sarna999
31.05.06, 19:04
Byliśmy zaręczeni od roku (razem od 3 lat). miesiąc czy dwa temu zaczęłam
wspominać o ślubie-pojeździjmy,poszukajmy sali. odpowiedź:tak, jak znajdę
czas.nie było większych efektów. ostatnio jednak nawet wybraliśmy się na galę
ślubną-on sam zaproponował.To było w poprzedni weekend.Potem jeszcze kilka
przemiłych wspólnych dni i nocy i nagle w piątek rzucił mnie.Powiedział to
przez telefon. Prosiłam, błagałam,żeby zmienił zdanie,ale on
odpowiedział:zacisnę zęby ale już nie będzie więcej ze mną.Twierdził,że ma
mnie dosyć,tego że się czepiam,że pracuje (po 15h na dobę 7 dni w tygodniu)i
nie ma dla mnie czasu,że chce ślubu, którego on nie chce w tym momencie.Dzień
wcześniej jego mama sama mi mówiła,żebym sie nie martwiła o ślub bo on będzie
prędzej czy później ale będzie..Oszalałam z rozpaczy.Chciał się spotkać w
sobotę,żebyśmy sobie oddali wszystkie rzeczy.Nie zadzwonił ani nie odbierał
telefonów.Przestałam wydzwaniać.Napisałam mu tylko to co chciał-co ma
oddać.To było w sobotę. Od tamtej pory nie dzwonił.Dziś nie wytrzymałam i
napisałam mu że tęsknie i spytałam sie czy on tęskni za mną-nic nie odpisał.
Stwierdziłam że musimy się wreszcie spotkać i porozmawiać,niech mi to
wyjaśni,..bo ja cały czas mam nadzieję.Zadzwoniłam ale nie odbierał.Nagrałam
się,nie oddzwonił.Jestem załamana.Dwa dni pierwsze przeżyłam spokojnie ale
tera już tak bardzo za nim tęsknię.Nic nie robię,tylko płaczę.Nie rozumiem
go.Przecież byliśmy zaręczeni.Co ja mam robić?