czy ktos sie przyzna do lęku ...???

31.03.06, 23:09
takiego zwyczajnego .. przed slubem , przed zyciem dalej , przed tym co
bedzie?
jak czytam te wszystkie ochy i achy to juz sama nie wiem , albo ja sie po
prostu z tym facetem nie powinnam wiazac albo tu jest jakas jedna wielka
sciema ... czy naprawde tylko dj , suknia i oprawa jest najwazniejsza..?
www.tritka.bloog.pl

16.06.2006
    • plessok Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 31.03.06, 23:15
      ja sie to cykam przed podejsciem do dziewczyny a nie mowie o slubie...wiec
      pewno inni chyba nie sciemniaja...jak ktos traktuje zwiazki jak rekaiwczki to
      pewno nabija sie ale sa tacy co innaczej podchodza do problemu
    • kulac Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 01.04.06, 06:47
      Ja się boję, ale nie tego czy to TEN, bo to wiem, czuję. Boję się czy się
      spełnię jako żona, matka. Czy sobie poradzimy finansowo. Czy będę miała
      satysfakcjonującą pracę.itp. Boję się też czasami wyprowadzać z domu, ale
      częściej czuję, że chce z nim być już każdego dnia. Patrzę z nadzieją na to
      wszystko i wierzę, że jeżeli mamy być razem to wszystko się uda.
    • inezz24 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 01.04.06, 11:04
      Wiesz, ja myślę że każda z nas ma jakies obawy - mniejsze albo większe. I
      powiem Ci, że ta przedweselna gorączka, to szaleństwo kwiatowo-sukniowo-
      cateringowe pozwala czasem o tych obawach zapomnieć i skupić na tak naprawdę
      błahostkach.
      Ja nie mówię, że ja, czy inne forumki wątpią we właściwość swojej decyzji. Ale
      to jest tak cholernie ważny krok w życiu, że nie można moim zdaniem nie
      poświęcić temu choć odrobiny refleksji.
      Ja też się boję - że życie nie ułoży się tak, jak tego pragniemy. Że może
      jakieś problemy zgaszą w nas bezgraniczną miłość i zrobią z nas cyników (i nie
      przekrzyczcie mnie, że miłość wszystko przetrwa - ja chce w to wierzyć, ale
      widziałam juz wiele). Boję się, że powtórzymy błędy/nie-błędy naszych rodziców
      (każde z nas jest dzieckiem z drugiego małżeństwa, albo stałego związku). Albo
      że szara codzienność zbyt mocno da nam się we znaki...

      Ale mimo tych obaw WIERZĘ. Wierzę w NAS. Bo wiem, że jestem z człowiekiem, z
      którym chcę się zestarzeć. I że zrobimy wszystko, żeby nasza miłość trwała. A
      resztę roztrzygnie los...
      • miwonka81 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 02.04.06, 02:10
        Pięknie napisane... Pozdrawiam smile
      • justm Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 04.04.06, 07:25
        podobnie jak inezz. ja się zaczęłam bać strasznie, po ostatnich utarczkach
        słownych z narzeczonym i po urlopie, który nie był taki, jak bym pragnęła sad
        boję się bardzo.
        i boję się, że podzielimy los naszych rodziców, którym się nie udało.
    • klodzianka Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 01.04.06, 11:13
      Myślę, że każdy się boi. Słyszałam nawet o badaniach, że im krócej do terminu
      tym wiecej wątpliwości - a już u facetów tuż przed ślubem to ta krzywa skacze
      do góry jak trampolina! smile my kobitki jesteśmy zrównoważone - wątpliwości
      proporcjonalnie rosną ;P
      • olkao Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 01.04.06, 11:22
        Ja się boję - a raczej mam tremę - przed uroczystością! B.nie lubię publicznych
        wystąpień i bycia w centrum uwagiwink
        Ale z drugiej strony też b.cieszę się na ta imprezę i na to, że mogę zaprosić
        tyle miłych bliskich mi osóbsmile
        A samego małżeństwa się nie boję - oboje nie mamy juz 25 lat i trochę już wiemy
        jak należy o związek dbać, żeby było fajnie jak najdłużejsmile))
        • cusa Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 01.04.06, 11:45
          Ja też sie boję-co bedzie po ślubie, czy sie jakoś nie zmienimy, czy przetrwamy
          wszystkie kryzysy, co będzie gdy dzieci przyjdą, czy w ogóle sobie poradzimy,
          czy będziemy sie dogadywac jak zamieszkamy razem. Ja chyba wszystkiego sie boję.
          Czasem nawet zastanawiam sie, czy to TEN, bo niektóre osoby "doradzają" mi żebym
          sie zastanowiła, czy jestem tego pewna i takie tam. Nie wiem, może to przez
          zazdrość, bo nie wszystkim moim koleżankom sie udało. No i czasem moja mama tez
          gada, że wolałaby bym wyszla za jakiegoś bogatego, bóg wie jak wykształconego
          itp. faceta.
    • maya28 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 02.04.06, 10:03
      Ja nieczuję lęku przed tym co będzie, może jestem dziwna, ale wiem, ze to ten
      człowiek, że będziemy szczęśliwi i poradzimy sobie. Ślub dla nas to chęć
      podzielenia się z bliskimi naszym szczęściem, uroczyste powiedzenie TAK i
      świętowanie tego. Poza moim nazwiskiem niewiele się zmieni. Więc przygotowujemy
      się do tego dnia jak do najważniejszego święta, dbamy o szczegóły, żeby było
      jak najpiękniej. Do ślubu zostało niecałe 5 miesięcy, więc może emocje jeszcze
      wezmą górę, ale to będą tylko emocje, a nie lęki. To poczucie pewności, w dużej
      mierze zawdzięczamy pewnie temu, ze mieszkamy razem, nie wyobrażaliśmy sobie
      innego wyjścia. Życzę Ci, zeby u Ciebie to też okazały się tylko emocje a nie
      prawdzie wątpliwości.
    • anulka_1 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 03.04.06, 16:04
      ja się trochę boje. Oboje jesteśmy nerwusy i mam nadzieje ze nas szara
      rzeczywistosc nie zadepcze.
    • sandraa3 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 03.04.06, 16:39
      ech... dopadło mnie. Byłam twarda az tu nagle, tydzien temu mnie dopadł wręcz
      paiczny lęk. Na szczęśce mija. wink
      Jak ktos mądrze napisał te wszystkie bzdurki pt kolor bukietu itp pomagaja nie
      mysleć za bardzo.
      Dla mnie slub (nie wesele) to tak wazna i powazna sprawa, ze sama sie sobie
      dziwie, że dopiero teraz mnie stach dopadł.
    • nionczka Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 03.04.06, 17:04
      Ja sie nie boje zamazpojscia. Od 7 lat, dzisiaj i jutro wiem, ze chce spedzic
      zycie z tym wlasnie czlowiekiem. Potem moze okazac sie, ze to jednak nie ten.
      Biore pod uwage taka mozliwosc. Wszystko moze sie zdazyc. A poza od czego sa
      rozwody? (biore slub cywilny). Dla mnie rozpad malzenswta nie jest fiaskiem.
      Fiaskiem jest tkwienie w nieudanym zwiazku, wbrew wlasnej woli i chciom.
      Utrata pracy czy problemy finanswoe w ogole nie zaprzataja moich mysli.

      Jedyne co mnie niepokoi to stan zdrowia moich bliskich, to czy bede mogla miec
      dzieci i czy urodza sie zdrowe. Ale staram sie nie myslec o tym. Nie mam
      powodów myslec, ze cos takiego bedzie mialo miejsce wiec po co sie zamartwiac
      na zapas.
      Lepiej cieszyc sie zyceim poki jestesmy razem.
    • annubis74 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 03.04.06, 18:18
      Oj ja też tak mamsmile Wiem, że mój facet jest naprawdę cudowny, zdarzyłam go już
      trochę poznać bo od 1,5 roku mieszkamy razem, wiec wiem że i w życiu codziennym
      jest wspaniały, chociaż oczywiscie niebo nie zawsze jest bezchmurne. ale dla
      mnie ślub to moment bardzo ważny, kiedy zapada klamka, przysiegasz komuś że
      będziesz z nim na całe życie, na dobre i złe. I to jest straszliwa
      odpowiedzialnośc, wiec chyba nic dziwnego, ze nachodza człowieka takie
      wątpliwości. rzeczywiście na tym forum tego nie widać, jakby to kiecki czy
      kolor zaproszeń, albo pierwszy taniec była ważny. Ale i realu, w rozmowie ze
      znajomymi widze, ze wszystkie moje koleżanki te zamężne i te przyszłe żony,
      chyba nigdy nie miały takich refleksji...
    • bacha1979 Re: czy ktos sie przyzna do lęku ...??? 04.04.06, 12:03
      Owszem, ale razcej obawy związane z rzeczami niezależnymi od nas. A wiec tyu,
      zdrwoie itp...
      Niedawno w mojje rodzinie dalszej był przypadek, że w ciagu 1,5 roku matka i
      dwie młode córki owdowiały...Nic nie zapowiadało nieszczescia, jednak się
      stało... I jak się tu nie bać.... sad
Inne wątki na temat:
Pełna wersja