natalia178
27.03.06, 11:03
prawdziwe

Jak sobie tak czytam o Waszych przygotowaniach, to myślę, że macie
rację. Ja przed ślubem prezentowałam "tumiwisizm", czyli "wszystko się jakoś
ułoży" i... nic się nie ułożyło a wyszło fatalnie

Opiszę Wam któtko, na
zasadzie ostrzeżenia...
1.Suknię szyłam dosłownie tuż przed ślubem i nie było czasu na poprawki
a) była za długa

(, krawcowa nie ostrzegła mnie, że ja nie tylko bedę stać,
ale też muszę w niej chodzić ( przyjęcie było bez tańców) - zanim wsiadłam do
samochodu wytarłam nią dosłownie wszystkie pajęczyny na klatce schodowej , nie
piszę już ile razy się sama o nią potknęłam a ile razy nadepnął niechcący Pan
Młody
b)to co śmieszyło mnie przy przymiarce, czyli miejsce na "brzuszek" - bylam w
2 miesiącu ciązy- na zdjęciach wyszło tragicznie; na niektórych wyglądam jak w
9 miesiącu ciąży, choć w dniu ślubu byłam jeszcze płaska jak deska

(
Popełniłam błąd mówiąc, ze jestem w ciąży(ale powiedziałam ile!!), bo krawcowa
przesadziła

(
c)ślub brałam zimą, więc krawcowa wzięła też poprawkę na "koszulkę" pod
sukienkę - skutek - opadające za bardzo rękawy

((
2. Nie widziałam wcześniej kwiatów, które miały być przypięte do samochodu .
Pani w kwiaciarni powiedziałam, że ma to być coś pasującego do moich
łososiowych róż. No i był.... bukiet w kolorze różu, który dosłownie gryzł się
z moim
3.Dla odmiany moja świadkowa gryzła się ze swoim mężem, zamiast "pomagać" mi a
świadek zajmował się swoją naburmuszoną dziewczyną. W dodatku w ogóle nie
umieli się (świadek ze świadkową) zgrać np. przy odbieraniu kwiatów,
prezentów. Myśmy już klęczeli przy ołtarzu, a oni biegali po zakrysti

( Do
kościoła pojechali z mojego mieszkania osobno, świadek gdzieś tam po drodze
odbierał swoją dziewczynę ...W dodatku przy siadaniu w kościele moje krzesło
"odjechało", a ani świadek ani świadkowa nie uznali za właściwe pomóc mi i
przysunąć je...
a)świadkowa siedziała za mną, trzymając swoje kwiaty w jakimś bezgustownym
papierze (hehe)
4. Jedna z ciotek rzuciła się do składania życzeń życzeń już w kościele. Mam
żal do naszych rodziców, że nie odciągnęli delikatnie towarzystwa na zewnątrz.
Czułam się głupio, wzrokiem szukałam swiadkwej, dopiero musiałam jej mówić,
żeby mi pomogła (choć np. mogła jej zwrócić uwagę moja mama..)
5. Po kościele jedzie się u nas do domu "z błogosławieństwem" - taki dziwny
moim zdaniem zwyczaj. No to myśmy pojechali a tymczasem towarzystwo zasiadło
do stołu... I wiecie jakie miejsca na nas, nowożeńców czekały? Hehe... Na
naszych siedziała moja teściowa i jej syn! A my pokornie trochę z boku tyłem
do okna... Myslałam, że po raz kojejny, moja mama - jako gospodyni się tym
zajmie... hehe - ale się pomyliłam. Chlebem i solą witała nas kelnerka, bo
całe towarzystwo nawet nie zaczekało na nas tylko już usiadło!
6. No i kolejny koszmarek czyli zdjęcia. Nie chciałam kamery( to w końcu
skromne przyjęcie na 25 osób, bez tanców) tylko zdjęcia robione przez świadka
(błąd kolejny, bo większość zdjęć baaaardzo nieudana

() i u fotografa (za to
najlepszego w miescie...) Panu powiedziałam szczerze, że chcemy tylko 3 ujęcia
No i pan widząc taką "biedną" parę jak my - ja nawet welonu nie miałam) zrobił
nam 3 zdjęcia nawet bez zbytniej fatygi (no cóż, w końcu nie zarobił na nas)
a) myślałam, że jakoś nas ustawi, a on tylko prosze stanąć tak , tak i tak ...
i teraz mam skutek: na 1 zdjęciu włosy opadają mi na pół twarzy... i barzo
brzydko układa się lewy rękaw

na zdjęciu 2 mąż wygląąda jak grubas a na 3 ja
pokazuję wszystkie swoje zęby, co w moim przypadku jest tragedią , bo uśmiech
mam niefotogeniczny
b)teraz rodzina ma nam za złe, że robiliśmy zdjęcia TAM, że nie zabraliśmy
rodziców itd

c)sama się malowałam i wyglądam jak trzy ćwierci do śmierci na tych zdjęciach
d)moja "naturalna" fryzura - włosy rozpuszczone i lekko podtapirowane padły na
pół godziny przed kościołem
Zazdroszczę Wam dziewczyny, że wszystko przed Wami, że możecie planować i
dopracowywać szczegóły. Ja poszłam na żywioł i bardzo tego teraz żałuję.
Myślałam, że w tym dniu postarają się troszkę rodzice i świadkowie, ale
prawda jest niestety taka, że jeśli WY o coś nie zadbacie, to NIKT nie zrobi
tego za mnie. Naprawdę współczuję moim gościom, ja nie chciałabym się "bawić"
na takim ślubie jak mój. Mimo, że wyżerka była przednia, to z nudów można było
zejść...