moze wyjsc??
      Jest w Stanach taka firma szyjaca ale wszystko na odleglosc. Nie maja sklepu
      ani katalogu.
      www.bridalonlinestore.com/ to ich strona.
      Problem w tym,ze do Polski przyjedziemy na 2 tygodnie przed slubem - wczesniej
      sie nie da. W zasadzie wiec suknie powinnam przywizc ze soba. Przeraza mnie to -
      nie wiem czy uda sie miec w ten sposob te wymarzona....
      Pozdrawiam
      • joanna_25 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 21:08
        Joradz. CZemu po prostu nie zdecydujesz sie na zakup sukienki tam gdzie
        jestes?? Przejzalam stronke ktorą podałas - bardzo podobne sukienki znajdziesz
        w Polsce. A moze nawet tam kupisz bardziej oryginalna...
        Na zakup sukienki wciagu 2 tyg. w Polsce chyba nie masz co liczycsad
        Rozumie, że nie masz przy sobie bliskiej, szczerej osoby, ktora Ci doradzi, ale
        uwierz, ze mierzac sukienki, jedna po drugiej sama juz wiesz i czujesz ktora
        jest dla Ciebie a ktora nie. To wazne zebys w tej jednej jedynej poczula sie
        szczegolnie i wyjatkowosmile
        Ja np. mialam ten komfort, ze byla ze mna moja Mama, dodatkowo nastepnego dnia
        zabralam Mame i siostre mojego mezczyzny co bylo bledem bo kazdej z nich
        spodobala sie inna sukienka i patrzyly "pod siebie" a nie pod katem w której mi
        jest dobrze.
        CZasem lepiej skupić sie na sobie samej...

        Tzrymam mocno kciuki za odważne decyzje i obyś znalazła tą swoją piękną
        suknię!!!smile
        pzdr

        • joradz Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 21:13
          Joanna_25 - dzieki za szybka odpowiedz (a tak na marginesie jestesmy
          imienniczkami smile))
          No wlasnie tez tak mysle,ze nie moge wyboru sukni zostawiac na ostatnia chwile
          i musze pochodzic tu gdzie jestem.
          Mam nadzieje,ze mi sie uda...
          Ale czy myslisz ,ze zamawianie przez internet jest bardzo ryzykowne??
          Dzieki za podpowiedz...
          • joanna_25 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 21:21
            Asia, pewnie że jest ryzykowne. Ale czasem życie jest takie a nie inne i
            trzeba robić ryzykowne rzeczy. Jest ryzykowne bo jeśli nie przymierzysz ŻADNEJ
            sukienki to nie będziesz do końca wiedziała jaka jest dla Ciebie idealna (jaki
            jest Twój krój, typ, kolor, itp).
            Ja np byłam przekonana że kupie w miare klasyczna z gorsetem i linia dołu A na
            lekkim kole, a okazało się po przymiarkach, że pasuje mi tylko i wyłącznie
            obcisła, tzw rybka (lekko rozszerzana ku dolowi). jestem szczupła, mam szczuple
            ramiona i w sukienkach na nawet delikatnym kole wygladalam po pierwsze o jakieś
            20 cm na niższą a po drugie jak "klocek" (to już moje własne doznanie). Gorset
            tez odpada, zdecydowanie ładniej wyglądam (i czuję się!) w całej sukience.
            W rybce wygladam ładnie (piekniewinki taką też sukienkę sobie uszyję (niestety w
            sklepach nie znalazłam nic ciekawgo).

            Musisz przejść się po kilku (nawet jednym) salonie i pomierzyć.
            Gdzie jesteś??
            Bo jak w okolicach Chicago to mogę Ci podrzucić jakieś adresy jak sobie
            poprzypominam (mieszkałam 1,5 roku).
            Pozdrawiam
            • joradz Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 21:27
              No nie - ja jestem w Calgary. Najgorsze jest to,ze ja tu jeszcze nie jezdze
              samochodem wiec dla mnie straszny problem przezucac sie z miejsca na miejsce.
              Ale juz wiem gdzie znajduje sie kilka sklepow z sukniami tylko problem w tym
              zeby ktos stanal z boku i obiektywnie doradzil. Musze poprosic kogos - chociaz
              moj narzeczony zaproponowal pomoc ale to chyba nie moge tego brac pod uwage..
              no i nie chce - chcialabym zeby jak mnie zobaczy - juz w sukni - to zeby
              jeszcze raz sie zakochal -))))Po prostu to ma byc niespodziank...
              Ale oczywiscie masz racje - musze poprzymierzac....
              Dziekuje Ci bardzo smile))
    • aldialdi Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 27.03.06, 22:01
      Nie zazdroszczę sytuacji ale nie sądzę żeby było az tak żle. A niektóre rzeczy
      można jeszcze naprawić, np zdjęcia. Może po porodzie jeśli macie jeszcze stroje,
      wcale nie dla rodzinki ale dla siebie samych, dla swojego własnego zadowolenia.
      Z drugiej strony ja jestem z tych osób którym ślub nie przyćmił całego życia i
      nie dałam się zwariowac tym całym przygotowaniom, suknię miałam idealną, kwiaty
      których wcześniej nie widziałam też, cała reszta też ok. Pewnie że są rzeczy
      które teraz zrobiłabym inaczej ale było, minęło, ciesze się tym co miałam.
      Wpominaj to co dobre a nie to co złe.\
      Głowa do góry.
    • vanessa_pettite Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 28.03.06, 12:14
      Natalia, współczyję Ci, że tak wygladał Twój ślub i przyjęcie, ale trudno życie
      toczy sie dalej. Ja mam TEN NAJWAŻNIEJSZY DZIEŃ w czerwcu i od lutego jestem na
      etapie przygotowań. Całośc organizuję i finansuję TYLKO z moim narzeczonym;
      sami wszystko ustalamy i sami jesteśmy za wszystko odpowiedzialni - dzięki temu
      mamy komfort psychiczny, nikt nam niczego nie sugeruje, nie naciska itd.
      Z Twojej "opowieści" wynika, że jesteś osobą przywiązaną do tradycji, ale Twoi
      goście juz chyba nie. Chodzi mi o "zawiezienie błogosławieństwa do domu po
      ślubie". podejrzewam, że wg ścisłej tradycji goście weselni czekali na
      Młodych "ze śpiewem na ustach" (tzw. regionalne przyśpiwki) Warto się
      zastanowić co zachować z tradycji, a co sobie darować. Ja przeciw tradycyjnym
      obrzędom nic nie mam, ale uważam, że nie nalezy kultywować "martwych gestów"
      dla zasady. My zaplanowaliśmy tradycyjne błogosławieństwo przed ślubem,
      powitanie chlebem i solą oraz oczepiny. I na tym koniec kropka. Co z tego, że
      na "tradycyjnych polskich weselach" są konkursy - nam się to nie podoba i u nas
      tego nie bedzie. Tak samo z kapelą; czy nie lepiej mieć przytomnego d-dżeja,
      który zagra wszystko, bo wszystko jest dostępne na płytach - zamiast trzech
      wąsaczy z grzywką z tyłu w złotych marynarkach i... Kapitańskie Tango? Tak samo
      z poprawinami, które podwajaja koszt, a czy nie lepiej się WYSPAĆ i spedzić ten
      dzień z mężem (z żoną - to wersja dla M) na czytaniu zyczeń z kartek
      i "liczeniu" prezentów cha cha , oczywiście zartuję z prezentami, ale koperty
      tez stały sie tradycyjne - to taka "nowa świecka tradycja". Ech Natalio,
      odpisuje na Twój "koszmarek", ale mam nadzieję, ze tekst mój przeczytają inne
      panny na wydaniu i moze skorzystają wink A Tobie Natalio zyczę wszystkiego
      dobrego, zapomnij o tym co było i jak będziecie chrzcili dziecko, pamiętaj
      przede wszystkim o nim a nie o tradycyjnych chrzcinach. Aha, zarezerwujcie
      sobie krzesła przy stole, aby teściowa sie nie rozsiadła cha cha Głowa do góry,
      trzymaj sie smile))

      Vanessa
      • vanessa_pettite Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 28.03.06, 12:37
        Aha jeszcze coś dorzucę - nie kręćcie "superprodukcji"1 Błagam! Koszty ogromne,
        a potem kasety pokrywa kurz stuletni. Wiem to od bardzo wielu osób, które
        decydowały się na film z wesela. Lepiej za te pieniądze gdzies pojechać, albo
        zabawić się i czesć

        pozdrawiam wszystkich
        Van
        • justm Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 28.03.06, 20:58
          vanessa - mówisz o filmie z wesela? za nasz zapłacimy ok 1 tys - za takie
          pieniądze nigdzie się nie pojedzie wink))
        • joanna_25 Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 28.03.06, 21:07
          a właśnie że róbcie dziewczyny swoje super-produkcje!! bo pojechac można ZAWSZE
          a slubu już nikt nigdy Wam drugi raz nie nakręcismile

          A z doświadczenia mojej przyjacióły wiem, że film się przydaje - niektóre z nas
          w wyniku stresu jakim jest TEN dzień nie są w stanie zupełnie sie zrelaksowac i
          przez te wszystkie nerwy i napięcie niewiele z tego dnai pamiętają. Moja
          wspomniana kol. przyznaje, że dopiero na filme, któy uwielbiamy sobie od czasu
          do czasu obejrzeć zobaczyła, kto jak się bawił, jak poubierani byli goście,
          jaki byl nastrój, itp...
          To pamiątka na całe życie. I chyba fajna frajda pokazać swoim dorastającym
          później dzieciom taka pamiątkę?? Choćby dla śmiechu...
          NAGRYWAJCIĘ!!! To nie kosztuje fortunę. A jak już wspomniano za tysiąc złoty
          nawet nad Bałtyk nie pojedziesz...
    • paul_ina Re: koszmarek dnia ślubu - smutne, ale ... 28.03.06, 21:07
      hej Natalia,

      najważniejszy komentarz do Twojego posta napisała już kotekkk:

      "napisz coś optymistycznego np. ze masz fajnego męża smile)
      no bo jeżeli to też nie to naprawdę fatalnie
      A jezeli tak to naprawde nie masz się czym zamartwiać"

      Dzięki za posta, kilka spraw do przemyślenia!
    • kbor dziwne 28.03.06, 21:15
      Nikomu nie ublizajac to mysle ze sama jestes sobie winna.

      Opisujesz ze cos Ci nie pasowalo, ale czemu sama nie mowilas nikomu zeby to
      pozmienial. To Twoja impreza byla, wiec masz prawo mowic ze jest be i ma sie
      zmienic....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja