Martwię się...

11.05.06, 15:25
Mam ślub 16.09., ale już o tym myślę. Denerwuję się dwoma rzeczami, na które
tak naprawdę nie mam wpływu. Pierwsza rzecz to mój ojciec i jego rodzice. Od
1996 roku nie utrzymuję z nimi kontaktu, ale moja rodzina (ta, którą
zapraszam) owszem. Nie chcę ich na swoim ślubie, ale oni są bardzo złośliwi.
Na pewno się od kogoś dowiedzą, gdzie będzie ślub, o ile już nie wiedzą i
martwię się, czy nie zechcą się pojawić, żeby coś zepsuć. I nie jest to
przesadzone, przez pięć lat walczyłam z ojcem w sądzie i usłyszałam od niego
takie rzeczy, iż nie mam wątpliwości, że nie będzie miał skrupułów żadnych.
A druga rzecz to taka, że jestem chora na padaczkę, w dodatku niezaleczoną i
boję się, że akurat w tym dniu, w tym jedynym dniu, momencie...Mama boi się
też, bo to stresy, flesze z aparatów, zmęczenie i w ogóle... No masakra by
była! Mam nadzieję, że Wy nie macie takich rzeczy, na które nie macie wpływu,
a które naprawdę mogłyby popsuć ten Wasz Wielki Dzień!
Pozdrawiam Was dziewczyny!!
    • filar_zf Re: Martwię się... 11.05.06, 15:40
      Przykro mi Aniu. Cóż moge więcej powiedzieć. Może to jest czas, zeby pójść do
      neurologa, pewnie są jakieś środki zapobiegawcze. Co do rodziny, to nie myśl o
      tym, staraj się wyrzucić to z pamięci. Na ślubie będzie pewnie paru zaufanych
      osób, szczególniemężczyzn poroś, zeby np. dwóch z nich miało oko na otoczenie
      i w miarę potzreby, dyskretnie wyprosili niechcianych gości.
      Ja z nieprzewidywalnych rzeczy mam rodziców taty i jego siostrę, jak walną
      fochy to impreza się sypnie, ale staram się tym nie przejmować, orócz nich
      będzie jeszcze 100 innych osób, które będe sie dobrze bawili. Nieprzewidywalna
      jest też moja nieleczona alergia, nigdy nie wiadomo czy obudze się z katarem, i
      bólem głowy czy nie. Jakby co pójdę do slubu zasmarkana smile)

      Głowa do góry
      Zuza
    • kotka81 Re: Martwię się... 11.05.06, 15:43
      droga Aniu ze smutkiem przeczytalam twoj list niestety na pewne rzeczy nie mamy
      wplywu. Jedynie co moge ci poradzic to to abys sie nie przejmowala tak bardzo i
      sprobowala sie zrelaksowac i pomyslae o przyjemnych rzeczach zwiazanych ze
      slubem i weselem a moge powiedziec ze jest to bardzo mile doswiaczenie w zyciu
      kobiety.jesli chodzi o twojego ojca to poprostu postaraj sie o nim nie myslec a
      nawet jesli pojawi sie na twoim slubie to poprostu go zignoruj i nie daj sobie
      zepsuc tego dnia jesli chodzi o twoja chorobe ja mialam podobne obawy sama mam
      bardzo mocna migrene do tego stopnia ze trace swiadomosc i tez sie obawialam
      zeby atak nie przyszedl w dniu slubu na szczescie zadzialala adrenalina i bylam
      tak zabiegana ze nie mialam chyba czasu na zadne ataki caly czas myslalam
      pozytywnie i czarpalam radosc z tego wielkiego dnia mozesz przciez wziac cos na
      uspokojenie isc na spacer na pewno bedzie dobrze mysle ze w tym dniu nie
      bedziesz miala nawet czasu myslec o chorobie pozdrawiam goraco
      • aserath Re: Martwię się... 11.05.06, 15:50
        aniu, staraj sie jak najmniej martwić, gdy to jeszcze bedzie potegowalo twoj zly
        nastrój. znasz zasady samospelniającej sie przepowiedni? nie powiem ci zebys sie
        nie denerwowala, bo tak sie NIE DA, ale w chwilach gdy nachodza cie smutne
        mysli, czy zmartwienia, staraj sie WYOBRAZAC sobie mile chwile, ze np. tanczysz
        w bialej sukni z ukochanym, a goscie sie smieja, albo ze wznosicie toast i
        widzisz usmiechniete twarze wszystkich zaproszonych... wyobrazaj sobie radosne
        chwile i staraj sie nie dopuscic do natloku panicznych mysli.
        co do twojej choroby - nie poradzę ci bo kompletnie sie na tym nie znam. moze
        skonsultuj z lekarzem, moze cos ci poradzi?

        a co do nieproszonych gosci - dowiedz sie czy tam gdzie masz wesele jest jakas
        ochorona zeby wrazie co wyprosic ich, albo naprawde popros dwóch mezczyzn o
        bycie czujnym i w razie co o reakcje..

        pozdrawiam cie serdecznie smile
    • kami315 Re: Martwię się... 11.05.06, 16:07
      Z tą wartą przy drzwiach to dobry pomysł. Niech ktoś ma oko na niechcianych
      gości. Mój tato też będzie w razie potrzeby pełnił funkcję ochroniarza na moim
      weselu. Cóż - nie odpowiadamy za zachowanie innych.
      A jeśli chodzi o rzeczy na które wpływu nie mamy, jest tylko jedna rada - nie
      przejmować się za mocno. Ja na przykład mogę zemdleć. Jest taki moment w
      kościele, kiedy nagle wszyscy wstają, zaczynają śpiewać, organista gra, a ja
      bach - leżę jak długa. Nie raz mi się zdarzyło. Głównie przez to unikam kościołów.
      I co - mam się z tego powodu powiesić?
      Najwyżej będzie się z czego śmiać przy oglądaniu płyty wink
      Wyluzuj się - stres może mieć w taki dzień moc zbawienną smile))
      Pozdrawiam serdecznie!
    • annawoj Re: Martwię się... 11.05.06, 20:31
      Aniu, napisalam do Ciebie na gazetowego maila.
Pełna wersja