magdalenkaaa4
10.04.06, 12:19
hej!
ślub jw.wystąpię w sukni st.patric Drac. Sala jest, dj. jest, zaproszenia,
obrączki,fotograf: są, samochód mamy własny, na nauki chodzimy. ech...w
zasadzie prawie wszystko jest

Rozmarzyłam się dzisiaj

zrobiło się ładnie, słonko świeci i wreszcie po wielu
stresach zaczyna mnie cieszyć mój ślub.
Byłam bardzo szczęśliwa przez jakis 1 dzień po zaręczynach(to było w maju
2005)... do czasu az ojciec sie na mnie obrazil ze biore ślub i zaczął rbić
problemy, w zasadzie teraz tez robi ale juz mi to wisi..moze dlatego sie
ciesze wreszcie.w zasadzie wszystko spadło na moją głowe, zalatwianie sali i
innych rzeczy bo narzeczony pracuje w zasadzie w całej Polsce, gdzie go wyslą
tam jedzie i przyjezdza na weekendy, Więc na początku była załamka, wszystkie
wymowki pretensje, a to zaplace ci za slub a to nie zapłace wysłuchiwałam ja

i myśli o rezygnacji..zwłaszcza ze studiuję mam sporo zajęć i pisze prace
magisterską więc czasu mam mało

za to stresów mnóstwo.
ale kiedy powiedziałam wreszcie to wszystko narzeczonemu , a przede wszystkim
to ze mam dość nie mam siły i zastanawiam sie czy nie zrezygnować dużo sie
zmieniło... na lepsze. Stara sie teraz tak ze az sie czasem wzruszam, o
wszystko pyta, stara sie sam dzwonic i załatwiac różne rzeczy. Nie mowi juz
wybierz cos sama a ja sie dostosuje,doradza

poniewaz nie rozmawiam z
ojcem(niestety)moj narzeczony dzwoni i uzgadnia z nim różne rzeczy zebym ja
sie nie denerwowała.ech i tak sie właśnie rozmarzyłam...bo zaczynam sobie
powoli wyobrazac ten dzien i ciesze sie ze moje wątpiliwosci co do tego czy
wybrałam dobrze okazały sie kompletnie nieuzasadnione. Widze ze mam na kim
polegać i ze ktoś mnie zrozumie i nawet jak cos bedzie nie tak to sie dogadamy

planujemy tez cos na przyszłość..nie tylko sam slub i wesele